Tusk nie rezygnuje, gra o pierwszą turę

28 styczeń, 2010 | Inne

Decyzja Donalda Tuska zelektryzowała świat polityczny – premier nie będzie kandydować na najwyższy urząd w państwie. Chce poświęcić się rządowi i przeprowadzeniu Polski przez rafy kryzysu. PiS zaciera ręce wieszcząc dookoła, że „rejterada” Tuska, to ucieczka przed konsekwencjami „afery hazardowej”, SLD ustami Jerzego Szmajdzińskiego obłudnie coś wspomniał o skromności i pokorze, a Andrzej Olechowski zapewne strzela korkami od szampana, bo oto otwierają się przed nim drzwi do elektoratu Platformy.

Tusk zagrał mądrze. Ratuje Platformę Obywatelską przed wewnętrznymi turbulencjami, zachowując w swoim ręku realną władzę i wciąż otwartą furtkę do… prezydentury. Tusk nie powiedział w swoim wystąpieniu definitywnego „nie”. W moim przekonaniu będzie czekał na rozwój zdarzeń zachowując zdolność do każdego manewru, także takiego, w którym odpowiadając na oczekiwania narodu rzeknie za klasykiem - nie chem, ale muszem. Zakładając nawet, że Tusk nie wystartuje, to i tak nie jest to dobra wiadomość dla konkurencji, bo każdy kandydat namaszczony przez Tuska spokojnie te wybory wygra.

Myślę, że Tuska nie zadowala druga tura. On chce wygrać w pierwszej, stąd taka taktyka. Zupełnie logiczna i możliwa do realizacji. Swoim manewrem wrzucił piłkę na połowę przeciwnika, przesunął się – biorąc za przykład ulubioną przez Tuska piłkę nożną – z pozycji napastnika na stopera. Tam będzie miał dokładne rozeznanie pola, realnie będzie mógł adresować piłkę do konkretnych zawodników, mając przy okazji decydujący wpływ na pozycje obronne. Tusk dał dzisiaj potężny sygnał do opinii publicznej, że nie chce być malowanym politykiem. Ba, wsadził niezłą szpilę w Lecha Kaczyńskiego, ukazując go jako pałacowego polityka, który nie ma realnej władzy.

Decyzja Tuska funduje Prawu i Sprawiedliwości kilka miesięcy zamieszania, bo nagle będzie zmuszone zacząć akcję defamacyjną wobec potencjalnie nowych konkurentów – Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego. Będzie to trudne, bo politycy ci w żaden sposób nie są łączeni ze zsaklarlizowaną przez PiS „aferą hazardową”. Co więcej, są lepiej notowani od Lecha Kaczyńskiego i spokojnie wygrywają z nim w drugiej turze. Ale o czym tutaj mówimy. Tusk ma prezydenturę wciąż na talerzu i na pewno jej się przygląda. Sięgnie po nią, ale chce to zrobić w pierwszej turze.

Humorystyczny komentarz w tej sprawie dał – poważny zdawałoby się – komentator i socjolog prof. Zdzisław Krasnodęski, twierdząc, że w zaistniałych okoloicznościach Lech Kaczyński ma szansę wygrać wybory prezydenckie w pierwszej turze, cyt.: Żaden z konkurentów nie jest przekonujący. Nie ma błyskotliwego, nieznanego do tej pory i niezużytego trzeciego kandydata. Ani Andrzej Olechowski, który już startował parę razy, ani Jerzy Szmajdziński, ani profesor Tomasz Nałęcz - to nie są ludzie, którzy mogliby porwać tłumy. Żaden z nich nie jest Obamą. Zwiększa to szanse Lecha Kaczyńskiego, który może wygrać w pierwszej turze, bo ma oddany żelazny elektorat. Więcej tutaj.

Podyskutuj