<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; PO</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/po/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>„Nowoczesna Polska”, czyli witajcie w Platformie</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/%e2%80%9enowoczesna-polska%e2%80%9d-czyli-witajcie-w-platformie.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/%e2%80%9enowoczesna-polska%e2%80%9d-czyli-witajcie-w-platformie.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Oct 2010 13:18:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Palikot]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=3506</guid>
		<description><![CDATA[„Maitreya po raz pierwszy pojawił się na Ziemi bardzo dawno temu  jako woluntariusz.  Przybył z planety Venus, aby podnieść ludzkość na wyższy poziom ewolucji. Maitreya w nadchodzącym Złotym Wieku przychodzi ponownie jako Światowy Nauczyciel  - tak myśli wielu. Jego misją jest pomoc innym ludziom w osiągnięciu stanu oświecenia. Co jakiś czas pojawia się w świecie informacja o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align: right;"><em>„Maitreya po raz pierwszy pojawił się na Ziemi bardzo dawno temu<br />
</em><em> jako woluntariusz.  Przybył z planety Venus, aby podnieść ludzkość<br />
na wyższy poziom ewolucji. Maitreya w nadchodzącym Złotym Wieku<br />
przychodzi ponownie jako Światowy Nauczyciel  - tak myśli wielu.<br />
Jego misją jest pomoc innym ludziom w osiągnięciu stanu oświecenia.<br />
Co jakiś czas pojawia się w świecie informacja o pojawieniu się Maitreyi.”</em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: left;">I oto jest. We własnej osobie. Zaczyna od Polski. Przybył, by najpierw oświecić ciemny lud na Wisłą, tkwiący od stuleci w oparach katolickiego opium i kleszej pazerności. Nie nazywa się wprawdzie Maitreya, jeno Palikot, ale co tam, ważne że jest, że niesie ludziom „stan oświecenia” i wyzwolenie. Zstąpił do wypełnionej po brzegi Sali Kongresowej jak na nowoczesne guru przystało &#8211; muzycznie, owacyjnie i fleszowo. Na scenie czekali wyraźnie wzruszeni kapłani i kapłanice nowej wiary: Kutz Kazimierz, Kalisz Ryszard, Gretkowska Manuela i Środa Magdalena. Za nimi klaskający wianuszek pacholąt i starszaków. Tyle scena. Spróbujmy za nią zajrzeć.<span id="more-3506"></span><br />
 <br />
Wczoraj formalnie narodził się projekt „Nowoczesna Polska” – synkretyczny ruch ze starannie dobranymi instrumentami inżynierii politycznej, schlebiający intelektualnym formatom zaklętym w trójkącie teatralizacja-laicyzm-tolerancjonizm. Mamy do czynienia z ruchem, który jest wyreżyserowanym, bezideowym pomysłem politycznym, obliczonym na zagospodarowanie inercyjnego dotychczas spectrum politycznego, ograniczającego się do nieaktywnej kontestacji, tworzącego odporne na obywatelskie powinności przestrzenie luzu i tumiwisizmu. To całkiem spora część elektoratu, która ożywiona i zorganizowana, mogłaby dać niezbędne paliwo do rządzenia na długie lata.</p>
<p style="text-align: left;">„Nowoczesna Polska” („NP”) nie jest zagrożeniem dla Platformy Obywatelskiej, jak chciałoby wielu komentatorów sceny politycznej. Jest jej sprawnie sprowokowanym odpryskiem, nad którym kuratelę przejął Janusz Palikot. Koncentrując na sobie lwią część uwagi opinii publicznej, sącząc spekulacje o animozjach i różnicach pomiędzy „NP” a partią Donalda Tuska, ma przesunąć oś podziału politycznego z PO – PiS, na PO – „Nowoczesna Polska”. To dla Donalda Tuska kontrolowany kierunek przeobrażeń zastygłej sceny politycznej, pod którą zaczęły pomrukiwać ruchy tektoniczne. Nowy populistyczny projekt ma je skanalizować i stać się punktem odniesienia dla „starej dobrej” Platformy. </p>
