<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Sejm</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/sejm/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Vox populi</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/vox-populi.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/vox-populi.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 19:54:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[posłowie]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/03/23/vox-populi/</guid>
		<description><![CDATA[Ze zdumieniem obserwuję coraz to nowe pomysły na wykluczenie z życia parlamentarnego i politycznego osób przedsiębiorczych i majętnych. Nadziwić się nie mogę, jak pod wpływem nagonki mediów, w zajadłych komisarzy ludowych przedzierzgają się umiarkowani i liberalni zdawałoby się politycy. Zewsząd zaczyna rozbrzmiewać lewacka pieśń: kapitalista i posiadacz – twój wróg! Jak za dawnych „ludowych” czasów ostrze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ze zdumieniem obserwuję coraz to nowe pomysły na wykluczenie z życia parlamentarnego i politycznego osób przedsiębiorczych i majętnych. Nadziwić się nie mogę, jak pod wpływem nagonki mediów, w zajadłych komisarzy ludowych przedzierzgają się umiarkowani i liberalni zdawałoby się politycy. Zewsząd zaczyna rozbrzmiewać lewacka pieśń: kapitalista i posiadacz – twój wróg! Jak za dawnych „ludowych” czasów ostrze populistycznego bełkotu wycelowane zostało w stronę tych, którzy nie oglądając się na łaskę państwa, budują swoje firmy, lokują zarobione pieniądze w akcjach, tworzą swoimi kapitałami giełdę i rynek finansowy.</p>
<p>Na celownik wzięto tych, którzy najciężej pracują i najwięcej ryzykują. Tych, którzy użerają się z fiskusem, ZUS-em i gąszczem absurdalnych przepisów. Tych, którzy wybrali życie na własny rachunek, bo chcą być ludźmi wolnymi. Dzisiaj od stanowiących prawo dowiadują się, że mają siedzieć cicho i zapomnieć o polskim parlamencie, bo tam dla nich miejsca nie ma. A jeśli jakimś cudem o nim zamarzą, to muszą sprzedać dorobek życia lub oddać go we władanie enigmatycznych funduszy powierniczych, bo sprawiedliwość ludowa wymaga, by w polskim sejmie zasiadali – przepraszam za słowo – gołodupcy.</p>
<p>Powstają swoiste  listy proskrypcyjne posłów i senatorów, którzy – co za pech – są posiadaczami akcji i udziałów w różnych spółkach, do czego zresztą mają prawo i co wykazują w swoich oświadczeniach majątkowych. Okazuje się, że to za mało. Mają trafić na listę, bo vox populi wykreowany przez media domaga się krwi i napiętnowania. Ten „głos” sprawia, że na wyścigi w trybie ekspresowym powstają „jasnosikowe” buble prawne, pisane na kolanie, ale ożywcze sondażowo, co pewnikiem zostało przetestowane w badaniach focusowych, bez których ani rusz, jeśli chodzi o polityczne strategie i wojny.</p>
<p>To prawda, że niewielka część parlamentarzystów nadużywa zaufania i próbuje kręcić własne lody. Zawsze to robili, robią i robić będą, bo pokusa ustawiania prawa pod siebie bywa przemożna i nie każdy jest się w stanie jej oprzeć. Od tego, by do nadużyć nie dochodziło, są służby sejmowe, CBA, CBŚ i media. One są od patrzenia parlamentarzystom na ręce, do czego mają wszelkie możliwości, z których – trzeba przyznać – korzystają. Z roku na rok życie publiczne staje się pod tym względem bardziej przejrzyste i transparentne. Z oporami, bo z oporami, ale postęp w tej dziedzinie jednak jest.</p>
