<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Unia Europejska</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/unia-europejska/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Eurosceptyczne mamienia</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/eurosceptyczne-mamienie.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/eurosceptyczne-mamienie.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Nov 2008 18:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Ganley]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[Samoobrona]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/11/18/eurosceptyczne-mamienie/</guid>
		<description><![CDATA[Zdarza się ludziom być szczerymi w polityce. Wprawdzie bywa to najczęściej mimowolnym i nieświadomym odruchem, ale jednak zdarza się. W tym też kontekście o wielu politykach mawia się, że mówią prawdę jedynie wtedy, kiedy się pomylą. Szczerym postanowił być także niedawny nabytek Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki (primo voto ZChN, Samoobrona). Ten płodny bloger (niektórzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zdarza się ludziom być szczerymi w polityce. Wprawdzie bywa to najczęściej mimowolnym i nieświadomym odruchem, ale jednak zdarza się. W tym też kontekście o wielu politykach mawia się, że mówią prawdę jedynie wtedy, kiedy się pomylą. Szczerym postanowił być także niedawny nabytek Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki (primo voto ZChN, Samoobrona).</p>
<p>Ten płodny bloger (niektórzy złośliwcy powiadają, że raczej blagier) uprzejmie i szczerze poinformował opinię publiczną – jak donosi „Dziennik” – że dobrze by było, aby PiS mrugnęło okiem do eurosceptyków, co on jest gotów wziąć na siebie i dokonać na europejskiej szachownicy stosownego zbliżenia z Declanem Ganleyem, znanym irlandzkim biznesmenem, który pogrążył w referendum irlandzkim traktat lizboński.</p>
<p>Wprawdzie PiS ustami Adama Bielana przytomnie i natychmiastowo odcięło się od pomysłów uczynnego Ryszarda Czarneckiego, słusznie węsząc w Ganleyu agenta CIA, niemniej sprawa jest o tyle ciekawa, że pokazuje, co politycy są w stanie zrobić, byle sięgnąć celu. I tu właśnie zahaczamy o wspomnianą szczerość, którą eurodeputowany PiS ujął w takie oto słowa:</p>
<blockquote><p>Wejście w życie traktatu nie rozstrzyga się w Polsce, ale odłożenie ratyfikacji na po wyborach pozwoliłoby na uzyskanie przez PiS poparcia także tych wyborców, którzy mają sceptyczny stosunek do integracji.</p></blockquote>
<p>To szczere do bólu wyznanie, pokazujące w jaki sposób PiS mogłoby „ograć” eurosceptyków, przechwytując ich głosy w zamian za traktatowe mamienie, jest w PiS-ie realnym scenariuszem, po który zapewne spece od pijaru w końcu sięgną, próbując ratować reelekcję Lecha Kaczyńskiego, którego szanse wyborcze z dnia na dzień maleją. Bo dla PiS liczyć się będzie każdy głos, zwłaszcza elektoratu zdyscyplinowanego, który na wybory chodzi, ale niekoniecznie kocha Unię Europejską.</p>
<p>Niestety, albo i stety (niepotrzebne skreślić), w tak zwanym międzyczasie eurosceptyczny elektorat – pech chce, że przy okazji mocno katolicki – miał okazję przetestować stanowisko PiS-u w sprawie traktatu unijnego, a także fundamentalnej dla tego elektoratu sprawy bezwzględnej ochrony życia dzieci nienarodzonych. W obu tych obszarach partia Jarosława Kaczyńskiego wyraźnie nie dopisała, co wzmiankowany elektorat mocno zapamiętał. Komu powierzy on tym razem swoje głosy w najbliższych wyborach (ca. 5-10 proc.) na razie nie wiadomo.</p>
<p>Jedno jest pewne, niejednoznaczność PiS sprawia, że obok niego wytwarza się próżnia, którą ktoś w pewnym momencie skutecznie wypełni, odbierając PiS-owi niewielką, ale niezwykle ważną dla niego część elektoratu. I tego procesu raczej zahamować się nie da, bo PiS w szybkim tempie traci na atrakcyjności, zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno daliby się zabić za partię braci Kaczyńskich. Cóż, nie od dziś wszak wiadomo, że od miłości do nienawiści jest tylko krok. Także w polityce.</p>
