<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; LPR</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/lpr/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Krótka historia upadku LPR</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 17:11:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2479</guid>
		<description><![CDATA[Interesujący tekst Adama Śmiecha przynosi portal &#8222;Myśli Polskiej&#8221;. Dotyczy masy upadłościowej, którą stała się dzisiejsza Liga Polskich Rodzin. Autor odsłania kulisy niedawnego odwołania Przewodniczącej Rady Politycznej tej parti &#8211; prof. Anny Raźny, a także przedstawia krótką historię LPR, od triumfu w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku do kompletnego upadku w wyborach do Sejmu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Interesujący tekst Adama Śmiecha przynosi portal &#8222;Myśli Polskiej&#8221;. Dotyczy masy upadłościowej, którą stała się dzisiejsza Liga Polskich Rodzin. Autor odsłania kulisy niedawnego odwołania Przewodniczącej Rady Politycznej tej parti &#8211; prof. Anny Raźny, a także przedstawia krótką historię LPR, od triumfu w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku do kompletnego upadku w wyborach do Sejmu i Senatu w roku 2007.<span id="more-2479"></span></p>
<p>Ten tekst, to także krótka retrospektywa dzisiejszych stosunków Polski z USA i Rosją, daleka od utartych i poprawnych politycznie schematów, wychwytująca serwilizm kolejnych ekip wobec &#8222;nowego Wielkiego Brata&#8221; oraz opętańczą i w konsekwencji jałową politycznie nienawiść do Rosji. Poniżej obszerny fragment wzmiankowanego artykułu.</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>(&#8230;) Przypomnijmy pokrótce jak to się stało, że Liga stała się tym, czym się stała. Od początku poważnej działalności w LPR, tj. od 2001 r. można było zauważyć silnie wpływową koterię skupioną wokół Romana Giertycha a wywodzącą się z Młodzieży Wszechpolskiej. Ludzie znający R.G. z działalności we wczesnej MW i ze Stronnictwa Narodowego początkowo bagatelizowali sprawę, wiedząc, że ów lubi otaczać się zapatrzonymi w niego i bezwzględnie posłusznymi podwładnymi. Myślano, że dopóki idea narodowa na tym nie cierpi, można taką sytuację od biedy zaakceptować. Był to błąd poważny, błąd, który popełnił również piszący te słowa. Zbagatelizowanie przesłanek, oczywistych faktów, które miały miejsce na naszych oczach, było chyba spowodowane jakimś naturalnym i ludzkim, aczkolwiek zupełnie niepolitycznym, zachłyśnięciem się sukcesem partii, którą współtworzyliśmy. Już na pierwszym wielkim zjeździe w sali kolumnowej Sejmu zobaczyłem coś zupełnie szokującego – młodzianów noszących miano Młodzieży Wszechpolskiej, za chwilę paradujących ze sztandarami biało-czerwonymi, głośno deklarującymi swój patriotyzm i katolicyzm, którzy stojącym w kolejce po mandat delegatom wręczali gotowe listy tych, na których ich zdaniem należało głosować. Jeszcze gorsze jednak było to, że większość obdarowanych gotowcami ludzi podporządkowała się temu!</p>
<p>Nie zdawałem sobie wówczas z tego sprawy, jak wielkim dowodem upadku moralnego i cywilizacyjnego Polaków była ta sytuacja. Widziałem ludzi, którzy nie rozstawali się z różańcem, a jednak uczestniczyli w tej kpinie. W zasadzie już wówczas los LPR został przesądzony. Niemniej, katalizatorem usunięcia niewygodnych stały się wybory do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. To wtedy okazało się, że LPR ze swoim dochodzącym do 20% poparciem staje się niebezpieczeństwem dla istniejącego w Polsce układu. To wtedy lobby żydowsko-amerykańskie, o którym pisała prof. Raźny, przestraszyło się konsekwencji. Okazało się, że wybory były sukcesem dołów, a to stanowiło zagrożenie, że Liga pójdzie w kierunku stricte narodowym. Lobby nie mogło do tego dopuścić. Zaczęły się podchody, podkopywanie okręgów i działaczy przy pomocy znalezionych, bądź kupionych naprędce marnych kreatur. A więc walka warszawskiej koterii skupionej wokół Romana Giertycha, formalnie wszechwładnej we władzach LPR, przeciwko własnym członkom, własnym strukturom, które osiągnęły wyborczy sukces. Niepojęte? A jednak.</p>