<p>Dzisiaj jednak z polskiego parlamentu wychodzi sygnał bardzo zły. W imię rywalizacji politycznej stygmatyzuje się jedną z najwartościowszych warstw społecznych – ludzi przedsiębiorczych. Dowiadują się oni, że należą do szemranej grupy posiadaczy, dla których ławy parlamentu są niedostępne, o ile nie złożą na ołtarzu populizmu swoich akcji, udziałów, a wreszcie firm, będących dorobkiem ich życia. To ewenement. W kraju, który powinien wspierać biznes, zwłaszcza w obliczu nadciągającego kryzysu, serwuje się igrzyska, gdzie na pożarcie rzuca się tych, którzy jako jedyni są w stanie temu kryzysowi rzucić wyzwanie.</p>
<p>Władza ustawodawcza rzuca dzisiaj w twarz milionom aktywnych Polek i Polaków słowa triumfalizmu – możecie łaskawie zasiąść w naszych ławach, ale na warunkach, które my wam podyktujemy. Naiwna to władza, skoro uważa, że „dietetyczni” posłowie będą oazą cnót wszelakich, że staną się nieprzemakalni na korupcję i propozycje „nie do odrzucenia”, a „prywaciarze”, „badylarze” i wszelkiej maści kapitalistyczna „stonka”, z marszu zacznie kuglować przy stanowieniu prawa. Nie wiem jak się to wszystko da pogodzić z zasadą równości obywateli wobec prawa zapisaną w konstytucji, ale w końcu nie takie naigrywanie się z ustawy zasadniczej w Polsce widziano.</p>
<p>Tak oto stworzyliśmy kolejne polskie piekiełko. Nasze, własne, przaśne. Zażeramy się i skaczemy sobie do gardeł, kiedy potrzeba wspólnego wysiłku, by gonić uciekający świat. Kopiemy przedsiębiorców tylko dlatego, że partie nie upilnowały jakichś swoich posłów. Wylewamy nie z kąpielą, ale z partyjną breją, ludzi od których zależy dostatek i pomyślność polskich rodzin. Medialnie szlachtujemy wartościową i potrzebną Polsce tkankę społeczną, bez której nie będzie rozwoju, miejsc pracy i dochodu narodowego. Niszczymy kruche zaufanie obywateli do własnego państwa. Zniechęcamy do udziału w życiu politycznym tych, którzy mogliby wnieść do niego pomysły i praktyczne rozwiązania.</p>
<p>Zmierzamy  ku wyalienowanej kaście posłów i senatorów. Czystych jak łza, nie związanych żadnymi zależnościami, mądrych, doświadczonych, uczciwych, racjonalnych i pełnych pomysłów. Już niedługo każdy poseł będzie mógł powiedzieć, że jest szczęśliwym nieposiadaczem akcji, że – o radości nieziemska! – nie posiada firmy, ani żadnych innych rynkowych obrzydliwości, że obcy jest mu udział w zarządach organizacji pozarządowych i społecznych, które mają do czynienia z gospodarką finansową. Już niedługo będziemy mieli do czynienia z posłami w postaci czystej. Niezmąconej. Krystalicznej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/vox-populi.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Opcje&#8221; na partie sprzedam!</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/opcje-na-partie-sprzedam.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/opcje-na-partie-sprzedam.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Feb 2009 20:44:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[opcje]]></category>
		<category><![CDATA[partie]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/25/opcje-na-partie-sprzedam/</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsze zadanie rządu: nie będzie zadośćuczynienia instytucjom finansowym i wielkim graczom, którzy teraz ustawiają się w kolejce po publiczne pieniądze, pieniądze podatników. Naszym zadaniem jest chronić ludzi i ich pieniądze, a nie wielkich graczy. Dlatego podjęliśmy wielki wysiłek oszczędzania, dla tych, którzy zasługują na rzetelne wypłaty – powiedział Donald Tusk na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Pierwsze zadanie rządu: nie