Wygrać powstanie…

27 grudnia, 2008 | Historia

powstanie.jpgDzisiaj mija 90. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. To powstanie otaczam szczególnym sentymentem. Brał w nim udział mój prapradziad Jan Gajewski (zweryfikowany pod numerem 6101), którego, niestety, nie miałem okazji poznać. Umarł na trzy lata przed moim urodzeniem. Należał do rzadkiego gatunku ludzi – zasadniczych, obowiązkowych i wymagających. Do ostatnich swoich dni doglądał kamienicy, którą własnym wysiłkiem wybudował w Poznaniu, a którą mu komuniści najzwyczajniej zabrali, pozwalając mu łaskawie w niej zamieszkać.

Nigdy tego nie zaakceptował, twardo walcząc z lokatorami z ludowego kwaterunku. Kończyło się to nader często w sądzie, gdzie jego niekompatybilne socjalistycznie poglądy musieli brać na swoje barki przedwojenni adwokaci, ze skutkiem dla mojego praszczura na szczęście pozytywnym. W końcu trudno byłoby skazać powstańca wielkopolskiego, bo tych nawet komuna nie śmiała za bardzo postponować – w końcu walczyli z Niemcami, do czego włodarze PRL-u stosowną wagę jednak przykładali.

Powstanie Wielkopolskie jest  ewenementem w historii polskich powstań. W odróżnieniu od innych, wybuchło we właściwym momencie, było – na ile to możliwe w tamtych warunkach – bardzo dobrze przygotowane, miało szczęście do dobrych dowódców (Stanisław Taczak) i pełną akceptację mieszkańców Wielkopolski. Było autentycznym zrywem narodowym, który pokazał, czym jest skuteczna walka o narodowy byt. I dlatego dobrze się stało, że na jego okrągłej rocznicy pojawili się w Poznaniu Prezydent i Premier RP. Niby łaski nie robią, ale było to miłe, mając w pamięci ich ostatnie wzajemne „uprzejmości”.