XVI rocznica powstania Radia Maryja
Zakończyły się dwudniowe obchody XVI rocznicy powstania Radia Maryja. Uczestniczyłem w nich, zarówno w Toruniu jak i Bydgoszczy. Tradycyjnie już biegunki medialnej dostały TVN i „Gazeta Wyborcza”. Stacja Mariusza Waltera i Milana Subotićia poszła najdalej, bo przydzieliła ojcu Rydzykowi specjalną kuratelę w postaci swojej funkcjonariuszki Anny Machowskiej, „dziennikarki” do specjalnych poruczeń, która poleciała za ojcem Rydzykiem aż do Ameryki Południowej z płonną nadzieją na sprowokowanie redemptorysty (program TVN „Uwaga”). Z kolei „Gazeta Wyborcza” w pierwszym dniu obchodów rocznicy Radia Maryja od samego rana czujnie relacjonowała „na żywo” w internecie rozwój wypadków w Toruniu, okraszając relację wymownymi zdjęciami, z których jedno liczyło lat co najmniej kilka, ale to w końcu mało istotny szczegół, zwłaszcza w organie Adama Michnika.
Węszono sensację i dantejskie sceny, których jak na złość nie było. I być nie mogło, bo uroczystości miały głównie charakter religijny i modlitewny, co bardzo trudno docierało do laickich mediów nastawionych na zupełnie co innego. W obchodach udział wzięło ponad stu kapłanów z całego kraju, w tym jedenastu biskupów: biskup polowy Wojska Polskiego gen. dyw. Tadeusz Płoski, biskup pomocniczy diecezji łowickiej Józef Zawitkowski, Andrzej Suski, ordynariusz diecezji toruńskiej, jego biskup pomocniczy Józef Szamocki, biskup pomocniczy diecezji łomżyńskiej Tadeusz Bronakowski, Antoni Dydycz, ordynariusz diecezji drohiczyńskiej, Ignacy Dec, ordynariusz diecezji świdnickiej, Stanisław Napierała, ordynariusz diecezji kaliskiej, biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej Edward Frankowski, biskup senior diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej Tadeusz Werno, Wiesław Mering, ordynariusz diecezji włocławskiej. Tradycyjnie już w uroczystościach udział wzięła matka ks. Jerzego Popiełuszki, gorąco witana przez wiernych.
W lipcu 2001 roku w „Gazecie Bydgoskiej” popełniłem tekst o Radiu Maryja, który pozwalam sobie przedrukować na końcu wpisu. Wówczas, podobnie jak dzisiaj, wokół ojca Rydzyka i jego radia wznosił się klangor postępowych umysłów i salonów. Ten klangor nie ustaje, a nawet przybiera na sile, czego przejawem są coraz brutalniejsze ataki i prowokacje w stosunku do rozgłośni, która nie wpisuje się w postępowy scenariusz, która jednoczy miliony słuchaczy, stając się ofertą wolności dla tych, którzy chcą uciec od monokultury liberalnych mediów, chcą posłuchać i włączyć się w nurt żywej modlitwy, wysłuchać głosu biskupów i nauki Kościoła. Chcą wreszcie rozmawiać o Polsce bez ciężaru politycznej poprawności, szczerze i aż do bólu, nie omijając tematów tabu.
Radio Maryja, warto o tym wspomnieć, jest ulgą i pomocą dla chorych i cierpiących, dla tych, którym przychodzi żegnać się z tym światem, którzy odchodzą za „bramę wielkiej ciszy” wsłuchani ostatkiem sił w gorącą modlitwę płynącą do nich z ich radia. Szepcząc jej słowa do ostatniego tchnienia po cichu odchodzą do Pana Boga, pogodzeni i przygotowani na spotkanie z Nim. Nie ma takiego drugiego medium, które by tak do końca towarzyszyło człowiekowi w jego wędrówce na ziemi. To jest właśnie fenomen Radia Maryja, którego nie dostrzegają jego krytycy. Jest do końca z tymi, którzy zostali pogardzeni i odrzuceni, pozostawieni sami sobie. Dzięki Radiu oni nie są już sami. Ono pomaga im przygotować się na Ostateczność, pogodzić z nieuchronnością i godnie odejść z tego świata. Jest żywym łańcuchem ludzkich uczuć, bo mówi prostym językiem, z którego zbudowane są właśnie uczucia. Nie da się tego Radia zmierzyć i opisać filozofią „mędrca i oka”, bo wymyka się ono standardom. Nie kłania się salonom i wielkim tego świata. Pozostaje sobą. Płynie pod prąd, jak wszystko co silne i zdrowe. Płynie pod prąd, bo płynie do źródła.