będzie zadośćuczynienia instytucjom finansowym i wielkim graczom, którzy teraz ustawiają się w kolejce po publiczne pieniądze, pieniądze podatników. Naszym zadaniem jest chronić ludzi i ich pieniądze, a nie wielkich graczy. Dlatego podjęliśmy wielki wysiłek oszczędzania, dla tych, którzy zasługują na rzetelne wypłaty</em> – powiedział Donald Tusk na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej PO. To dobra wiadomość dla polskiej gospodarki. Jeśli rządowi wystarczy determinacji, to stada spekulantów, nieudacznych prezesów firm i hazardzistów finansowych, odejdą z kwitkiem i najzwyczajniej zamkną swoje interesy, jak przystało na prawdziwych bankrutów.</p>
<p>Nie widzę najmniejszej potrzeby, by litować się nad tymi, którzy dali &#8222;wypuścić się&#8221; bankowym stręczycielom na tzw. opcje, które były dobre dopóty, dopóki panom prezesom i domorosłym biznesmenom przynosiły zysk. Kulą u nogi stały się dopiero wówczas, kiedy banki zażądały ich wykupu w cenie i czasie dla siebie dogodnym, co było zgodne z umową. Wielu rodzimych  „krezusów” biznesu – jak się okazuje – nie doczytało umów dokładnie, albo optymistycznie założyło, że kurs złotego to rzecz stała i niewzruszona. Niestety, kurs złotówki poszybował w przestworza, na co czekały zapobiegliwe banki, które nie tylko z odsetek żyją, ale i ludzkiej naiwności.</p>
<p>No i zaczął się lament. Że przez „opcje” padają liczne firmy, które dają ludziom zatrudnienie, że zaczyna się gospodarcza Sodoma i Gomora, że wstrętne banki tuczą się na lichwie i oszustwie, że państwo musi zrobić z tym porządek i kijem obić tłuste dupska zachłannych bankowców, że musi pomóc zrozpaczonym przedsiębiorcom uratować ich majątek (eufemistycznie nazywany „miejscami pracy”, co wymownie zwiększa dramaturgię), najlepiej z państwowej kasy, a w ogóle to najlepiej znacjonalizować to całe bankowe kułactwo w imię sprawiedliwości gospodarczej, bo nie po to Kali robić opcje walutowe, żeby akurat teraz Kalemu kazać te opcje wykupywać.</p>
<p>I tutaj kłania się nieodzowny przy tego typu rozważaniach Friedrich von Hayek, który w swojej fenomenalnej „Konstytucji wolności”, tak raczył odnieść się do kwestii wolności umów, których nienaruszalność jest podstawą państwa prawa:</p>
<blockquote><p>Wolność umów, podobnie jak wolność na każdym innym polu, oznacza w istocie, że zobowiązanie konkretnego aktu zależy jedynie od ogólnych norm, a nie od specjalnej zgody władz. Znaczy to, że ważność i egzekwowalność umowy musi zależeć tylko od tych powszechnych, równych i znanych zasad, które określają wszystkie inne legalne uprawnienia, a nie od zaaprobowania jej konkretnej treści przez jakikolwiek organ władzy państwowej.</p></blockquote>
<p>Tę wolność umów starają się podważyć dzisiaj umoczeni „biznesmeni”, którzy swoją niekompetencją, skłonnością do ryzyka i nonszalancją, chcą się podzielić z budżetem państwa, który w ich mniemaniu jest krowim cyckiem, z którego bez końca można doić forsę obywateli. W tym zakresie jakikolwiek interwencjonizm państwowy – o ile już – powinien być ograniczony do niezbędnego i ściśle określonego minimum, bo każde rozszczelnienie zasad w obrocie kapitałowym, będzie powodować psucie rynku finansowego, niezwykle czułego na nieuzasadnione przeciągi i fluktuacje. Inną sprawą jest, że nadzór bankowy przespał wysyp umów zawieranych na rynku instrumentów pochodnych i obudził się, kiedy mleko było już rozlane. Cóż, jedyna sensowna interwencja państwa, jaka przychodzi mi tutaj na myśl, to kursy dla upadłych prezesów z zakresu czytania umów ze zrozumieniem.</p>