<p>Jednocześnie zaczęły przychodzić informacje o kontaktach tej koterii z ambasadą USA (wtedy w rękach administracji neokonserwatywnej Busha), Liga znalazła się o krok od poparcia „pomarańczowej rewolucji” Wiktora Juszczenki, która przyniosła uwolnienie i rozwój w sferze publicznej Ukrainy nienawistnej Polsce banderowszczyzny itd. W 2005 r. przed wyborami do Sejmu i Senatu ostatecznie zniszczono LPR jako organizację oddolną oraz jej niezależne skrzydło stricte narodowe. Dalej był udział w rusofobicznym rządzie PiS, antybiałoruska obsesja z cyrkiem stawiania namiotów przed ambasadą Białorusi, poparcie dla polskiej okupacji Iraku i Afganistanu oraz dla tarczy, wbrew niektórym oświadczeniom skompromitowanych działaczy, twierdzących pod publiczkę co innego. Ludzie pierwszej narodowej fali po 1988 r. z żalem obserwowali udział w tych działaniach prof. Macieja Giertycha, który w kwietniu 2007 r. na łamach „Opoki w Kraju” poparł pomysł instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce (sztandarowego pomysłu neokonserwatywnych jastrzębi, dążących do narzucenia Rosji woli USA), zaś później zaczął coraz częściej stosować w odniesieniu do Rosji retorykę obcą dotąd nie tylko Jemu, ale i Ruchowi Narodowemu w ogóle (np. „Opoka w Kraju”, grudzień 2008 – notatka o Gruzji). Liga, po klęsce w kolejnych wyborach, stała się politycznym trupem, w którym nadal rządziła wspomniana koteria wraz z grupami ludzi przypadkowych, ale pełnych ambicji, takich jak faworyzowana od początku przez Romana Giertycha, a nie mająca nic wspólnego z Ruchem i Myślą Narodową (niemniej obwieszona mieczykami Chrobrego), grupa M. Orzechowskiego w Łodzi.</p>
<p>Jesień 2009 r. przyniosła przysłowiową bombę w postaci wyboru prof. Anny Raźny na Przewodniczącą Rady Politycznej LPR. Nie ulega wątpliwości, że pewne środowiska wiązały z jej nazwiskiem i z jej, w istocie tradycyjnie endeckim, podejściem do kwestii rosyjskiej, poważne nadzieje na odrodzenie Ligi. Zapewne spodziewano się, że Pani Profesor będzie przewodniczącą malowaną, która będzie przyciągać li-tylko dotychczasowymi zasługami i opinią. Prof. Raźny postanowiła być jednak politycznym kierownikiem stronnictwa z krwi i kości i jako taka, rozpoczęła propagowanie określonych propozycji politycznych, które najpełniejszy wyraz znalazły we wspomnianym na wstępie artykule. Tego było już za wiele dla współczesnych spadkobierców prof. R. Palomy Oldenhuisa (dla niezorientowanych – jeden z szefów „związku uczynnych grabarzy”, czyli masonerii z powieści Dziedzictwo Dmowskiego) i skończyło się to nagłym, jednogłośnym odwołaniem Pani Profesor. Ta jednogłośność… W LPR nabrała rysów iście mafijnych, żeby nie powiedzieć masońskich. Zawsze za głosem wodza, zawsze bezdyskusyjnie, zawsze bezrefleksyjnie. Media donoszą, że nie było kworum, że prof. M. Giertychowi powierzono kierowanie Radą Polityczną zaocznie itd. Taak. Brak kworum przeszkodą? No, nie dla tego rodzaju koterii! Przekaz jest jasny – Liga jest owszem potrzebna w odwodzie, ale nie jako, broń Boże (?), podmiot ideowy, ale jako podmiot typowy dla polskiej sceny politycznej – powierzchowny, posługujący się pustosłowiem, przeżarty etyką sytuacyjną itd. Wara mu jednak od poważnej polityki. Ludziom małym, myślącym o wygodnym życiu i własnej karierze to przecież wystarczy. Taka jest cena za polityczny kontrakt zawarty z neokonserwatystami. Kiedy został on zawarty, jakie są jego szczegóły, nie wiemy. Jednak istnieje on z pewnością. Świadczą o nim owoce, zatrute, ale jednak owoce. Elementem istotnym tego układu, być może pełniącym rolę pośrednika, czy transmitera, jest Opus Dei.</p>
