<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; wybory</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/wybory/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Czy Palikot ukradnie lewicę?</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/na-lewicy-znacznie-ciekawiej.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/na-lewicy-znacznie-ciekawiej.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Sep 2011 22:54:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Palikot]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=5500</guid>
		<description><![CDATA[To, co nie udało się Januszowi Korwin-Mikkemu i Markowi Jurkowi na prawej stronie, udało się Januszowi Palikotowi na przeciwległym biegunie. Bezbłędnie domknął lewą część sceny politycznej, która dotychczas z braku alternatywy głosowała na SLD. Bezceremonialnie sięgnął po wszelkiej maści mniejszości, antyklerykałów i feministki, skutecznie przy okazji wabiąc ekologów, alterglobalistów, czy środowiska, nazwijmy je umownie, offowe. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To, co nie udało się Januszowi Korwin-Mikkemu i Markowi Jurkowi na prawej stronie, udało się Januszowi Palikotowi na przeciwległym biegunie. Bezbłędnie domknął lewą część sceny politycznej, która dotychczas z braku alternatywy głosowała na SLD. Bezceremonialnie sięgnął po wszelkiej maści mniejszości, antyklerykałów i feministki, skutecznie przy okazji wabiąc ekologów, alterglobalistów, czy środowiska, nazwijmy je umownie, offowe. Rejestrując listy wyborcze w całym kraju, zaczął budzić w SLD i PO respekt, a nawet strach.<span id="more-5500"></span>Palikot jako polityczny happener doskonale odnajduje się w przestrzeni medialnej, której demiurgowie zresztą mu sprzyjają. Barwny język, inteligencja, bezceremonialność, perfekcyjnie opanowana sztuka manipulacji i autentyczna swoboda w formułowaniu celów i doborze środków działania, czynią z niego najciekawszą postać tej kampanii. Stał się rzeczywistą alternatywą dla wyborców o poglądach od centrum w lewo. Jeśli ktokolwiek w tych wyborach prezentuje jakąkolwiek świeżość i oryginalność (na tle ogólnej mizerii), to jest to właśnie Palikot. Niestety.  Z życzliwością zezuje na niego spora część młodzieży, która kontestując zastany świat, dostrzega w nim rzecznika swojego hasła – sex, drugs and rock’n’roll. To Palikot, jako jedyny, rzucił w pakiecie na wyborczy stół kwestię legalizacji narkotyków, „małżeństw” homoseksualnych, wyprowadzenia religii ze szkół, krzyży z urzędów i aborcji na żądanie. Przebił tym SLD, który pod wodzą Grzegorza Napieralskiego, a ku uciesze Palikota, stał się atrapą lewicy, na dodatek w kawiorowo-salcesonowym wydaniu, co uczynło z SLD ni to psa ni wydrę, ku irytacji starych towarzyszy.  Jeśli Palikotowi uda się wejść do Sejmu, a ma na to realną szansę, w wyborach 2015 roku będzie trzecią siłą. Upasie się na SLD, który odłączony od rządowej kroplówki na kolejne lata, będzie obumierać śmiercią naturalną. Aktywnie przyglądać się temu będzie Palikot, mrugając okiem do co żywotniejszych osobników, którzy bez sentymentów w dogodnym dla siebie momencie pożegnają przaśny intelektualnie tandem Napieralski-Kalita na rzecz, co by nie mówić, bystrzejszego Palikota. Ryszard Kalisz, o ile nie zostanie szefem SLD, będzie tutaj modelem wzorcowym.  Nie piszę tego z sympatii do Palikota. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Ideowo są to moje antypody. Pokazuję jedynie, że Palikotowi udało się znaleźć niszę na &#8211; wydawałoby się &#8211; zabetonowanej scenie politycznej. Stąd uważam, że tegoroczne wybory będą ciekawsze na lewej flance. Na niej obserwować będziemy walkę wcale nie o socjalny elektorat, ale o to, komu uda się narzucić własną definicję lewicy, resetując przy okazji wyobrażenia o grupach społecznych, które ona dzisiaj reprezentuje. W perspekywie batalię tę wygra Palikot, pomimo że &#8211; paradoksalnie &#8211; w tych wyborach przegra z SLD.  Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Palikot wcale nie jest człowiekiem lewicy. Pytanie zatem, na co mu lewica? I czy na pewno jemu?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/na-lewicy-znacznie-ciekawiej.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szachy po toruńsku</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/szachy-po-torunsku.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/szachy-po-torunsku.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Aug 2011 20:14:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=5415</guid>
		<description><![CDATA[– Potwierdzam, że posłanka jest na 18. pozycji na liście. Taką informację na spotkaniu z kandydatami przedstawił szef struktur okręgowych naszej partii – powiedział szef PiS w Toruniu, poseł Zbigniew Girzyński. Anna Sobecka, bo o nią chodzi, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, znalazła się nie na szóstym, ale na 18. miejscu listy kandydatów PiS do Sejmu w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>– Potwierdzam, że posłanka jest na 18. pozycji na liście. Taką informację na spotkaniu z kandydatami przedstawił szef struktur okręgowych naszej partii – powiedział szef PiS w Toruniu, poseł Zbigniew Girzyński. Anna Sobecka, bo o nią chodzi, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, znalazła się nie na szóstym, ale na 18. miejscu listy kandydatów PiS do Sejmu w okręgu toruńsko-włocławskim.<span id="more-5415"></span></p>
<p>Oprócz Anny Sobeckiej na liście toruńskiej PiS jest dwóch pretendentów do sejmowej synekury, którzy zabiegają o ten sam target wyborczy. To wspomniany wyżej Zbigniew Girzyński (miejsce 3 na liście) oraz Przemysław Przybylski (miejsce 5). Cała trójka pochodzi z Torunia. Cała też trójka nosi na piersiach plastron Radia Maryja, w którym paraduje przed Ojcem Dyrektorem, z czego ten miewa sporo uciechy.</p>