<p>W związku z tzw. „opcjami” pojawiło się wiele wniosków racjonalizatorskich, sugerujących ich ograniczenie, a nawet likwidację. Ja uważam wręcz przeciwnie. Opcje należałoby rozszerzyć na obszary dotychczas nie spenetrowane. Sądzę, że bardzo ciekawą, mogłaby być propozycja zakładania opcji na nasz system polityczno-parlamentarny. Instrumenty polityczne, tak je nazwijmy, byłyby swoistymi <em>kontraktami futures</em> i siłą rzeczy wyznaczałyby wartość partii. Żeby było ciekawiej, instrumenty te można by powiązać z wysokością dotacji, jakie państwo w swojej wyjątkowej rozrzutności co roku partiom płaci. Instrumenty takie mógłby wykupywać elektorat, który niezadowolony ze swoich wybrańców, wiedziałby już jaki z nich zrobić użytek.</p>
<p>Utopia? Wartość (poparcie) dla partii ustalana za pomocą instrumentów pochodnych? Dlaczego nie? Skoro istnieją kontrakty futures na pogodę, obejmujące branże, których wyniki finansowe są uzależnione od warunków pogodowych (rolnictwo, energetyka, turystyka), to dlaczego podobnego instrumentu nie mieliby mieć wyborcy, zawczasu zabezpieczając się przed robieniem ich w bambuko przez ukochane partie? Po co czekać aż cztery lata. No tak, ale co na to powie społeczność międzynarodowa i polityczne salony? Ze spekulantami w każdym razie na pewno dałby się jakoś dogadać. Bo czyż polityka to nie spekulacja?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/opcje-na-partie-sprzedam.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fochy Cimoszewicza</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/fochy-cimoszewicza.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/fochy-cimoszewicza.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2009 13:23:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Cimoszewicz]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/22/fochy-cimoszewicza/</guid>
		<description><![CDATA[– Uważam to za błąd. W tych warunkach mogę jedynie stwierdzić, że kilkumiesięczne wysiłki na rzecz szerszego porozumienia środowisk, które mogłyby w imieniu Polski wnieść wiele dobrego do przyszłej niezbędnej debaty o Europie, poszły na marne – stwierdził w „Rzepie” Włodzimierz Cimoszewicz, odnosząc się do decyzji władz SLD, które postanowiły w wyborach do Parlamentu Europejskiego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>– Uważam to za błąd. W tych warunkach mogę jedynie stwierdzić, że kilkumiesięczne wysiłki na rzecz szerszego porozumienia środowisk, które mogłyby w imieniu Polski wnieść wiele dobrego do przyszłej niezbędnej debaty o Europie, poszły na marne – stwierdził w „Rzepie” Włodzimierz Cimoszewicz, odnosząc się do decyzji władz SLD, które postanowiły w wyborach do Parlamentu Europejskiego wystartować pod własnym szyldem, czyli SLD. Oczywiście z opcją, że na jego listach znajdzie się miejsce dla wszystkich lewicowych stworzeń, które w swojej łaskawości nosi polska ziemia.</p>
<p>Przyznam, że Cimoszewicz swoim brakiem przenikliwości mnie rozczarował. Otóż, decyzja SLD o pompowaniu swojego szyldu w wyborach do PE jest decyzją jak najbardziej racjonalną i słuszną. Z prostego powodu – jeśli występuje gdziekolwiek ssanie na lewicę, to ma ono miejsce tylko przy SLD-owskim cycku. Ssane tam mleko ma wszelkie niezbędne lewicowe właściwości i mikroelementy, takie jak: antyklerykalizm, wstręt do lustracji, mizdrzenie się do wszelkiej maści seksualnych dziwolągów, sztamę z dawną esbecją, wrodzoną inklinację do zamiejscowych ośrodków decyzyjnych, aborcyjną filozofię „miłości do dziecka”, ideologiczny tolerancjonizm, amnezję polityczną, socjalną hochsztaplerkę, etc., etc.</p>