<p>Dziś, w najnowszej „Opoce w Kraju” (kwiecień 2010) prof. Maciej Giertych tonuje swój optymistyczny stosunek wobec USA (pamiętajmy, że obóz amerykański firmowany nazwiskiem Baracka Obamy to jednak co innego), nie mówi już o języku siły wobec Rosji, ale o porozumieniu gazowym, niemniej nie proponuje niczego przełomowego dla Polski. Odwrotnie, wraca do tyle literalnie atrakcyjnej, co ideowo jałowej i praktycznie niewykonalnej, koncepcji Międzymorza. Ważny i ciekawy jest tekst o gen. Jaruzelskim, traktujący głównie o stanie wojennym, w którym profesor Giertych nazywa po imieniu – bezsensownymi – pikiety Młodzieży Wszechpolskiej pod domem generała. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że pomimo tej zmiany akcentów, niektórych we właściwym kierunku, to właśnie prof. Giertych został faktycznym następcą prof. Raźny. Także dlatego, że choć nie podejrzewam Go o bezpośrednie uczestnictwo w układzie z neokonserwatystami, pamiętam o Jego każdorazowym poparciu dla syna Romana, zawsze wtedy, kiedy syn takiego poparcia potrzebował. Dla syna, a więc także dla koterii MW, która teraz prof. Raźny odwołała, i która, niezależnie od prztyczka w nos, który w sprawie gen. Jaruzelskiego od profesora otrzymała, funkcjonuje przecież dalej.</p>
<p>Konkludując, miejsce prof. Raźny jest w obozie polityki polskiej, tym obozie, który kierując się racją stanu Polski, bez względu na formę organizacyjną, czy nawet brak tej formy, istnieje, istniał i istnieć będzie zawsze. Miejsce Ligi Polskich Rodzin jest zaś niestety na śmietniku historii. Liga została tam sprowadzona przez ludzi o wąskich horyzontach, przez ludzi małych, a także przez zwykłych łajdaków. Reanimacja tego szyldu jest niemożliwa. Z kolei wszystkich budujących w przyszłości jakieś nowe wcielenie organizacyjne Ruchu Narodowego należy przestrzec przed 40-50 nazwiskami osób o wrodzonych cechach destrukcyjnych, a wywodzących się ze wspomnianej wielokrotnie ligowej koterii. Są to nazwiska dobrze znane. Nikt ich nieznajomością tłumaczyć się nie może.</p>
<p>Przeczytaj również:</p>
<p><a href="http://www.eckardt.pl/jest-dobrze-mamy-nowa-koniunkture.html">Jest dobrze, mamy nowa koniunkturę</a><br />
<a href="http://www.eckardt.pl/polska-rosja-normalnosc.html">Polska, Rosja, normalność</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/krotka-historia-upadku-lpr.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Libertas, czyli LiS</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Feb 2009 22:56:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Lepper]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[Samoobrona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/01/libertas-czyli-lis/</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Mocny jak lew, chytry jak lis&#8221; – stwierdził buńczucznie Andrzej Lepper. Działo się to w czasach IV RP, kiedy Roman Giertych i Andrzej Lepper pełnili zaszczytne funkcje marionetkowych wicepremierów w koalicyjnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego. LiS (LPR &#38; Samoobrona), bo o tym myślał Andrzej Lepper wypowiadając powyższą sentencję, miał być polityczną wunderwaffe na znienawidzonego Kaczora, co – jak pamiętamy – skończyło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Mocny jak lew, chytry jak lis&#8221; – stwierdził buńczucznie Andrzej Lepper. Działo się to w czasach IV RP, kiedy Roman Giertych i Andrzej Lepper pełnili zaszczytne funkcje marionetkowych wicepremierów w koalicyjnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego. LiS (LPR &amp; Samoobrona), bo o tym myślał Andrzej Lepper wypowiadając powyższą sentencję, miał być polityczną wunderwaffe na znienawidzonego Kaczora, co – jak pamiętamy – skończyło się dla wszystkich stron dramatu przedwczesnymi wyborami, po których ostał się jeno pozbawiony władzy PiS. Po wicepremierach ślad zaginął. Nie zaginął jednak po ich żołnierzach, którzy szwendając się po politycznych opłotkach, postanowili się zliczyć i zakomunikować światu, że żyją, i że pogłoski o ich zgonie są mocno przesadzone.</p>
<p>Okazja nadarzyła się w minioną niedzielę, kiedy to za sprawą sympatycznego irlandzkiego milionera Declana Ganleya, o którym już wielokrotnie pisałem, sen o potędze – zdawać by się mogło – zaczął się spełniać. Pełna sala ludzi, telewizja, zainteresowanie licznych obywateli, flagi, baloniki… I oni, lisowczycy – Danuta Hojarska, Krzysztof Filipek, Mirosław Orzechowski, żeby wymieć pierwszych z brzegu. Pełni wigoru i politycznej werwy, mocni jak lwy i chytrzy jak lisy – chciałoby się rzec za klasykiem. Wprawdzie z dawnej lisiej mocy niewiele zostało, ale z chytrości, to i owszem. Bo sprowadzić do Polski szacownego milionera, namówić go na otwarcie biura Libertas i przekonać, że LPR i Partia Regionów (primo voto Samoobrona), to polski eurorealistyczny parnas, jest chytrością niezwykłą, by nie rzec, niespotykaną.</p>
<p>W towarzystwie tym, wczuwając się w klimat, wyraźnie jednak zabrakło starego lisa Stanisława Łyżwińskiego, który z wiadomych procesowych powodów, nie mógł dołączyć do towarzystwa, ale kto powiedział, że nowo powstająca siła nie mogłaby utworzyć swojego skrzydła penitencjarnego? Jego potencjał to ca. osiemdziesiąt tysięcy ewentualnych głosujących, jeśli wierzyć informacjom o liczbie odsiadujących wyroki. Wprawdzie Łyżwiński mógłby za sprawą ciągnącej się za nim konduity zachwiać wizerunkiem nowej dziewiczej siły, ale kto by się tym przejmował. W końcu nie od dziś wiadomo, że wyborca <em>non olet</em>. Nie takie cuda widziała polska polityka za sprawą LiS-a, by wspomnieć tylko słynną Anetę K., czy kandydaturę Janusza Kaczmarka na premiera RP.</p>
<p>W tym wszystkim nie ruchliwość przystawek mnie zadziwia, ale naiwność miłego Irlandczyka. Można by to złożyć na karb jego nieobeznania w polskich realiach, ale w końcu chyba ma jakichś doradców, którzy specyfikę polskiej menażerii politycznej jednak znają. Czy nie widzą, że ktoś faceta wprowadza na „krowi placek”, na którym może on wywinąć widowiskowego orła, zrażając do siebie i niegłupiego przecież pomysłu Libertas, co bardziej rozgarniętych i zrównoważonych Polaków, którzy na Unię patrzą bez syndromu nawiedzenia, widząc w niej – pomimo jej ewidentnych ułomności – ograniczoną przestrzeń do realizowania narodowych celów, przynajmniej na tym etapie. Oni żadnego LiS-a w worku Libertas nie kupią.</p>
<p>Szkoda mi Ganleya, bo facet sprawia naprawdę przyzwoite wrażenie. Zero oszołomstwa, logiczna argumentacja, nienaganność manier, niezależność materialna, no i …  jasno wytyczony cel. Ubolewać można, że już na samym początku obsiadły go pijawki, które poza odruchem ssania, nie są w stanie wygenerować z siebie żadnego politycznego konceptu, który byłyby w stanie zainteresować szerszą opinię publiczną. Pakuje się Ganley we współpracę ze środowiskami, za którymi ganiały sądy i prokuratury, czego – niestety – nie widać z perspektywy dalekiej Irlandii. Wiąże się wreszcie Ganley z politycznym marginesem, który jakimś cudem roztoczył przed nim wizję potęgi, która jest zwykłą fantasmagorią i co najwyżej pomysłem na powrót do polityki dla paru kieszonkowych liderów, po których ślad pomału zanikał.</p>
