<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Rosja</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/rosja/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Druzja, nie nada!</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/druzja-nie-nada.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/druzja-nie-nada.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 06:48:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2778</guid>
		<description><![CDATA[Kuriozalny list otwarty rosyjskich dysydentów opublikowała wczorajsza Rzeczpospolita. Aleksander Bondariew, Władimir Bukowski, Natalia Gorbaniewska, Andriej Iłłarionow i Wiktor Fajnberg, podpisani pod listem, raczyli poinformować Polaków, że na kanwie tragedii smoleńskiej rząd w Warszawie realizuje antypolską politykę. Nie da się przecież inaczej zinterpretować słów mówiących, że: Dla rządu polskiego zbliżenie z obecnymi władzami rosyjskimi jest ważniejsze, niż ustalenie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kuriozalny list otwarty rosyjskich dysydentów opublikowała wczorajsza <a href="http://www.rp.pl/artykul/484507.html">Rzeczpospolita</a>. Aleksander Bondariew, Władimir Bukowski, Natalia Gorbaniewska, Andriej Iłłarionow i Wiktor Fajnberg, podpisani pod listem, raczyli poinformować Polaków, że na kanwie tragedii smoleńskiej rząd w Warszawie realizuje antypolską politykę. Nie da się przecież inaczej zinterpretować słów mówiących, że:<span id="more-2778"></span></p>
<blockquote><p><em>Dla rządu polskiego zbliżenie z obecnymi władzami rosyjskimi jest ważniejsze, niż ustalenie prawdy w jednej z największych tragedii narodowych. Wydaje się, że polscy przyjaciele wykazują się pewną naiwnością, zapominając, że interesy obecnego kierownictwa na Kremlu i narodów sąsiadujących z Rosją państw nie są zbieżne.</em></p></blockquote>
<p>I dalej:</p>
<blockquote><p><em>Jesteśmy zaniepokojeni tym, że w podobnej sytuacji niezależność Polski i dzisiaj, i jutro może się okazać poważnie zagrożona. Mamy nadzieję, że obywatele Polski ceniący swoją wolność potrafią ją obronić. Także przy urnach wyborczych.</em></p></blockquote>
<p>Zwłaszcza ostatnie zdanie, obojętnie co sądzić o obecnym polskim rządzie, jest dla Polaków po prostu uwłaczające. Jego wymowa jest prosta &#8211; jeśli ktoś nie zagłosuje na Jarosława Kaczyńskiego, o którym autorzy listu obficie wspominają, to znaczy, że jest patentowanym durniem, który nie rozeznaje, czym jest polska wolność, a już tym bardziej, jak należy jej bronić.</p>
<p>Tego typu praktyka nawiązuje do bezdennie głupiej tradycji załatwiania polskich spraw rękami „życzliwych” importowanych doradców. Polakom nie są potrzebne głosy żadnych obcokrajowców,  którzy tocząc swoją grę polityczną, suflują nam przy okazji, jak mamy żyć i wybierać swojego prezydenta. To nie ten czas i nie ta epoka, nawet jeśli za „dobrymi” radami stoją rosyjscy dysydenci i jeden z obozów politycznych w Polsce.</p>
<p>Warto może jeszcze raz, choć przewrotnie, pochylić się nad słowami przyjaciół Rosjan <em>- Mamy nadzieję, że obywatele Polski ceniący swoją wolność potrafią ją obronić. Także przy urnach wyborczych.</em> Podzielam tę nadzieję. Zakładam, że Polacy w imię tej wolności nie pozwolą sobą komenderować nad urną, nawet przez najbardziej szlachetnych demokratów made in Russia. Spasiba za troskę druzja, ale damy sobie radę sami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/druzja-nie-nada.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krótka historia upadku LPR</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 17:11:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2479</guid>