<p>A może Ryszard Czarnecki po prostu się pomylił?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/eurosceptyczne-mamienie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Och, Unia&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/och-unia.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/och-unia.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Oct 2008 16:25:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/10/14/och-unia/</guid>
		<description><![CDATA[Nigdy nie byłem admiratorem Unii Europejskiej. To żadna tajemnica dla tych, którzy mnie znają od lat. Pamiętam, że kiedy odbywało się referendum w sprawie wejścia Polski do UE, puściłem w ruch pocztówkę, na której znalazł się Leszek Miller przerobiony na obdartego Chaplina z filmu „Gorączka złota”. Całość okraszało hasło „Wszystko postawiłem na Unię…”. W międzyczasie Polacy zagłosowali [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="miller-2.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/miller-2.jpg" rel="shadowbox[post-480];player=img;"></a><a title="miller-2.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/miller-2.jpg" rel="shadowbox[post-480];player=img;"></a><a title="miller-2.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/miller-2.jpg" rel="shadowbox[post-480];player=img;"></a><a title="miller-2.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/miller-2.jpg" rel="shadowbox[post-480];player=img;"></a>Nigdy nie byłem admiratorem Unii Europejskiej. To żadna tajemnica dla tych, którzy mnie znają od lat. Pamiętam, że kiedy odbywało się referendum w sprawie wejścia Polski do UE, puściłem w ruch pocztówkę, na której znalazł się Leszek Miller przerobiony na obdartego Chaplina z filmu „Gorączka złota”. Całość okraszało hasło „Wszystko postawiłem na Unię…”. W międzyczasie Polacy zagłosowali za europejskim rajem, a ja ten werdykt przyjąłem do wiadomości. Roma locuta, causa finita. Naród chce, proszę bardzo. Obywatel nasz pan.</p>
<p>Za wspomnianą pocztówkę obrywałem kuksańce od wściekłych eurofilów (m.in. publikacje w &#8222;Gazecie Wyborczej&#8221;), a uśmiechy od eurorealistów. Ot, normalny demokratyczny spór. Dzisiaj patrzę na Unię bez jakiejkolwiek miłości i z chłodnym dystansem. Widzę jej zalety i wady. Ale chyba najbardziej nieporadność, która jest wynikiem nadmiernego przeregulowania, biurokratycznego balastu i zwyczajnych narodowych partykularyzmów, wypływających za każdym razem, kiedy trzeba bronić swojego. Wystarczy sięgnąć po przykład unijnej polityki energetycznej, rolnej czy finansowej, by dostrzec, że koszula zawsze okazuje się bliższa ciału i o żadnej wspólnocie par excellence nie może być mowy.</p>
<p>Jak się okazuje w swoich poglądach nie jestem odosobniony i wcale nie mam na myśli zdeklarowanych przeciwników EU, których argumenty rozumiem i w wielu miejscach podzielam. Oto ostatni „Newsweek” zamieścił ciekawy komentarz Marcina Mastalerza, który pozwalam sobie przytoczyć w całości. To głos dochodzący z medium, które trudno posądzić o unijne fobie, wręcz przeciwnie, wielokrotnie stało ono w awangardzie unijnego marszu, choć raczej nie z pieśnią na ustach, niemniej jednak.</p>
<blockquote><p><strong>Nie będę płakał po takiej Unii</strong></p>
<p>Europejskie reakcje na kryzys finansowy pokazują, że Unię Europejską należy wymyślić od nowa.</p>
<p>Katastrofy są pouczające. To one leczą nas ze złudzeń i każą zobaczyć świat takim, jaki jest. Rosyjska agresja na Gruzję i europejskie reakcje nauczyły nas, że nie ma żadnej Unii Europejskiej &#8211; jest tylko luźna federacja mniej lub bardziej pokornych konsumentów rosyjskiej ropy i gazu, z których każdy kieruje się wyłącznie własnym interesem.</p>
<p>Z kolei kryzys finansowy rozlewający się z Ameryki na cały świat uczy nas, że tak zwana zjednoczona Europa jest zjednoczona w takim samym stopniu, co narody tworzące ONZ.</p>