<p>Trudno przy tym nie zauważyć, że LiS-ia kamaryla, która obsiadła Ganleya, żadną prawicą nie jest, a najwyżej &#8221;Miśkiem Koterskim&#8221; polskiej polityki, co tragedią przecież nie jest, ale powodem do dumy również. Powstaje na naszych oczach eklektyczny twór, którego jedynym paliwem politycznym ma być referendum w sprawie traktatu lizbońskiego oraz wspólna europejska lista do unijnego parlamentu, na której znajdą się&#8230; no właśnie. Strach pomyśleć. Żadnego innego politycznego lepiszcza tam nie ma, bo być nie może. A to dlatego, że mamy do czynienia z klasyczną wydmuszką, której mechanizm działania jest ogólnie znany. I szkoda, naprawdę szkoda, bo taki miły gość z tego Ganleya.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ganleyu, czy ci nie żal&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/ganleyu-czy-ci-nie-zal.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/ganleyu-czy-ci-nie-zal.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Jan 2009 10:57:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Ganley]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/01/18/ganleyu-czy-ci-nie-zal/</guid>
		<description><![CDATA[Gruchnęła wieść, że Declan Ganley będzie zakładał w Polsce oddział swojej paneuropejskiej partii „Libertas”. Ganley, przypomnę niezorientowanym, to Irlandczyk, który w brawurowy sposób rozprawił się w swoim kraju z traktatem lizbońskim, kierując go tam, gdzie ludzie zazwyczaj wyrzucają odpadki. Wywołał tym nieskrywaną wściekłość unijnego establishmentu i zrozumiałą radość eurosceptyków. Okazało się, że dobry pomysł, zgrabna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="ganley.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/ganley.jpg" rel="shadowbox[post-539];player=img;"><img class="prawy" style="width: 117px; height: 158px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/ganley.miniatura.jpg" alt="ganley.jpg" width="117" height="158" /></a>Gruchnęła wieść, że Declan Ganley będzie zakładał w Polsce oddział swojej paneuropejskiej partii „Libertas”. Ganley, przypomnę niezorientowanym, to Irlandczyk, który w brawurowy sposób rozprawił się w swoim kraju z traktatem lizbońskim, kierując go tam, gdzie ludzie zazwyczaj wyrzucają odpadki. Wywołał tym nieskrywaną wściekłość unijnego establishmentu i zrozumiałą radość eurosceptyków.</p>
<p>Okazało się, że dobry pomysł, zgrabna socjotechnika i przemyślane społecznie argumenty, mogą być kluczem do politycznego sukcesu, a takim właśnie było dla przeciwników brukselskiej biurokracji odrzucenie w referendum przez Irlandię traktatu lizbońskiego. Dokonało się to w widowiskowym stylu, przy skupieniu uwagi wszystkich mediów, z dozowanym odpowiednio napięciem i socjotechnicznym obstalunkiem. Modelowa akcja, w której pycha została ukarana, a nagrodzona świeżość i entuzjazm.</p>
<p>Wprawdzie unijnemu dyrektoriatowi po ustąpieniu irlandzkiego szoku, udało się przeforsować koncepcję przeprowadzenia kolejnego referendum w Irlandii (jak nie kijem go, to pałką), ale nie zmienia to faktu, że Ganley został uznany za „zarazę” na zdrowym euro entuzjastycznym ciele, której żadną propagandową siłą zwalczyć się nie udaje. Ba, okazało się, że„zaraza” ma się całkiem dobrze i jak na zarazę przystało, infekuje nowe obszary. Nie jest to wprawdzie jeszcze pandemia, ale kto wie, w jakim kierunku się rozwinie, bo zażegnać się jej na razie – O, radości, iskro bogów, Kwiecie Elizejskich pól – nie udaje.</p>
<p>„Zaraza”, czyli Ganley, należy jednak do „zaraz” nietypowych. Nie walczy z Unią jako taką, ale z jej biurokratyczną hydrą. „Zaraza” jest – o zgrozo! – za Unią jak najbardziej, domaga się nawet powołania unijnego prezydenta oraz rozszerzenia demokracji, z którą – jak mówi – w unijnej przestrzeni jest nienajlepiej. „Zaraza” jest na dodatek katolicka i konserwatywna (dzieci wychowane w tradycyjnym sznycie), a także ożeniona z Polką, co jest faktem mile widzianym, dobrze świadczącym o guście. „Zaraza” nie przepada za Anglikami, ale to zrozumiałe, bo jest Irlandczykiem. Ponadto „zaraza” jest materialnie niezależna, by nie rzec bogata, a zatem trudna do upolowania.</p>
