<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; prawica</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/prawica/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Dumanie o prawicy</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dumanie-o-prawicy.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dumanie-o-prawicy.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Jan 2012 22:28:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=6111</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy niedawno napisałem, że w sensie politycznym znajduję się na „polach niczyich”, gdyż ze względu na marną ofertę programowo-personalną oraz estetyczno-intelektualny entourage polskiej prawicy jestem z nią niekompatybilny, dowiedziałem się z przesłanych maili, że podobnie myśli bardzo wielu Internautów. To była pouczająca i krzepiąca lektura. Okazało się, że nie jestem sam. Miłe uczucie. Dominujące na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy niedawno napisałem, że w sensie politycznym znajduję się na <a href="http://www.eckardt.pl/hasanie-po-polach-niczyich.html">„polach niczyich”</a>, gdyż ze względu na marną ofertę programowo-personalną oraz estetyczno-intelektualny <em>entourage</em> polskiej prawicy jestem z nią niekompatybilny, dowiedziałem się z przesłanych maili, że podobnie myśli bardzo wielu Internautów. To była pouczająca i krzepiąca lektura. Okazało się, że nie jestem sam. Miłe uczucie.<span id="more-6111"></span></p>
<p>Dominujące na prawicy narracje tak naprawdę odsłaniają jej mizerię, pokazując niezrozumienie procesów dekonstruujących stary świat, do którego przyssana jest prawica. Nie ma jednak ona siły go obronić, bo ugrzęzła w okopach Świętej Trójcy, z których grzmi jedynie świętym oburzeniem wcale nie świętych ludzi, zamiast spróbować zaprojektować przyszłość na zasadzie &#8211; czego chce, a nie czego nie chce. Prawica wybrała rolę aktywnego i głośnego wioślarza, ale na rzece, która i tak wartko płynie własnym nurtem, czyniąc wszelkie ruchy wioślarszy jałowymi.</p>
<p>Polska prawica stała się opcją defensywną, opierającą swoją tożsamość na imponderabiliach i emocjach, które nie wystarczają do tego, by rzucić wyzwanie współczesnemu światu na zasadzie – tam właśnie zmierzamy i wiemy jak to zrobić! Prawica ugrzęzła w zgryźliwej kontestacji wszystkich i wszystkiego, co ma pożądany walor diagnostyczno-poznawczy, ale nic poza tym. Nie wygenerowała z siebie żadnego ambitnego projektu, który by korespondował z procesami globalizacyjnymi, które zostały uznane przez nią za główne zagrożenie.</p>
<p>Hasło „Europy ojczyzn” opartej na cywilizacji łacińskiej, to stanowczo za mało, by porwać za sobą wchodzące z każdym rokiem w dorosłość pokolenia. Dla nich taka prawica będzie pełną egzotyką, choć z pewnością znajdzie się grono młodych jej wyznawców, bo co by nie mówić, prawica jako taka posiada sporo powabu i atrakcyjności. Ale czy na pewno prawica polska, skoro jej emanacją przez najbliższe lata będą nurty smoleńsko-populistyczne, widowiskowo wyrywające sobie prawicowe pierworództwo, choć poczęte zostały w tym samym czasie i w tej samej alkowie?</p>
<p>Nie sądzę jednak, żeby Polska poniosła szkodę na nieobecności tego rodzaju prawicy u władzy. Dyskomfortem jednak jest to, że dla rządów obecnej koalicji alternatywą jest właśnie taka prawica. Na szczęście posiada ona, co ciekawe, swoisty instynkt propaństwowy, który polega paradoksalnie na jej niezwykłej skłonności do podziałów i tym samym eliminowaniu się z wpływu na sprawy kraju. Jest to zabawna cecha smoleńsko-populistycznej prawicy, która zarzucając sobie wzajemnie niezdolność dojścia do władzy, w cudowny i nieprzymuszony sposób się od tej władzy oddala.</p>
<p>No tak, ale zaraz może ktoś zauważyć – chwila, chwila, ale czy to na pewno jest prawica? Ot, ciekawe pytanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dumanie-o-prawicy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mini poradnik dla naiwnych prawicowców</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/maly-przewodnik-dla-naiwnych-prawicowcow.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/maly-przewodnik-dla-naiwnych-prawicowcow.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 09:18:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=3050</guid>
		<description><![CDATA[Nie zgadzasz się z prezesem – jesteś agentem. Nie zgadzasz się z wersją zamachu pod Smoleńskiem – jesteś ruskim agentem. Nie chcesz, by się czepiali krzyża dla politycznych celów – nie jesteś katolikiem. Nie chcesz, by pod płaszczykiem prawicy uprawiali socjalizm – jesteś liberałem. Nie masz nic przeciwko prywatyzacji niewydolnych molochów państwowych – jesteś obrzydłym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie zgadzasz się z prezesem – jesteś agentem.</p>
<p>Nie zgadzasz się z wersją zamachu pod Smoleńskiem – jesteś ruskim agentem.</p>
<p>Nie chcesz, by się czepiali krzyża dla politycznych celów – nie jesteś katolikiem.</p>
<p>Nie chcesz, by pod płaszczykiem prawicy uprawiali socjalizm – jesteś liberałem.</p>
<p>Nie masz nic przeciwko prywatyzacji niewydolnych molochów państwowych – jesteś obrzydłym liberałem.</p>
<p>Jesteś za prywatyzacją w służbie zdrowia – jesteś mega obrzydłym liberałem.</p>
<p>Nie chcesz mitomanii w polityce – jesteś sługusem salonu.</p>
<p>Obce są ci odruchy stadne – jesteś odszczepieńcem.</p>
<p>Nie uwierzyłeś w przemianę prezesa – miałeś rację, ale tym gorzej o tobie to świadczy.</p>
<p>Nie chorujesz na Moskala – zapomnij, że jesteś Polakiem.</p>
<p>Nie chcesz finansowania partii z budżetu – godzisz w demokrację.</p>
<p>Uważasz, że Lech Kaczyński był przeciętnym prezydentem – jesteś bluźniercą.</p>
<p>Uważasz, że PiS, to nie jest prawica – no wiesz, jak możesz?</p>
<p>Widzisz, że „Gazeta Polska” to gniot do kwadratu – jesteś przeciwko polskim mediom.</p>
<p>Nie ruszają cię programy „Misja specjalna” i „Warto rozmawiać” – jesteś agentem „Szkła kontaktowego”.</p>