		<description><![CDATA[Interesujący tekst Adama Śmiecha przynosi portal &#8222;Myśli Polskiej&#8221;. Dotyczy masy upadłościowej, którą stała się dzisiejsza Liga Polskich Rodzin. Autor odsłania kulisy niedawnego odwołania Przewodniczącej Rady Politycznej tej parti &#8211; prof. Anny Raźny, a także przedstawia krótką historię LPR, od triumfu w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku do kompletnego upadku w wyborach do Sejmu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Interesujący tekst Adama Śmiecha przynosi portal &#8222;Myśli Polskiej&#8221;. Dotyczy masy upadłościowej, którą stała się dzisiejsza Liga Polskich Rodzin. Autor odsłania kulisy niedawnego odwołania Przewodniczącej Rady Politycznej tej parti &#8211; prof. Anny Raźny, a także przedstawia krótką historię LPR, od triumfu w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku do kompletnego upadku w wyborach do Sejmu i Senatu w roku 2007.<span id="more-2479"></span></p>
<p>Ten tekst, to także krótka retrospektywa dzisiejszych stosunków Polski z USA i Rosją, daleka od utartych i poprawnych politycznie schematów, wychwytująca serwilizm kolejnych ekip wobec &#8222;nowego Wielkiego Brata&#8221; oraz opętańczą i w konsekwencji jałową politycznie nienawiść do Rosji. Poniżej obszerny fragment wzmiankowanego artykułu.</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>(&#8230;) Przypomnijmy pokrótce jak to się stało, że Liga stała się tym, czym się stała. Od początku poważnej działalności w LPR, tj. od 2001 r. można było zauważyć silnie wpływową koterię skupioną wokół Romana Giertycha a wywodzącą się z Młodzieży Wszechpolskiej. Ludzie znający R.G. z działalności we wczesnej MW i ze Stronnictwa Narodowego początkowo bagatelizowali sprawę, wiedząc, że ów lubi otaczać się zapatrzonymi w niego i bezwzględnie posłusznymi podwładnymi. Myślano, że dopóki idea narodowa na tym nie cierpi, można taką sytuację od biedy zaakceptować. Był to błąd poważny, błąd, który popełnił również piszący te słowa. Zbagatelizowanie przesłanek, oczywistych faktów, które miały miejsce na naszych oczach, było chyba spowodowane jakimś naturalnym i ludzkim, aczkolwiek zupełnie niepolitycznym, zachłyśnięciem się sukcesem partii, którą współtworzyliśmy. Już na pierwszym wielkim zjeździe w sali kolumnowej Sejmu zobaczyłem coś zupełnie szokującego – młodzianów noszących miano Młodzieży Wszechpolskiej, za chwilę paradujących ze sztandarami biało-czerwonymi, głośno deklarującymi swój patriotyzm i katolicyzm, którzy stojącym w kolejce po mandat delegatom wręczali gotowe listy tych, na których ich zdaniem należało głosować. Jeszcze gorsze jednak było to, że większość obdarowanych gotowcami ludzi podporządkowała się temu!</p>
<p>Nie zdawałem sobie wówczas z tego sprawy, jak wielkim dowodem upadku moralnego i cywilizacyjnego Polaków była ta sytuacja. Widziałem ludzi, którzy nie rozstawali się z różańcem, a jednak uczestniczyli w tej kpinie. W zasadzie już wówczas los LPR został przesądzony. Niemniej, katalizatorem usunięcia niewygodnych stały się wybory do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. To wtedy okazało się, że LPR ze swoim dochodzącym do 20% poparciem staje się niebezpieczeństwem dla istniejącego w Polsce układu. To wtedy lobby żydowsko-amerykańskie, o którym pisała prof. Raźny, przestraszyło się konsekwencji. Okazało się, że wybory były sukcesem dołów, a to stanowiło zagrożenie, że Liga pójdzie w kierunku stricte narodowym. Lobby nie mogło do tego dopuścić. Zaczęły się podchody, podkopywanie okręgów i działaczy przy pomocy znalezionych, bądź kupionych naprędce marnych kreatur. A więc walka warszawskiej koterii skupionej wokół Romana Giertycha, formalnie wszechwładnej we władzach LPR, przeciwko własnym członkom, własnym strukturom, które osiągnęły wyborczy sukces. Niepojęte? A jednak.</p>