<p>Gdy tylko zrobiło się gorąco i zamiast krzywizną bananów czy mało ważnymi zakładami produkującymi statki w mało ważnym kraju trzeba się zająć realnym zagrożeniem dla europejskich gospodarek, z kapitańskiego mostka nagle zniknęli wszechmocni europejscy komisarze, a wszystkie europejskie instytucje nabrały wody w usta.</p>
<p>Bo dziś to nie UE mierzy się z kryzysem, lecz każdy z jej członków z osobna ustala własne gwarancje dla depozytów, ratuje banki i przygotowuje plany kryzysowe. Gdy sytuacja na światowych rynkach się uspokoi, trudno będzie dalej udawać, że francuskie i holenderskie &#8222;nie&#8221; dla konstytucji europejskiej i odrzucenie przez Irlandczyków traktatu lizbońskiego niczego w konstrukcji europejskiej &#8222;wspólnoty&#8221; nie zmieniły.</p>
<p>Unię trzeba wymyślić od nowa. Podstawowy dylemat jest zaś taki: albo prawdziwa, głęboka i szybka integracja, albo wracamy do Wspólnoty Węgla i Stali (i paru innych marginalnych w gruncie rzeczy spraw).</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/och-unia.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ożywianie trupa</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/ozywianie-trupa.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/ozywianie-trupa.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jun 2008 11:49:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Traktat Lizboński]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/06/22/ozywianie-trupa/</guid>
		<description><![CDATA[Nieboszczyk ma to do siebie, że zazwyczaj nie żyje. Wszyscy przyjmują ten fakt ze zrozumieniem, jako naturalną nieuchronność, z którą każdemu w stosownym czasie przychodzi się zmierzyć. Inaczej jest tylko u Unii Europejskiej. Okazuje się, że słynny Traktat z Lizbony, który niedawno ukatrupiała w referendum Irlandia, wciąż jednak żyje, pomimo że umarł. Jego śmierć w pierwszym odruchu ogłosiły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nieboszczyk ma to do siebie, że zazwyczaj nie żyje. Wszyscy przyjmują ten fakt ze zrozumieniem, jako naturalną nieuchronność, z którą każdemu w stosownym czasie przychodzi się zmierzyć. Inaczej jest tylko u Unii Europejskiej. Okazuje się, że słynny Traktat z Lizbony, który niedawno ukatrupiała w referendum Irlandia, wciąż jednak żyje, pomimo że umarł. Jego śmierć w pierwszym odruchu ogłosiły prawie wszystkie unijne <em>fisze</em>, gdyż wiadomym było, że nie przyjęcie Traktatu przez jakiekolwiek państwo UE kończy definitywnie jego żywot.</p>
<p>Atoli nie minęło kilka dni, kiedy po Europie gruchnęła wieść, że Traktat jednak żyje, a wszystkie doniesienia o jego zejściu okazały się przedwczesne, a nawet przesadzone. Okazuje się, że Traktat, jak w grze komputerowej, ma kilka „żyć” i właśnie zaczyna życie nowe. Wprawdzie premier Irlandii Brian Cowen oświadczył, że jego rodacy, ukatrupienia dokonali sprawnie i fachowo, pomimo, że rząd i cały establishment byli &#8222;za&#8221;, starając się mu do końca to życie uratować. Stało się jednak jak stało, co cała Europa, ba, cały świat widział, że Traktat z Lizbony zrobił widowiskowe kaput.</p>
<p>Z miejsca też z nieboszczykiem zrobił się kłopot, bo unijni eurorealiści i sceptycy na gwałt zaczęli domagać się szybkiego pochówku, słusznie mniemając, że im szybciej zezwłok legnie w miejscu wiecznego spoczynku, tym lepiej. Tej opinii z oczywistych względów podzielić nie mogła unijny <em>high life</em> pod przewodem Francji, gdyż nieżywy nieboszczyk mógłby mocno skomplikować nadciągającą francuską prezydencję w UE, która ma (miała?) wiele ambitnych planów z tym związanych, opartych jednak na ratyfikowanym bez przeszkód Traktacie. Dlatego też prezydent Sarkozy z taką determinacją, na przekór oczywistym faktom, postawił na nieboszczyka żywego, a nie martwego, co w polityce nie jest niczym nowym.</p>