<p style="text-align: left;">Cała uwaga opinii publicznej ma zostać skierowana na pojedynek dwóch podmiotów: lewicowo-liberalnego („NP”) i liberalno-konserwatywnego (PO). To sprawi, że w przestrzeni medialnej, decydującej dla powodzenia projektu, zacznie brakować miejsca dla SLD i PiS. Nowy układ ma dopchnąć te partie do ściany, z tym że docisk ma być większy po lewej stronie. Ma to rozpętać wyścig o zawojowanie społecznej wyobraźni, w którym nikt nie będzie przebierał w środkach, a licytacjom nie będzie końca. Z tego wyścigu jako najbardziej poważna i odpowiedzialna wyjdzie Platforma Obywatelska, bo tak ma być. Brudną robotę na odcinku SLD i PiS wykonywać będzie „Nowoczesna Polska”, szczująca na przemian skrzydłowe partie, które przyparte do muru zaczną sięgać po skrajności.</p>
<p style="text-align: left;">To wszystko jest obliczone. „Nowoczesna Polska” sięga po hasła nośne i dające popularność: antyklerykalizm, ograniczenie liczby posłów, likwidacja Senatu, zakaz finansowania partii politycznych z budżetu państwa, jednomandatowe okręgi wyborcze, darmowy Internet, darmowa antykoncepcja, dostępność aborcji na życzenie, kadencyjność władz, jawność urzędnicza, etc, etc. Każdy w tym zestawie odnajdzie jakiś swój postulat. Palikot wybrał najbardziej smakowite kąski, do konsumpcji których zaprosił celebrytów, jak i anonimowych oszołomów, bo takich w Sali Kongresowej nie brakowało. Dla nich Palikot stał się guru. Dla nich zmaterializował się ktoś, kto rozumie i współodczuwa ich luz pomieszany z kompleksami. Dla nich zaczął się nowy wyścig. Tyle, że na jego końcu zamiast słowa meta, wisieć będzie napis „Witamy w PO!”. Jak dla mnie jest to majstersztyk. PO i PO-bis, <em>circa</em> 60 proc. poparcia.</p>
<p style="text-align: left;">P.S.<br />
A dowód, dlaczego „Nowoczesna Polska” nie jest zagrożeniem dla PO? – zapyta ktoś. Ależ proszę bardzo – niewystawianie list do sejmików? Przecież zdążyłaby. Ma czas po poniedziałku, a niezbędne 1000 podpisów do rejestracji komitetu ogólnopolskiego zebrałaby na kongresie z powodzeniem. Przez pozostałe 3 tygodnie spokojnie mogłaby skompletować listy. Dlaczego tego nie robi? No właśnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/%e2%80%9enowoczesna-polska%e2%80%9d-czyli-witajcie-w-platformie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wygrał Komorowski. Rusza sezon na wyprzedaże</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wygral-komorowski-sezon-na-wyprzedaze-rozpoczety.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wygral-komorowski-sezon-na-wyprzedaze-rozpoczety.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 11:00:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2483</guid>
		<description><![CDATA[Prawybory w Platformie Obywatelskiej rozstrzygnięte. Do walki o najwyższy laur państwowy staje Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu, dawny działacz opozycji, polityk umiarkowany i konserwatywny, cokolwiek to w jego przypadku znaczy. Do boju wyrusza ten, który miał wyruszyć – kandydat odpowiadający urzędowi, o który zabiega, umiarkowanie wyrazisty, sypiący bon-motami, potoczysty w mowie, na swój sposób nobliwy, czyli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prawybory w Platformie Obywatelskiej rozstrzygnięte. Do walki o najwyższy laur państwowy staje Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu, dawny działacz opozycji, polityk umiarkowany i konserwatywny, cokolwiek to w jego przypadku znaczy. Do boju wyrusza ten, który miał wyruszyć – kandydat odpowiadający urzędowi, o który zabiega, umiarkowanie wyrazisty, sypiący bon-motami, potoczysty w mowie, na swój sposób nobliwy, czyli wypisz-wymaluj: prezydent. To zła wiadomość dla Lecha Kaczyńskiego, dla którego lepszym kontrkandydatem byłby Radek Sikorski.<span id="more-2483"></span></p>
<p>Bronisław Komorowski (lat 58) wchodzi do gry z wielkim kapitałem medialnym, potężnym zapleczem logistycznym i finansowym. Ma sytuację komfortową i tylko jakaś katastrofa mogłaby zatrzymać jego marsz po prezydenturę. Nie zatrzyma go PiS, bo nie ma kim, chyba, że zdecyduje się zastąpić Lecha Kaczyńskiego (lat 61) kimś bardziej żywotnym i perspektywicznym. Nie zrobi tego Andrzej Olechowski (lat 63), bo niespecjalnie się wyróżnia na tle Komorowskiego, nie zrobi tego wreszcie Jerzy Szmajdziński (lat 58), bo jako kandydat lewicy jest po prostu nieporozumieniem.</p>