<p>Jednocześnie zaczęły przychodzić informacje o kontaktach tej koterii z ambasadą USA (wtedy w rękach administracji neokonserwatywnej Busha), Liga znalazła się o krok od poparcia „pomarańczowej rewolucji” Wiktora Juszczenki, która przyniosła uwolnienie i rozwój w sferze publicznej Ukrainy nienawistnej Polsce banderowszczyzny itd. W 2005 r. przed wyborami do Sejmu i Senatu ostatecznie zniszczono LPR jako organizację oddolną oraz jej niezależne skrzydło stricte narodowe. Dalej był udział w rusofobicznym rządzie PiS, antybiałoruska obsesja z cyrkiem stawiania namiotów przed ambasadą Białorusi, poparcie dla polskiej okupacji Iraku i Afganistanu oraz dla tarczy, wbrew niektórym oświadczeniom skompromitowanych działaczy, twierdzących pod publiczkę co innego. Ludzie pierwszej narodowej fali po 1988 r. z żalem obserwowali udział w tych działaniach prof. Macieja Giertycha, który w kwietniu 2007 r. na łamach „Opoki w Kraju” poparł pomysł instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce (sztandarowego pomysłu neokonserwatywnych jastrzębi, dążących do narzucenia Rosji woli USA), zaś później zaczął coraz częściej stosować w odniesieniu do Rosji retorykę obcą dotąd nie tylko Jemu, ale i Ruchowi Narodowemu w ogóle (np. „Opoka w Kraju”, grudzień 2008 – notatka o Gruzji). Liga, po klęsce w kolejnych wyborach, stała się politycznym trupem, w którym nadal rządziła wspomniana koteria wraz z grupami ludzi przypadkowych, ale pełnych ambicji, takich jak faworyzowana od początku przez Romana Giertycha, a nie mająca nic wspólnego z Ruchem i Myślą Narodową (niemniej obwieszona mieczykami Chrobrego), grupa M. Orzechowskiego w Łodzi.</p>
<p>Jesień 2009 r. przyniosła przysłowiową bombę w postaci wyboru prof. Anny Raźny na Przewodniczącą Rady Politycznej LPR. Nie ulega wątpliwości, że pewne środowiska wiązały z jej nazwiskiem i z jej, w istocie tradycyjnie endeckim, podejściem do kwestii rosyjskiej, poważne nadzieje na odrodzenie Ligi. Zapewne spodziewano się, że Pani Profesor będzie przewodniczącą malowaną, która będzie przyciągać li-tylko dotychczasowymi zasługami i opinią. Prof. Raźny postanowiła być jednak politycznym kierownikiem stronnictwa z krwi i kości i jako taka, rozpoczęła propagowanie określonych propozycji politycznych, które najpełniejszy wyraz znalazły we wspomnianym na wstępie artykule. Tego było już za wiele dla współczesnych spadkobierców prof. R. Palomy Oldenhuisa (dla niezorientowanych – jeden z szefów „związku uczynnych grabarzy”, czyli masonerii z powieści Dziedzictwo Dmowskiego) i skończyło się to nagłym, jednogłośnym odwołaniem Pani Profesor. Ta jednogłośność… W LPR nabrała rysów iście mafijnych, żeby nie powiedzieć masońskich. Zawsze za głosem wodza, zawsze bezdyskusyjnie, zawsze bezrefleksyjnie. Media donoszą, że nie było kworum, że prof. M. Giertychowi powierzono kierowanie Radą Polityczną zaocznie itd. Taak. Brak kworum przeszkodą? No, nie dla tego rodzaju koterii! Przekaz jest jasny – Liga jest owszem potrzebna w odwodzie, ale nie jako, broń Boże (?), podmiot ideowy, ale jako podmiot typowy dla polskiej sceny politycznej – powierzchowny, posługujący się pustosłowiem, przeżarty etyką sytuacyjną itd. Wara mu jednak od poważnej polityki. Ludziom małym, myślącym o wygodnym życiu i własnej karierze to przecież wystarczy. Taka jest cena za polityczny kontrakt zawarty z neokonserwatystami. Kiedy został on zawarty, jakie są jego szczegóły, nie wiemy. Jednak istnieje on z pewnością. Świadczą o nim owoce, zatrute, ale jednak owoce. Elementem istotnym tego układu, być może pełniącym rolę pośrednika, czy transmitera, jest Opus Dei.</p>
<p>Dziś, w najnowszej „Opoce w Kraju” (kwiecień 2010) prof. Maciej Giertych tonuje swój optymistyczny stosunek wobec USA (pamiętajmy, że obóz amerykański firmowany nazwiskiem Baracka Obamy to jednak co innego), nie mówi już o języku siły wobec Rosji, ale o porozumieniu gazowym, niemniej nie proponuje niczego przełomowego dla Polski. Odwrotnie, wraca do tyle literalnie atrakcyjnej, co ideowo jałowej i praktycznie niewykonalnej, koncepcji Międzymorza. Ważny i ciekawy jest tekst o gen. Jaruzelskim, traktujący głównie o stanie wojennym, w którym profesor Giertych nazywa po imieniu – bezsensownymi – pikiety Młodzieży Wszechpolskiej pod domem generała. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że pomimo tej zmiany akcentów, niektórych we właściwym kierunku, to właśnie prof. Giertych został faktycznym następcą prof. Raźny. Także dlatego, że choć nie podejrzewam Go o bezpośrednie uczestnictwo w układzie z neokonserwatystami, pamiętam o Jego każdorazowym poparciu dla syna Romana, zawsze wtedy, kiedy syn takiego poparcia potrzebował. Dla syna, a więc także dla koterii MW, która teraz prof. Raźny odwołała, i która, niezależnie od prztyczka w nos, który w sprawie gen. Jaruzelskiego od profesora otrzymała, funkcjonuje przecież dalej.</p>
