Wyborczy kontredans
Kij w mrowisko wsadziła bydgoska „Gazeta Wyborcza” publikując sondaż, z którego wynika, że w okręgu nr 4. (dawne województwo bydgoskie) Prawo i Sprawiedliwość w cuglach wygrywa wybory i zdobywa pięć mandatów. Z miejsca pojawiły się spekulacje, czemu służy publikacja organu Adama Michnika i dlaczego mamy do czynienia z tak fantastycznym wynikiem PiS-u. Jedna z wersji mówi, że chodzi o zdopingowanie elektoratu Platformy Obywatelskiej, który w badaniach focusowych wypada ospale i nie przejawia takiej determinacji jak elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Być może wychodzi w badanich, że transfer głośnego „internacjonała” Radka Sikorskiego z PiS do PO na wyborcach województwa kujawsko-pomorskiego nie zrobił specjalnego wrażenia, o czym mam okazję przekonywać się w rozmowach z niektórymi mieszkańcami. Wybory pokażą jak będzie. Swoje prognozy dotyczące ich wyników wyraziłem już wcześniej, do których niniejszym zainteresowanych odsyłam.
Tymczasem moja kampania już się rozpoczęła i z dnia na dzień będzie przyspieszać, choć z góry uprzedzam, że nie mam zamiaru ścigać się z krezusami na spoty, bilboardy, plakaty i banery, których pojawiać zaczyna się zatrzęsienie. Będę docierał do swojego tradycyjnego elektoratu, na który zawsze mogę liczyć. Za dwa tygodnie będzie wszystko wiadomo i bez względu na wynik tych wyborów, ja będę miał co robić. Nie jestem na tzw. musiku, bo nie jestem parlamentarzystą, tylko samorządowcem. Nie grozi mi zatem widmo utraty mandatu i zawodowy niebyt. Dlatego prowadzę tę kampanię z uśmiechem na ustach, co widać także na moich plakatach. Zaintersowanych włączeniem się w moją kampanię zapraszam do kontaktu mailowego, a poniżej przytaczam tekst z „Gazety Wyborczej”.
Wyborczy sondaż: PiS bije Platformę
Niemal 40 proc. mieszkańców Bydgoszczy i okolic chce oddać swój głos na partię Jarosława Kaczyńskiego. W pierwszym sondażu „Gazety” bydgoskie PiS zmiażdżyło PO
Pierwsze miejsce rządzącej partii w sondażu przedwyborczym nie jest wielką niespodzianką, ale zaskakuje przewaga, jaką zdobyła nad Platformą Obywatelską. Oznacza to, że Radosław Sikorski jak na razie zawodzi jako lokomotywa wyborcza PO. Ten popularny i doświadczony polityk miał przysporzyć swojemu ugrupowaniu znaczącej liczby zwolenników. PO liczyła, że Sikorski przeciągnie na jej stronę oprócz niezdecydowanych także bardziej umiarkowaną część elektoratu PiS. Okazuje się jednak, że nadzieje pokładane w byłym ministrze obrony narodowej nie przełożyły się na wyniki Platformy. I to w sytuacji, gdy PiS nie ma w naszym regionie tak wyrazistego lidera. Wojciech Mojzesowicz jest popularny przede wszystkim na wsi, zaś kilkanaście dni temu cały region żył ujawnioną przez „Gazetę” aferą z udziałem jednego z przywódców partii – Tomasza Markowskiego, który wyłudził z Sejmu 140 tys. zł dodatku do mieszkania. To jednak w żaden sposób nie wpłynęło na notowania PiS-u.
Co ciekawe, ta partia cieszy się największą popularnością właśnie w Bydgoszczy – tu zagłosować na nią na chce 42,1 proc. wyborców, a na PO 29,1 proc.
W mniejszych miastach regionu liderem jest PO (31,6 proc.) przed PiS-em (28,4 proc.). Na wsi znów zwycięża ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego z poparciem 41,6 proc., a PO wśród tego elektoratu może liczyć na 25 proc. głosów. Nie jest zaskoczeniem wysoki procent poparcia dla Lewicy i Demokratów. Politycy lewicowi zawsze cieszyli się w okręgu bydgoskim dużą popularnością. Co ciekawe, ten komitet wyborczy wygrywa wśród osób z wykształceniem wyższym. Aż 32,6 proc. wyborców po studiach chce oddać swój głos właśnie na to ugrupowanie. Niemal identyczne poparcie wśród tej grupy społecznej ma PO (29,5 proc.) i PiS (29,1 proc.). Wśród wyborców z niższym wykształceniem wygrywa partia rządząca.
PSL uzyskało w okręgu bydgoskim wynik 6,7 proc., a więc nieco powyżej ogólnopolskich notowań. W wyborach może się on przełożyć na jeden mandat. Sondaż pozbawia natomiast złudzeń na sejmowe zdobycze Samoobronę i LPR, które mają u nas poparcie na pograniczu błędu statystycznego.
W wyborach do Senatu największym poparciem cieszy się Jan Rulewski (PO) – dla legendy bydgoskiej „Solidarności” oznaczałoby to powrót po latach do wielkiej polityki. Tymczasem w wyścigu o fotele senatorskie daleko w tyle zostają kandydaci LiD – Jan Szopiński i Adam Marcinkowski, na których chce głosować co dziesiąty mieszkaniec regionu.


