<p>Nie chcesz się włączyć w budowę wielkiego Stronnictwa Smoleńskiego im. Edwarda Gierka – kwestionujesz, że Polska jest najważniejsza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/maly-przewodnik-dla-naiwnych-prawicowcow.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na prawo patrz!</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/na-prawo-patrz.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/na-prawo-patrz.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 May 2009 11:32:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1018</guid>
		<description><![CDATA[Jarosław Kaczyński nie będzie miał wpływu na kolejną wersję prawicy, nie dlatego że jego partia ma małe szanse na objęcie władzy, ale dlatego że porusza się w kręgu dawnych rozpoznań i nie wytworzyła żadnych mechanizmów umożliwiających przetwarzanie idei i struktur powtarzających w kółko tezy z lat 90. Nieprzetwarzane i nieodświeżane idee nie stanowią zaś żywotnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Jarosław Kaczyński nie będzie miał wpływu na kolejną wersję prawicy, nie dlatego że jego partia ma małe szanse na objęcie władzy, ale dlatego że porusza się w kręgu dawnych rozpoznań i nie wytworzyła żadnych mechanizmów umożliwiających przetwarzanie idei i struktur powtarzających w kółko tezy z lat 90. Nieprzetwarzane i nieodświeżane idee nie stanowią zaś żywotnej siły i PiS, podobnie jak poprzednie historyczne wersje prawicy, zostanie zastąpione przez wersję nową, wyrosłą z innego pnia</em> – zauważa w „Dzienniku” Rafał Matyja. Gazeta zabrała się, nie po raz pierwszy zresztą, za obdukcję polskiej prawicy, której głównym korpusem – póki co nie delicti –  jest Prawo i Sprawiedliwość.</p>
<p>Temat to nie nowy, często dyskutowany, nie mający w sobie absolutnie nic z porywu świeżości, bo ileż można rozmawiać o polskiej prawicy? Huczy się o niej na różnych blogach i blogosferach, portalach i gazetach, wydziwia i prognozuje, bardziej lub mniej mądrze, krytykuje i chwali – ot, norma. Matyja zgrabnie podzielił rodowód dzisiejszej prawicy na trzy mioty. Pierwszy: <em>najsilniejsza, ideowo spójna i skodyfikowana formacja tamtych czasów, jaką była endecja, pojawiła się wówczas w postaci całkowicie marginalnej i epigońskiej (Maciej Giertych) albo poddanej głębokim rewizjom (Wiesław Chrzanowski, Aleksander Hall).</em></p>
<p>Drugi: <em>wyrosły w kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy &#8211; egalitarny, ostentacyjnie religijny i antykomunistyczny, tolerujący lub afirmujący &#8222;przewodnią rolę związków zawodowych&#8221;.</em> Trzeci: <em>Kaczyńskiego, ukształtowany w znaczącej mierze polemiką z władzami AWS oraz postawą antykomunistycznych i konserwatywnych jastrzębi w Sejmie III kadencji. Prawica ta zbudowała swą tożsamość na postulatach wzmocnienia państwa, twardej polityki karnej i silniejszej podmiotowości na scenie europejskiej. </em>O ile wywód genealogiczny Matyji na temat polskiej prawicy nie budzi emocji, gdyż można się z nim z grubsza zgodzić, o tyle znacznie ciekawsza wydaje się prognoza, kiedy wybiega w przyszłość:</p>
<blockquote><p>Dotychczasowa historia wskazuje, że powstanie ona najpierw jako pewien projekt ideowy, a dopiero w drugiej kolejności poszuka form politycznych. Nie muszą to zresztą być formy ściśle partyjne. Jeżeli scena polityczna okaże się bardziej stabilna niż dotychczas, przełom może mieć charakter zmiany języka, na którą nałożą się zmiany polityczne wewnątrz PiS lub zbudowanie nowej formacji z części tej partii. (…)</p>
<p>Tożsamość prawicy zostanie wypracowana, przedyskutowana, przetestowana w tych środowiskach, które odważą się myśleć poza utartymi szablonami. Nawet jeżeli w pierwszym odruchu nie określą swojej propozycji mianem prawicowej. Podobnie zatem jak nikt nie zauważył narodzin kolejnych generacji prawicy, sądząc, że poglądy formułowane poza głównym nurtem debaty są mało ważne, tak też kolejne formy prawicowości dojrzewać będą w cieniu hegemonów. Gdy sformułują zaś swoje credo, będzie już za późno: zaspany hegemon odda władzę z taką samą łatwością, z jaką przejął ją z rąk poprzedników. (…)</p>
<p>Punktem wyjścia do myślenia o nowej prawicy nie musi być zatem jej obecny kształt ideowy. Prawica nigdy nie miała ustanowionego konstruktywistycznie wzorca z Se`vres. Zawsze była niedoskonałą odpowiedzią na aktualne problemy. Jej zaletą była zdolność korzystania z różnych wątków tradycji. W kod genetyczny prawicy lat 80. wpisała się metoda polityczna Narodowej Demokracji, sukces polityki Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, ironiczny duch stańczyków, rozpoznanie etycznych wątków nauczania Jana Pawła II, nauka o narodzie Stefana Wyszyńskiego oraz doświadczenie pierwszej &#8222;Solidarności&#8221;.(…)</p>
<p>Tworzenie nowej prawicy nie jest procesem dającym się ująć w sztywne ramy gotowego projektu. Przeciwnie, uciera się w polemikach, sporach, próbach zasadniczych rewizji dotychczasowego myślenia. W pierwszym okresie może nawet prowadzić do ukształtowania się zasadniczo antagonistycznych wizji tej formacji. W wielu sprawach różnice na prawicy są dziś na tyle poważne, że nie istnieją podstawy do utrzymywania pozornej jedności. Zwłaszcza w warstwie publicystyki, intelektualnego projektu, politycznego komentarza. Strategie jednolitego frontu warto zostawić tym nurtom, w ramach których powstały. Prawica polityczna powinna zachować zdolność współpracy w sprawach kluczowych. Intelektualne pozycje formacji prawicowych należy jednak poddać zasadniczej i swobodnej dyskusji.</p></blockquote>
<p>Przepraszam za przydługi cytat, ale starałem się przytoczyć tok myśl Matyji, bo kilka jego refleksji wartych jest poniesienia w prawicowy lud. Lud mocno rozdyskutowany, ale nie nad tym co istotne, czyli jaka właśnie powinna być prawica, ale nad zagrywkami serwowanymi przez speców od pijaru, od których puchną potem media, a za nimi prawicowa brać, sekundując sytuacjom, które każdy przytomny obserwator życia publicznego powinien, za przeproszeniem, „olać”, a nie tracić czas na roztrząsanie tego, czy Kaczor dobrze przyłożył Donaldowi i czy Palikot, to jakikolwiek punkt odniesienia dla prawicowego dyskursu. Taki właśnie jest urok prawicowych portali egzaltujących się plotką, domniemaniem i polityczną jatką, którą ku uciesze prawicowej gawiedzi serwują  jej pozostający w zgodnej symbiozie prezesi partii i redaktorzy naczelni.</p>