<p>Konkludując, miejsce prof. Raźny jest w obozie polityki polskiej, tym obozie, który kierując się racją stanu Polski, bez względu na formę organizacyjną, czy nawet brak tej formy, istnieje, istniał i istnieć będzie zawsze. Miejsce Ligi Polskich Rodzin jest zaś niestety na śmietniku historii. Liga została tam sprowadzona przez ludzi o wąskich horyzontach, przez ludzi małych, a także przez zwykłych łajdaków. Reanimacja tego szyldu jest niemożliwa. Z kolei wszystkich budujących w przyszłości jakieś nowe wcielenie organizacyjne Ruchu Narodowego należy przestrzec przed 40-50 nazwiskami osób o wrodzonych cechach destrukcyjnych, a wywodzących się ze wspomnianej wielokrotnie ligowej koterii. Są to nazwiska dobrze znane. Nikt ich nieznajomością tłumaczyć się nie może.</p>
<p>Przeczytaj również:</p>
<p><a href="http://www.eckardt.pl/jest-dobrze-mamy-nowa-koniunkture.html">Jest dobrze, mamy nowa koniunkturę</a><br />
<a href="http://www.eckardt.pl/polska-rosja-normalnosc.html">Polska, Rosja, normalność</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska, Rosja, normalność</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/polska-rosja-normalnosc.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/polska-rosja-normalnosc.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Sep 2009 21:44:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1393</guid>
		<description><![CDATA[Najpierw skłóciliśmy się sami ze sobą, bo nie ma w polskim kalendarzu takiej rocznicy, która nie byłaby dobrym pretekstem do kłótni. Potem obraziliśmy się na Putina, bo to Rusek z KGB, który na dodatek trzyma się ruskiej wersji historii. Potem obszczekaliśmy Amerykę, bo ani Obama, ani Clintonowa nie przyjechali się na Westerplatte, choć powinni. Nie warknęliśmy jedynie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najpierw skłóciliśmy się sami ze sobą, bo nie ma w polskim kalendarzu takiej rocznicy, która nie byłaby dobrym pretekstem do kłótni. Potem obraziliśmy się na Putina, bo to Rusek z KGB, który na dodatek trzyma się ruskiej wersji historii. Potem obszczekaliśmy Amerykę, bo ani Obama, ani Clintonowa nie przyjechali się na Westerplatte, choć powinni. Nie warknęliśmy jedynie na kanclerz Merkel, bo ta akurat przyjechała i gadała do rzeczy. Następnie znowu obszczekaliśmy siebie, bo albo Donald za miękko gadał, albo Kaczor za ostro. Potem za słowa Kaczora obszczekali nas Żydzi, twierdząc, że Katyń, to nie jest żaden holokaust i że Kaczor z takim porównaniem najzwyczajniej przegiął.<br />
 <br />
<span id="more-1393"></span>Na koniec drugi Kaczor wygarnął, że Putina nie należało do Polski zapraszać, bo to absmak i poruta. Całości dopełnił wielki penis z napisem Putin, za który przebrali się członkowie PiS-u, dając upust swojemu wyrafinowanemu smakowi i – nomen omen – stosunkowi do Rosji. Jako żywo, nie było jeszcze u nas takiej praktyki, żeby premiera-gościa opozycja „witała” w tak prymitywny i obsceniczny sposób, nawet jeśli tego premiera szczerze nienawidzi. Nie trzeba dodawać, że właśnie taki obraz wizyty Putina w Polsce zobaczyli na ekranach swoich telewizorów Rosjanie. Tak pokrótce wyglądały u nas oficjalne obchody 70. rocznicy napaści Niemiec na Polskę.</p>