<p>Dla PiS-u nadchodzą ciężkie czasy. Po pierwsze dlatego, że partia ta nie ma pomysłu, jak wykreować i podsumować kadencję Lecha Kaczyńskiego. Pisałem już jakiś czas temu, że tej prezydenturze brak sensownego lejtmotywu, który stałby się jej widocznym wyróżnikiem. Polityka historyczna i orderowa, to stanowczo za mało jak na prezydenta państwa nie kojarzonego z lewicą. Burkliwość pana prezydenta, połączona z zapalczywością i wikłaniem się w trzeciorzędne sprawy nie przydawały mu koniecznego dla sprawowania tej funkcji splendoru i powagi.</p>
<p>Rzekome sukcesy w polityce zagranicznej, to raczej pasmo porażek, choć – jak to w polskiej tradycji bywa – cudownie usprawiedliwianych. Ukraina, Gruzja, Rosja, Unia Europejska, polityka środkowo-europejska i transatlantycka, to obszary nikłej finezji, a co za tym idzie skuteczności Lecha Kaczyńskiego. Oparcie swojego autorytetu w polityce międzynarodowej na schyłkowych i kontrowersyjnych postaciach, takich jak Juszczenko i Saakaszwili, trąciło niezrozumiałą ekstrawagancją, po której pozostał tylko miałki pył.</p>
<p>W polityce wewnętrznej równie trudno doszukać się sukcesów pana prezydenta. Nabrzmiała personalnie kancelaria przypominała górę rodzącą mysz. Stękała, napinała się, zapowiadała, czerwieniła się z wysiłku, wstrzymywała oddech, by w końcu urodzić jakieś mało znaczące ciało kolegialne, które sobie podyskutowało ku uciesze urzędników i pana prezydenta o ciekawych sprawach, ale po którym słuch następnego dnia ginął. Ciekaw jestem, jakich nadludzkich wysiłków dokonają pijarowcy, by wyrób czekoladopodobny, jakim była przez ostatnie pięć lat prezydentura Lecha Kaczyńskiego, zawinąć w markowe i ponętne pazłotko.</p>
<p>Jest jednak faktem, że Lech Kaczyński to najsilniejszy kandydat na prawicy. Wprawdzie z tą jego prawicowością to czysty ambaras, bo nijak się jej można doszukać w sprawach dla prawicy ważnych. Nie zmienia to jednak faktu, że to Lech Kaczyński najskuteczniej dzisiaj prawicę personifikuje. Ale będzie mu z to przychodzić z coraz wiekszym trudem, bo w sprawach światopoglądowych, dotyczących chociażby obrony życia, zaczyna mieć silnego konkurenta w postaci Marka Jurka, na którego coraz częściej życzliwy wzrok kierują przedstawiciele episkopatu, a także twardy prawicowy elektorat, zrażony miałkością Lecha Kaczyńskiego.</p>
<p>W tej sytuacji nie dziwi, że polityczne zaplecze Lecha Kaczyńskiego przygotowuje się do abordażu na kierunku lewicowym, zwłaszcza po ewentualnym wejściu do drugiej tury. Urabianiu tego tematu służą harce z lewicą w telewizji oraz coraz częstsze wypowiedzi młodych i pragmatycznych pisowców o konieczności zawarcia taktycznego sojuszu parlamentarnego, a być może nawet koalicji rządowej z lewicą przeciw liberałom z PO. Nie takie kalambury polityczne rozwiązywał i uzasadniał Jarosław Kaczyński, który skwapliwie odżegnując się od lewicy, chętnie sięga po jej ideowe patenty, nadając im pisowską narodowo-socjalną treść, sakralizującą państwo jako organ ładu, porządku i sprawiedliwości społecznej.</p>
<p>Walka pomiędzy kandydatami PO i PiS przypominać będzie walkę wielkich sieci handlowych. Za chwilę ruszy sezon na wyprzedaże i promocje. Wszędzie witać nas będą kandydaci i z uśmiechem przekonywać, że to w ich sklepie są najlepsze marki i towary, najlepsza obsługa i gastronomia. Że tylko u nich spełnimy swoje marzenia o dostatku i luksusie, i to za psie pieniądze. Wystarczy, że sięgniemy po dowolny towar. A ten jest przedni, prosto od producenta, bez pośredników i paskarskiej marży. Wystarczy wziąć tylko koszyk i wejść… Zanurzyć się w kolorowym świecie i odpłynąć. A potem, och, drobiazg – kasa wita was. Nie, za gazetkę nie trzeba płacić. Za pięć lat zapraszamy ponownie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wygral-komorowski-sezon-na-wyprzedaze-rozpoczety.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po pierwsze prawo</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/po-pierwsze-prawo.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/po-pierwsze-prawo.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 23:30:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1573</guid>