<p>Na takie bezeceństwa zawsze było w Polsce zapotrzebowanie i propozycja SLD wychodzi im naprzeciw, czego Cimoszewicz – odwieczna skwaszona primabalerina lewicy – nie rozumie, mniemając, że powrót do pomysłu LiD-u, czyli sojuszu „chamów” i „Żydów”, da polskiej lewicy pożądany „power”. Otóż, jak pokazały ostanie wyniki wyborów, mniemanie takie ma posmak jedynie ekscentrycznej ekstrawagancji, nieprzekładalnej na wynik wyborczy. Choć z drugiej strony, ktoś bardziej dociekliwy mógłby przypomnieć całkiem niezły wynik Demokratów w wyborach do PE, którzy byli przecież immanentną częścią LiD-u. Wtedy wprawdzie całe towarzystwo ciągnął Bronisław Geremek, ale w zeszłym roku niespodziewanie pogrzebał – w dosłownym tego słowa znaczeniu – swoją, i nie tylko, karierę polityczną. Ze szkodą dla urody życia politycznego, żeby była jasność.</p>
<p>Fochy Cimoszewicza, to dla lewicy tradycyjny kłopot. Wylansowany na autorytet i lewicową powagę, w charakterystyczny dla siebie sposób odpływa w przedwyborczym tańcu godowym, kiedy to daje się niby uwodzić, to znowu sam uwodzi, trzepiąc zalotnie rzęsami, to znowu posapuje i przewraca oczami, mieniąc się wszystkimi kolorami czerwieni. Stroszy tolerancyjne piórka, drapie pazurkami w ziemię i potrząsa kuperkiem, dozując starannie wyselekcjonowane lewicowe feromony, którym ulegają głównie media. I tak w kółko Macieju. Niby to jest mu dobrze pośród żubrów w białowieskiej ostoi, gdzie nie dochodzi harmider politycznego chamstwa i kołtuństwa, ale też zaraz mruga okiem, że przecież dałby się uprosić w imię racji wyższego rzędu i zasiąść w europejskich ławach.</p>
<p>Na jego nieszczęście SLD poszedł po rozum do głowy i postawił na przaśną, ale pijarowsko rozpoznawalną markę, pod którą podpisuje się najbardziej zdyscyplinowany elektorat lewicy, wciąż pielęgnujący w sobie wiele atawizmów, które nie pozwalają mu w żaden sposób zaakceptować na lewej flance znaczącej roli odszczepieńców w rodzaju Borowskiego i Rosatiego, a także towarzystwa reprezentującego korowskie niedobitki Unii Wolności. Stąd logiczny pomysł porzucenia pomysłu na LiD, który okazał się polityczną wydmuszką, dzięki której uratował swoje polityczne cztery litery „zdrajca” Borowski, o którym lepiej nie wspominać, co mówią w SLD, bo nie powstydziłby się tego ani Bubel, ani Tejkowski.</p>
<p>SLD, jeśli wystartuje do PE pod swoim szyldem, zajmie spodziewane trzecie miejsce i wypracuje niezłą pozycję wyjściową na wybory samorządowe. Jeśli na listach postkomunistów pojawią się rarogi typu Oleksy czy Miller, to – paradoksalnie – wynikowi może to pomóc. Wiadomo, spodziewana premia za zgodę i jedność. Sięgnięcie do twardego jądra spowoduje, że i Kwaśniewski, chcąc nie chcąc, poprze swój dawny matecznik, bo nie będzie miał innego wyjścia. Nie zaryzykuje zdecydowanego romansu z wprawdzie powabnym intelektualnie środowiskiem, ale politycznie marginalnym i nieakceptowanym na lewicy środowiskiem LiD-u. Nie zrobi tego również dlatego, że należy do kunktatorów i pasożytów, którzy zawsze wiedzieli na jakie wiatry nastawiać żagle. A te wieją dzisiaj na SLD, a nie eklektyczny LiD.</p>