<p>Na Rosję patrzę chłodno, bez emocji i z dystansem. W ten też sposób patrzyłem na dość trywialną w sumie ofensywę propagandową rosyjskich mediów, odnoszącą się do okoliczności wybuchu II wojny światowej. Była do bólu przewidywalna. W żaden sposób mnie nie dotknęła jako Polaka, tak jak w żaden sposób nie dotyka mnie propaganda różnego rodzaju związków wypędzonych, czy innych sierot po Adolfie Hitlerze. Media roją się od historycznych szalbierstw, oryginalnych teorii, udanych syntez, jak i kompletnych odlotów, bo tym się karmią. Akcja rosyjskich mediów i części tamtejszych „historyków”, to dla mnie raczej dowód irytacji i frustrującej bezsilności wobec niewygodnych faktów, które są doskonale znane, a które Rosjanie najchętniej wymazaliby ze swojej historii.</p>
<p>Nad relacjami Polski i Rosji ciąży bolesny bagaż doświadczeń. To przekleństwo tych relacji. Dlatego też próba łączenia polityki historycznej z relacjami dyplomatycznymi skazana jest na porażkę. Z prostego powodu – różnimy się oceną faktów historycznych, wrażliwością, a także standardami. Stąd próba wymuszenia na Rosjanach np. uznania zbrodni katyńskiej za ludobójstwo spełza na niczym, bo jest zadaniem obiektywnie niewykonalnym, gdyż Rosjanie tej zbrodni jako ludobójstwo nie traktują. Owszem, przyznają się do niej, bo nie mają innego wyjścia, ale w jej ocenie stosują swoją miarę. To dla nas przykra okoliczność, ale taka jest brutalna prawda.</p>
<p>Rosyjska wrażliwość nie jest kompatybilna z naszą, dlatego lepiej skupić się na konsekwentnej polityce informacyjnej biegnącej obok oficjalnej ścieżki dyplomatycznej, wykorzystując wszelkie dostępne kanały komunikacji społecznej, aniżeli epatować naszym narodowym bólem kogoś, kto tego bólu nigdy nie zrozumie, choć go zadał. Rosję musimy widzieć taką, jaka jest. Z całym bagażem jej kompleksów, wyrachowanej i skalkulowanej brutalności, twardości i przemożnej chęci dorównania najlepszym. Powinniśmy w trudnych relacjach z nią konsekwentnie katalogować i eksponować nasze bieżące interesy, odsączając to, co zakłóca ich realizację.</p>
<p>Dlatego pole bitwy o „prawdę historyczną” warto wyznaczyć tam, gdzie można ją wygrać, czyli na europejskiej szachownicy, która w sposób daleko różny od oczekiwań rosyjskich prestidigatorów, ukaże skutki paktu Ribbentrop-Mołotow oraz fakty związane ze zbrodnią katyńską. Tak jak naszą politykę energetyczną w relacjach z Rosją powinniśmy wiązać z europejskim systemem bezpieczeństwa, tak i ocenę najważniejszych dla nas faktów historycznych w podobny sposób powinniśmy spróbować wpleść w europejską perspektywę, podbudowaną rzetelnymi badaniami historycznymi, które sami powinniśmy dla naszego dobra sfinansować w ramach szerokiego międzynarodowego projektu badawczego.</p>
<p>Wracając do obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, uważam że obecność na nich Putina była jak najbardziej wskazana i potrzebna. Choć wizyta ta nie przyniosła przełomu – bo przynieść jeszcze nie mogła – była jednym z tych małych kroków, które trzeba w końcu zacząć wykonywać, by dojść we wzajemnych relacjach do miejsca, z którego będzie można dostrzec przystanek „normalność”. I to taki przystanek, który nie będzie przystankiem na żądanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/polska-rosja-normalnosc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamiast gazu &#8211; gazrurka</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/zamiast-gazu-gazrurka.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/zamiast-gazu-gazrurka.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Jan 2009 10:41:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/01/07/zamiast-gazu-gazrurka/</guid>
		<description><![CDATA[Rosja zakręciła kurki z gazem płynącym przez Ukrainę. Do Polski dociera on już tylko przez Białoruś. Rząd w trybie ekspresowym przygotował rozporządzenie, które ma regulować (czyt. ograniczać) dostawy gazu dla polskiego przemysłu. Wygląda to nawet sensacyjnie, bo mamy środek zimy (pechowo akurat mroźnej), początek spowolnienia gospodarczego i towarzyszącej temu wariacji na warszawskiej giełdzie. Niby nie jesteśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rosja zakręciła kurki z gazem płynącym przez Ukrainę. Do Polski dociera on już tylko przez Białoruś. Rząd w trybie ekspresowym przygotował rozporządzenie, które ma regulować (czyt. ograniczać) dostawy gazu dla polskiego przemysłu. Wygląda to nawet sensacyjnie, bo mamy środek zimy (pechowo akurat mroźnej), początek spowolnienia gospodarczego i towarzyszącej temu wariacji na warszawskiej giełdzie. Niby nie jesteśmy sami, bo gazu wcale już nie otrzymują Czechy, Słowacja, Rumunia i Bułgaria, ale co to za pociecha.</p>