<p>W myśl zasady <em>is fecit cui prodest</em> – ten uczynił, komu to przyniosło korzyść – spuszczona na 18. pozycję Anna Sobecka najwięcej korzyści przynosi Zbigniewowi Girzyńskiemu, stąd cała akcja pachnie właśnie nim. Jako kieszonkowy samiec alfa ma teraz wolną rękę w podgryzaniu pierwszego na liście Krzysztofa Ardanowskiego, który stał się dla niego nagłą i niespodziewaną przeszkodą.</p>
<p>Do czasu rejestracji list sporo może się jednak zdarzyć, także awans Anny Sobeckiej o kilka lub kilkanaście miejsc w górę. Wszystko jednak leży w rękach Ojca Dyrektora, któremu może się nie spodobać czarna polewka zaserwowana jego dawnej spikerce, która finezją intelektualną wprawdzie się nie narzucała, ale wiernością Radiu mogła zaimponować każdemu.</p>
<p>O ile zatem Anna Sobocka nie zrezygnuje z udziału w wyborach, a o to tutaj tak naprawdę chodzi, to rozwścieczona nawet na 18. pozycji jest w stanie ugrać sporo głosów „radiomaryjnych”, o które zabiega Girzyński, mniemając, że pozwolą mu one przechylić szalę w wewnętrznej rywalizacji o najlepszy wynik na liście w okręgu toruńsko-włocławskim, co dla Girzyńskiego jest niezwykle ważne.</p>
<p>Okazać się jednak może, że głównym beneficjentem tych „rodzinnych” kugli stanie się Przemysław Przybylski, który od dłuższego już czasu zdradza ambicje daleko wybiegające poza sejmikowe opłotki, wzmacniane niezłymi wynikami w wyborach do Parlamentu Europejskiego i na prezydenta Torunia. Promocja, jakiej mu udzieliło wówczas Radio Maryja, to całkiem niezły kapitał, by dzisiaj zawalczyć o Sejm.</p>
<p>Dlatego myślę, że Girzyński ma problem. Nie jest nim Sobecka, bo to gwiazda schodząca. Problem, to Przemysław Przybylski. Młody, pragmatycznie pokorny, wydeptujący nieustannie ścieżki w najważniejszym dla PiS-u Radiu, ambicjonalnie przerośnięty, co jednak nie jest wadą, a w polityce wręcz zaletą. W którymś momencie zapragnie być tym pierwszym. I nie będzie żadnego – zmiłuj się.</p>
<p>W kujawsko-pomorskiem szykuje się zatem piękna walka wyborcza. No i powyborcza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/szachy-po-torunsku.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wulkan na Islandii szansą dla Komorowskiego</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wulkan-na-islandii-szansa-dla-komorowskiego.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wulkan-na-islandii-szansa-dla-komorowskiego.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Jun 2010 07:25:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2880</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza tura wyborów prezydenckich za nami. Poprawny wynik zanotował Bronisław Komorowski (41,2 proc.), więcej niż dobry Jarosław Kaczyński (36,7 proc.), natomiast bardzo dobry Napieralski (13,7 proc.). Pozostała siódemka pretendentów uciułała jedynie 8 proc., więc się nie liczy. Można śmiało powiedzieć, że pierwsza tura najbardziej opłaciła się Grzegorzowi Napieralskiemu, który na przekór okolicznościom (Smoleńsk, powódź), malkontenctwa we własnym obozie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsza tura wyborów prezydenckich za nami. Poprawny wynik zanotował Bronisław Komorowski (41,2 proc.), więcej niż dobry Jarosław Kaczyński (36,7 proc.), natomiast bardzo dobry Napieralski (13,7 proc.). Pozostała siódemka pretendentów uciułała jedynie 8 proc., więc się nie liczy. Można śmiało powiedzieć, że pierwsza tura najbardziej opłaciła się Grzegorzowi Napieralskiemu, który na przekór okolicznościom (Smoleńsk, powódź), malkontenctwa we własnym obozie i „zdradzie” Włodzimierza Cimoszewicza, dzięki uporowi i pracowitości wyrąbał sobie pozycję, jakiej od dawna nie miał w Polsce żaden przedstawiciel SLD-owskiej lewicy.<span id="more-2880"></span></p>
<p>Nic dziwnego, że Napieralski natychmiast stał się obiektem westchnień i adoracji, bo wiano jakie trzyma w zanadrzu, to kąsek nie do pogardzenia dla aspirujących o najwyższy laur Komorowskiego i Kaczyńskiego. Kto po niego sięgnie – wygra, choć nie sądzę, że łatwo da się uwieść. Dlatego też w ciągu najbliższego czasu nasłuchamy się o odpowiedzialności polskiej lewicy, jej socjalnej wrażliwości, konstruktywności i europejskości. Ba, im bliżej terminu drugiej tury, tym dzięki specom od <em>piaru</em>, różnice między PO i PiS a SLD będą zanikać, co na kilometr wonieć będzie obłudą, ale w końcu czego się nie robi dla prezydentury.</p>
<p>Przyznam, że Napieralski mógł się najbardziej podobać w tej kampanii. Startował z pozycji kopciuszka, wyszydzany także we własnych szeregach, ironicznie traktowany na salonach, szczypany przez media jako naiwniak wystawiony przez starych lisów na pożarcie, dokonał rzeczy ważnych – stał się psem przewodnikiem polskiej lewicy, wywalczył dla niej awans do ekstraklasy oraz wlał w lewicowe szeregi wiarę w sukces. Wzbudził falę, która umiejętnie dozowana, może wynieść lewicę do władzy lub dać jej współudział w jej sprawowaniu. Można śmiało zatem powiedzieć, że wybory prezydenckie wygrał Napieralski, choć prezydentem nie został.</p>
<p>Satysfakcję może czuć Jarosław Kaczyński. Znowu napędził strachu Platformie Obywatelskiej, ugruntował swoją pozycję na prawicy, a przy okazji zrewitalizował swój wizerunek, mocno nadszarpnięty przez IV RP. Wielu Polaków kupiło „przemianę” Jarosława Kaczyńskiego, o co postarał się sam kandydat, który twardo i konsekwentnie nie dawał się sprowokować, choć czuło się, że chętnie by wszedł w jakąś „awanturę”, bo to jego żywioł i temperament. Tym razem jednak zagrał jak doświadczony piłkarz – zero samowolki, maksimum dyscypliny taktycznej. Opłaciło się. Jego elektorat z niecierpliwością czeka na drugą turę. Na wakacje nie wyjeżdża. W ruch pójdą z pewnością polityczne wuwuzele.</p>