<p>Ciekawe będzie obserwować lewicowe karesy i wtórujące im media. Co zrobi „Gazeta Wyborcza”, od dawna uprawiająca apostolat na rzecz historycznego pojednania dobrej opozycji z dobrym PZPR-em, którego owocem był pogrzebany właśnie LiD. Może zacznie pompować SD (nie mylić z utworzoną w ramach SS Sicherheitsdienst, włączoną później do Gestapo), czyli Stronnictwo Demokratyczne, na którego czele stanął dawny gwiazdor warszawskiego samorządu Paweł Piskorski? Wszak akcesu do rewitalizowanego właśnie przez Piskorskiego SD nie wykluczył sam Andrzej Olechowski, co na starcie gwarantuje medialną czujność i czołobitność, bo Olechowski, podobnie jak Cimoszewcz, lubi kadzidło i pokłony, a także przychylne media.</p>
<p>Stronnictow Demokratyczne, znane z krótkiego przedwojennego żywota, osadzonego w wolnomularskiej obediencji, zamienione później na PRL-owski breloczek, być może zyska nowy blask. Ma majątek (ca.100 mln złotych), przebieg historyczny (70 lat), rzutkiego prezesa, nie „urobioną” za bardzo gębę i… nic do stracenia. Kto wie, czy to właśnie nie jego oferta skusi różne lewicowe hybrydy, którym nie po drodze może być z SLD, a które są dobrze notowane w mediach. Oczywiście partia Piskorskiego nikogo do PE nie wprowadzi, bo nie to jest jej celem na tym etapie. SD jest drogą Piskorskiego do zrealizowania osobistej zemsty na Platformie Obywatelskiej, która podziękowała mu za współpracę za, delikatnie rzecz ujmując, dziwne przepływy związane z publiczno-prywatnym groszem. </p>
<p>Mamy zatem na lewicy już dwa projekty związane z wyborami do PE. Być może pojawi się jeszcze jeden, ale na to poczekajmy. Póki co, najlepszą strategię wybrał SLD – gramy na swoich, żadnych dyktatów z zewnątrz, kto nie z nami, ten przeciw nam. Jasno i klarownie. Jak nigdy dotąd. To gwarancja sięgnięcia po wynik rzędu 12-15 proc. Ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, w końcu mamy do czynienia z formacją, która sama potrafi się dobijać, bez inspiracji i pomocy z zewnątrz. I dla jasności dodam, że nie miałbym nic przeciwko temu, bo to towarzystwo naprawdę mało ciekawe – wiadomo, postkomuna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/fochy-cimoszewicza.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bronię Czumy</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/bronie-czumy.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/bronie-czumy.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2009 17:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Czuma]]></category>
		<category><![CDATA[Sejm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/15/bronie-czumy/</guid>
		<description><![CDATA[Szkoda, że Andrzej Czuma został ministrem sprawiedliwości. Należy bowiem do nielicznego grona polityków, którzy cechują się posiadaniem własnych poglądów, a także odwagą ich wygłaszania. Obejmując mocno bagienny, a zarazem widowiskowy resort, siłą rzeczy stał się żywym przykładem owej przysłowiowej małpy, która im wyżej na drzewo wchodzi, tym bardziej odsłania pewną część ciała. Ostatnie ataki i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szkoda, że Andrzej Czuma został ministrem sprawiedliwości. Należy bowiem do nielicznego grona polityków, którzy cechują się posiadaniem własnych poglądów, a także odwagą ich wygłaszania. Obejmując mocno bagienny, a zarazem widowiskowy resort, siłą rzeczy stał się żywym przykładem owej przysłowiowej małpy, która im wyżej na drzewo wchodzi, tym bardziej odsłania pewną część ciała. Ostatnie ataki i kociokwik, jakie za sprawą pana ministra obserwujemy, budzą jednak we mnie mieszane uczucia.</p>