<p>Polska prawica ma jedną smutną przypadłość – brak politycznych żołnierzy. Ma doskonale rozwinięty salon (jak zwał tak zwał, ale intelektualistów po prawej stronie naprawdę nie brakuje) i świetnie wypracowane koncepcje teoretyczne, natomiast cechuje ją kompletna nieudolność w implementacji tego, co powinno decydować o jej permanentnym sukcesie, przynajmniej w polskich warunkach. Nie ma kim wcielać w życie prawicowego projektu, bo przez ostatnie dwadzieścia lat nie udało się przyciągnąć do prawicowych szeregów bitnego, świadomego żołnierza, a co najwyżej wyższych oficerów z awansu, których mentalność sytuuje ich raczej na poziomie ordynansa, niż pożądanego na każdym froncie dowódcy liniowego. O wodzach nie wspominam, bo ich poczet wymagałby sążnistego rozpisania się, a na to nie mam czasu.</p>
<p>Twarzami prawicowej polityki w terenie (pomijam front centralny) stają się często osobnicy o, delikatnie rzecz ujmując, patogennym sposobie oddziaływania na otoczenie. Pozbawieni kręgosłupa i zdolności samodzielnego myślenia, bezrefleksyjnie próbujący szarpać cuglami i przymuszać do kretyńskich zachowań otoczenie, które z miesiąca na miesiąc się kurczy. Najpierw odchodzą ci, którzy z racji pełnionych funkcji nie mogą sobie pozwolić na kompromitację (np. starostowie), potem prezesi kół, następnie całe koła. W następstwie tego nie ma komu przeprowadzić wyborów w kołach (brak quorum), co skutkuje cudownym rozmnożeniem członków w postaci szwagrów, pociotów i wyalienowanych z życia jegomości.</p>
<p>Nie ma prawica szczęścia do ludzi. Generuje sporo oszołomstwa, różnych nawiedzonych Napoleonów, zbawców ojczyzny, 110 proc. Polaków (tzw. górka bezpieczeństwa), kompletnych dewotów i maniaków. W tak zwanym międzyczasie prawicowi ponoć posłowie ślą na siebie donosy, uprzejmie donosząc Panu Prezesowi, że ten czy tamten poparł nie tego co trzeba w wyborach do Europarlamentu, że tego czy tamtego samorządowca należałoby wyciąć, bo nie dopuszcza do żłoba naszych (nota bene facetów z wyrokami, czy byłych funkcjonariuszy oddziałów szturmowych ZOMO), że ten i tamten konkurencyjny poseł z okręgu narobił przekrętów przy zatrudnianiu pracowników i ciągnął dla siebie lewą kasę z biura, że ten i tamten chleje na umór i do agencji zagląda… etc., etc…. Ot, nieśmiertelna filozofia &#8211; uprzejmie donoszę Panie prezesie.</p>
<p>Nie jest oczywiście tak źle, jak mogłyby na to wskazywać przykłady przywołane wyżej. Prawica ma zdolność regeneracji. Jej atutem jest trudność w jednoznacznym jej zdefiniowaniu. Wymyka się najbardziej „obiektywnym” definicjom, co tylko dobrze o niej świadczy. Wdałem się kiedyś w dyskusję nad tym, jak widzę przyszłość prawicy, wskazując na jej konserwatywno-narodową osnowę. Podobnie jak Matyja, wskazałem, że moderacji musi ulec konfrontacyjny język, który odstrasza potencjalnych partnerów i niezdecydowanych wyborców, utrwalający obraz prawicy agresywnej i niezdolnej do zwierana koalicji. Po kilku latach od tamtych rozważań wciąż uważam, że prawica musi być zdecydowanie wolnorynkowa, nie schlebiająca taniemu populizmowi, wolna od etatyzmu, obudowana licznymi inicjatywami obywatelskimi.</p>
<p>Winna to być prawica z żywym dyskursem wewnętrznym, z wypracowaną realną koncepcją geopolityczną i wizją polityki zagranicznej, z nieprzerwanym i niezakłóconym krążeniem elit we własnych szeregach, nie klerykalna, ale jednocześnie broniąca dekalogu, deklaratywnie skromniejsza, stawiająca na poczucie wolności obywateli i na zaufanie tej wolności przez państwo, trzymająca to państwo w życzliwym do obywateli dystansie, inicjująca społeczne debaty, nawet kontrowersyjne, uprzejma i uśmiechnięta, mniej zacięta na twarzy, nie zaglądająca ludziom pod kołdry i nie oceniając ich życiowych wzlotów i upadków, które ocenie powinny podlegać jedynie w konfesjonale.</p>
<p>Czy tak prawica jest w ogóle możliwa? Nie wiem, ale jeśli tak, to droga do niej wiedzie ugorem. Gdyby jednak udało się jej kiedyś powstać w takiej postaci, to stanie przed trudnym dylematem. Musiałaby określić swój CEL. Dzisiaj ten cel się rozpłynął, bo IV RP odpłynęła, a walka z korupcją stała się obowiązującą normą, a nie postulatem. Wprawdzie czeka nas jeszcze konfrontacja o in vitro i homoseksualne „małżeństwa”, ale nie będą to pola sporu, dzięki którym prawica będzie mogła poszerzyć swój zasięg oddziaływania. Wydaje mi się, że prawica musi zaproponować znacznie ambitniejszy dyskurs, prowokując bój o całościową współczesną definicję człowieka. Musi na niego spojrzeć nową optyką, dostrzegając, że jest to już inny człowiek, ukształtowany wcale nie na prawicową modłę i do prawicowości jako takiej nie lgnący.</p>
<p>Na szczęście lewica w tej materii niczego oryginalnego i przyciągającego nie proponuje. To szansa dla prawicy, by samemu określić miejsce i czas bitwy. Na szczęście człowieka jako takiego nie da się wyprać z wartości i potrzeby odwoływania się do nich. Tu ciągle przewagę ma prawica. Dalej jest już gorzej. Styl i model życia współczesnego człowieka sukcesywnie i metodycznie oddala się od marzeń prawicy. Człowiek współczesny pragmatycznie zaczął łączyć post z karnawałem, ze zdecydowaną przewagą tego drugiego. Owszem, wartości są dla niego ważne, ale nie na tyle, by zrezygnował z przyjemności. Obraz rodziny diametralnie się zmienia. Wystarczy popatrzeć na ilość dzieci rodzących się w związkach nieformalnych, co staje się normą. Normą na tyle trudną do odwojowania, że dotyczy spraw newralgicznych, bo zahaczających o przyrodzone prawo człowieka do wolności.</p>