<p>Kłopot ma Bronisław Komorowski. Skromna przewaga nad Jarosławem Kaczyńskim uzyskana w pierwszej turze, może okazać się zwycięstwem pyrrusowym. Nie od dziś wiadomo, że elektorat PO jest elektoratem najbardziej leniwym, który na dodatek wkracza w okres wakacyjny, więc siłą rzeczy bardziej myśli o pakowaniu walizek, niż o wspieraniu „Bronka” w walce z „Kaczorem”. Dla wielu sympatyków Platformy Obywatelskiej Komorowski nie jest wart zmiany planów wakacyjnych, bo elektorat ten myśli przede wszystkim o sobie, tak jak na elektorat liberalny i zadowolony z siebie przystało. Jak go zatrzymać w Polsce?</p>
<p>Pozostaje wulkan na Islandii. Będzie pył, będzie elektorat Platformy przy urnach. Nie będzie pyłu – odleci. Kto wie, czy nie na słynne plaże Tunezji właśnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wulkan-na-islandii-szansa-dla-komorowskiego.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jarosława Kaczyńskiego &#8222;nie chcem, ale muszem&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/jaroslawa-kaczynskiego-nie-chcem-ale-muszem.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/jaroslawa-kaczynskiego-nie-chcem-ale-muszem.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Apr 2010 09:59:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2606</guid>
		<description><![CDATA[Z wielu stron rozlegają się wołania, by Jarosław Kaczyński wystartował w wyborach prezydenckich. Najdonośniej wzywa, co zrozumiałe, aparat Prawa i Sprawiedliwości, bo słusznie czuje, że w dzisiejszych okolicznościach jedynie nazwisko „Kaczyński” może zatrzymać złą passę, która ciągnie się za PiS-em od przegranych na własne życzenie wyborów w 2007 roku. To niewątpliwie szansa, ale i przekleństwo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z wielu stron rozlegają się wołania, by Jarosław Kaczyński wystartował w wyborach prezydenckich. Najdonośniej wzywa, co zrozumiałe, aparat Prawa i Sprawiedliwości, bo słusznie czuje, że w dzisiejszych okolicznościach jedynie nazwisko „Kaczyński” może zatrzymać złą passę, która ciągnie się za PiS-em od przegranych na własne życzenie wyborów w 2007 roku. To niewątpliwie szansa, ale i przekleństwo całej tej sytuacji.<span id="more-2606"></span></p>
<p>Śmierć patrona, rozbite w pył plany i scenariusze, personalna wyrwa, emocjonalne wyżyłowanie, to splot okoliczności, które nie sprzyjają podejmowaniu zimnej i przemyślanej decyzji politycznej. Stan wyższej konieczności, w którym znalazło się Prawo i Sprawiedliwość, będzie dla niego najcięższym doświadczeniem od początku istnienia. Czy Jarosław Kaczyński, obolały i przeczołgany stratą najbliższych mu ludzi, stanie do boju i zarazi entuzjazmem miliony Polaków, by właśnie na niego oddali swój głos? To się może zdarzyć. Zacznijmy jednak od tezy niewątpliwie na dzisiaj mocno uzurpatorskiej.</p>
<p><strong>Jarosław Kaczyński jako Prezydent RP</strong></p>
<p>Ranga urzędu choć wysoka, w polskich warunkach jest funkcją typowo pałacową. Prerogatywy głowy państwa w stosunku do rządu są niewielkie i raczej oczekuje się, że działania prezydenta będą komplementarne względem premiera, którego konstytucja, wbrew potocznym opiniom, czyni praktyczną i wykonawczą głową państwa. Z tego powodu ramy, w których przyszłoby poruszać się prezydentowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, już na wejściu okazałby się za wąskie i krępujące. Biorąc pod uwagę temperament byłego premiera i jego imperatyw realizowania się w walce, śmiało można założyć, że od chwili zaprzysiężenia zacząłby rozsadzać krępujące go przepisy, a zakres swoich uprawnień bezceremonialnie „falandyzować”. Nie jest to absolutnie zarzut, a jedynie uznanie faktu, że szef PiS jest bardziej człowiekiem czynu, niż protokolarnej celebry.</p>
<p>Z pewnością wie to Jarosław Kaczyński i założę się, że w żaden sposób nie pali się do aspirowania do urządu, który będzie go ograniczał i hamował. To typ politycznego zagończyka, doskonale czującego się w kipiącym parlamencie, gdzie trwa nieustanna wymiana cisów, a harde potyczki, to obowiązujący standard. To człowiek, który uwielbia nagłe zwroty akcji, prowokowanie przeciwnika, odpalanie kilku lontów naraz i dozowanie napięcia ponad wytrzymałość adwersarzy. To osobnik, który najpełniej oddycha piersią w Sejmie i w siedzibie partii, a nie w leśnych ostępach. Dla niego polityczna młócka jest tym samym, czym zapach metanolu dla żużlowego kibica – detonatorem adrenaliny. Po co więc miałby się męczyć w uniformie skrojonym na kogo innego? Ano właśnie.<br />
 <br />
<strong>„Nie chcem, ale muszem”</strong></p>
<p>Jarosław Kaczyński nie chce, ale musi. I choć autorem tych słów jest jego największy antagonista, to dzisiaj słowa te jak ulał pasują właśnie do szefa PiS-u. Śmierć Lecha Kaczyńskiego zburzyła delikatną równowagę w partii. Prezydent i jego kancelaria zapewniał PiS-owi niezbędny balans i otwarcie na centrum, a nawet lewą stronę sceny politycznej. Takie też były kalkulacje pałacu prezydenckiego na prezydencką kampanię. Z jednej strony Jarosław Kaczyński, hasający po prawicowych ostępach, z drugiej Lech Kaczyński, z troską wkraczający na socjalne zagony z hasłem Polski solidarnej. Kampania Lecha Kaczyńskiego miała oddychać dwoma płucami: stricte prawicowym oraz socjalnym. Dzisiaj te kalkulacje wzięły w łeb, bo Jarosław nigdy nie będzie w obszarze tzw. sprawiedliwości społecznej tak mocno autentyczny, jak jego świętej pamięci brat Lech.</p>
<p>Jarosław Kaczyński wystartować jednak musi, bo po pierwsze – nie ma innego kandydata w PiS-ie równie zdolnego i charyzmatycznego (cokolwiek to oznacza); po drugie – jako kandydat będzie trzymać w ryzach partię i przebierające nogami frakcje: ziobrystów (stronnicy dawnego ministra), zakonników (stare PC), spin doktorów (Bielan, Kamiński), lechistów (frakcja kancelarii prezydenckiej, Kluzik-Rostkowska, Jakubiak), kamerzystów (wolne elektrony prące na tzw. „szkło”, Girzyński, Poncyliusz); po trzecie – będzie najbardziej oczywistym depozytariuszem i kustoszem pamięci Lecha Kaczyńskiego; po czwarte – jest w stanie wykręcić najlepszy wynik z pośród wszystkich ewentualnych pisowskich kandydatów; po piąte – paradokslanie, wielka polityczna operacja jaką są wybory, pozwoli szybciej wrócić mu do równowagi, bo nic tak terapeutycznie nie pomaga zbolałej duszy, jak ciężka praca, a tej Jarosław Kaczyński się nie boi; po szóste – partia musi pokazać, że wódz żyje i dowodzi.</p>
