Vox populi
Ze zdumieniem obserwuję coraz to nowe pomysły na wykluczenie z życia parlamentarnego i politycznego osób przedsiębiorczych i majętnych. Nadziwić się nie mogę, jak pod wpływem nagonki mediów, w zajadłych komisarzy ludowych przedzierzgają się umiarkowani i liberalni zdawałoby się politycy. Zewsząd zaczyna rozbrzmiewać lewacka pieśń: kapitalista i posiadacz – twój wróg! Jak za dawnych „ludowych” czasów ostrze populistycznego bełkotu wycelowane zostało w stronę tych, którzy nie oglądając się na łaskę państwa, budują swoje firmy, lokują zarobione pieniądze w akcjach, tworzą swoimi kapitałami giełdę i rynek finansowy.
Na celownik wzięto tych, którzy najciężej pracują i najwięcej ryzykują. Tych, którzy użerają się z fiskusem, ZUS-em i gąszczem absurdalnych przepisów. Tych, którzy wybrali życie na własny rachunek, bo chcą być ludźmi wolnymi. Dzisiaj od stanowiących prawo dowiadują się, że mają siedzieć cicho i zapomnieć o polskim parlamencie, bo tam dla nich miejsca nie ma. A jeśli jakimś cudem o nim zamarzą, to muszą sprzedać dorobek życia lub oddać go we władanie enigmatycznych funduszy powierniczych, bo sprawiedliwość ludowa wymaga, by w polskim sejmie zasiadali – przepraszam za słowo – gołodupcy.
Powstają swoiste listy proskrypcyjne posłów i senatorów, którzy – co za pech – są posiadaczami akcji i udziałów w różnych spółkach, do czego zresztą mają prawo i co wykazują w swoich oświadczeniach majątkowych. Okazuje się, że to za mało. Mają trafić na listę, bo vox populi wykreowany przez media domaga się krwi i napiętnowania. Ten „głos” sprawia, że na wyścigi w trybie ekspresowym powstają „jasnosikowe” buble prawne, pisane na kolanie, ale ożywcze sondażowo, co pewnikiem zostało przetestowane w badaniach focusowych, bez których ani rusz, jeśli chodzi o polityczne strategie i wojny.
To prawda, że niewielka część parlamentarzystów nadużywa zaufania i próbuje kręcić własne lody. Zawsze to robili, robią i robić będą, bo pokusa ustawiania prawa pod siebie bywa przemożna i nie każdy jest się w stanie jej oprzeć. Od tego, by do nadużyć nie dochodziło, są służby sejmowe, CBA, CBŚ i media. One są od patrzenia parlamentarzystom na ręce, do czego mają wszelkie możliwości, z których – trzeba przyznać – korzystają. Z roku na rok życie publiczne staje się pod tym względem bardziej przejrzyste i transparentne. Z oporami, bo z oporami, ale postęp w tej dziedzinie jednak jest.
Dzisiaj jednak z polskiego parlamentu wychodzi sygnał bardzo zły. W imię rywalizacji politycznej stygmatyzuje się jedną z najwartościowszych warstw społecznych – ludzi przedsiębiorczych. Dowiadują się oni, że należą do szemranej grupy posiadaczy, dla których ławy parlamentu są niedostępne, o ile nie złożą na ołtarzu populizmu swoich akcji, udziałów, a wreszcie firm, będących dorobkiem ich życia. To ewenement. W kraju, który powinien wspierać biznes, zwłaszcza w obliczu nadciągającego kryzysu, serwuje się igrzyska, gdzie na pożarcie rzuca się tych, którzy jako jedyni są w stanie temu kryzysowi rzucić wyzwanie.