<p>Jak w tym wszystkim powinna odnaleźć się prawica? Wydaje się, że powinna grać skrzydłami, w zależności od kontekstu. Raz niech to będzie ciężka husaria, a kiedy indziej lekka i zwrotna jazda. Za każdym razem jednak niech będzie w tym wszystkim szacunek dla człowieka, a nie krucjata, którą chętnie widziałaby lewica. Ma prawica wszelkie dane ku temu, by być psem przewodnikiem w sporze o współczesnego człowieka. Ma potencjał, przemyślność i możliwość wskrzeszania zapału. Tego nie ma lewica. Ale ma inny mocny oręż – możliwość wskrzeszania destrukcji. I tu tak naprawdę przebiega od zawsze spór na linii lewica – prawica. Oni rujnują, my odbudowujemy. Oni atakują, my się bronimy. Oni lubią mrok, my jasność. Oni nie mają racji, my ją mamy. Tylko jak tu zrobić, żeby nasze było jak najdłużej na wierzchu?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/na-prawo-patrz.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drobiazgi kontratakują</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Mar 2009 10:12:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/03/08/drobiazgi-kontratakuja/</guid>
		<description><![CDATA[Adam Wielomski należy do płodnych publicystów. Co chwilę wkłada kij w prawicowe mrowisko, a to robiąc wywiad z generałem Jaruzelskim, a to manifestując powinowactwo cywilizacyjne z Clausem von Stauffenbergiem, a to rozważając sojusz Polski z Rosją. Robi się z tego wszystkiego uroczy rumor i harmider, wynikiem czego jest systematyczne umieszczanie Wielomskiego na liście rosyjskich agentów, a ostatnio [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Adam Wielomski należy do płodnych publicystów. Co chwilę wkłada kij w prawicowe mrowisko, a to robiąc wywiad z generałem Jaruzelskim, a to manifestując powinowactwo cywilizacyjne z Clausem von Stauffenbergiem, a to rozważając sojusz Polski z Rosją. Robi się z tego wszystkiego uroczy rumor i harmider, wynikiem czego jest systematyczne umieszczanie Wielomskiego na liście rosyjskich agentów, a ostatnio nawet uznaniu go za Żyda przez duże „Ż”. Jako żywo, nikt jeszcze Wielomskiego w jarmułce nie widział, ale co począć – taki jest urok zjadliwych komentarzy na prawicowo-konserwatywnych forach. Ale nie o tym w sumie chciałem.</p>
<p>Ostatnio Adam Wielomski wziął się za zbliżające się wybory do Europarlamentu. Nic dziwnego, bo są one tuż-tuż, raptem za trzy miesiące. Jako że kolega Wielomski nie lubi PiS-u, czego dawał wyraz wielokrotnie i dogłębnie, nie zaskakuje, że i tym razem uwziął się na partię Jarosława Kaczyńskiego i zaangażował intelektualnie w promocję nowej siły na prawicy pod umownym tytułem „Anty-PiS”, pytając wcale nie retorycznie: </p>
<blockquote><p>Postawmy sobie wprost pytanie: czy celem polskiej prawicy jest egzystencja na marginesie sceny politycznej czy też wyparcie z prawej części sceny Jarosława Kaczyńskiego i jego partii? Ja nie mam wątpliwości, że chodzi o to drugie.</p></blockquote>
<p>Zarysował przy tej okazji stosowny koncept polityczny nazwany przez niego wariantem „małoniemieckim”, mający polegać z na <em>jednoczeniu twardego jądra wokół jednego ośrodka</em>. Wiadomo nie tylko z polityki, że bez jądra nic się nowego w naturalny sposób narodzić nie może, więc i tym razem tak się stać musi. Oddajmy zresztą głos Adamowi Wielomskiemu:</p>
<blockquote><p>W tej chwili takim pomysłem wydaje się Libertas, budowana na bazie dawnej LPR (bez względu na to jak bardzo liderzy tej formuły zaprzeczaliby, że tak nie jest). Atutem tej partii jest to, że środowiska te akurat opanowały państwową TVP i liczą na pokaźne fundusze z Irlandii. Daje im to ważne atuty medialne i finansowe. Z zachowania liderów tej formacji widać także, że przeanalizowali oni przyczyny porażki LPR i zaczęli otwierać się na te środowiska, które chcą z nimi współpracować.</p></blockquote>
<p>Przyznam, że ta dość infantylna analiza, która się Adamowi „wypsnęła” z jemu tylko wiadomych powodów, mocno nie przystaje do rzeczywistości. I nie chodzi wcale o procenty, jakie u jednego z „kaznodziei” ruchu narodowego wykryła ostatnio policja, obracając w perzynę wielomiesięczny lans tego polityka, ale o abstrahowanie od układu odniesienia i faktów, bo jako żywo wciąż nie widzę zainteresowanych na prawicy, chcących współpracować z Libertas. Zarówno „Prawica RP” Marka Jurka, jak i „Naprzód Polsko” Janusza Dobrosza, skwapliwie odcinają się od towarzystwa, które obsiadło miejscową ekspozyturę Libertas, a to w polskich warunkach skazuje pomysł Declana Ganleya, lidera Libertas na porażkę, przynajmniej w środowiskach eurosceptycznych.</p>
<p>Libertas nigdy nie będzie w Polsce żadnym jądrem dla prawicy, jak chce tego Adam Wielomski. Nie dlatego, że wciąż nie wiadomo, co jest w Polsce prawicą, ale dlatego że nie wiadomo, czym jest Libertas. Skład personalny jego polskiej delegatury nie napawa – delikatnie rzecz ujmując – jakimkolwiek zaufaniem, bo każdy widzi, że jest to polityczna wydmuszka służąca reaktywacji środowiska, które normalną drogą do polityki wrócić nie potrafi. Ugrupowania, które z racji unijnego sceptycyzmu byłyby zainteresowane ofertą Ganleya, dzisiaj realizują swój scenariusz na wybory europejskie w oparciu o swoje skromne, ale jednak polskie siły. Czy zdołają połączyć się we wspólny komitet wyborczy? Szansa oczywiście na to jest, ale nikła.</p>
<p>Anty-PiS, którym miałby być ruch Libertas jest mrzonką. Z prostego powodu – PiS mówi prawie to samo co Ganley. Punktuje Unię za deficyt demokracji, biurokrację i ograniczanie kompetencji państw narodowych. Jest niemal pewne, że Jarosław Kaczyński, by spacyfikować ewentualną konkurencję, przemówi w kampanii wyborczej językiem Ganleya, tyle że bardziej swojsko i dobitnie. Posłuży się argumentacją ruchu Libertas lepiej, niż zrobią to kandydaci tego ugrupowania. Będzie bardziej autentyczny w słusznej krytyce Unii, a poza tym będzie bardziej słyszalny. Tak właśnie będzie wyglądać kampania wyborcza. Żadnych szczególnych niuansów, a jedynie prosty przekaz – pilnować w biurokratycznej Unii naszych interesów. Spece od PR już nad tym pracują.</p>
<p>Rozumiem doskonale pragnienia Adama Wielomskiego, kiedy pisze: <em>interesuje mnie wynik autentycznej prawicy w tych wyborach. Prawica ta gwałtownie potrzebuje sukcesu, musi wyjść z niebytu politycznego i donośnym głosem oznajmić, że zmartwychwstała i znów istnieje!</em> Pięknie, tyle że ja nie wiem wciąż o jaką prawicę chodzi. Bo jeśli chodzi o tę „prawicę”, którą kolega Adam wymownie ostatnio kokietuje, to jej sukcesem zainteresowany nie jestem, bo dobrze Polsce życzę. Zresztą dziwi mnie ta desperacja ukierunkowana na konieczność zaistnienia w wyborach do europarlamentu, które są już rozstrzygnięte, a które przetoczą się jak walec po dokazującym prawicowym drobiazgu, zostawiając jedynie mokre plamy.</p>