<p>Z miejsca też rozpoczęło się „grillowanie” Irlandii, której dano do zrozumienia, że mogłaby w okolicach października jeszcze raz przepytać w referendum swoich obywateli na okoliczność Traktatu, bo a nóż naród przez ten czas zmądrzeje i swoją dalekowzroczną decyzją denata, którego tak podle ukatrupił, jednak wskrzesi, ratując tym samym przyszłość Europy, a kto wie czy nie świata. Niestety, jak kubeł zimnej wody podziałały na znerwicowaną Francję i jej akolitów Niemców słowa irlandzkiego premiera, który stwierdził &#8211; &#8222;Powiedziałem jasno, nawet jeśli to frustrujące, że po prostu jest zbyt wcześnie na znalezienie rozwiązania&#8221;. I nie można się dziwić słowom pana premiera, bo choć jest zwolennikiem Traktatu, to jednak nie jest kretynem i nie chce wyjść na „wała” we własnym kraju, który taką a nie inną suwerenną decyzję przed chwilą podjął.</p>
<p>Trwa zatem pasjonujący wyścig z czasem o to, czy Traktat z Lizbony zdąży zesztywnieć i nieodwracalnie umrzeć, czy też w wyniku przeróżnych zabiegów uda się <em>corpus delicti</em> doprowadzić do politycznej używalności, tak by mógł uchodzić za okaz zdrowia i witalności. Radzą nad tym najtęższe europejskie głowy, z troską pochylające się nad zezwłokiem, z jednej strony pukające młoteczkiem w kolano, szukające resztek pulsu i świecące latarką po źrenicach, a z drugiej obsesyjnie pakujące elektrowolty z defibrylatora w sterany korpus, by zaczął wydawać z siebie jakiekolwiek oznaki życia.</p>
<p>Co ciekawe, nie ma w tym przypadku mowy o jakiejkolwiek eutanazji, za którą tak ochoczo agitują unijne elity. Widać na tym przykładzie, że dla europejskich białych kołnierzyków eutanazja eutanazji nierówna, podobnie zresztą jak owo nieszczęsne referendum, którym tak naprawdę Irlandczyczy puścili bąka, psując z takim trudem budowaną atmosferę szczęścia i nirwany. Bo tak narawdę cała Unia przypomina przysłowiowego Kalego -  jeśli Unia wygrać referendum to bardzo dobrze, ale jak Unia przegrać, no to wiadomo… do poprawki, aż do skutku. </p>
<p>Tak oto, na marginesie, dowiedzieliśmy się, że oprócz zwykłej demokracji, istnieje w Europie demokracja unijna. Zupełnie jak za komuny, gdzie królowała demokracja socjalistyczna, która na szczęście skończyła, jak na prawdziwego nieboszczyka przystało, czego sobie i państwu, w odniesieniu do demokracji unijnej, życzyć jak najbardziej wypada.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/ozywianie-trupa.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O właściwą perspektywę</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Nov 2007 19:31:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Paweł II]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=313</guid>
		<description><![CDATA[Trwa spór o Kartę Praw Podstawowych, która jako aneks do traktatu reformującego UE ma być podpisana przez państwa członkowskie 13 grudnia w Lizbonie.  Spór o tyle ciekawy, że daleko idącą dezaprobatę wobec wspomnianego dokumentu zaczęli wyrażać kościelni hierarchowie kojarzeni dotychczas z nurtem euroentuzjastycznym, mocno wpływowym w łonie polskiego episkopatu. Dlatego warto pochylić się nad wywiadem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Trwa spór o Kartę Praw Podstawowych, która jako aneks do traktatu reformującego UE ma być podpisana przez państwa członkowskie 13 grudnia w Lizbonie.  Spór o tyle ciekawy, że daleko idącą dezaprobatę wobec wspomnianego dokumentu zaczęli wyrażać kościelni hierarchowie kojarzeni dotychczas z nurtem euroentuzjastycznym, mocno wpływowym w łonie polskiego episkopatu. Dlatego warto pochylić się nad wywiadem, jego udzielił jednej z gazet metropolita gnieźnieński arcybiskup Henryk Muszyński, uchodzący za gorącego orędownika Unii Europejskiej. Przyznam, że z niedowierzaniem przecierałem oczy. Oto fragment:<br />
 <br />
<em><strong>Traktat lizboński ma charakter polityczny, problematykę wartości, fundamentalnych praw człowieka zawiera Karta Praw Podstawowych z 2000 r., która ma być aneksem do traktatu. Jak ksiądz arcybiskup ocenia ten dokument?</strong> </em></p>
<p><em>- W karcie też nie ma odniesienia do chrześcijaństwa. W zależności od wersji językowej znajdziemy jedynie odwołanie do dziedzictwa duchowego i moralnego albo duchowo-religijnego Europy. Jest w niej zapisane prawo do życia, ale nie od poczęcia do naturalnej śmierci, co otwiera drogę do prawnego uznania aborcji i eutanazji. Brak też jasnej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, co może otworzyć możliwość prawnego uznania związków homoseksualnych. </em></p>
