Wuwuzele (III)
Poranek. Najpierw nad łóżeczkiem pojawiają się dwie wyprostowane nogi. Przynajmniej jedna z nich tradycyjnie bez skarpetki. Potem na widnokręgu pojawia się ręka. Również wyprostowana. To znak, że Decybelka się budzi. Robi to jako ostatnia, bo nie lubi się spieszyć. Woli się poprzeciągać, co czyni długo i z namaszczeniem. Co innego chłopcy. Ci wraz z otwarciem pierwszego oka włączają emitory dźwięku. Za ich pomocą przywołują mleko, testując przy okazji refleks rodziców. Z chwilą zassania smoczka emitory z trybu alarmowego przechodzą na postękiwanie. Otoczenie oddycha z ulgą.
Zupki. Jako że Wuwuzele skończyły czwarty miesiąc życia, dostąpiły zaszczytu posmakowania domowej zupki. Łyżeczką. Zaszczyt jak to zaszczyt, pojęcie względne, każdy rozumie je po swojemu. Także Wuwuzele. Nie pomogły śliniaki i dodatkowa pielucha – piękny pastelowy dyniowo-marchwiowy kolor rozkwitł nie tylko na zadowolonych buziach Wuwuzeli, ale także na śpiochach, kocykach i kanapie, a po kichnięciu również na dywanie. Niemniej zupki zostały zaakceptowane, ale przezornie trafiły do butelek. Przynajmniej na czas jakiś.
Telewizor. Wuwuzele obejrzały pierwszy raz Mini Mini. Leciała jakaś bajka o gadających lokomotywach. Nie namyślając się wiele zaczęły z nią gadać. Trudno było zrozumieć, o czym deliberują, ale spokój był na jakieś dwadzieścia minut. Potem Wuwuzele stwierdziły, że lokomotywy to jednak nie to i postanowiły podręczyć otoczenie. Dręczenie polega na tym, że Wuwuzele mają swoją ulubioną grzechotkę, która pod względem hałasu dorównuje cenionemu i poważanemu przez nie odkurzaczowi. Jako, że są jeszcze za małe, to grzechotkę muszę obsługiwać ja. No i obsługuję.
Spacer. Wuwuzele bardzo lubią spacery. Odbywają je w dwóch środkach transportu – podwójnym i pojedynczym. Przygotowania do tej czynności są czasochłonne, a w ostatniej fazie także ogłuszające. Polega to na tym, że z chwilą ubrania czapeczek (ostatni akord ubierania) Wuwuzele zaczynają ćwiczyć na cały regulator emisję głosu. Drą się do momentu, aż wózek ruszy. W związku z tym, że Wuwuzele mieszkają na trzecim piętrze w przygotowaniach do spaceru uczestniczy cały blok (głos na klatce schodowej brzmi u nas wyjątkowo donośnie). Sytuacja powtarza się także w drugą stronę. Cały blok wie, że Wuwuzele właśnie wróciły ze spaceru.
Chrzest. O dziwo w kościele nie podniosły hałasu, który zawsze czynią, kiedy odczuwają bezruch. Czy było to za przyczyną „utalentowanego” wokalnie organisty, czy też widoku witraży w słońcu, trudno dociec. W każdym razie z pogaństwa wyskoczyły raźno i ochoczo. Niestety, kontakt ze święconą wodą nie okiełznał ich wokalnych temperamentów, ale widać Opatrzność ma w tym jakiś cel, pytanie tylko, jaki? Suma sumarum, Wuwuzele otrzymały w prezencie aż trzy matki chrzestne i tyluż ojców, co zapowiada tłok na każdych urodzinach, ale tłok jakże miły, przyjemny i oczekiwany. Wiadomo, od przybytku głowa nie boli.
CDN…











Komentarz od Wacek
Data 2 września 2011, 15:05
Naprawdę pocieszne bobaski. Widok zaiste rozbrajający.