<p>„Zaraza” właśnie dotarła nad Wisłę, o czym poinformowały media, zwłaszcza te o proweniencji prawicowej. Podczas swojego pobytu w Polsce Ganley mówił rzeczy, które warto przytoczyć:</p>
<blockquote><p>Jestem zawiedziony, kiedy widzę, że wąska elita w Brukseli chwyta władzę bardzo zachłannie, zabierając ją obywatelom Europy i w tym samym czasie nie chce dać nam głosu w sprawie tworzenia prawa i przewodzenia Europą. Ponad 80% nowych praw w każdym kraju członkowskim pochodzi z Brukseli. To mi nie przeszkadza. Natomiast przeszkadza mi, że ludzie, którzy tworzą te prawa, nie są wybierani, nie odpowiadają przed nikim.</p></blockquote>
<p>I dalej:</p>
<blockquote><p>Niech będę przeklęty, jeśli pozwolę wąskiej elicie z Brukseli zabrać to prawo moim dzieciom, Waszym dzieciom, czy czyimkolwiek innym. To jest decyzja, którą podejmujemy przy urnie wyborczej. To powód, dla którego robimy to, co robimy. Dlatego Traktat Lizboński jest zły. Problem jest taki, że w Polsce nie było referendum. Francuzi zagłosowali „nie”, Holendrzy zagłosowali „nie” i Irlandczycy zagłosowali „nie”. Wszystkie nasze głosy zostały potraktowane z lekceważeniem. Oni mówią: &#8222;Kontynuujemy mimo to. Zrealizujemy to.&#8221; Jeśli Francuzi, Holendrzy i Irlandczycy zostali potraktowani z lekceważeniem, czy sądzicie, że z Polakami będzie inaczej?</p></blockquote>
<p>W Polsce do pomysłu budowania przez Ganleya partii ogólnoeuropejskiej zapaliły się środowiska i partie, których nie ma w polskim parlamencie: UPR, Naprzód Polsko, PSL-Piast, Prawica RP, by wymienić pierwsze z brzegu. Nic dziwnego, bo za pół roku w kwestii eurowyborów będzie już pozamiatane, a tymczasem wszyscy siedzą jeszcze w blokach startowych. Ganley mógłby odegrać tutaj rolę katalizatora, gdyż inaczej trudno sobie wyobrazić, by pozaparlamentarna drobnica była w stanie wygenerować z siebie jedną listę, zebrać pod nią podpisy i przeprowadzić kampanię. Tutaj potrzeba czynnika sprawczego, który wyrwałby drobnicę z koncepcyjnej inercji, w której ta z lubością tkwi, choć o tym nie wie. Ganley ze swoją nieświadomością polskiego piekiełka, prawicowych dąsów i ansów, doskonale się do tego nadaje.</p>
<p>Powstanie takiej listy byłoby przede wszystkim zagrożeniem dla PiS-u, które mogłoby zostać pozbawione części bardzo mobilnego i zdeterminowanego elektoratu, który przecież Unii nie kocha i chętnie daje <em>carte blanche</em> tym, którzy na Unię psioczą i jej złorzeczą. Przy niskiej frekwencji efekt dla PiS-u mógłby okazać się zgubny, zwłaszcza że nie wiadomo, jak się zachowa elektorat utożsamiany z Radiem Maryja, dla którego czytelność zachowań PiS w kwestii chociażby traktatu lizbońskiego, została mocno nadwątlona. Stąd widać dyskretną, ale wyraźną akcję defamacyjną działaczy PiS-u w stosunku do pomysłu Ganleya, którzy – co tu dużo mówić – walczą o byt dla swojej partii, której rola opozycji coraz mniej służy.</p>
<p>Obecność Ganleya w polskiej przestrzeni politycznej znacznie ją ożywiła. Wróciła dyskusja i refleksja nad kondycją prawej – nie pisowskiej – strony politycznej, która zaczynała popadać w intelektualną rutynę i jałowość, tocząc pianę nad rzeczami oczywistymi i drugorzędnymi. &#8222;Antyunijny zwolennik Unii&#8221; jest wyzwaniem dla dotychczasowych eurosceptyków czy też eurorealistów, jak wolą sami siebie określać. I nic dziwnego, bo zmusza i daje szansę na merytoryczny, a nie ideologiczny spór i sięgnięcie do arsenału skutecznych i sprawdzonych środków politycznych w rozpychaniu się w unijnej rzeczywistości, w której z woli Polaków tkwimy.</p>