<p><strong>Ilu kandydatów?</strong></p>
<p>Krótki termin na zebranie podpisów sprawia, że w wyborach nie wystartuje wielu egzotycznych kandydatów. W tej chwili pewniakami są kandydaci PO, PiS, PSL i SLD. Kłopoty z zebraniem podpisów będą mieli Andrzej Olechowski i Marek Jurek. W zasadzie tylko oni mogą doszlusować do wielkiej czwórki, bo wcześniej już pokazali, że zebranie 100 tys. podpisów nie jest ponad ich siły. Tyle tylko, że wówczas mieli na to więcej czasu. Marek Jurek w każdym razie przeciął spekulacje o swoim wycofaniu się z wyborów i zapowiedział walkę o zdobycie wymaganych podpisów. Z niepokojem przyglądać się temu będzie PiS, bo każdy konkurent po prawej stronie, to kolejne uciekające procenty, a te trzeba przed drugą turą ciułać. Kandydatura Marka Jurka staje się więc problemem, bo może ona skupić głosy tych wyborców prawicy, którzy do szefa PiS mają uzasadniony dystans i rezerwę.</p>
<p>Śmierć Lecha Kaczyńskiego pozwoliła honorowo wycofać się z wyborów Polsce Plus, która nie była w stanie zebrać w tak krótkim czasie wymaganych podpisów pod kandydaturą Ludwika Dorna. Dała też okazję do wykonania pojednawczych gestów w stronę PiS, co zapewne boleśnie rozczarowało członków i sympatyków partii Ludwika Dorna, którzy chyba nie takiego scenariusza oczekiwali. Wiernopoddańcza deklaracja Jarosława Sellina (<em>Będę namawiał Polskę Plus do pojednania z Jarosławem Kaczyńskim i wsparcia jego kandydatury, jeśli zdecyduje się na start w wyborach prezydenckich</em> – wypowiedź dla „Wprost”), jest tak naprawdę aktem kapitulacyjnym. Nie sądzę, żeby taka postawa zyskała przychylność w PiS-ie, wręcz przeciwnie, utwierdzi jedynie partię Jarosława Kaczyńskiego, że racja jest po jej stronie. W polityce przypowieść o synu marnotrawnym rzadko kiedy się materializuje, a jeśli już, to jako wariant taktyczny. Stąd dziwię się, że tak łatwo Polska Plus trwoni niewielki kapitał, jaki dotychczas wypracowała. Nikt za Polską Plus w PiS-ie nie tęskni i myślę, że szybko się o tym jej liderzy przekonają.</p>
<p><strong>Krajobraz przed bitwą, krajobraz po bitwie</strong></p>
<p>Jarosław Kaczyński zapewne rozważa, co się stanie z PiS-em, jeśli tych wyborów nie wygra, co jest dzisiaj scenariuszem najczęściej przez komentatorów obstawianym. Kolejna porażka z rzędu z pewnością zaktywizuje w partii nurt rozliczeniowy, który jest nurtem zauważalnym, ale jeszcze mocno strachliwym. Wyraźna przegrana w drugiej turze, np. stosunkiem 35-65 proc., będzie sygnałem, że porządki czas zacząć. Uchwycenie pułapu 40 proc., da z kolei Jarosławowi Kaczyńskiemu niezbędne paliwo do dalszej marszruty – wybory samorządowe i parlamentarne w przyszłym roku. Wielką niewiadomą jest w tej chwili rozkład sympatii Polaków, którzy wzruszająco żegnali Lecha Kaczyńskiego, ale niekoniecznie muszą swoją empatię przenieść na PiS i Jarosława Kaczyńskiego.</p>
<p>Wiele zależy od tego, jak sam zainteresowany skonsumuje ten czas, co powie Polakom i jak się zachowa jego zaplecze. Nie sądzę, by mogła tutaj zajść jakaś korzystna zmiana. Polityka bowiem nie karmi się sentymentalizmem, ale grą interesów, a te są zawsze bezwzględnie realizowane. Celem kampanii jest osiągnięcie jak najlepszego wyniku i dlatego ten cel będzie uświęcać różne środki, także te wątpliwe. Nie wierzę w żadne wyborcze dostojeństwo, ani zgodę ponad podziałami. Za dużo każda ze stron ma do stracenia. W bardzo krótkim czasie trzeba będzie przekonać do siebie zdezorientowanych Polaków, dlatego w sztabach wyborczych trwają gorączkowe badania grup fokusowych, jakim językiem przemówić do Polaków, by zyskać jak najwięcej. Jeśli wyjdzie z nich, że PiS powinno eksploatować tragedię Lecha Kaczyńskiego, to PiS to zrobi. Jeśli z badań wyjdzie, że Platforma nie powinna obnażać słabości tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego, to tego nie zrobi ani ona, ani Palikot. Zrobią to media.</p>
<p>Czeka nas zatem interesujący czas. Szykuje się polityczna wojna postu z karnawałem. Jej wynik do końca nie będzie pewny, bo nie ma dla tej sytuacji jakiejkolwiek analogii. Nigdy nie zdarzyło się, by okoliczności towarzyszące kampanii prezydenckiej, były tak szczególne i nieoczekiwane. Ciekaw jestem pierwszych starć harcowników, którzy już wyruszyli badać teren. Zastanawia mnie, czy głośniej będzie brzmieć pieśń żałobna, czy bitewne tarabany. Ile obłudy wkradnie się w wypowiedzi kandydatów i jaka retoryka zwycięży. Nie sądzę, żeby polskie piekiełko nagle zastygło. Jedyna pociecha, że zaraz po wyborach są wakacje. Będzie można się zresetować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/jaroslawa-kaczynskiego-nie-chcem-ale-muszem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>No i po wyborach</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/no-i-po-wyborach.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/no-i-po-wyborach.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Jun 2009 00:04:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1063</guid>
		<description><![CDATA[Już wiadomo, jak głosowali Polacy (piszę o godz. 23.00 w dniu wyborów). Niespodzianek nie było, wygrały cztery partie, które z grubsza zmieściły się w widełkach, które wyznaczyły im ośrodki badania opinii publicznej. Podział na scenie politycznej wydaje się być w tym momencie trwały, choć o pewnych zarysowanych tendencjach warto będzie podyskutować. Polacy okazali się w swoich wyborach racjonalni, odporni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już wiadomo, jak głosowali Polacy (piszę o godz. 23.00 w dniu wyborów). Niespodzianek nie było, wygrały cztery partie, które z grubsza zmieściły się w widełkach, które wyznaczyły im ośrodki badania opinii publicznej. Podział na scenie politycznej wydaje się być w tym momencie trwały, choć o pewnych zarysowanych tendencjach warto będzie podyskutować. Polacy okazali się w swoich wyborach racjonalni, odporni na hochsztaplerkę polityczną. Odrzucili polityczną egzotykę, skupiając uwagę na sprawdzonych markach, a przynajmniej na tych, które w ogólnym odbiorze wypadały poważniej. Nie bez znaczenia okazały się fundusze, jakie na kampanię przeznaczyły poszczególne komitety wyborcze. W zasadzie wszyscy powinni być zadowoleni.</p>