<p>Na szczęście gazu w domu nie używam, ale rozumiem zaniepokojenie znajomych, którzy od gazu są uzależnieni. Nerwowo patrzą w telewizję, bo każda zapowiedź o jakimkolwiek ograniczeniu dostaw tego surowca wywołuje u nich skurcz kieszeni, bo wiedzą, że kiedy maleje podaż, to rosną ceny, pomimo, że nad nimi czuwa państwo. Zadowolenie przejawiają jedynie ci, którzy przeszli na ogrzewanie olejowe, bo cena ropy spadła do poziomu zacnego, udowadniając przy okazji, że w żaden sposób nie jest powiązana z cenami gazu, co sugerowały stada spekulantów i giełdowych hochsztaplerów.</p>
<p>Tymczasem Rosja realizuje swój ulubiony scenariusz walenia niepokornych gazrurką po grzbiecie, co jest taktyką ogólnie znaną i nie zaskakującą. Kraj, który potęgę zbudował na wydobyciu i tranzycie swoich surowców energetycznych, nie ma innej  – poza militarną – możliwości realizowania narodowych interesów. Dlatego Rosja w zależności od sytuacji będzie przykręcać i poluzowywać gazowe kurki, wyszukując przy okazji kozła ofiarnego, w tym przypadku Ukrainę. Ta jednak – jak się okazuje – aż taką ofiarą nie była, skoro niedźwiedziowi pod bokiem kradła gaz na potęgę (ca. 20 proc.), co ten musiał z zaciśniętymi zębami znosić od czasu rozpadu &#8222;Imperium&#8221;. Jak się okazało – do czasu.</p>
<p>Przy okazji gazowej zadymy do głosu w kraju nad Wisłą dochodzą „fachowcy”, którzy w różnych mediach prawią, że gaz trzeba sprowadzać skąd się da, nawet z Afryki, bo najważniejsza jest dywersyfikacja. Niby prawda, ale co to za dywersyfikacja, jeśli zakupionego gdzieś tam w świecie gazu, a nawet złoża, sprowadzić do Polski się nie da, bo jak i czym? Co z tego, że nasze firmy polują w świecie na tani surowiec, skoro on tani jest tylko na miejscu, a po sprowadzeniu znacznie droższy, niż ten – niestety – ze wschodu. Gwoli prawdy dodać tu trzeba, że bezpieczeństwo energetyczne kosztuje, nawet sporo, ale nikt do końca nie określił ile. A to kwestia, co by nie powiedzieć, chyba jednak ważna.</p>
<p>W tym całym kociokwiku najbardziej przemawia do mnie myśl taka, że gazu powinniśmy szukać przede wszystkim u siebie, bo ponoć ten gaz jest. Tutaj rola państwa powinna być znacznie aktywniejsza, o czym słusznie zdaje się od dawna mówić szef ludowców Waldemar Pawlak, tyle że jakoś to wszystko uchodzi w przestrzeń i stamtąd w postaci sensownych uregulowań prawnych już nie wraca. A potrzeba w tym zakresie jest pilna, bo jeżeli – nie daj Boże – pan Aleksander Łukaszenka dostanie nagłej antypolskiej czkawki, to momentalnie czkać zacznie cała polska gospodarka, za nią nasi obywatele i ich portfele, a tego życzylibyśmy sobie najmniej.</p>
<p>Mam też nadzieję – a propos całego zamieszania – że nasza  prezydencka „insurekcyjna trupa objazdowa” nie wyruszy, jak miało to miejsce w przypadku Gruzji , na wojnę z „Ruskimi”, bo interesu specjalnego w tym – podobnie jak tam – nie mamy, bo nie jest naszą rolą ustalanie, kto komu ile gazu ukradł, zwłaszcza, że jedni i drudzy w tym zakresie do świętoszków nie należą. To walka gazowej oligarchii o kontrolę nad siecią transportową, bez której handel gazem nie mógłby istnieć. Nakłada się na to ukraińska karuzela polityczna, na której Rosja lubi sobie pojeździć. Nas na tę rozpędzoną karuzelę ciągnąć nie powinno.</p>
