W Toruniu i Bydgoszczy bez zmian
„Gazeta Wyborcza” poddała obdukcji potencjalnych kandydatów na prezydentów Bydgoszczy i Torunia. W obu badaniach prym wiodą urzędujący prezydenci. Nie dziwi mnie to, bo od dawna twierdzę, że zmian w kujawsko-pomorskich stolicach nie będzie. Rzadko się bowiem zdarza, by urzędujący prezydent przegrał rywalizajcę z konkurencją. Jedyną okolicznością mogłyby być ewidentne i niewybaczalne błędy, a takich Konstanty Dombrowicz, jak i Michał Zalewski, w moim przekonaniu, nie popełnili. Owszem, wiele rzeczy im się nie udało, jednak per saldo, nie to będzie ważyć na wyniku wyborów.
Toruń
W Toruniu wygra Michał Zaleski i to w pierwszej turze, skutecznie odsyłając konkurencję do narożnika. Potencjalni konkurenci – sensowny i spokojny Waldemar Przybyszewski z PO, czy radykalny i kontrowersyjny Zbigniew Girzyński z PiS, nie mają najmniejszych szans w starciu z „gigantem”, któremu udało się zogniskować uwagę społeczną na tyle mocno, że trudno będzie udowodnić, że poza Zaleskim w Toruniu istnieje życie. Prawda jest taka, że Zaleski non stop prowadził kampanię wyborczą. Był wszędzie, nawet tam, gdzie innym się nie chciało. Stąd tak jego dobra pozycja w rankingu.
Paradoksalnie, słynna „bitwa o most”, nie musi Zaleskiemu zaszkodzić, o ile uda mu się ją przedstawić jako wojnę zazdrosnej i biurokratycznej Warszawy z zaradnym Toruniem. Pod względem pijarowskim nie będzie to trudne. Niewątpliwym plusem Zaleskiego jest umiejętność ogniskowania uwagi na sobie, wzbogacona talentem gawędziarskim. Nie widziałem nigdy jakiegokolwiek publicznego wystąpienia Zaleskiego, do którego nie byłby przygotowany, gdzie przynajmniej kilkanaście razy nie padłoby słowo – Toruń, czy gród Kopernika. W swojej ofensywnej „toruńskości” Zaleski jest autentyczny i bezkompromisowy, a to się w Toruniu ceni. No i te jego kontakty z wszelaką hierarchią kościelną, dla mnie mistrzostwo świata.
Bydgoszcz
W Bydgoszczy wygra w drugiej turze Konstanty Dombrowicz stosunkiem mniej więcej 63 do 37. Wygra, bo nie będzie miał poważnej konkurencji, bo nie oglądając się na nieprzychylne mu media robił swoje – spotykał się z mieszkańcami osiedli twarzą w twarz, co wyborcy sobie cenią, zwłaszcza niezdecydowani. Wygra, bo krytyka kierowana w jego stronę, choć głośna, była i jest populistyczna, nierzadko groteskowa i czysto personalna. A za tym przepadają jedynie pieniacze. Dombrowicz wygra, bo ma jedną niezaprzeczalną cechę (dla niektórych wadę) – jest uparty i konsekwentny. Jego wiązanie Bydgoszczy ze sportem i muzyką, otworzyło mu drogę do elektoratu młodszego, umiarkowanego i politycznie niesprofilowanego. Takiego kapitału nie będą mieć jego konkurenci.
Jeśli zyska poparcie PO, a tak się może stać ze względów pragmatycznych, wygra zdecydowanie w pierwszej turze. Konkurent z lewicy, Jan Szopiński, choć sprawny krytykant, jest jednak zbyt powszedni i w sumie nijaki, by zawojować świadomość mieszkańców Bydgoszczy. O kandydacie PiS nie warto nawet wspominać, bo nazwiska w tym obozie preferowane, delikatnie mówiąc, nie zachwycają. Poza Tomaszem Latosem, który jest w Bydgoszczy postacią rozpoznawalną, nie ma w partii braci Kaczyńskich nikogo, kto mógłby ugrać więcej niż 5-6 proc. głosów. Wszystko zatem wskazuje na to, że kolejne cztery lata upłyną bydgoszczanom w towarzystwie Konstantego Dombrowicza.
Wniosek
W dwóch największych miastach województwa utrzyma się status quo. Urzędujący prezydenci, co widać wyraźnie w badaniu zleconym przez „GW”, nie mają dla siebie konkurencji. Punktować będą rywali metką bezpartyjności i apolityczności. To kłopot dla największych partii w regionie, bo idąc na przegraną wojnę w dwóch największych miastach, niewątpliwie stracą. W tej sytuacji być może sięgną po znany wariant – skoro nie możesz z przeciwnikiem wygrać, to się do niego przyłącz. Pytanie tylko, co na to druga strona, bo … do tanga trzeba dwojga. Czasu na promocję nowych twarzy jest z każdym dniem coraz mniej, bo zegar wyborczy nieubłaganie zaczął już tykać.
Siądźmy zatem wygodnie, proszę Państwa, w fotelach i obserwujmy, bo będą nas adorować. Raz na cztery lata jest takie święto, kiedy politycy i sztaby wyborcze zaczynają mówić ludzkim głosem, kiedy zewsząd płynie słodycz i uśmiechy, a politycy znajdują czas dla zwykłego szaraka. Bądźmy wybredni, mamy w końcu tylko jeden głos.





Były marszałek Sejmu RP odsłania kulisy swojego odejścia z PiS. Daje czytelnikom wnikliwą wykładnię swoich poglądów na kwestie obrony życia, zasad w polityce i przyszłości prawicy. To portret człowieka, który w imię wyznawanych wartości powiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu "Nie", tracąc drugie w hierarchii ważności stanowisko w państwie.
"Encyklopedia końca świata" ks. Andrzeja Zwolińskiego, to solidna porcja wiedzy o procesach i zjawiskach dotykających czasów ostatnich. W formie encyklopedycznej prowadzi nas przez świat pojęć, który być może pobieżnie znamy, ale nie zawsze mieliśmy czas, by się w niego zagłębić i strawić intelektualnie.
Wnikliwa rozmowa o sprawach ważnych. Vittorio Messori odsłania swoją drogę, jaką przebył od antyklerykalizmu i racjonalizmu do pełnego nawrócenia. Rozmawia o sprawach trudnych, nie unikając tematów drażliwych. Imponujący ładunek erudycji i wiedzy o współczesnym Kościele. Idealna lektura na wieczór.
Wywiad-rzeka ze słynnym "trzecim bliźniakiem" braci Kaczyńskich. Smakowite kąski na temat kulis rozstania z PiS-em, okraszone bon-motami, z których słynie Ludwik Dorn. To także opowieść o PRL-owskiej opozycji bez unikania nazwisk i sądów wartościujących. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy interesują się polityką.
Obszerna praca dra Grzegorza Radomskiego o endeckiej wizji samorządu, to nie tylko kawał rzetelnej i ożywczej pracy badawczej, ale również doskonały materiał do przemyśleń. To naprawdę imponujący materiał faktograficzny i źródłowy.
Rozmowa z księdzem profesorem to doskonała rozprawa o polskiej historii najnowszej, stosunkach polsko-żydowskich, dyplomacji i kulisach wielu wydarzeń, takich jak eksmisja Karmelitanek z klasztoru w Oświęcimiu.
Komentarz od q-bazz
Data 16 stycznia 2010, 16:11
—> http://q-bazz.blog.onet.pl <— zapraszam serdecznie i pozdrawiam!