Wuwuzele XXII

14 października, 2014 | Rodzinnie, Wuwuzele

Jak ślepej kurze ziarno, trafiła się Toli piękna kolekcja. Księżniczki, koniki pony, wróżki itp. Zestaw zbierany latami przez jej kuzynkę. Mnóstwo tego. Cały karton wszelkiego dobra. Do tego domek do meblowania.

Ignasiowi i Frankowi kolekcja się nie trafiła. Jedynie dwa spidermeny. Lichutko, znaczy się. To oznaczało stan podwyższonego ryzyka w domu.

Kiedy Tola robiła przegląd lalek i koników nurkując w kartonie, torpedy, czyli Franek i Ignaś, zabrały się za penetrację domku. Szybko zauważyły, że domek posiada windę dla lalek. Ten oczywisty błąd konstrukcyjny torpedy postanowiły szybko naprawić. Winda dla lalek stała się więc windą towarową.

Dalej wszystko potoczyło się nad wyraz przewidywalnie. Wepchnięty na siłę traktorek ugrzązł pomiędzy piętrami. Pomimo licznych prób, winada ani myślała ruszyć dalej. Chwilę potem gałka uruchamiająca cały mechanizm przeszła do historii, zostając w ręku Franka. Jako nieprzydatna poleciała za kanapę.

Głośne zgrzyty dotarły oczywiście do uszu Toli. Jedno jej spojrzenie wystarczyło, żeby uruchomiony został aparat paszczowy o natężeniu decybeli, o jakim karetki mogą jedynie pomarzyć.

Domek momentalnie znalazł się w oku cyklonu. Przez kilka minut unosił się w powietrzu, sypiąc różowymi okienkami i mebelkami. Najmocniej, co trzeba uczciwie przyznać, trzymał się zakleszczony w windzie traktorek.

Z chwilą kiedy domek zaczął przypominać ruinę, torpedy straciły nim zainteresowanie. W końcu po co im zgliszcza. Nastała błoga cisza, której akompaniowała jedynie pochlipująca Tola. Zajęta żmudnym odrestaurowywaniem ruiny nie zauważyła, że torpedy właśnie zanurzyły swoje tułowia w pozostawionym kartonie.

I pewnie długo by nie zauważyła, gdyby nie konik pony, który wylądował na jej głowie. Odrestaurowywany domek ponownie zatem wzbił się w przestwór, tym razem lecąc w kierunku torped. Wrzask trafionych szkodników sprawił, że powietrze od decybeli zrobiło się wyjątkowo gęste.

Zdarzył się jednak cud. W wyniku kolejnej katastrofy budowlanej, traktorek odzyskał wolność.

Zachwycone torpedy momentalnie wepchnęły do jego kabiny różowego konika pony, który oczywiście beznadziejnie w niej ugrzązł. W kierunku zdziwionych tą sytuacją torped biegła już Tola, trzymając w ręku rurę od odkurzacza, którą jeszcze niedawno bawiły się torpedy…

Do akcji musiały wejść siły specjalne, czyli tata. Niedziela zaczynała nabierać rumieńców.