<p><em><strong>- Jednak regulacje karty nie są nadrzędne w stosunku do prawa danego państwa, respektują ustawodawstwo krajowe. Czy to nie jest dostateczne zabezpieczenie?</strong> </em></p>
<p><em>- Mimo wszystko mam obawy, że prawa niezgodne z nauczaniem Kościoła będą w Polsce wprowadzane. Nie tylko ze względu na nieprecyzyjne zapisy karty, ale pod wpływem olbrzymich nacisków środowisk liberalnych, które w Europie są bardzo aktywne. Mogą się na przykład powołać na artykuł karty, który zakazuje wszelkiej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. </em></p>
<p><em><strong>- Rząd Jarosława Kaczyńskiego zaakceptował traktat lizboński, ale nie zgodził się na podpisanie Karty Praw Podstawowych. Traktat będzie ratyfikował w grudniu rząd Donalda Tuska, który skłania się do przyjęcia karty. Czy Polska powinna ratyfikować Kartę Praw Podstawowych?</strong> </em></p>
<p><em>- Nie jestem mentorem rządu. Uważam jednak, że ludzie wierzący nie mogą być dyskryminowani ze względu na swoją wiarę, a Karta Praw Podstawowych może do takiej dyskryminacji prowadzić. We wspomnianym artykule mowa jest także o niedyskryminowaniu ze względu na wyznawaną wiarę. A przecież koncepcja rodziny czy stosunek do życia należy do istoty wiary, dlatego próby wprowadzenia aborcji, czy uznania prawnego par homoseksualnych można uznać za taką dyskryminację.</em></p></blockquote>
<p>Nieczęsto zdarza mi się zgadzać z arcybiskupem Muszyńskim, zwłaszcza w sprawach politycznych, ale w temacie jego stosunku do Karty Praw Podstawowych z radością swoją grabę mu podaję. Moralność to za poważna sprawa, by pozostawiać w jej obrębie niedopowiedzenia czy furtki, przez które wlać się może cały szlam permisywnej Europy, przed którym ostrzegał Jan Paweł II, i przed którym przestrzega Benedykt XVI. W tym miejscu pozwolę sobie na małą refleksję.</p>
<p>Szybkość z jaką Unia Europejska zagospodarowuje przestrzeń starego kontynentu wprost zadziwia. Niewątpliwy sukces gospodarczy państw członkowskich sprawił, że to, co jeszcze niedawno było rozrywką intelektualną politycznych salonów, zaczęło się materializować w iście zaskakującym tempie. Idea paneuropejska, która od początku ubiegłego wieku zapładniała umysły wielu wpływowych osób świata polityki, biznesu i kultury, przybrała realne kształty. Mrzonki niepoprawnych marzycieli, jak mawiano o propagatorach zjednoczonej Europy, po traumatycznych doświadczeniach II wojny światowej, trafiły w końcu na podatny grunt.<br />
 <br />
Mamy zatem Europę pozbawioną granic, posiadającą unifikującą się strukturę polityczną i gospodarczą, w której wspólne prawodawstwo i sądownictwo są już na wyciągnięcie ręki. Unia Europejska stała się par excellance emanacją pomysłów jej zamierzchłych pomysłodawców, trochę zapomnianych, takich jak Richard Coudenhove-Calergi, czy niezwykle tajemniczy, wywodzący się z Polski, Józef Rettinger. Gdyby obaj żyli, mogliby dzisiaj święcić triumfy.</p>
<p>I choć w wielu dziedzinach Unia Europejska może zadziwiać, to zachwyty nad jej obliczem coraz częściej ustępują obawom, że może ona nie sprostać aspiracjom o potędze i dobrobycie. Euroentuzjaści niezmiennie twierdzą, że do pełni szczęścia wystarczy Europie rynek obejmujący 350 milionów konsumentów i wspólnotowe prawo. Ma to być, jak przekonują, panaceum na procesy globalizacyjne i wynikającą z tego konieczność podjęcia skutecznej rywalizacji ekonomicznej ze Stanami Zjednoczonymi oraz krajami Dalekiego Wschodu, zwłaszcza z rozpędzającymi się Chinami. I choć rozumowanie to nie jest pozbawione logiki, gdyż współczesny świat wymusza różnego rodzaju konsolidacje, w tym także polityczne, to wypada się zastanowić, czy Europa jest do tej rywalizacji należycie przygotowana. Realiści, kontestujący biurokratyczny i soc-liberalny charakter UE wyraźnie w to wątpią i ja te wątpliwości podzielam.</p>