<p>Czuma należy bez wątpienia do polityków prawicy. Trudno go jednak jednoznacznie przypisać do jakiejkolwiek formacji od centrum na prawo, gdyż jest nazbyt autonomiczny i – rzec można – ekstrawagancki, by dał się zamknąć w kieracie jakiegokolwiek programu czy partyjnej strategii. To jego niewątpliwa wada, ale i zaleta. A to powoduje, że fotel ministra nie jest dla niego najlepszym miejscem realizowania politycznych aspiracji, zwłaszcza że nader często korzysta ze swojego temperamentu, którym już sporo popłochu u co bardziej wrażliwych polityków wywołał.</p>
<p>Największym błędem ministra była, jak sugeruje opozycja, nie sprawa jego długów, ale wypowiedź na temat rządu pakistańskiego, o którym Czuma powiedział, że jego część sprzyja talibom, dlatego nie udało się uwolnić polskiego zakładnika. Sprawą zajęła się już ponoć prokuratura, macająca temat pod kątem złamania tajemnicy państwowej przez pana ministra. Przyznam, że to jakiś idiotyzm, bo jaką tajemnicą państwową jest fakt, że w pakistańskim rządzie roi się od sympatyków talibów? Trąbią o tym wszyscy, którzy znają się na rzeczy, ale padło na Czumę, który jęzora na wodzy nie utrzymał.</p>
<p>Szkoda mi Czumy, gdyż ma zbyt piękną kartę walki z czerwoną zarazą, by trwonić ją jako minister niewdzięcznego resortu. Wolę Czumę jako „wolnego strzelca”, spalającego się w pracach parlamentu, niż urzędnika ograniczonego kieratem przepisów, otoczonego na dodatek stadem rozdokazywanych dziennikarzy, którzy swoimi życiorysami nie dorastają mu do pięt. Mierzi mnie, kiedy czerwone latorośle pokroju Olejniczaka i Napieralskiego (o ich starszych kolegach, funkcjonariuszach PZPR nie wspominając) prawią Czumie komunały o standardach, które jeszcze 20 lat temu środowisko to deptało na każdym kroku.</p>
<p>Być może Czuma z kłopotów, które poniekąd sam na siebie sprowadził się wywinie. Być może prokuratura uzna, że opinia o rządzie pakistańskim, nie była żadną tajemnicą państwową, a jedynie wolną wypowiedzią polityka w wolnym kraju. Być może Czuma utrzyma się na stanowisku ministra sprawiedliwości i być może nawet się na nim sprawdzi. Dobrze by było. Ale lepiej, gdyby służył Polsce tam, gdzie wychodzi mu to najlepiej. W sejmie, w komisjach, w debacie publicznej. Tam, gdzie może być sobą, gdzie nie musi ważyć każdego słowa i tłumaczyć się przed każdym z bardziej lub mniej urojonych przewin.</p>
<p>Od dawna żadne kampanie i wrzaski medialne nie robią na mnie wrażenia. Te wszystkie programy, w których zatroskani  dziennikarze prawią komunały o standardach i uczciwości w życiu publicznym, wywołują moje zażenowanie, bo akurat ta grupa zawodowa ma z nimi tyle samo wspólnego, co gildia kieszonkowców, z tą różnicą, że kieszonkowcy nie czynią ze swojego fachu misji, wiedząc że żadnymi aniołami nie są. Dlatego ze spokojem przyjąłem całe to zamieszanie, zwłaszcza że temat rozdmuchała „Polityka”, której polityczne powinowactwo jest na tyle czytelne i odległe od tego, co prezentuje sobą Czuma, by przejmować się sączoną z jej łamów propagandą.</p>
<p>Ma nad czym myśleć Czuma. I dobrze. Jest w tej komfortowej sytuacji, że kiedy straci  stołek, nie straci charakteru. Może dostrzeże, że warto być sobą i takim dać się zapamiętać. Rozumiem jego chęć sprawdzenia się w miejscu, które z politycznej perspektywy jest wyzwaniem, ale z drugiej strony gilotyną, która bezwzględnie ścina tych, którzy nazbyt ufnie zbliżą się do jej ostrza. Szkoda by było widzieć ściętą głowę Czumy, obnoszoną przez czerwoną gawiedź, której nie udało się to w latach, kiedy niepodzielnie władała PRL-em. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Byłby to zbyt diaboliczny rechot historii.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/bronie-czumy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