		<description><![CDATA[Apogeum afery hazardowej. Lecą głowy, media wariują, portale grzeją się od siarczystych komentarzy, rząd się wije, opozycja kwiczy z radości, komentatorzy i blogerzy snują analizy i wieszczą czasy ostatnie. „Wypalić żelastwem, albo…odejść”, „Kalendarium wg. CBA”, „Czuma i Schetyna do dymisji”, „To Tusk zdetonował bombę”, „Powrót Rywinlandii”, „Hazardowa mafia dawała pieniądze politykom!”, „Tusk arbitrem w sprawie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Apogeum afery hazardowej. Lecą głowy, media wariują, portale grzeją się od siarczystych komentarzy, rząd się wije, opozycja kwiczy z radości, komentatorzy i blogerzy snują analizy i wieszczą czasy ostatnie. „Wypalić żelastwem, albo…odejść”, „Kalendarium wg. CBA”, „Czuma i Schetyna do dymisji”, „To Tusk zdetonował bombę”, „Powrót Rywinlandii”, „Hazardowa mafia dawała pieniądze politykom!”, „Tusk arbitrem w sprawie afery hazardowej” – krzyczy w tytułach swoich postów internetowa brać. I rzeczywiście, dawno nie było okazji do takiej nawalanki. Ale gdzieś w tym uroczym rejwachu chyba umyka nam jeden z najistotniejszych powodów całej tej hecy – chory system podatkowy.</p>
<p><span id="more-1573"></span>Pomijam sprawy związane z uczciwością osób publicznych, pokusami, którym ulegają, granicami prowokacji służb, bo z tym mieliśmy do czynienia zawsze i nie sadzę, by w przyszłości miało się coś tutaj zmienić. Generatorem obserwowanej patologii, czego zdają się nie dostrzegać komentatorzy, jest podlegające nieustannym fluktuacjom prawo podatkowe. Zamiast stałości i pewności tego prawa, mamy radosną twórczość kolejnych ministrów, którzy goniąc za zwiększonymi wpływami do publicznej kasy, grzebią w nim jak grabarz w ziemi. Niestałość i zmienność tego prawa sprawia, że się go w Polsce po prostu nie szanuje, mało tego, lekceważy i traktuje jak tanią dziewkę do zaspokajania budżetowych chuci.<br />
 <br />
A tymczasem pewność i stałość prawa podatkowego oraz transparentność procedur legislacyjnych związanych z jego stanowieniem, są prostym remedium na to, co właśnie z takim obrzydzeniem obserwujemy. Kiedyś pokusiłem się o sugestię, pewnie zbyt naiwną, że w interesie państwa i obywatela jest, by – poza wyjątkowymi sytuacjami, enumeratywnie wymienionymi – jakiekolwiek podwyższanie stawek podatkowych objąć 4-letnim <em>vacatio legis</em> i żeby zasadę tę zapisać w konstytucji. A to dlatego, żeby ludzie i przedsiębiorcy przez cztery lata mogli się przygotować na nowe warunki gry, a rząd działaniami <em>ad hoc</em> nie powodował gospodarczej &#8222;rozpierduchy&#8221; i nie tworzył klimatu dla lobbingu towarzystwa jednorękich bandytów.<br />
 <br />
Afera hazardowa tak naprawdę nie obnażyła nędzy ludzkiego charakteru, ona obnażyła coś bardziej groźnego – nędzę polskiego państwa i prawa. Dlatego nie decyzje personalne premiera będą do mnie przemawiać, bo są oczywiste, ale ewentualna zapowiedź konkretnej zmiany prawa podatkowego w kierunku jego stałości i nienaruszalności. To jest dla mnie gwarancja tego, co nazywamy państwem prawa. Nie interesują mnie najuczciwsi nawet urządnicy, jeśli trenują swoją uczciwość i nieprzemakalność na kretyńskich przepisach pełnych niedopowiedzeń i uznaniowości. Wolę nieszczególnie rozgarniętego urzędnika, który twardo trzyma się określonej procedury wynikającej z przejrzystego prawa, niż najbieglejszego artystę, który dokonuje cudów urzędniczej ekwilibrystyki na prawie dalekim od jednoznaczności.</p>