<p>Wbrew pozorom na całe to zamieszanie patrzę spokojnie, bo w końcu jakoś się to rozejdzie po kościach, bo dłuższe perturbacje w dostawach gazu do UE sprawią, że ani Rosja, ani Ukraina na tym grosza nie zarobią, zwłaszcza, że ceny surowców energetycznych szybko zaczynają tanieć. Niebezpiecznie wzrosnąć mogą zapasy niesprzedanego surowca, a to znowu dla Rosji i Ukrainy groźba obniżki jego ceny. A co jak co, ale liczyć to wszędzie potrafią, także na wschodzie, tyle że czasami z większymi fajerwerkami. No i czasami myli się tam komuś gaz z gazrurką. Ale, cóż taka tradycja…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/zamiast-gazu-gazrurka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Przyjaciele&#8221; Gruzji</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/przyjaciele-gruzji.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/przyjaciele-gruzji.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Aug 2008 20:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Gruzja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/08/10/przyjaciele-gruzji/</guid>
		<description><![CDATA[Nie mamy żadnego szczególnego powodu do angażowania się w ruchawki na Kaukazie. Nie mamy go tym bardziej, kiedy do oczu skaczą sobie Rosja, Gruzja i USA, kiedy do boju ruszają czołgi, samoloty szturmowe i okręty, a po obu stronach konfliktu padają ranni i zabici. I choć zabrzmi to może strasznie i egoistycznie (w końcu są ofiary), ale nie warto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie mamy żadnego szczególnego powodu do angażowania się w ruchawki na Kaukazie. Nie mamy go tym bardziej, kiedy do oczu skaczą sobie Rosja, Gruzja i USA, kiedy do boju ruszają czołgi, samoloty szturmowe i okręty, a po obu stronach konfliktu padają ranni i zabici. I choć zabrzmi to może strasznie i egoistycznie (w końcu są ofiary), ale nie warto pchać palców między drzwi, które właśnie zatrzaskują sobie nawzajem Gruzini i Rosjanie. Z prostego powodu – jakakolwiek wojna na Kaukazie, nie jest naszą wojną! Jest wojną separatyzmów, szemranych interesów naftowych, fundamentalizmów i imperialnych marzeń.</p>
<p>Dlatego angażowanie autorytetu Polski do wspierania kontrowersyjnego rządu gruzińskiego, z nie mniej kontrowersyjnym prezydentem Saakashvilim, jest błędem. Wspólne, pospieszne i mocno niedopracowane oświadczenie strony polskiej, litewskiej, łotewskiej i estońskiej w sprawie Gruzji, trąci polityczną naiwnością, a raczej desperacją pałacu prezydenckiego, który na gwałt stara się znaleźć alibi dla swojej coraz mniej skutecznej polityki na kierunku kaukaskim, opartej na marionetkowym, skonfliktowanym z własnym narodem prezydentem Saakashvilim, którego ostatnia nieprzemyślana akcja zabrojna obraca się właśnie przeciw jego narodowi – Gruzji.</p>
<p>Świat nie kiwnie palcem w obronie Gruzji. Nie kiwnie, bo ostatnie poczynania ekipy Saakashvilego zaskoczyły nawet doświadczonych komentatorów, którzy jego ruch uznali za „wariactwo” i nieodpowiedzialność. W tym duchu pośrednio wyraził się także najbardziej zainteresowany tym obszarem prezydent USA George Bush, wzywając Rosję do zaprzestania działań militarnych <strong>poza terytorium Osetii Południowej</strong>, co jednoznacznie wskazuje, że USA teren spornej południowej Ostetii nie uznają za jurysdykcyjnie podległy Tbilisi. W tym kontekście akcja zbrojna Gruzji na tym obszarze, bez zabezpieczenia sobie mocnej osłony politycznej, o zbrojnej nie wspominając, jest czystym samobójstwem i wodą na młyn rosyjskiej polityki.</p>
<p>Ponad dwa tysiące cywilnych ofiar, zbombardowane miasta, wsie i szlaki komunikacyjne, zagrożone instalacje naftowe, to efekt nieodpowiedzialnych posunięć Saakashvilego, który ratując swoją pozycję polityczną, a także ulegając celowym zaczepkom, rzucił się na rosyjskiego niedźwiedzia, który na to czekał.</p>
<p>I na nic zdadzą się pełne oburzenia reakcje „opinii światowej”, USA, UE i Polski, wzywające Rosję do wycofania się. Rosja, owszem, wycofa się z Osteii Południowej, ale wtedy, kiedy uzna to za stosowne, kiedy obnaży bez reszty obecność doradców wojskowych z USA, wyświetli na forum międzynarodowym zaangażowanie polityki USA w tym rejonie świata, pokazując obłudnie, że to nie Kreml, a Waszyngton ma imperialne zakusy.</p>