<p>Ten brak przygotowania wynika z faktu, że Europa w walce o miejsce na światowym podium wybrała oręż nader ociężały organizacyjnie, obarczony bagażem etatystycznego nawisu i gospodarczego socjalizmu. W starciu z dynamicznymi i elastycznymi rynkami Azji czy Ameryki Północnej pachnie to nieuchronnie widowiskową porażką. Nigdzie bowiem w pragmatycznym do bólu świecie, nie występuje takie cudo gospodarcze &#8211; poza ewidentnie socjalistycznymi enklawami &#8211; które każdą, najmniejszą nawet dziedzinę aktywności ekonomicznej, oplata gąszczem przepisów i norm, czyniąc z wolnej konkurencji karykaturę. A czymś takim staje się Unia Europejska, która z roku na rok przybliża się do gospodarki planowej, obrastającej tłuszczem kuriozalnych norm i przepisów.</p>
<p>Pomimo, że Europa wciąż budzi respekt pod względem ilości kapitałów jakimi obraca, obszaru, ludności i infrastruktury, to jeśli nie wygeneruje z siebie innej metody konsolidacji i współpracy, szybko stanie się zestarzałym rynkiem, którego bilans handlowy w porównaniu z resztą nowoczesnego świata, będzie mocno poniżej oczekiwań. W takich warunkach nie będzie mowy o zdobywaniu przysłowiowych „nowych lądów”, którymi stają się dzisiaj Chiny, kraje Azji i Pacyfiku. Tam przenoszą się centra finansowe, inwestycyjne i technologiczne i tam też rozwój wynalazczości, jak i szybkość jej wdrażania, dawno osiągnąły poziom, do którego coraz trudniej doszlusować zdyszanym krajom Unii Europejskiej.<br />
 <br />
Tam też, co ciekawe, coraz wyraźniej zaczyna kształtować się nowe centrum intelektualne świata, choć może to brzmieć dla Europejczyków i Amerykanów jak obraza. Tak jak w przypadku wytworów techniki, tak i w dziedzinie intelektualnej Azja udanie kopiuje i ulepsza na swój sposób myśl „białego człowieka”, w czym pomagają jej powracający prymusi zachodnich uczelni, szybko adaptujący do lokalnych warunków zachodni sposób myślenia i odczuwania. I tu już żartów nie ma. Przesuwanie się intelektualnego centrum świata na Daleki Wschód jest groźnym ostrzeżeniem dla krajów cywilizacji antyku i łaciny. To zapowiedź stopniowej ich marginalizacji, choć dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne. Po walce technologicznej przychodzi czas walki myśli, idei i cywilizacji. I to będzie walka o prawdziwy prymat w świecie.</p>
<p>Siłą napędową Europy była zawsze jej różnorodność. Z niej wychodziły w świat odwaga poszukiwań, myśl techniczna i cywilizacyjna. Zasieki unijnego prawa, norm i standaryzacji, zaczynają pozbawiać ją pionierskiego charakteru, reglamentując wolną przedsiębiorczość i gospodarczą aktywność. Dzisiaj, trzeba to sobie jasno powiedzieć, Europa nie jest w stanie wywołać żadnego przełomu, ani intelektualnego, ani gospodarczego. Rugując ze swojego prawodawstwa chrześcijaństwo i przynależny mu personalizm, wypłukuje się z najcenniejszych pierwiastków, pozbawia duchowej siły zdolnej oprzeć się naporowi e-ideologii, która za chwilę panoszyć się będzie w świecie, znacznie skuteczniej, niż przereklamowana New Age.<br />
Jan Paweł II 10 stycznia 2002 r. w przemówieniu do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej wypowiedział znamienne słowa:</p>
<p> „Kto chce czynnie pracować przy budowaniu autentycznej jedności europejskiej, musi brać pod uwagę te fakty historyczne, których wymowa jest niepodważalna. Jak już powiedziałem przy innej okazji, «spychanie na margines religii, które wniosły i nadal wnoszą swój wkład w rozwój kultury i humanizmu — dających Europie słuszny powód do dumy — jest dla mnie przejawem niesprawiedliwości, a zarazem obrania błędnej perspektywy.”</p>
<p>I o tę perspektywę trwa dzisiaj w Europie walka. Czy będzie ona liberalno-laicka, czy też uwzględni dorobek mierzony nie tylko wynalazkami, sztuką, architekturą czy filozofią, ale i duchowe dziedzictwo, czasami trudno definiowalne, ale jakże obecne i wpisane w Europę. Nie można dać sobie tego wyrwać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