<p>Te wybory dołożą kolejną cegiełkę do budowy układu dwubiegunowego. Dla dominujących sił, czyli PO i PiS, sytuacja robi się wymarzona. Po lewej stronie PO wystartują dwie listy wyborcze, po prawej flance PiS, również dwie, a może nawet trzy. Będą rywalizować o ten sam elektorat, a tym samym zniechęcać go do siebie. No bo jak to – nie mogli się dogadać, żeby iść razem do wyborów, choć gęby mają pełne wzniosłych i patetycznych frazesów? Tak więc wyborcze starcie, będzie starciem gigantów, choć z dużym zainteresowaniem warto przyglądać się temu, co zrobi polityczny drobiazg, bo lubi zaskakiwać. I może warto, zmierzając już ku końcowi, sięgnąć do słów Wielomskiego:</p>
<blockquote><p>Pamiętajmy, że w poprzednich wyborach eurosceptyczna LPR odniosła największy sukces w swojej historii, wyprzedzając w wynikach PiS. Te 20% eurosceptyków w tych konkretnych wyborach to będzie zapewne ok. 30% głosujących. A więc szansa dla prawicy jest albo teraz, albo nigdy.</p></blockquote>
<p>Adamie, pięknie, cudownie. Szansa dla prawicy <em>teraz, albo nigdy</em>. Ale z kim? No powiedz z kim? I jeszcze jedno, Ty naprawdę wierzysz w ten Libertas? Z tymi ludźmi?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jest życie na prawicy &#8211; czyli noworoczne zamyślenie</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/noworoczne-zamyslenia.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/noworoczne-zamyslenia.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jan 2009 18:14:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kisiel]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/01/03/noworoczne-zamyslenia/</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni wypoczynku. Uwielbiany przez Polaków tzw. długi weekend dopadł i mnie, przed czym absolutnie się nie broniłem. Nadarzyła się okazja do nadrobienia zaległości w lekturze, której stos wciąż cierpliwie czeka na rozładowanie. Wreszcie sięgnąłem po „Dzienniki” Kisiela, które pisane „do szuflady”, mają ten walor, że bez zbędnych zahamowań opisują ostrym i wnikliwym piórem mistrza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka dni wypoczynku. Uwielbiany przez Polaków tzw. długi weekend dopadł i mnie, przed czym absolutnie się nie broniłem. Nadarzyła się okazja do nadrobienia zaległości w lekturze, której stos wciąż cierpliwie czeka na rozładowanie. Wreszcie sięgnąłem po „Dzienniki” Kisiela, które pisane „do szuflady”, mają ten walor, że bez zbędnych zahamowań opisują ostrym i wnikliwym piórem mistrza felietonów mikroklimat PRL-u, zarówno tzw. establishment, jak i środowiska kontestujące ludowy raj.</p>
<p>Z perspektywy czterdziestu lat dają doskonałą sposobność do poczynienia stosownych porównań, rzucenia okiem na późniejszy żywot postaci opisanych przez Kisiela, które portretował z wrodzonym mu sarkazmem i ironią. Nic zatem dziwnego, że niektóre z nich podniosły przy okazji wydania „Dzienników” charakterystyczny harmider i rejwach, wieszając na Kisielu po różnych „Gazetach Wyborczych” i „Powszechnych Obłudnikach” tak zwane psy. Wystawia to jego sztambuchowi jak najlepsze świadectwo i markę. Kto nie czytał, gorąco zachęcam. Nie o tym jednak chciałem.</p>
<p>Przełom roku to wysyp różnego rodzaju porównań i analiz, mających w bardziej lub mniej udany sposób uchwycić  to, co było najważniejsze w polityce w ostatnich dwunastu miesiącach, jak i pokusić się o prognozę na przyszłość. Od lat postacią, której głosu w tych podsumowaniach zabraknąć nie może jest Jadwiga Staniszkis, która w ostatnim wywiadzie dla „Dziennika” poczyniła szereg interesujących uwag, z którymi nie do końca mogę się zgodzić. Analizując sytuację na lewicy, zauważyła:</p>
<blockquote><p>Strategia Napieralskiego jest archaiczna i nieskuteczna, i SLD w końcu postawi na Olejniczaka, który najpierw przetrwał kryzys, a teraz nawet z tym zapleczem politycznym, jakie ma, bez ludzi kalibru Hausnera, może zawalczyć o coś więcej. (…) Olejniczak okazał się politykiem o silnych nerwach i zaimponował mi pragmatyzmem małych, instytucjonalnych rozwiązań, swego czasu propozycją różnicowania składek rentowych. W nowej sytuacji jest po prostu bardziej funkcjonalny niż Napieralski.</p></blockquote>
<p>Mam wrażenie, że pani profesor zanadto utożsamiła ostatni, wcale nie imponujący, wzrost notowań lewicy z koncepcją polityczną Olejniczaka, polegającą na odrzucaniu wespół z Platformą Obywatelską wetowanych przez prezydenta ustaw. Trudno na tak kruchej przesłance opierać tak jednoznaczne opinie, jak czyni pani profesor. Nieśmiało jedynie pragnę zauważyć, że to nie kto inny jak Napieralski, wniósł do więdnącego SLD podmuch lewicowego orzeźwienia, polegającego na miłym uchu lewicy dęciu w antyklerykalne i rewindykacyjne nuty, co wyhamowało zapoczątkowany przez Kwaśniewskiego i Olejniczaka proces liberalnej mimikry, który nabierał rozmachu, czyniąc z lewicy ni psa, ni wydrę.</p>
<p>Bardziej niż kokietowanie Olejniczaka zainteresowała mnie jednak opinia pani profesor na temat Prawa i Sprawiedliwości, które znam dość dobrze z racji ponad dwuletniej współpracy w samorządzie województwa, gdzie pełnię funkcję wicemarszałka, z jego rekomendacji zresztą. Mam w tej materii doświadczenia różne, niekoniecznie miłe, ale to być może wiąże się z faktem, że nie posiadam pisowskiej legitymacji. Dlatego nie ukrywam, że pogląd prof. Staniszkis na temat PiS-u jest w wielu miejscach zbieżny z moim:</p>
<blockquote><p>PiS posiada ludzi dysponujących sporym potencjałem, a którzy są ulokowani w drugim, trzecim szeregu partii. Dla takich ludzi tkwienie w totalnej bierności i polityczna marginalizacja niedająca możliwości wykazania się tym potencjałem będą oznaczały konieczność szukania innego zajęcia albo innej formuły działania, być może pod innym szyldem politycznym. Wróżę PiS los AWS w tym sensie, że nastąpią podziały, a ludzie, dla których polityka jest zawodem, nie będą chcieli wraz z PiS i Jarosławem Kaczyńskim odchodzić na polityczną emeryturę. A marazm i marginalizacja PiS właśnie to dla nich oznacza.</p></blockquote>