<p>Krótkie powyborcze resume:</p>
<p><strong>Platforma Obywatelska</strong> – <strong>hegemon</strong>. Wciąż niedościgniona dla konkurentów, choć lekko, jak zawsze, przeszacowana, ugruntowała swoją pozycję na mapie politycznej. Wynik zasługuje na uznanie, zwłaszcza że łamie dotychczasową polską prawidłowość, że partie rządzące szybko się zużywają. Platforma znalazła receptę na utrzymanie wysokiego poparcia, w czym duża zasługa samego Donalda Tuska, który z politycznych awantur wychodzi „nieubłocony”. Te wybory dały mu doskonałą pozycję wyjściową do ataku na najwyższy urząd w państwie. Z pewnością rozpocznie teraz ostry marsz w kierunku upragnionego urzędu, w czym wynik PO daje mu wstępną rękojmię sukcesu. Te wybory były dla niego udanym sparingiem. Lech Kaczyński ma powody do dużego zaniepokojenia, zwłaszcza że jego spin doktorzy odpłynęli do Brukseli.</p>
<p><strong>Prawo i Sprawiedliwość</strong> – <strong>twardziel</strong>. Jak zawsze niedoszacowany w sondażach (ok. 5 proc.). Zdecydowanie lepszy wynik, niż w poprzednich wyborach do Europarlamentu, ale wtedy czarnym koniem była LPR, która zgarnęła głosy, które teraz przechwyciło Prawo i Sprawiedliwość. Podobnie jak PO, ugruntowało swoją pozycję na scenie politycznej. Doskonała pozycja do atakowania partii rządzącej, co z pewnością partia Jarosława Kaczyńskiego szybko wykorzysta. Zauważyć jednak trzeba, że wynik ten w przeciwieństwie do PO, jest jednak gorszy (nieznacznie, ale jednak) od wyniku osiągniętego przez PiS w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. To może, ale nie musi, być objaw delikatnej zadyszki i słabnięcia impetu PiS-u. Nie na tyle jednak mocnego, by wieszczyć upadek tej formacji, zwłaszcza, że na prawej stronie nie powstała żadna realna siła zdolna zagrozić partii Jarosława Kaczyńskiego. Z pewnością nie ma też w PiS-ie kryzysu przywództwa, jak sugerują liczni komentatorzy. Te wybory raczej wzmocniły pozycję Jarosława Kaczyńskiego, który pokazał, że jest elastycznym taktykiem, deklasującym koncepcyjnie swoje zaplecze.</p>
<p><strong>SLD/UP</strong> – <strong>z dużej chmury mały deszcz</strong>. Nie wystarczyło sił i konceptu, by przeskoczyć do ekstraklasy. Lewicy pozostaje gra w drugiej lidze, gdzie radzi sobie całkiem nieźle. Marzenia o wyrwaniu się ponad poziom 15 proc. pozostają wciąż marzeniami. Jedynym plusem tej kampanii jest fakt zyskania dwóch dodatkowych mandatów i potwierdzenie supremacji na lewicy. Konkurencja dla SLD na lewej flance w tych wyborach nie zaistniała. Okazuje się, że nie ma w Polsce klimatu dla żadnej lewicy, zarówno tej postkomunistycznej, jak i liberalnej o KOR-owskiej afiliacji. Prestiżowa porażka Wojciecha Olejniczaka w Warszawie jest zapowiedzią wewnętrznych kłopotów tej formacji, szczególnie w obszarze przywództwa (okazało się jednak, że Olejniczak zdobył mandat &#8211; przyp. późn.). W zasadzie mamy do czynienia z uwiądem intelektualnym na lewicy i nieporadnością koncepcyjną, co jest pewną niespodzianką, gdyż akurat w tym nurcie politycznym zdolnych ludzi nigdy nie brakowało.</p>
<p><strong>Polskie Stronnictwo Ludowe</strong> – <strong>sprawdzona marka</strong>. Wynik spodziewany, potwierdzający „stateczność” partii Waldemara Pawlaka. Chłopska konsekwencja i upór, a także spokojny ton kampanii, stały się symbolem rozpoznawczym tej partii, przekładającym się na ugruntowaną pozycję na mapie politycznej kraju. Zauważyć wypada, że PSL dyskretnie, acz konsekwentnie zdobywa nowe przyczółki. Jego konikiem są jednak wybory samorządowe, w których w przyszłym roku odniesie sukces. Wybory były okazją do rozpoczęcia kampanii prezydenckiej przez Waldemara Pawlaka. Wskazywały na to klipy i prezydencki ton przekazu lidera ludowców. Powodów do narzekań z pewnością ludowcy nie mają.</p>
<p><strong>„Porozumienie dla Przyszłości” Centrolewica</strong> – <strong>urocza klapa</strong>. Zabrakło wyraźnie Bronisława Geremka. Był dla liberalnej lewicy zwornikiem i niezaprzeczalną lokomotywą wyborczą. Nie było komu go zastąpić, ani Dariusz Rosati, ani Marek Borowski, nie byli w stanie tego zrobić. Udział w wyborach centrolewicy skwitować można stwierdzeniem – jaka piękna katastrofa. Płaczu po tej formacji w Polsce w każdym razie nie będzie.</p>
<p><strong>UPR</strong> – <strong>niewzruszony standard</strong>. Upór i konsekwencja w trzymaniu się 1 procenta. Miły, sympatyczny klub dyskusyjny.</p>
<p><strong>Libertas</strong> – <strong>kino bez pieniędzy</strong>. Polityczna wydmuszka, która okazała się zbukiem. Nie pomogła TVP, Ganley, Wałęsa i Anna Sobecka. KATASTROFA na całej linii. Nie powiódł się adwokacki „genialny manewr” powrotu na scenę polityczną. Podręcznikowy przykład, jak nie należy zabierać się za politykę. Aż się prosi o seppuku.</p>
<p><strong>Samoobrona</strong> – <strong>ostał się jeno sznur</strong>…</p>
<p><strong>Prawica Rzeczypospolitej</strong> – <strong>mili ludzie</strong>. Jedynym kapitałem okazał się Marek Jurek, którego indywidualny wynik w Warszawie budzi szacunek. Murowany kandydat na prezydenta z prawej flanki. Sympatyczni ludzie z niesympatycznym wynikiem.</p>
