Rozmowa w „Najwyższym Czasie!”

14 stycznia, 2010 | Inne

Najnowszy numer tygodnika „Najwyższy Czas!” publikuje rozmowę ze mną pt. „PiS stzeliło sobie w kolano”, w której bardzo ogólnie ustosunkowuję się do kulisów mojego odwołania z funkcji wicemarszałka województwa kujawsko-pomorskiego, a także do projektu pn. Wspólnota Małych Ojczyzn. Poniżej zamieszam fragment tej rozmowy. Zachęcam do lektury, tygodnik do nabycia praktycznie w każdym kiosku.

Pełnił Pan funkcję wicemarszałka z rekomendacji środowisk narodowo – katolickich współpracujących z partią Prawo i Sprawiedliwość. I tu nagle na wniosek ludzi z PiS postanowiono Pana odwołać. Jakie są okoliczności tego odwołania?

Wymienię dwie. Jedna oficjalna, druga nieoficjalna. Oficjalną okolicznością są moje wypowiedzi na blogu, gdzie poddałem krytyce upływającą prezydenturę Lecha Kaczyńskiego oraz pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że Pan Lech Kaczyński nie jest moim kandydatem oraz że jego szanse na reelekcję są nikłe. Mój „słynny” wpis na temat Lecha Kaczyńskiego nie był jedynym na blogu. Życzliwie krytykowałem zachowania Lecha Kaczyńskiego, jako głowy państwa już wcześniej, tyle że wówczas nikt jakoś się tym specjalnie nie interesował. Zatem nagły i wściekły atak na mnie musi mieć jeszcze inne źródło. Tu dochodzimy do okoliczności nieoficjalnej.

Jakiej?

Otóż w maju ubiegłego roku założyłem Wspólnotę Małych Ojczyzn,  której twórcami, oprócz mnie, są samorządowcy – starostowie, wójtowie, radni. Stopniowy rozwój Wspólnoty, pozyskiwanie nowych członków, a zwłaszcza sympatyków oraz dystansowanie się od partii politycznych, zostały uznane przez lokalnych posłów PiS za wyjątkowo niebezpieczne i „kontrrewolucyjne”. Niebezpieczne o tyle, że duże zainteresowanie Wspólnotą przejawiają członkowie PiS, których zaczyna męczyć linia polityczna ich ugrupowania oraz nieustanna „zadyma”, którą muszą żyrować swoimi nazwiskami na dole. Tutaj upatruję głównej przyczyny – chęć utrącenia potencjalnej konkurencji.

Może Pan odsłonić kulisy samego odwołania?

Odwołanie mnie z funkcji było niesamowicie zabawne. O ile nie miałem złudzeń, że głosów do mojego odwołania wystarczy (lewica, część PiS, część PO i PSL), o tyle może ich zabraknąć przy powołaniu mojego następcy, desygnowanego przez władze regionalne PiS. Sytuacja zaczęła się jeszcze bardziej komplikować, kiedy w dniu sesji okazało się, że kandydat Prawa i Sprawiedliwości starał się wcześniej o pracę w Urzędzie Marszałkowskim, ale nie zdał podstawowego testu urzędniczego i to w obszarze, którym miał zarządzać. Zrobiła się z tego urocza chryja, a kandydat PiS popłynął, jak to mówią bezceremonialnie młodzi ludzie, na szczaw. Co ciekawe, za kandydaturą PiS-u głosowało raptem 2-3 radnych klubu PiS. Klub, warto dodać, liczy 6 radnych. Wszyscy byli obecni. (…).

Co Pan teraz zrobi?

Nasz pomysł na funkcjonowanie, to Wspólnota Małych Ojczyzn. Organizujemy się obok partii politycznych, a nie przeciwko nim, ba, śmiało możemy z nimi współpracować. (…) W odróżnieniu od partii nasza struktura z założenia będzie płaska, sieciowa. Na spotkaniach z ludźmi, kiedy dostaję podobne pytanie odwołuje się do przykładu Internetu. Jego siła polega na tym, że jest zbudowany sieciowo i w sytuacji, kiedy pada jakiś serwer, całość funkcjonuje dalej. Podobnie jest w naszej organizacji, którą budujemy właśnie sieciowo. Partie natomiast, np. PiS, owszem, niby tworzą sieć, ale z jednym centralnym serwerem, w tym przypadku Jarosławem Kaczyńskim. Nie trudno sobie wyobrazić chaos, jaki by powstał, gdyby – nie daj Boże – coś się temu serwerowi stało. Nie wiem, czy pomniejsze jednostki peryferyjne, byłyby w stanie zapanować wówczas nad kryzysem.

Co może Pan powiedzieć o swojej organizacji?

Wspólnota Małych Ojczyzn ma być lekką i zwrotną jazdą pośród napuszonych i dystyngowanych szyldów politycznej husarii. Schodzimy do fundamentów i identyfikujemy interesy człowieka poprzez jego związek z miejscem, w którym żyje na co dzień. Tam mamy do czynienia z prawdziwym patriotyzmem, z wykuwaniem pomyślności swojej rodziny, zapobiegliwością, szkołą racjonalności i roztropności. Tam jest prawdziwe życie, prawdziwi ludzie i prawdziwe problemy. Tam tkwi siła i rezerwuar społecznej aktywności. Obserwuję to na spotkaniach, na które jeżdżę. Wystarczy chwila rozmowy o idei „Małej Ojczyzny”, tak jak my ją rozumiemy, by ludziom zaczynało się chcieć. (…).

Komentarze

Komentarz od NW
Data 15 stycznia 2010, 12:00

Bardzo ciekawa koncepcja. Ciekawostką jest, że stowarzyszenie regionalne o nazwie ONR Podhale – jest to środowisko z którego się wywodzę – z chwilą powstania w 2004 opowiadało się (czyni to nadal) za budowaniem Wielkiej Polski począwszy od własnego regionu, gdzie nie są nam obce bolączki lokalnej społeczności, gdzie wiele spraw, kwestii jest w naszym zasięgu ręki, gdzie w końcu możemy mieć realny wpływ na otaczającą nas szarą rzeczywistość. Wspólnocie Małych Ojczyzn życzymy powodzenia i wytrwałości w walce o Wielką Polskę…