<p>Zgrabnej odpowiedzi na takie dictum udzielił pani profesor w tym samym „Dzienniku” Piotr Zaremba:</p>
<blockquote><p>PiS nie da się porównać z AWS. To prawda, partię tę drążą podskórne bakterie wzajemnych waśni, braku lojalności, wojen wewnętrznych, gry na siebie poszczególnych polityków czy personalnych koterii. Z drugiej strony jest to jednak całkiem solidny mechanizm powiązany polityczną rutyną, której AWS-owi, sztucznemu zlepkowi słabych ugrupowań, bardzo brakowało. W szczególności nie wierzę za bardzo w jakiś mityczny bunt młodych polityków tej partii, do którego pani profesor przywiązuje zbyt dużą wagę. Są oni na ogół (z paroma wyjątkami) karnymi wychowankami partyjnych młodzieżówek. Nawet jeśli odczuwają zaniepokojenie błędami prezesa, rzadko kiedy przejawiają większą samodzielność myślenia niż ich starsi koledzy.</p></blockquote>
<p>Rację ma i Staniszkis i Zaremba. Mamy bowiem taką sytuację, że obojętnie, co o PiS-ie powiemy, będzie w tym źdźbło prawdy. Największym problemem partii braci Kaczyńskich zaczyna być według mnie nijakość. Serial pt. „Prawo i Sprawiedliwość” wszedł w ciąg nudnych odcinków, z kiepską fabułą i równie kiepską obsadą. Po pierwszych odcinkach, kiedy to widzowie z ochotą zasiadali przed telewizorem, oglądając z wypiekami na twarzy walkę dobra ze złem, pozostało jedynie wspomnienie. Z wyborcą, niestety, jest podobnie jak z telewidzem. Kiedy jakiś kanał za bardzo zaczyna go nudzić, to przełącza na inny. A nie da się ukryć, że PiS po prostu zaczął przynudzać. Nagle, nie wiedzieć czemu, mistrzowie pijaru stracili wenę do pisania kolejnych atrakcyjnych odcinków.</p>
<p>Mam okazję obserwować PiS w województwie kujawsko-pomorskim. Jest to województwo, gdzie konkurencja wycięła PiS-owi rzadkiej urody numer. W ostatnich wyborach parlamentarnych na pierwszych miejscach wystawiała w okręgu bydgoskim i toruńsko-włocławskim dotychczasowych tuzów związanych z partią braci Kaczyńskich: Radosława Sikorskiego i Antoniego Mężydłę. Transfer ten, jak również „odpalenie” tuż przed wyborami afery mieszkaniowej, związanej z ówczesnym liderem PiS-u w województwie, było tąpnięciem, po którym PiS tak naprawdę się nie otrząsnęło. Wprawdzie pozostało znaczącą opozycją, ale bardziej siłą rozpędu i zaufaniem, jakiego udziliły mu środowiska, które już tego najprawdopodobniej więcej nie zrobią.</p>
<p>PiS nie wygenerował, niestety, w skali województwa żadnego lidera, zdolnego skonsolidować struktury, wokół którego zapanowałby konsensus, a jego pozycja nie byłaby kwestionowana. Ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce w kujawsko-pomorskiem, tę smutną diagnozę potwierdzają. Posłowie wydzierający sobie na łamach mediów partyjne berło, wzajemnie się atakujący, postępujące podziały w klubach samorządowych i próba ręcznego nimi sterowania, odejścia działaczy i zażenowanie elektoratu, który przesądzał o w miarę dobrym wyniku PiS-u, to smutny obraz tego, co nie powinno było się absolutnie zdarzyć, zwłaszcza na pół roku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. </p>
<p>Nie piszę tego absolutnie w poczuciu jakiejś satysfakcji, choć taki scenariusz po części wieszczyłem. Stwierdzam jedynie fakt niezwykłego politycznego marnotrastwa i brak jakiegokolwiek projektu przeciwdziałania temu. Wprawdzie wielu członków PiS wierzy jeszcze, że najbliższy kongres i tak zwane „nowe otwarcie” zahamują postępującą dekompozycję ugrupowania, to jednak ta wiara szybko zderzy się z brutalną rzeczywistością, która ma to do siebie, że odziera ze złudzeń. Ci, którzy w PiS-ie tych złudzeń już się pozbyli, w naturalny sposób zaczynają szukać dla siebie alternatywy, bo to podpowiada im polityczna intuicja i zrozumiała kalkulacja. Prawdopodobnie ją znajdą, wpisując się w scenariusz zarysowany przez Jadwigę Staniszkis.</p>
<p>Nie wiem jak jest w innych województwach, ale w kujawsko-pomorskiem Prawo i Sprawiedliwość w szczególny sposób zadbało o wyjałowienie swoich struktur, zmarginalizowanie tych, którzy mogli w jakikolwiek sposób zagrozić pozycji niektórych jaśnie posłów. Odszedł w niepamięć dawny zapał ludzi i nie można tłumaczyć tego jedynie wejściem w stadium opozycyjne, które dla każdej partii jest wprawdzie czyśćcem, ale przecież nie katastrofą. Nie ma już w PiS-ie tego charakterystycznego napięcia, które przyciągało środowiska szeroko rozumianej prawicy, tworząc z PiS-u przestrzeń oddziałującą daleko poza opłotki własnej partii.<br />
 <br />
Dzisiaj jest inaczej. Poza opłotkami PiS powstały – drobne póki co – polityczne chutory, które są złowrogą wróżbą dla PiS-u, że może nie wrócić już do władzy, o ile nie znajdzie sposobu na ponowną konsolidację tzw. prawej strony. A o to będzie niezwykle trudno, bo PiS – patrząc chociażby po ostatnich ekscesach w TVP – stało się politycznym postrzałkiem. Wyczuli to szybko wilgotnymi nozdrzami wszyscy ci, którzy w polityce funkcjonują od lat, mając jedynie problem z określeniem głębokości postrzału. Oni wiedzą jedno – od lekkiego draśnięcia do zgonu w polityce wcale nie jest daleko.</p>
<p>Trudno w tym wszystkim nie zauważyć, że w ostatnim czasie PiS gwałtownie straciło na atrakcyjności. Straciło CEL, którym do niedawna była budowa IV RP i walka z korupcją. Dzisiaj ten cel się rozpłynął, bo IV RP się przejadła, a walka z korupcją stała się obowiązującą normą, a nie postulatem, w czym PiS odegrało rolę historycznego katalizatora. Łaska wyborców jednak na pstrym koniu jeździ, a ich pamięć ogranicza się jedynie do ostatnich wiadomości, a na te – przynajmniej w mediach tzw. publicznych – PiS stracił właśnie jakikolwiek wpływ. Inną sprawą jest fakt, że ten wpływ za dwa-trzy miesiące stracą także buntownicy, ale co sobie przez ten czas poużywają, tego im nikt już nie zabierze.</p>
<p>Prawo i Sprawiedliwość wyhodowało sobie szczerych wrogów na prawej stronie sceny politycznej. Należą do nich niewątpliwie dawne koalicyjne „przystawki”, które ustami jednego z upadłych liderów, wygarnęły ostatnio pod adresem Kaczyńskich złorzeczenia przepojone nieskrywaną frustracją, oddające jednak jakże charakterystyczny styl artykulacji i tok rozumowania dla pewnej, marginalnej części tzw. prawicy:</p>