<p>Dlatego miał rację Roman Rybarski, wielce zasłużony dla polskiej myśli ekonomicznej działacz narodowy, który w swojej książce „Idee przewodnie gospodarstwa Polski” z 1939 roku, tak stwierdzał, a może i nawet antycypował dzisiejszą sytuację: <em>Kiedy dołącza się niepewność podatkowa, stawki podatków zaczynają skakać tak, jak kursy na giełdzie, kiedy można odbierać moc przyznanym ulgom, a władze podatkowe zaczynają wymierzać podatki nie na podstawie stwierdzonych danych, lecz zależnie od chwilowego zapotrzebowania pieniędzy przez skarb państwa, to wtedy życie gospodarcze zostaje sparaliżowane. W ostatecznym rezultacie także i skarb państwa na tym traci.</em>  </p>
<p>Refleksję nad tym pozostawiam Państwu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/po-pierwsze-prawo.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdzie dwóch się bije&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/gdzie-dwoch-sie-bije.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/gdzie-dwoch-sie-bije.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2009 19:08:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Olechowski]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1555</guid>
		<description><![CDATA[Tydzień kończy się mocnym akcentem. Mamy widowiskową aferą hazardową z czołowymi ministrami w tle. Pierwsze głowy już poleciały, a następne polecą wkrótce. Zapewne nie takiego obrotu sprawy spodziewał się Donald Tusk na rok przed wyborami prezydenckimi. Polityczna konkurencja zwabiona zapachem krwi wyruszyła na łowy, licząc że przewodnik stada wnet się wykrwawi. Owszem, to się może zdarzyć, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tydzień kończy się mocnym akcentem. Mamy widowiskową aferą hazardową z czołowymi ministrami w tle. Pierwsze głowy już poleciały, a następne polecą wkrótce. Zapewne nie takiego obrotu sprawy spodziewał się Donald Tusk na rok przed wyborami prezydenckimi. Polityczna konkurencja zwabiona zapachem krwi wyruszyła na łowy, licząc że przewodnik stada wnet się wykrwawi. Owszem, to się może zdarzyć, ale wówczas beneficjentami tego stanu rzeczy nie będą ci, którzy dzisiaj najgłośniej krzyczą, czyli PiS i SLD, ale Andrzej Olechowski. Lepszego prezentu nie mógł sobie zażyczyć na krótko przed zapowiadanym jesiennym tournee po kraju.</p>
<p><span id="more-1555"></span>Widać wyraźnie, że mainstreamowe media, zwłaszcza TVN i TVN24, nie zamierzają oszczędzać rządu Donalda Tuska. Być może mamy właśnie do czynienia z odwracaniem medialnego sojuszu, co w perspektywie przyszłorocznego kalendarza wyborczego jest dla PO złą wiadomością. Telewizja i radio publiczne przeszły w ręce drapieżnej opozycji, a media niepubliczne dają właśnie do zrozumienia, że taryfa ulgowa dla Donalda Tuska się kończy. Nie należy spodziewać się jednak wdeptywania w glebę samego premiera, bo wciąż jest on gwarantem kanalizowania antypisowskich resentymentów, które wciąż mają potężną moc polityczną.</p>
<p>Afera hazardowa to niespodziewana koniunktura dla Andrzeja Olechowskiego, który śmiało może powiedzieć – a nie mówiłem? Ba, jeśli sytuacja rozwinie się dla Donalda Tuska wyjątkowo niekorzystnie, Olechowski może zaproponować mu honorowe wyjście z sytuacji w postaci poparcia przez PO jego skromnej kandydatury, co pomogłoby uspokoić wpływowe media i zdezorientować opozycję. Oczywiście taki wariant, to raczej political fiction, ale piszę o tym celowo, bo Olechowski ma w tym momencie wiatr w żaglach i tylko od niego, a w zasadzie jego gramotności zależy, czy wykorzysta nadarzającą się koniunkturę. Założę się, że zadba o to Paweł Piskorski i Olechowskiego, jako statecznego autorytetu i mentora w mediach nie zabraknie.</p>
<p>Nie sądzę, żeby na kanwie afery jakoś szczególnie urosło braciom Kaczyńskim. Nazbyt standardowo, czyli z oczywistą dla siebie oczywistością podeszli do sprawy. Znowu za dużo pojawiło się w powietrzu przymiotników, dramatyzowania, pompowania i przewracania oczami, by móc przełamać nieufność Polaków, którzy nauczyli się wyczuwać, a właściwie oddzielać polityczną kalkulację od sedna sprawy. Jak znam życie nienawiść do PO i Tuska sprokurują brak umiaru i przegrzanie tematu, co sprawi, że na aferze zamiast PiS-u skorzysta ktoś inny, w tym przypadku Andrzej Olechowski i być może SLD, o ile chytrze rzecz rozegra.</p>