<p><strong>Polska Partia Pracy</strong> – <strong>bez komentarza</strong>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/no-i-po-wyborach.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idźmy i dobrze wybierzmy</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2009 08:45:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1059</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj ostatni dzień kampanii wyborczej. Niespodzianek przy urnach nie będzie. Do euro parlamentu wejdą cztery partie, tak jak to było do przewidzenia. W kampanii srodze się wynudziłem, bo była niemrawa, bez polotu, z przewidywalnymi lejtmotywami, a kandydaci, jak to mawiają młodzi – łba nie urywali. Najciekawiej było na politycznym zapleczu, gdzie o swoim istnieniu donosiły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj ostatni dzień kampanii wyborczej. Niespodzianek przy urnach nie będzie. Do euro parlamentu wejdą cztery partie, tak jak to było do przewidzenia. W kampanii srodze się wynudziłem, bo była niemrawa, bez polotu, z przewidywalnymi lejtmotywami, a kandydaci, jak to mawiają młodzi – łba nie urywali. Najciekawiej było na politycznym zapleczu, gdzie o swoim istnieniu donosiły głównie komitety prawicowe. Najsensowniej robiła to Prawica RP i jej lider Marek Jurek. Jasny, spójny przekaz, ciekawe spoty, w sumie dobra kampania, jeśli wziąć pod uwagę kruchość finansową i ostracyzm publicznych mediów. Pomysł z wykorzystaniem w kampanii Wojciecha Cejrowskiego i Arki Noego był dobrym pociągnięciem, bo nawet jeśli nie poszerzał elektoratu, to mocno utwardzał ten, po który sięgała konkurencja.</p>
<p>Zabawna była natomiast kampania taboru politycznego pod nazwą Libertas. Zebrana naprędce ekipa mająca ułatwić ucieczkę w immunitet dwóm osobom, za którymi chodzi prokurator, dała ludziom moc uciechy. Naprawdę rzadko zdarza się, by schizofrenia polityczna objawiała się w tak ekstremalnej, a zarazem widowiskowej formie. Skrajni euro-nagacjoniści przebrani w błękitno-żółte fatałaszki eurofilów, to doprawdy rzadkiej urody polityczna transwestycja, o której powstawać będą prace magisterskie, jeśli nie doktorskie. Brzuch bolał od śmiechu, kiedy na różnych prawicowych forach i portalach, ludzie zdawałoby się wykształceni, przekonywali, że Libertas to alternatywa dla PiS i jutrzenka polskiej prawicy.</p>
<p>Gdyby do euro wyborów zamiast Libertas wystartowała LPR, sytuacja w tej niszy elektoratu byłaby jakościowo inna. Tam rozgościł się teraz Marek Jurek i trudno go będzie stamtąd wygonić, zwłaszcza, że kampanią do euro parlamentu rozpoczął on całkiem udanie kampanię prezydencką. W przypadku LPR i Libertas doskonale sprawdziło się polskie powiedzenie – zamienił stryjek siekierkę na kijek. Lata inwestycji w nazwę LPR właśnie szlag trafił, bo szyld nie zaistniał w ważnych wyborach. Aż dziw bierze, że można było popełnić taki błąd. Stokroć mądrzejszy od ligowych adwokackich głów okazał się tutaj Andrzej Lepper, który nie bacząc „zgnojenie” nazwy Samoobrona, cały czas się jej trzyma, bo wie, że to jedyna skuteczna taktyka na przetrwanie, zamiast ucieczki pod obcobrzmiące szyldy.</p>
<p>W tych wyborach oddam swój głos na <strong>Przemysława Przybylskiego</strong>, który startuje z <strong>drugiego miejsca na liście PiS</strong> w województwie kujawsko-pomorskim i do tego zachęcam wszystkich, którzy mogą głosować. Nie czas i miejsce rozwodzić się, dlaczego właśnie on. Powiem krótko – jest „świeżą krwią” na politycznym rynku, ma w głowie poukładane i solidnie w tej kampanii pracował. Poza tym posługuje się tym samym kodem pojęciowym, którym ja się posługuję, więc w lot się rozumiemy, nie tracąc czasu na zbędne dialogi. Nie ma w sobie nic z partyjnego aparatczyka i samodzielnie myśli. Nie bierze udziału w grach partyjnych, bo robi swoje, zarówno na gruncie zawodowym, jak i społecznym. Dlatego na niego zagłosuję.</p>
<p>W tej kampanii wyborczej <a href="http://www.eckardt.pl/powstala-wspolnota-malych-ojczyzn.html">Wspólnota Małych Ojczyzn</a>, którą systematycznie rozbudowujemy, zorganizowała dwie debaty z kandydatami do euro parlamentu, w Tucholi i Golubiu-Dobrzyniu. Szczególnie ta druga dała sporo satysfakcji, bo i miejsce (zamek golubski) i wypełniona po brzegi sala, pokazały, że ludzie i kandydaci chcą rozmawiać o sprawach ważnych i czynią to merytorycznie. Trzy komitety (PO, PSL, PiS) reprezentowali kandydaci z dalszych miejsc, co tylko dodało kolorytu debacie, która zapewne trwałaby długo, gdyby nie ramy czasowe. Debaty takie będziemy jako Wspólnota Małych Ojczyzn organizować w przyszłości, poświęcając je konkretnym tematom. Ludzie chcą, by z nimi rozmawiać i my ten postulat zamierzamy spełniać. Tymczasem za dwa dni wybory. Idźmy i dobrze wybierzmy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory, wybory&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Oct 2005 09:01:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/10/10/wybory-wybory/</guid>
		<description><![CDATA[W pierwszej turze, choć z niewielką przewagą, wygrał Donald Tusk. Przed kamerami podczas debaty panowie tradycyjnie już na siebie powarczeli, co jest znakomitą zapowiedzią przed drugą turą. Co prawda panom pretendentom daleko do powarkiwania i miażdżenia się wzrokiem, jak ma to miejsce przed walkami bokserskimi, niemniej jakaś namiastka adrenaliny w tym wszystkim jest. Panowie nie byli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">W pierwszej turze, choć z niewielką przewagą, wygrał Donald Tusk. Przed kamerami podczas debaty panowie tradycyjnie już na siebie powarczeli, co jest znakomitą zapowiedzią przed drugą turą. Co prawda panom pretendentom daleko do powarkiwania i miażdżenia się wzrokiem, jak ma to miejsce przed walkami bokserskimi, niemniej jakaś namiastka adrenaliny w tym wszystkim jest. Panowie nie byli w wypowiedziach odkrywczy, ale też nikt od nich tego nie wymagał. Tusk rozluźniony, Kaczyński wyraźnie spięty. Tyle i aż tyle. Ładnie wypadł <em>Endrju</em>, a wynik 16 proc. jest jak na polskie warunki całkiem niezły. Reszta kandydatów popadła w niebyt. Bez żalu i straty.</span></p>