<blockquote><p>Ten rok nie był najlepszy dla ugrupowania Kaczyńskich, Suskich, Gosiewskich i Jurgielów. W sondażach zniżkują, prezydent jak się kompromitował, tak się kompromituje z tendencją rozwojową, brak pomysłów na bycie opozycją, niewiarygodność ideowo-programowa, czcze awanturnictwo, a na koniec utrata kontroli nad publicznym radiem i telewizją. Uwzględniając bojkot TVN zarządzony przez Kaczyńskich, mogą liczyć już tylko (co najwyżej) na przychylność telewizji Trwam. A i ta łaska na pstrym koniu leży (nikt nie lubi przegranych, słabych i obitych).</p></blockquote>
<p>I dalej:</p>
<blockquote><p>Prędzej czy później te ich wszystkie krętactwa przycisną ich do ziemi. I dobrze. Jest to najbardziej szkodliwe, destrukcyjne i zakłamane ugrupowanie w Polsce. W przypadku Lewicy, PO, czy nawet PSL wiemy, z czym mamy do czynienia. W przypadku PiS wiemy tylko tyle, że kierują się demagogią sondażową i kłamią w wyborach jak mało kto. Stroją się w szatki patriotyzmu i chrześcijaństwa, a ich zachowanie, decyzje, a nawet życie prywatne świadczą o wprost przeciwnych inspiracjach ideowych. Ludzie w końcu przejrzą na oczy i to będzie koniec tej cynicznej, bezideowej i faryzejskiej formacji.</p></blockquote>
<p>Ciekawostką jest to, że była „przystawka” ustami wciąż tego samego upadłego lidera, z wartościami chrześcijańskimi w polityce mająca tyle wspólnego co Wielkopolski Bank Rolniczy z kwitnącą instytucją finansową, próbuje rysować jakże interesujący plan dla prawicy, tak jakby nic się po drodze z udziałem owej „przystawki” nie wydarzyło i nie skompromitowało:</p>
<blockquote><p>Musimy przygotować się do odbudowy formacji narodowej. Zbudować szeroki obóz sił patriotyczno-narodowych, prawicowych i konserwatywnych. Nikogo bym na wstępie z tego obozu nie wykluczał: ani Prawicy M. Jurka, ani UPR, ani secesjonistów z LPR, ani rozłamowców „toruńskich” z PiS, ani PSL „Piasta”, ani grupy Filipka (o ile uzna on minimum programowe prawicy!), ani awanturujących się eurodeputowanych, ani związkowców z Solidarności itp. LPR może spełnić tu rolę krystalizacyjną. Dysponujemy siecią terenowych struktur organizacyjnych, szerokich i sprawnych, mamy rozwiniętą sieć lokali partyjnych w województwach i w wielu powiatach, mamy swoich radnych, mamy sprawnych i aktywnych liderów, a najważniejsze: mamy spore doświadczenie i wolę budowy nowej, szerokiej formacji, która zmiecie PiS i przywróci Polsce silną formację prawicową. (…)</p>
<p>A co z PIS? Musimy starać się osłabić tę formację maksymalnie, i z każdej strony. Tylko bowiem na jej gruzach odbudowana zostanie prawdziwa, ideowa i autentyczna prawica. „Nie ma wroga na prawicy!” – to po pierwsze. Po drugie: „dla PiSu śmierć!”.</p></blockquote>
<p>Mamy tu do czynienia z klasycznym „odlotem” i kompletnym abstrahowaniem od układu odniesienia. Tak się składa, że z różnych względów znam te „struktury organizacyjne”, „sieć lokali partyjnych”, „sprawnych i aktywnych liderów” i owo „spore doświadczenie”, o którym wolałbym jednak pomilczeć z szacunku dla tych, którzy nieświadomie tkwią jeszcze w tym politycznym sekciarstwie, a są przecież normalnymi i porządnymi ludźmi. Podaję przykład tej politycznej aberracji, jedynie po to, by zilustrować tło, na którym przychodzi PiS-owi funkcjonować.</p>
<p>I na koniec moja konkluzja. Na prawicy istnieje życie! W odróżnieniu od innych obszarów sceny politycznej ono na niej nie zamiera. Bez przerwy kiełkuje i się odradza. W różnych formach i konstelacjach. Jej potencjał to 40-50 proc. poparcia w zależności od oferty przedstawionej wyborcom. Miewa ona natomiast częste kłopoty z autodefinicją, tonąc w jałowych sporach historycznych, które, owszem, bywają ciekawe, ale nie wnoszą nic konstruktywnego. Zauważyć też wypada, że na prawicy istnieje mniej więcej stała ilość wariatów, owładniętych misją zbawiania świata, przekonanych o swoich niepodważalnych racjach, nie dostrzegających stopnia swojego nawiedzenia, węszących nieistniejące spiski i zagrożenia. To także obraz prawicy, który warto mieć na uwadze.</p>
<p>Rok 2009 będzie trudny dla prawicy, bo wątpię, czy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego uda jej się wypracować w miarę zwartą formułę, mogącą konkurować z Platformą Obywatelską, która o swój wynik może być spokojna. Obawiam się scenariusza, w którym PiS postanowi przy okazji tych wyborów rozprawić się ze swoją potencjalną konkurencją na prawej stronie, do czego ma – niestety – wszelkie instrumenty. To w efekcie przyspieszy konsolidację prawicowego „planktonu”, dla którego znacznie ważniejsze są wybory samorządowe, które odbędą się w 2010 roku. Tutaj PiS-owi będzie znacznie trudniej poskromić konkurencję, która w tego typu wyborach jest znacznie bardziej zdeterminowana, bo o sukces w nich znacznie łatwiej, niż w konfrontacji ogólnopolskiej.</p>
<p>Warto zatem przyglądać się uważnie temu, jaki kierunek w najbliższym czasie zaordynuje swojej partii Jarosław Kaczyński. Wciąż należy on do wpływowych graczy na scenie politycznej, którego w żadnym wypadku lekceważyć nie należy, bo wciąż ma siłę zdolną do narzucania prawicy swojej optyki, choć trudno nie zauważyć, że przychodzi mu to z coraz większym trudem. Będzie zatem ciekawie, mamy w końcu rok wyborczy. Dla jednych przekleństwo, dla innych <em>crême de la crême</em> polityki.</p>