<p>Dla Tuska sytuacja jest o tyle niewygodna, że dotyczy jego najbliższego otoczenia, dlatego decyzje personalne będą dla niego wyjątkowo traumatyczne, ale w końcu słowo się kiedyś rzekło, więc kobyłka u płotu. Tutaj nie ma zmiłuj się. W dobie tak wścibskich i wrednych mediów, im szybciej się zrzuca balast, tym lepiej dla sprawy. Sądzę zatem, że w przyszłym tygodniu w rządzie Donalda Tuska będzie już posprzątane. Nad sprawą zapewne pracują już najlepsi specjaliści od PR i zarządzania kryzysami, więc premier w nowy tydzień wejdzie z konkretnym planem ratunkowym, w którym sentymentów nie będzie, bo najważniejsza w końcu jest prezydentura.</p>
<p>A nam, widzom, pozostaje wygodnie zasiąść w fotelu i obserwować pasjonujący pojedynek na pijarowskie strategie, nagłe zwroty akcji, osądzania od czci i wiary, konferencje prasowe i wrzutki zastępczych tematów. Myślę, że Tusk sięgnie w nadchodzącym tygodniu po irlandzkie „tak” w sprawie traktatu lizbońskiego, bo to gorący kartofel dla braci Kaczyńskich i z pewnością będzie powodem licznych „ściem” w stronę eurosceptycznego elektoratu, który trzeba będzie jakoś przekonać, że podpis pana prezydenta pod unijnym traktatem, choć jest podpisem „za”, to tak naprawdę jest przeciw. Wesoło zatem będzie, a czasami straszno. Jak to u nas. Taka kraina.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/gdzie-dwoch-sie-bije.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Esbecy w skarpetkach?</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/esbecy-z-skarpetkach.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/esbecy-z-skarpetkach.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 09:09:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[IPN]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[SB]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/10/08/esbecy-z-skarpetkach/</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejszy „Express Bydgoski” podał informację, że w dawnym województwie bydgoskim w strukturach bezpieczeństwa PRL pracowało 18 tysięcy osób. To oznacza, że tyloma osobami zainteresuje się nowa ustawa, mająca odbierać przywileje dawnym funkcjonariuszom służb specjalnych. Weryfikacją i potwierdzeniem pracy w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa ma zająć się Instytut Pamięci Narodowej, a więc instytucja najlepiej do tego przygotowana. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiejszy <a href="http://www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&amp;IdPublication=2&amp;NrArticle=116067&amp;NrIssue=1024&amp;NrSection=1">„Express Bydgoski”</a> podał informację, że w dawnym województwie bydgoskim w strukturach bezpieczeństwa PRL pracowało 18 tysięcy osób. To oznacza, że tyloma osobami zainteresuje się nowa ustawa, mająca odbierać przywileje dawnym funkcjonariuszom służb specjalnych. Weryfikacją i potwierdzeniem pracy w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa ma zająć się Instytut Pamięci Narodowej, a więc instytucja najlepiej do tego przygotowana.</p>
<p>Po bez mała 20 latach chichot historii milknie, znikają pogardliwe uśmieszki zadowolonych z życia esbeków, wraca niepokój tym, którzy karierę zawodową budowali na nieszczęściu i niepokoju innych. Następuje długo oczekiwana próba przywrócenia elementarnej sprawiedliwości, pokazania, że historia PRL-u, to także czas tłamszenia, niszczenia i mordowania tych, którzy przedkładali wolność nad zniewolenie i hipokryzję. Tłamsili ich i mordowali właśnie esbecy, dawni koledzy partyjni dzisiejszej lewicy.</p>