<div><span class="styleyyyyy">W czasie kiedy na jedynce szło studio wyborcze z wyleniałymi truchłami dziennikarstwa i polityki, na TVN puścili <em>Nothing Hill</em> z Julią Roberts i Hugh Grantem, co dało ożywczą alternatywę dla prowadzącej studio wyborcze Doroty Gawryluk, która ma się tak do Julii Roberts, jak Władysław Gomułka do Ronalda Reagana. Bo pani Roberts ma w sobie po prostu całe pokłady tego czegoś, co sprawia, że chce się na nią patrzeć.</span></div>
<p><span class="styleyyyyy">W ogóle weekend minął na nadrabianiu zaległości w lekturze, na pierwszy ogień poszedł <em>Problem istnienia Boga</em> Claude&#8217;a Tresmontanta, czyli cykl wykładów na tematy jak najbardziej poważne, bo dotyczące <em>stworzenia</em> i <em>bytu</em>, w sam raz dla kogoś, kto przerżnął wybory, czyli dla mnie. Poza tym liznąłem <em>Naukę o podmiocie gospodarstwa społecznego</em> Rybarskiego z 1912 roku, gdzie wielce interesująco autor wspomina <em>Bogactwo narodów</em> Adama Smitha, po prostu cymes.</p>
<p>Sporo pytań w minionym tygodniu o przyszłość Ligi Polskich Rodzin, od zwyczajnych ludzi, sympatyków, ale i zwykłych członków. Odpowiadałem jak najoględniej, bo ta przyszłość rysuje się nieciekawie. Wynik wyborczy daleki od oczekiwań, zniechęcenie w terenie oraz brak pomysłu politycznego. W wielu miejscach następuje dekompozycja struktur, co na rok przed wyborami samorządowymi nie wróży Lidze sukcesu. Pomóc jej mogą tylko błędy PiS-u, ale na to &#8211; póki co &#8211; się nie zanosi, choć Kaczyńscy bardziej nadają się do burzenia niż budowania i na pewno jeszcze negatywnie zaskoczą. Zresztą to marna pociecha, liczyć na potknięcia innych.</p>
<p>Liga znalazła się w kleszczach, z jednej strony napierająca partia braci Kaczyńskich, z drugiej dawne odpryski Ligi, skupione wokół Macierewicza, Olszewskiego i Łopuszańskiego. Do tego dochodzi wewnętrzna fronda Zygmunta Wrzodaka, z którym współpracować zaczynają dawni posłowie LPR do Parlamentu Europejskiego Bogdan Pęk i Bogusław Rogalski.</p>
<p>Jak w tym wszystkim zyskać wyborcę, naprawdę trudno sobie wyobrazić. Jednak największym problem Ligi jest brak wizji programowej, jasnego określenia, czego chcemy i dokąd zmierzamy. Zbiór zaklęć orbitujących wokół tzw. polityki prorodzinnej, bezpieczeństwa socjalnego i krytyki UE, nie mogą być fundamentami politycznymi, na których da się dzisiaj zbudować nowoczesną partię o obliczu konserwatywno-narodowym i wolnościowym w gospodarce. Obawiam się, że Liga może ugrzęznąć w doraźnej taktyce parlamentarnej, obliczonej na ugrywanie promili poparcia w krytyce PiS-u i ściganiu się z Samoobroną w socjalnych miazmatach. Analiza elektoratu LPR również nie napawa optymizmem. Patrząc na jego strukturę, zwłaszcza wykształcenie i przedział wiekowy, można - z całym szacunkiem dla niego - przestraszyć się przyszłości.</p>
<p>Lidze brakuje dzisiaj paliwa politycznego, jakim była do niedawna Unia Europejska. Dzisiaj znacznie trudniej będzie określić flagowe postulaty polityczne, bo ich specjalnie nie widać. Dla mnie sprawa jest prosta &#8211; ja pozostaję przy swoich konserwatywnych i wolnościowych przekonaniach, nie zamierzam uginać się pod żadnym socjalnym dyktatem, nawet jeśli nazywa się go polityką prorodzinną (też mi prorodzinność, gdzie dochód rodziny zależny jest od łaskawości budżetu państwa), nie zamierzam boksować się dla samego boksowania, ani żyć mirażami, że przepływy elektoratu raz promują tych, a raz tamtych. Czas po wyborach sprzyja postanowieniom i ja takie powziąłem.</p>
<p> </p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziękuję wyborcom</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2005 08:57:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/09/27/dziekuje-wyborcom/</guid>
		<description><![CDATA[Wszystko już wiadomo. Wybory parlamentarne wgrało Prawo i Sprawiedliwość. Zdecydowała dobra kampania wyborcza, silne listy kandydatów i, co tu dużo mówić, słabość konkurencji. Mój intensywny, dwumiesięczny wysiłek nie przełożył się na mandat poselski i w moim okręgu &#8211; jeśli chodzi o LPR &#8211; pozostaje status quo. Pomimo przejechania samochodem 12 tys. kilometrów, rozkolportowania licznych ulotek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">Wszystko już wiadomo. Wybory parlamentarne wgrało Prawo i Sprawiedliwość. Zdecydowała dobra kampania wyborcza, silne listy kandydatów i, co tu dużo mówić, słabość konkurencji. Mój intensywny, dwumiesięczny wysiłek nie przełożył się na mandat poselski i w moim okręgu &#8211; jeśli chodzi o LPR &#8211; pozostaje status quo. Pomimo przejechania samochodem 12 tys. kilometrów, rozkolportowania licznych ulotek i plakatów, uczestnictwa w regionalnej debacie telewizyjnej, elektorat nie złożył na mnie zapotrzebowania. Cóż, będzie trzeba zastanowić się nad wnioskami. Ta kampania pokazała mi jednak, co to znaczy ofiarność, pracowitość i ideowość. Mam na myśli tych wszystkich, którzy mi w kampanii pomagali. Bez słowa skargi, często zmęczeni, niedospani, bywało, że umorusani, ale zawsze w gotowości, na pierwszej linii wyborczej rywalizacji. </span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Choć przegraliśmy (w godnym stylu), to był prawdziwy zaszczyt móc z nimi współpracować. Im przede wszystkim dziękuję. Koledzy &#8211; <em>Wielkiej Polski moc, to Wy!</em> Dziękuję również tym, którzy na mnie oddali swój głos, to dla mnie wielkie wyróżnienie.<br />
Gratuluję wreszcie konkurentom z prawicy zwycięstwa, byli w tej kampanii lepsi.</span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Liga Polskich Rodzin znalazła się na zakręcie. To nasza wina (także moja), że nie potrafiliśmy przekonać do siebie wyborców i tylko od nas samych zależy, czy w wyborach samorządowych się ostaniemy. Jest na to jeszcze szansa, ale czeka nas wszystkich wielki wysiłek. Musimy nauczyć się pokory. W zasadzie powinniśmy być wdzięczni wyborcom, że dali nam taką lekcję, ale wdzięczni także, że nas definitywnie nie skreślili. Teraz jest czas na przemyślenia i wyciągnięcie właściwych wniosków. Tyle, że ten czas nie jest długi.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kampania</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/kampania.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/kampania.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Sep 2005 08:56:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/09/01/kampania/</guid>