<p>Ganley jest wartością dodaną w dyskusji nad kształtem Europy i Unii Europejskiej. Być może okaże się efemerydą, która po eurowyborach zgaśnie, a być może da zaczątek czegoś, co przeora znaczną część świadomości Europejczyków. Szermując hasłami suwerenności, demokracji, odpowiedzialności za decyzje i wolności, szarpie tę strunę ludzkiej natury, której lekceważenie zawsze kończy się klęską. Czy Ganleyowi uda się zmontować sensowną ekipę w Polsce? Trudne pytanie. Za dużo u nas po prawej stronie wariatów, konfabulantów i oszołomów, którzy już na początku potrafią skompromitować każdą sensowną inicjatywę. Poczekajmy, kogo zobaczymy w Libertas made in Poland. Tego jeszcze u nas w każdym razie nie grali, dlatego z nieskrywaną życzliwością popatrzę.</p>
<p>Zobacz <a href="http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&amp;id=2234591">wywiad</a> z Ganleyem</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/ganleyu-czy-ci-nie-zal.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Falstart Agory i przyszłość LPR</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/falstart-agory-i-przyszlosc-lpr.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/falstart-agory-i-przyszlosc-lpr.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Nov 2005 09:08:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Agora]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/11/22/falstart-agory-i-przyszlosc-lpr/</guid>
		<description><![CDATA[Z nieukrywaną ciekawością wziąłem do ręki gazetę Nowy Dzień. Jest to najmłodsze dziecko koncernu Agora, które ma konkurować na rynku tzw. tabloidów. Niestety, nie będzie konkurować nawet z reklamówkami hipermarketów. Mdły layout, mało soczyste teksty, nijakie fotografie i bijąca w oczy monotonność. Tak się nie zdobywa rynku tabloidów. Ale w sumie na biednego nie trafiło, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">Z nieukrywaną ciekawością wziąłem do ręki gazetę <em>Nowy Dzień</em>. Jest to najmłodsze dziecko koncernu Agora, które ma konkurować na rynku tzw. tabloidów. Niestety, nie będzie konkurować nawet z reklamówkami hipermarketów. Mdły <em>layout</em>, mało soczyste teksty, nijakie fotografie i bijąca w oczy monotonność. Tak się nie zdobywa rynku tabloidów. Ale w sumie na biednego nie trafiło, więc nie nasze zmartwienie, niech się martwią akcjonariusze.</span><span class="styleyyyyy">W polityce natomiast pytania o przyszłość LPR, bowiem Liga znalazła się w próżni wywołanej zassaniem jej elektoratu przez PiS. Podstawowe paliwo polityczne, jakim do niedawna była Unia Europejska uległo wyczerpaniu, co boleśnie widać w braku koncepcji programowej LPR. Na to nakładają się wewnętrzne animozje zakończone secesją części posłów, w tym posłów do Parlamentu Europejskiego. Rzutuje to w groźny sposób na hipotekę LPR, która zaczyna być coraz bardziej obciążona. Ostatnie nieprzemyślane pomysły zaostrzenia tzw. ustawy antyaborcyjnej skutecznie skłóciły LPR z hierarchią kościelną, a dołożony do tego projekt ustawy dekomunizacyjnej zepchnął Ligę na pozycje dawnego ROP-u i ZChN-u. To wszystko połączone z błędami w sprawie polityki wschodniej i brnięciu w socjalno-roszczeniowe miazmaty wskazuje, że Liga oddala się od klasycznej myśli narodowej, która była zawsze myślą komplementarną, pozbawioną ideologicznego mesjaństwa i emocji, realnie oceniającą to, co Polsce w danym momencie najbardziej się opłaca.