Tryptyk Smoleński

25 stycznia, 2011 | Polityka, Postacie

Czy będziemy mieli do czynienia z prorosyjskim lobby, które skreśli film bez oglądania, bo „pewnych rzeczy człowiek na poziomie nie robi”? Czy może jednak komentatorzy pochylą się nad najlepszym epizodem prezydentury Lecha Kaczyńskiego, za który chwalił go nawet Adam Michnik – zastanawia się „Gazeta Polska” na wieść o tym, że lada moment na ekrany kin wejdzie hollywoodzki film o wojnie gruzińsko-rosyjskiej pt. „5 dni sierpnia”, w którym w postać Lecha Kaczyńskiego wcielił się aktor Marshall Manesh. – Jednego można być pewnym. Polacy będą chcieli zobaczyć swojego tragicznie zmarłego prezydenta w filmie akcji z czołowymi aktorami Hollywood – optymistycznie kończy „Gazeta Polska”.

No pewnie. Kto by nie chciał zobaczyć. Zwłaszcza w niecodziennej otoczce. Te nadkomplety na widowni, „koniki” przed kinami, aukcje biletów na Allegro w stylu – „Lech Kaczyński w najlepszym epizodzie życia, ostatnie sztuki na wieczorny seans bez ceny minimalnej!”, pokazy w klubach „Gazety Polskiej”, spotkania z aktorami, świece dymne wrzucane przez PO-wiaków do sal kinowych, zdzieranie plakatów, patriotyczne marsze z pochodniami po seansach prowadzone przez red. Sakiewicza, petycje do Akademii Filmowej o przyznanie Oscara aktorowi grającemu Lecha Kaczyńskiego, wspólny pokaz premierowy z Jarosławem Kaczyńskim, Michaiłem Saakashvillim i Ahmedem Zakajewem… Ech, rozmarzyłem się.

Tymczasem warto zauważyć, że film „5 dni sierpnia” po „Solidarnych 2010” i „Mgle” staje się częścią domykającą Tryptyk Smoleński. Mamy w nim wszystko, co najlepsze: dramat narodowy, społeczną emocję,  wyrazistą narrację, jasno zdefiniowanego wroga oraz CEL – wyjawienie PRAWDY i podniesienie z kolan upokorzonego narodu, a przy okazji ukaranie zdrajców sprawy polskiej. Tryptyk Smoleński, to amunicja wyborcza o sporej sile rażenia, której użycie detonować będzie emocje oraz mocno trząść społeczną tkanką, o co dbać będą pisowcy spece od PR. Trudno nie zauważyć, że w takich okolicznościach PO wypada dość blado i nieporadnie, ale w końcu – jak stwierdził dość buńczucznie Donald Tusk – PO i tak nie ma z kim przegrać. Ano zobaczymy.

W ogóle to czasy idą niezmiernie ciekawe. Podział sceny politycznej zaczyna przybierać zgoła niecodzienny wyraz. Nie mamy już do czynienia z wyborem między lewicą a prawicą, patriotami a kosmopolitami, ale – im dłużej się temu przyglądam – wybierać musimy między wariactwem a normalnością. Co jest w tym cyrku wariactwem, a co normalnością, muszą sobie Państwo jednak dopowiedzieć sami. Z tym, że byłoby zbyt posto stwierdzić, że normalność, to jest jedynie anty-PiS.

(Na zdjęciu Marshall Manesh, filmowy sobowtór Lecha Kaczyńskiego)

Komentarze

Komentarz od Wacek
Data 25 stycznia 2011, 23:51

Szum medialny i ludzie którzy boją się normalnego państwa uczynili z normalności wariactwo. Nie było to zabiegiem trudnym do uzyskania w obliczu tragedii smoleńskiej. Nie stanowi problemem dla „inżynierów dusz” uczynienie wariatem człowieka normalnego a szczególnie uczciwego (głupi bo uczciwy).
Władze sowieckie miały olbrzymie doświadczenie w izolowaniu politycznych „wariatów” w psychuszkach.
To jest chyba właśnie to twórcze nawiązanie do oczekiwanego realizmu politycznego w stosunkach z naszym słowiańskim Wielkim Bratem. Chyba o to chodzi.

Komentarz od eNDol
Data 27 stycznia 2011, 01:57

Powiem nieco inaczej choć analiza p. Eckarda kolejny raz trafna. Mamy do wyboru między „wariactwem” a „zaprzaństwem” – starzy dwaj wrogowie eNDeka o których niedawno pisał Ziemkiewicz./ A Gruzja i VIII 2008 oraz poparcie dla L.Kaczyńskiego przez „GaPol” i „GazWyb” pokazało że te dwie skrajności umieją sobie podać ręce gdy trzeba zaszkodzić interesom Polski „byle Rosji szkodzić”

Komentarz od Wacek
Data 30 stycznia 2011, 21:16

„Jakbym był premierem nakazałbym sprawdzić pewne środowiska…”