Radio non grata
(”Gazeta Bydgoska”, lipiec 2001 r.)
No i przeżyliśmy prawdziwy rejwach. Telewizja publiczna i niepubliczna wespół z prasą, pokazały wreszcie narodowi, jak to Radio Maryja miast w włosienicy chodzić i przepraszać że żyje, ma czelność być nowoczesną i dynamiczną rozgłośnią radiową. I o ile sama nowoczesność piewcom tolerancji nie przeszkadza, o tyle nowoczesność w wydaniu Radia Maryja, jak najbardziej. A to dlatego, że jest to nowoczesność bezczelna, gdyż nie uzgodniona z autorytetami.
W czasach dzisiejszych nie uzgodnienie linii ideowej jakiegokolwiek środka przekazu z salonami intelektualnymi, Komitetem Integracji Europejskiej, czy też społecznością międzynarodową, z miejsca powoduje kłopoty i podpada pod – nienazwany wprawdzie, acz funkcjonujący – paragraf medialnej i politycznej infamii. Doświadcza tego każdy, kto w temacie mediów wykazuje zatwardziałość serca i rozumu wobec jedynie słusznej drogi, jaka jest dzisiaj Polakom serwowana. Jednak w przypadku Radia Maryja infamia nie wystarcza, gdyż od dawna stosowana nie przyniosła spodziewanych rezultatów.
Na nic zdały się próby poróżnienia Radia z episkopatem, sugerowania rozłamu w Kościele czy wprost „lefebryzmu”. Skutek okazał się wręcz przeciwny, toruńska rozgłośnia swoją wyrazistością i oryginalnością przyciągnęła kolejnych słuchaczy, złaknionych normalności i szczypty swojskości. To jest oczywiście dla wszystkich funkcjonariuszy pióra zatroskanych o polski katolicyzm sprawa niesłychana, bo jakże to – żeby we współczesnym świecie rzeczy tak nieprawdopodobne szły na antenę. I to gdzie, na cały świat.
Stąd obserwowany kociokwik i rozdzieranie szat nad niereformowalnym ojcem Rydzykiem, który – o zgrozo – porwał za sobą miliony Polaków w kraju i za granicą. W głowach zawistników pomieścić się nie może, że osiągnął on spektakularny sukces medialny bez reklam, abonamentu i audycji sponsorowanych. Toż to ekonomiczne mistrzostwo świata i geszeft niewyobrażalny, przy którym tęgie głowy od marketingu dosłownie siwieją. Jak to możliwe, by ludziska same z siebie (fenomen jaki?) płacili na niepubliczne radio z wyraźną i nie przymuszoną ochotą. Koniec świata dosłownie. Tu media publiczne ledwie przędą, abonament chcą wmontować w rachunki za prąd, a tu pod bokiem jakaś radiostacja, nie dość że wierzga, to jeszcze się rozwija. Dlatego też geszefciarze kombinują, jak by tu sprawę ugryźć, a raczej zagryźć, tym bardziej, że ojciec Dyrektor – Unio ratuj! – już zapowiedział, że wkrótce wyrychtuje telewizję jak się patrzy. Czujecie Państwo, TELEWIZJĘ!
I tu ich boli. Bo skoro okazało się, że ludziska w kilka milionów słuchają po zaściankach Radia Maryja, to jak nic zrobią to samo, gdy powstanie podobna telewizja. A wtedy – nie daj, albo daj Boże – jakichś ichnich Durczok czy Olejnik zacznie kłapać tak samo bezczelnie, tyle że klarownie na tematy, dajmy na to unijne. Zgroza. Przecie nie można dopuścić, by ichnie „Wiadomości” czy „Fakty” nagle zaczęły zatruwać polskie umysły nie uzgodnioną tematyką i komentarzem. Okazać się także może, że na ichniej wizji pojawiać się zaczną jakoweś monstra, co to ani szacunku i poważania dla unijnych wartości mieć nie będą, a siać pewnikiem zaczną zamęt w wolnomyślicielskim porządku. Dlatego trzeba przed tym naród zabezpieczyć, który w domowych pieleszach wykazuje przywiązanie nie tylko do kapci i fotela, ale również do pilota. Pstryka nim na prawo i lewo – z konieczności głównie na lewo – bez jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności. I niech się zdarzy, strach pomyśleć, że pstryknie gdzie nie trzeba, gały i rozum wytrzeszczy i … zacznie myśleć. I tu ich boli, oj jak boli.


