<p>Przy okazji projektu ustawy wrzask podnieśli dawni funkcjonariusze, SLD oraz chylący się ku upadkowi organ ubeków i czerwonych rarogów „NIE”. Nagle towarzysze zapałali nieograniczoną miłością do państwa prawa, które nie powinno odbierać ludziom (czyżby?) praw nabytych, bo to się nie mieści w standardach demokratycznego państwa. Nagle okazuje się, że SB wcale taka zła nie była, że owszem, zdarzały się „potknięcia”, ale per saldo esbeccy mołojcy dzielnie służyli swojej socjalistycznej ojczyźnie, chroniąc ją przed kontrrewolucją. I dlatego należą im się mundurowe przywileje, jak przysłowiowemu psu zupa, bo w końcu się narażali ciałem i duszą.</p>
<p>Te głosy i zawodzenia na szczęście na nikim nie robią wrażenia, tak jak szczekanie kundli nie robi wrażenia na karawanie. Ona po prostu idzie dalej. W przypadku esbecji młyny historii mieliły stanowczo za wolno, dając poczucie bezpieczeństwa tym, którzy mają na rękach krew swoich współobywateli, a raniąc głęboko tych, którzy oczekiwali sprawiedliwości, kiedy komuna padła. Dzisiaj ta sprawiedliwość nadchodzi. Każdy, kto pracował w aparacie przymusu musi liczyć się z tym, że jego emerytura zostanie dostosowana do wysokości pozostałych obywateli, co jest krokiem sprawiedliwym i przez większość społeczeństwa oczekiwanym.</p>
<p>Byli esbecy wciąż funkcjonują w przestrzeni publicznej, działają w parlamencie, samorządzie, bankowości i innych wrażliwych społecznie obszarach. Będąc w personalnej i mentalnej symbiozie z SLD, starają się wpływać na kształt życia publicznego. Przez pewien okres ten wpływ był przemożny, kiedy posiadali swój rząd i prezydenta. Dzisiaj czezną i odchodzą na margines, pomimo że na wysuniętą flankę wysunęli młodych aparatczyków, którzy PRL-u w zasadzie nie pamiętają. Nie pomogło. Każdy normalnie myślący Polak od eselowskiego „dziadostwa” po prostu ucieka.</p>
<p>Bo jeśli nie rozum i sumienie, to przynajmniej intuicja podsuwa uczciwym ludziom, że dzisiejsza lewica uosabiana przez SLD, to przepoczwarzona &#8211; przepraszam za ten skrót myślowy &#8211; „esbecka mafia”, samousprawiedliwiająca się, zdziwiona, że ludzie nie dostrzegają jej „pozytywnej” roli w budowie demokracji, „mafia” chroniąca swoich „żołnierzy”, walcząca o ich przywileje, hołubiąca swoich Cappo di tutti Cappi, wmawiająca Polakom, że to właśnie niedawni wyznawcy azjatyckiego-turańskiego badziewia, są prawdziwymi Europejczykami.</p>
<p>Ale coś pęka. Mam nadzieję, że ustawa przejdzie gładko przez parlament, a Prezydent niezwłocznie ją podpisze. W imię zwykłej sprawiedliwości. Wszystkie siły polityczne (poza SLD-SB rzecz jasna) są za. Ot, nagle coś cieszy w tym rozedrganym i kłócącym się parlamencie.</p>
<p>I jakby w temacie, gwoli przypomnienia, polecam swój <a href="http://www.eckardt.pl/2008/04/23/ofiara-jezuitow/">dawny tekst</a> o byłym esbeku, który robi dzisiaj karierę w bydgoskiej Radzie Miasta i na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego, a który wyjątkowo perfidnie rozpracowywał bydgoskich Jezuitów, pisząc z tego stosowną pracę „naukową”, której fragmenty obficie cytuję. Polecam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/esbecy-z-skarpetkach.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory, wybory&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Oct 2005 09:01:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/10/10/wybory-wybory/</guid>
		<description><![CDATA[W pierwszej turze, choć z niewielką przewagą, wygrał Donald Tusk. Przed kamerami podczas debaty panowie tradycyjnie już na siebie powarczeli, co jest znakomitą zapowiedzią przed drugą turą. Co prawda panom pretendentom daleko do powarkiwania i miażdżenia się wzrokiem, jak ma to miejsce przed walkami bokserskimi, niemniej jakaś namiastka adrenaliny w tym wszystkim jest. Panowie nie byli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">W pierwszej turze, choć z niewielką przewagą, wygrał Donald Tusk. Przed kamerami podczas debaty panowie tradycyjnie już na siebie powarczeli, co jest znakomitą zapowiedzią przed drugą turą. Co prawda panom pretendentom daleko do powarkiwania i miażdżenia się wzrokiem, jak ma to miejsce przed walkami bokserskimi, niemniej jakaś namiastka adrenaliny w tym wszystkim jest. Panowie nie byli w wypowiedziach odkrywczy, ale też nikt od nich tego nie wymagał. Tusk rozluźniony, Kaczyński wyraźnie spięty. Tyle i aż tyle. Ładnie wypadł <em>Endrju</em>, a wynik 16 proc. jest jak na polskie warunki całkiem niezły. Reszta kandydatów popadła w niebyt. Bez żalu i straty.</span></p>