Władza ustawodawcza rzuca dzisiaj w twarz milionom aktywnych Polek i Polaków słowa triumfalizmu – możecie łaskawie zasiąść w naszych ławach, ale na warunkach, które my wam podyktujemy. Naiwna to władza, skoro uważa, że „dietetyczni” posłowie będą oazą cnót wszelakich, że staną się nieprzemakalni na korupcję i propozycje „nie do odrzucenia”, a „prywaciarze”, „badylarze” i wszelkiej maści kapitalistyczna „stonka”, z marszu zacznie kuglować przy stanowieniu prawa. Nie wiem jak się to wszystko da pogodzić z zasadą równości obywateli wobec prawa zapisaną w konstytucji, ale w końcu nie takie naigrywanie się z ustawy zasadniczej w Polsce widziano.
Tak oto stworzyliśmy kolejne polskie piekiełko. Nasze, własne, przaśne. Zażeramy się i skaczemy sobie do gardeł, kiedy potrzeba wspólnego wysiłku, by gonić uciekający świat. Kopiemy przedsiębiorców tylko dlatego, że partie nie upilnowały jakichś swoich posłów. Wylewamy nie z kąpielą, ale z partyjną breją, ludzi od których zależy dostatek i pomyślność polskich rodzin. Medialnie szlachtujemy wartościową i potrzebną Polsce tkankę społeczną, bez której nie będzie rozwoju, miejsc pracy i dochodu narodowego. Niszczymy kruche zaufanie obywateli do własnego państwa. Zniechęcamy do udziału w życiu politycznym tych, którzy mogliby wnieść do niego pomysły i praktyczne rozwiązania.
Zmierzamy ku wyalienowanej kaście posłów i senatorów. Czystych jak łza, nie związanych żadnymi zależnościami, mądrych, doświadczonych, uczciwych, racjonalnych i pełnych pomysłów. Już niedługo każdy poseł będzie mógł powiedzieć, że jest szczęśliwym nieposiadaczem akcji, że – o radości nieziemska! – nie posiada firmy, ani żadnych innych rynkowych obrzydliwości, że obcy jest mu udział w zarządach organizacji pozarządowych i społecznych, które mają do czynienia z gospodarką finansową. Już niedługo będziemy mieli do czynienia z posłami w postaci czystej. Niezmąconej. Krystalicznej.





Były marszałek Sejmu RP odsłania kulisy swojego odejścia z PiS. Daje czytelnikom wnikliwą wykładnię swoich poglądów na kwestie obrony życia, zasad w polityce i przyszłości prawicy. To portret człowieka, który w imię wyznawanych wartości powiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu "Nie", tracąc drugie w hierarchii ważności stanowisko w państwie.
"Encyklopedia końca świata" ks. Andrzeja Zwolińskiego, to solidna porcja wiedzy o procesach i zjawiskach dotykających czasów ostatnich. W formie encyklopedycznej prowadzi nas przez świat pojęć, który być może pobieżnie znamy, ale nie zawsze mieliśmy czas, by się w niego zagłębić i strawić intelektualnie.
Wnikliwa rozmowa o sprawach ważnych. Vittorio Messori odsłania swoją drogę, jaką przebył od antyklerykalizmu i racjonalizmu do pełnego nawrócenia. Rozmawia o sprawach trudnych, nie unikając tematów drażliwych. Imponujący ładunek erudycji i wiedzy o współczesnym Kościele. Idealna lektura na wieczór.
Wywiad-rzeka ze słynnym "trzecim bliźniakiem" braci Kaczyńskich. Smakowite kąski na temat kulis rozstania z PiS-em, okraszone bon-motami, z których słynie Ludwik Dorn. To także opowieść o PRL-owskiej opozycji bez unikania nazwisk i sądów wartościujących. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy interesują się polityką.
Obszerna praca dra Grzegorza Radomskiego o endeckiej wizji samorządu, to nie tylko kawał rzetelnej i ożywczej pracy badawczej, ale również doskonały materiał do przemyśleń. To naprawdę imponujący materiał faktograficzny i źródłowy.
Rozmowa z księdzem profesorem to doskonała rozprawa o polskiej historii najnowszej, stosunkach polsko-żydowskich, dyplomacji i kulisach wielu wydarzeń, takich jak eksmisja Karmelitanek z klasztoru w Oświęcimiu.
Najnowsze komentarze