		<description><![CDATA[Zaniedbuję kajet, ale kampania wyborcza w toku. Niezliczone wyjazdy w teren, rozmowy, przygotowywanie i kolportowanie materiałów wyborczych. Po pierwszych rozjazdach wiadać, że ludzie mają dosyć zgranych twarzy i nie imponuje im, że ktoś chce gdzieś kandydować. Myślę, że będą to wybory niespodzianek, w których pokotem leżeć będą faworyci. Co ciekawe, ludzie są skłonni bardziej zaufać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaniedbuję kajet, ale kampania wyborcza w toku. Niezliczone wyjazdy w teren, rozmowy, przygotowywanie i kolportowanie materiałów wyborczych. Po pierwszych rozjazdach wiadać, że ludzie mają dosyć zgranych twarzy i nie imponuje im, że ktoś chce gdzieś kandydować. Myślę, że będą to wybory niespodzianek, w których pokotem leżeć będą faworyci. Co ciekawe, ludzie są skłonni bardziej zaufać tym, którzy jeszcze w sejmie nie byli. Szukają nowych twarzy, chcą zmiany jakościowej. To szansa dla aktywnych kandydatów z dalszych miejsc na listach.</p>
<p>W księdze gości pytanie do mnie jako kandydata: <em>Będzie pan kandydował z Bydgoszczy? Czy jako parlamentarzysta będzie pan wspierał powołanie sądu i prokuratury apelacyjnej w Bydgoszczy ? Jaki mam Pan program wyborczy? Co chce Pan zrobić dla Bydgoszczy i jej rozwoju? Czy planuje Pan walczyć o nowe instytucje w Grodzie nad Brdą?</em></p>
<p>Pokrótce odpowiadam: tak, kandyduję z Bydgoszczy; mój program wyborczy w skróconej wersji to: mniej biurokracji, niższe podatki, mniej państwa w gospodarce, stabilne prawo, państwo na służbie obywatela. Więcej w syntetycznej formie się nie da napisać, zapraszam do mojej publicystyki. Jeśli uda się zmienić prawo i ograniczyć jego absurdy, wyzwolić ludzką aktywność to i Bydgoszcz odżyje, mam zamiar aktywnie zawalczyć o stworzenie w mieście nad Brdą miejsca przyjaznego inwestycjom i ludzkiej przedsiębiorczości. Nowe instytucje nad Brdą już stopniowo powstają. Sąd i prokuratura apelacyjna w Bydzi &#8211; jak najbardziej za. Jestem bydgoszczaninem, więc chyba nie muszę zapewniać, że właśnie tutaj widzę najlepsze miejsce na powstawanie nowych instytucji, ale głównie stawiam na gospodarkę, bo to ona jest kołem zamachowym pomyślności materialnej obywateli. Mam nadzieję, że to władza, a nie wyborcy będą mieli mnie dosyć. Nie dam się zbyć byle czym, a jak mnie wyrzucą drzwiami, to w imię obrony naruszanych praw obywateli i ich interesów, wlezę z powrotem oknem. Bywam dość bezczelny, o czym szybko przekonają się upierdliwi i wszechwiedzący urzędnicy. Więcej wyjdzie w praniu. Aktywności mi nie zabraknie. Tyle tytułem wyborczej autoreklamy.</p>
<p>Dzisiaj rocznica napaści Niemiec na Polskę. W Bydgoszczy tradycyjnie już uroczystości odbędą się na Starym Rynku, który jako jedno z pierwszych miejsc w Polsce spłynęło krwią Polaków rozstrzelanych przez Niemców w publicznej ezgzekucji. Dzień pełen zadumy, choć z roku na rok powszedniejący. Odchodzą świadkowie tamtych tragicznych dni, a dla młodych Polaków to zamierzchła prehistoria, która bywa dobrą okazją do urwania się z zajęć w szkole. Rany po hitlerowskiej hekatombie jeszcze się nie zabliźniły. Wymordowana inteligencja, spustoszenia materialne, rany psychiczne, rozbite rodziny, sieroty, schorowani i kalecy ludzie. To bilans niemieckich zbrodni, wciąż niepoliczonych i wciąż nienaprawionych.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/kampania.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyborcza gorączka</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wyborcza-goraczka.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wyborcza-goraczka.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jul 2005 21:59:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Obyczaje]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/07/19/wyborcza-goraczka/</guid>
		<description><![CDATA[W kraju gorączka wyborcza na całego. To zjawisko ma swoją długą historię i występuje cyklicznie. Gorączka ta objawia się, najoględniej mówiąc, nadwrażliwością na punkcie swojej misji dziejowej, obsesyjną wizją zdobycia lub utraty poselskich apanaży, jak i wycinaniem bardziej zdolnej konkurencji. Gatunek ludzi, który ulega tej cyklicznej przypadłości zasadniczo jest podłego gatunku, niczym wyrób winopodobny. To, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">W kraju gorączka wyborcza na całego. To zjawisko ma swoją długą historię i występuje cyklicznie. Gorączka ta objawia się, najoględniej mówiąc, nadwrażliwością na punkcie swojej misji dziejowej, obsesyjną wizją zdobycia lub utraty poselskich apanaży, jak i wycinaniem bardziej zdolnej konkurencji. Gatunek ludzi, który ulega tej cyklicznej przypadłości zasadniczo jest podłego gatunku, niczym wyrób winopodobny. </span></p>
<p><span class="styleyyyyy">To, co klasycznie uważa się za polityka, w Polsce występuje w chronicznym niedostatku. Tych, których w polityce widać, to najczęściej chorzy ludzie, przekonani o swojej wyjątkowości, intelektualnie chropowaci, fizjonomicznie przeciętni i wizualnie niedokończeni. Poza wyjątkami, to ludzie bez wewnętrznego szlifu, odtwórczy &#8211; a nie kreatywni, bez szerszych horyzontów, marnujący czas i pieniądze podatników na gierki, knowania i granie roli, która ich przerosła. Odziani w wymięte garnitury, nieświeże koszule, zionący resztkami niestrawionego schabowego zza ubytków szkliwa i amalgatowych wypełnień. O innych organoleptycznych wyziewach nawet wspominać nie warto. To nasz polityczny <em>hajlajf</em>, to nasz polityk made in Poland.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wyborcza-goraczka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