<p>Już na koniec przypomnę tylko, że 70 lat temu zmarł Roman Dmowski. Niezwykły polityk, wielki Polak. Był autorytetem dla milionów Polaków, współtwórcą niepodległej Rzeczypospolitej. To jego podpis, obok Ignacego Paderewskiego, widnieje pod Traktatem Wersalskim, który przywrócił Polskę na mapę Europy. Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” drukuje w związku z tym interesujący i wyważony jak na standardy w niej obowiązujące <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,6116001,Szesc_twarzy_Romana_Dmowskiego.html">tekst</a> Piotra Wróbla „Sześć twarzy Romana Dmowskiego”. Polecam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/noworoczne-zamyslenia.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krasowskiego z konserwatyzmem przypadki &#8211; mój głos w dyskusji</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/krasowskiego-z-konserwatyzmem-przypadki-moj-glos-w-dyskusji.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/krasowskiego-z-konserwatyzmem-przypadki-moj-glos-w-dyskusji.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 00:40:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[konserwatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/06/02/krasowskiego-z-konserwatyzmem-przypadki-moj-glos-w-dyskusji/</guid>
		<description><![CDATA[Interesujący tekst przyniósł sobotni „Dziennik”. Na kanwie toczącej się od paru tygodni dyskusji o prawicy i konserwatyzmie, redaktor naczelny pisma Robert Krasowski, wdał się w interesującą polemikę (&#8222;Nowoczesnosć i jej mesjanistyczni wrogowie&#8221;) z częścią tzw. konserwatywnej prawicy, której egzemplifikacją w ujęciu autora stał się Bronisław Wildstein. Pomijam fakt, czy jest to stwierdzenie słuszne, czy też nie, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Interesujący tekst przyniósł sobotni „Dziennik”. Na kanwie toczącej się od paru tygodni dyskusji o prawicy i konserwatyzmie, redaktor naczelny pisma Robert Krasowski, wdał się w interesującą polemikę (<a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article183995/Nowoczesnosc_i_jej_mesjanistyczni_wrogowie.html">&#8222;Nowoczesnosć i jej mesjanistyczni wrogowie&#8221;</a>) z częścią tzw. konserwatywnej prawicy, której egzemplifikacją w ujęciu autora stał się Bronisław Wildstein. Pomijam fakt, czy jest to stwierdzenie słuszne, czy też nie, jak również osobiste wycieczki obu panów w swoim kierunku. Ważniejsze wydały mi się słowa Krasowskiego na temat Michała Bobrzyńskiego, a zwłaszcza Romana Dmowskiego, które swoją celnością mile połechtały moją endecką duszę. Warto je zacytować:</p>
<blockquote><p>Michał Bobrzyński, najmłodszy, ale też najbystrzejszy ze Stańczyków uznał &#8211; i wypowiedział tę prawdę na głos – że zabory były winą Polaków. Efektem wycofania się Polski z politycznego wyścigu. Gdy inne narody Europy budowały scentralizowaną władzę, która w przyszłości dała im potężne państwa, Polska odcięła się od europejskiego życia. Nie wzięła udziału w reformacji, nie przemodelowała państwa, uznała, że lepiej pielęgnować swoją lokalność. (Notabene tamci Polacy też robili to w imię wartości. Mieli poczucie, że są ostatnimi prawdziwymi Europejczykami &#8211; ostatnimi chrześcijanami i Rzymianami).</p>
<p>Kilka dekad później jeszcze większą polityczną chłostę sprawił Polakom Roman Dmowski. On tezy Stańczyków znacznie wyostrzył. Uznał, że cała polska myśl polityczna jest niedorzeczna. Że mesjanistyczny patriotyzm, który nadal dominował nad Wisłą, jest polityką starych panien i zwichrowanych indywiduów niemających kontaktu z realnym życiem.<br />
 <br />
Logika Dmowskiego była nie do odparcia. 1) Europą rządzi siła, więc Polska, jeśli chce być wolna, musi być silna. 2) Głównym składnikiem tej siły jest gospodarcza potęga, a zatem Polska musi się ekonomicznie rozwijać. 3) Musi się rozwijać dokładnie tak jak Europa, bo z nią właśnie toczy swój wyścig. 4) Wolność odebrali nam inni, więc odzyskać ją i utrzymać możemy tylko dzięki zręcznej grze z innymi. Dyplomatyczne szachy -z całą ich obłudą i brutalnością &#8211; nie są dla Polaków hobby, ale geopolityczną koniecznością. 5) Dyplomacja nie jest grą o honor, ale o konkretne korzyści. 6) Cała reszta, to wszystko co w Polsce ma się za politykę, to już tylko bzdury. Od bajań o potędze poezji, po religijne krucjaty – w Polsce zawsze zresztą przyjmujące postać skrajnej hipokryzji.</p></blockquote>
<p>W zasadzie nic dodać, nic ująć. Choć słowa to dla wielu bolesne, taka jest prawda. Środowiska konserwatywne i narodowe w większości boją się dialogu ze współczesnym światem, takim jaki on jest. A nawet, jeśli to robią, przypominają słonia w składzie porcelany, którego &#8222;wdzięk&#8221; i gramota raczej smuci, niż bawi. Dlatego wiele racji ma Krasowski – choć sprawę upraszcza – kiedy stwierdza:</p>
<blockquote><p>Naród, który od 300 lat przegrywa wszystko, co można przegrać, który w kółko spychany jest z głównego nurtu dziejów, który innym może tylko zazdrościć, gdy wreszcie odwraca się los, gdy wchodzi do politycznej gry, raptem słyszy, że nie warto. Bo Europa jest tandetna. Kraj leżący między Rosją i Niemcami oznajmia, że najważniejsze są dla niego wartości. Że geopolityczna gra, do jakiej zaprasza Polskę dzisiejsza Europa to rzecz niegodna i niehonorowa, że modernizacja to dla nas podejrzana sprawa. Że potęga gospodarcza owszem, ale nie teraz, dopiero po spełnieniu odpowiednich warunków.</p>
<p>A przecież to absurd. Rozwój państwa – materialny, dodajmy wyraźnie – to w przypadku Polski, państwa położonego tak dziwnie, mającego tak dziwne historyczne doświadczenia i tak zniszczone przez historię społeczeństwo jest celem najważniejszym. Jeśli jest dla Polski jakiś szczególny morał z historii, to brzmi on tak: siła jest warunkiem naszego istnienia. Siła Polski jest celem, przy którym wszystkie ideowe czytanki, owe podziały na prawicę i lewicę, są mało istotną zabawą. Jeszcze długo cele ogólnonarodowe powinny w Polsce daleko wyprzedzać jakiekolwiek inne.</p></blockquote>
<p>Zadumałem się. Dopadło mnie, nie po raz pierwszy zresztą, że wciąż ważna i aktualna jest potrzeba odpowiedzi na pytanie, jakiej prawicy konserwatywnej chcemy? Pozwoliłem sobie popełnić na ten temat tekst w listopadzie ubiegłego roku przy okazji Święta Niepodległości, o czym niektórzy Internauci zapewne wiedzą. Tym, którzy nie czytali, pozwalam sobie podać <a href="http://www.eckardt.pl/2007/11/10/co-robic-rozwazania-przy-swiecie-niepodleglosci/">link do niego</a> i potraktować ten tekst, jako mój głos w dyskusji wywołanej przez &#8222;Dziennik&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/krasowskiego-z-konserwatyzmem-przypadki-moj-glos-w-dyskusji.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