<p>Saakashvili dał Rosji <em>carte blanche</em> na realizację wariantu, który Rosja trzymała dotychczas głęboko w rękawie – paraliż konkurencyjnych rurociągów biegnących przez Gruzję i stopniową anihilację tego państwa, poprzez osłabienie jego spoistości, potencjału gospodarczego i wyrugowanie wpływów USA. Dlatego to Rosja, pewna swojej siły i pozycji, podyktuje warunki ewentualnego rozejmu.</p>
<p>To ona, a nie instytucje międzynarodowe, wyznaczy tempo i zakres rozmów pokojowych, ona też umebluje po swojemu tę część świata, która stanowi dla niej wrażliwe podbrzusze. Zanim się to jednak stanie, wojska rosyjskie będą testować najnowsze uzbrojenie i nowinki taktyczne, sprawdzać mobilność swojej armii i siłę oddziaływania swojej propagandy. I na nic zdadzą się szlachetne, acz naiwne protesty płynące z całego świata, a także płonący w międzyczasie olimpijski znicz pokoju. W tym przypadku liczyć się będzie ropa i twarde interesy ekonomiczne, a nie medale.</p>
<p>A my? Jak zawsze wyszliśmy na niepoprawnych marzycieli. Na kieszonkowe imperium, któremu wydaje się, że może rozstrzygać o losach świata i dyktować warunki gry na nie swoim boisku. Na boisku, na którym nie jesteśmy nawet rezerwowym, bo ani odpowiedniej kondycji nie mamy, ani tym bardziej myśli taktycznej. Chyba, że za taką uznać nieśmiertelną „grę w dziada”, z czego nie tylko w futbolu, jesteśmy znani. Z przykrością to konstatuję.</p>
<p>A tymczasem – przepraszam za tę szczyptę cynizmu – czekam na zbrojną interwencję w obronie Gruzji ze strony USA, UE, Niemiec, Francji, Chin, Włoch, a także całej zbulwersowanej „światowej opinii publicznej”. No i Polski, oczywiście&#8230; Co? Że się nie zanosi? Oczywiście, bo nikt za Gruzję umierać nie będzie. Stanie się to, co w takich sytuacjach najczęściej się dzieje, a co pięknie onegdaj opisał w znanej bajce „Przyjaciele” geniusz puent &#8211; Ignacy Krasicki:</p>
<blockquote><p>Zajączek jeden młody<br />
Korzystając z swobody<br />
Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie,<br />
Z każdym w zgodzie.<br />
A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,<br />
Bardzo go inne zwierzęta lubiły.<br />
I on też, używając wszystkiego z weselem,<br />
Wszystkich był przyjacielem.<br />
Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,<br />
Słyszy przerażające<br />
Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.<br />
Stanął&#8230; Słucha&#8230; Dziwuje się&#8230;<br />
A gdy coraz zbliżał się poza siebie: aż tu psy i strzelce!<br />
Strwożon wielce,<br />
Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.<br />
Spotkał konia, prosi go iżby się użalił:<br />
&#8222;Weź mnie na grzbiet i unieś!&#8221; Koń na to: &#8222;Nie mogę,<br />
Ale od innych będziesz miał pewną załogę&#8221;.<br />
Jakoż wół się nadarzył. &#8222;Ratuj, przyjacielu!&#8221;<br />
Wół na to: &#8222;Takich jak ja zapewne niewielu<br />
Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,<br />
Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.<br />
A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże&#8221;.<br />
Kozieł: &#8222;Żal mi cię, nieboże!<br />
Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi:<br />
Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,<br />
Będzie ci miętko siedzieć&#8221;. Owca rzecze:<br />
&#8222;Ja nie przeczę,<br />
Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce,<br />
Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę:<br />
Udaj się do cielęcia, które się tu pasie&#8221;.<br />
&#8222;Jak ja ciebie mam wziąć na się,<br />
Kiedy starsi nie wzięli?&#8221; &#8211; cielę na to rzekło<br />
I uciekło.<br />
Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,<br />
Wśród serdecznych przyjaciól psy zająca zjadły.</p></blockquote>
<p>Kto w tej całej sytuacji jest zajączkiem, kto psami, a kto „przyjaciółmi”, specjalnie chyba wyjaśniać nie trzeba&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/przyjaciele-gruzji.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