</span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Przed Ligą stoi trudne zadanie obrania długofalowej strategii politycznej, z jasno wytyczonymi celami i sposobami dojścia do nich. Póki co, Liga grzęźnie w niestrawnych społecznie i politycznie pomysłach, bardziej obliczonych na szczypanie PiS-u, niż pokazywaniu Polakom własnej wizji Polski, uwzględniającej zachodzące zmiany w społecznej świadomości, dobierającą nowoczesne instrumenty badawcze jakie daje np. dzisiejsza socjometria czy psychologia społeczna. Nie są to oczywiście instrumenty przesądzające o sukcesie politycznym, niemniej trudno sobie wyobrazić prowadzenie skutecznej działalności politycznej bez dostrzegania tego, co daje podstawę do opracowywania skutecznej strategii działania.</span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Liga jest dzisiaj na ostrym zakręcie. Wielu jej członków traci zapał i nie widzi sensu swojego zaangażowania. To częsty objaw w formacji, która nie osiągnęła sukcesów wyborczych, a rozbudziła nadmierne oczekiwania. Niemniej jest coś na rzeczy, skoro tego zapału zaczyna brakować tym, którzy mogliby świadczyć o poziomie i pozytywnym obrazie Ligi. Ich głos niknie na puszczy, o ile ktoś go chce słuchać&#8230; W sumie szkoda.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/falstart-agory-i-przyszlosc-lpr.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziękuję wyborcom</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2005 08:57:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/09/27/dziekuje-wyborcom/</guid>
		<description><![CDATA[Wszystko już wiadomo. Wybory parlamentarne wgrało Prawo i Sprawiedliwość. Zdecydowała dobra kampania wyborcza, silne listy kandydatów i, co tu dużo mówić, słabość konkurencji. Mój intensywny, dwumiesięczny wysiłek nie przełożył się na mandat poselski i w moim okręgu &#8211; jeśli chodzi o LPR &#8211; pozostaje status quo. Pomimo przejechania samochodem 12 tys. kilometrów, rozkolportowania licznych ulotek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="styleyyyyy">Wszystko już wiadomo. Wybory parlamentarne wgrało Prawo i Sprawiedliwość. Zdecydowała dobra kampania wyborcza, silne listy kandydatów i, co tu dużo mówić, słabość konkurencji. Mój intensywny, dwumiesięczny wysiłek nie przełożył się na mandat poselski i w moim okręgu &#8211; jeśli chodzi o LPR &#8211; pozostaje status quo. Pomimo przejechania samochodem 12 tys. kilometrów, rozkolportowania licznych ulotek i plakatów, uczestnictwa w regionalnej debacie telewizyjnej, elektorat nie złożył na mnie zapotrzebowania. Cóż, będzie trzeba zastanowić się nad wnioskami. Ta kampania pokazała mi jednak, co to znaczy ofiarność, pracowitość i ideowość. Mam na myśli tych wszystkich, którzy mi w kampanii pomagali. Bez słowa skargi, często zmęczeni, niedospani, bywało, że umorusani, ale zawsze w gotowości, na pierwszej linii wyborczej rywalizacji. </span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Choć przegraliśmy (w godnym stylu), to był prawdziwy zaszczyt móc z nimi współpracować. Im przede wszystkim dziękuję. Koledzy &#8211; <em>Wielkiej Polski moc, to Wy!</em> Dziękuję również tym, którzy na mnie oddali swój głos, to dla mnie wielkie wyróżnienie.<br />
Gratuluję wreszcie konkurentom z prawicy zwycięstwa, byli w tej kampanii lepsi.</span></p>
<p><span class="styleyyyyy">Liga Polskich Rodzin znalazła się na zakręcie. To nasza wina (także moja), że nie potrafiliśmy przekonać do siebie wyborców i tylko od nas samych zależy, czy w wyborach samorządowych się ostaniemy. Jest na to jeszcze szansa, ale czeka nas wszystkich wielki wysiłek. Musimy nauczyć się pokory. W zasadzie powinniśmy być wdzięczni wyborcom, że dali nam taką lekcję, ale wdzięczni także, że nas definitywnie nie skreślili. Teraz jest czas na przemyślenia i wyciągnięcie właściwych wniosków. Tyle, że ten czas nie jest długi.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dziekuje-wyborcom.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