<div><span class="styleyyyyy">W czasie kiedy na jedynce szło studio wyborcze z wyleniałymi truchłami dziennikarstwa i polityki, na TVN puścili <em>Nothing Hill</em> z Julią Roberts i Hugh Grantem, co dało ożywczą alternatywę dla prowadzącej studio wyborcze Doroty Gawryluk, która ma się tak do Julii Roberts, jak Władysław Gomułka do Ronalda Reagana. Bo pani Roberts ma w sobie po prostu całe pokłady tego czegoś, co sprawia, że chce się na nią patrzeć.</span></div>
<p><span class="styleyyyyy">W ogóle weekend minął na nadrabianiu zaległości w lekturze, na pierwszy ogień poszedł <em>Problem istnienia Boga</em> Claude&#8217;a Tresmontanta, czyli cykl wykładów na tematy jak najbardziej poważne, bo dotyczące <em>stworzenia</em> i <em>bytu</em>, w sam raz dla kogoś, kto przerżnął wybory, czyli dla mnie. Poza tym liznąłem <em>Naukę o podmiocie gospodarstwa społecznego</em> Rybarskiego z 1912 roku, gdzie wielce interesująco autor wspomina <em>Bogactwo narodów</em> Adama Smitha, po prostu cymes.</p>
<p>Sporo pytań w minionym tygodniu o przyszłość Ligi Polskich Rodzin, od zwyczajnych ludzi, sympatyków, ale i zwykłych członków. Odpowiadałem jak najoględniej, bo ta przyszłość rysuje się nieciekawie. Wynik wyborczy daleki od oczekiwań, zniechęcenie w terenie oraz brak pomysłu politycznego. W wielu miejscach następuje dekompozycja struktur, co na rok przed wyborami samorządowymi nie wróży Lidze sukcesu. Pomóc jej mogą tylko błędy PiS-u, ale na to &#8211; póki co &#8211; się nie zanosi, choć Kaczyńscy bardziej nadają się do burzenia niż budowania i na pewno jeszcze negatywnie zaskoczą. Zresztą to marna pociecha, liczyć na potknięcia innych.</p>
<p>Liga znalazła się w kleszczach, z jednej strony napierająca partia braci Kaczyńskich, z drugiej dawne odpryski Ligi, skupione wokół Macierewicza, Olszewskiego i Łopuszańskiego. Do tego dochodzi wewnętrzna fronda Zygmunta Wrzodaka, z którym współpracować zaczynają dawni posłowie LPR do Parlamentu Europejskiego Bogdan Pęk i Bogusław Rogalski.</p>
<p>Jak w tym wszystkim zyskać wyborcę, naprawdę trudno sobie wyobrazić. Jednak największym problem Ligi jest brak wizji programowej, jasnego określenia, czego chcemy i dokąd zmierzamy. Zbiór zaklęć orbitujących wokół tzw. polityki prorodzinnej, bezpieczeństwa socjalnego i krytyki UE, nie mogą być fundamentami politycznymi, na których da się dzisiaj zbudować nowoczesną partię o obliczu konserwatywno-narodowym i wolnościowym w gospodarce. Obawiam się, że Liga może ugrzęznąć w doraźnej taktyce parlamentarnej, obliczonej na ugrywanie promili poparcia w krytyce PiS-u i ściganiu się z Samoobroną w socjalnych miazmatach. Analiza elektoratu LPR również nie napawa optymizmem. Patrząc na jego strukturę, zwłaszcza wykształcenie i przedział wiekowy, można - z całym szacunkiem dla niego - przestraszyć się przyszłości.</p>
<p>Lidze brakuje dzisiaj paliwa politycznego, jakim była do niedawna Unia Europejska. Dzisiaj znacznie trudniej będzie określić flagowe postulaty polityczne, bo ich specjalnie nie widać. Dla mnie sprawa jest prosta &#8211; ja pozostaję przy swoich konserwatywnych i wolnościowych przekonaniach, nie zamierzam uginać się pod żadnym socjalnym dyktatem, nawet jeśli nazywa się go polityką prorodzinną (też mi prorodzinność, gdzie dochód rodziny zależny jest od łaskawości budżetu państwa), nie zamierzam boksować się dla samego boksowania, ani żyć mirażami, że przepływy elektoratu raz promują tych, a raz tamtych. Czas po wyborach sprzyja postanowieniom i ja takie powziąłem.</p>
<p> </p>
<p></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wybory-wybory.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

