<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Libertas</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/libertas/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Idźmy i dobrze wybierzmy</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Jun 2009 08:45:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1059</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj ostatni dzień kampanii wyborczej. Niespodzianek przy urnach nie będzie. Do euro parlamentu wejdą cztery partie, tak jak to było do przewidzenia. W kampanii srodze się wynudziłem, bo była niemrawa, bez polotu, z przewidywalnymi lejtmotywami, a kandydaci, jak to mawiają młodzi – łba nie urywali. Najciekawiej było na politycznym zapleczu, gdzie o swoim istnieniu donosiły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj ostatni dzień kampanii wyborczej. Niespodzianek przy urnach nie będzie. Do euro parlamentu wejdą cztery partie, tak jak to było do przewidzenia. W kampanii srodze się wynudziłem, bo była niemrawa, bez polotu, z przewidywalnymi lejtmotywami, a kandydaci, jak to mawiają młodzi – łba nie urywali. Najciekawiej było na politycznym zapleczu, gdzie o swoim istnieniu donosiły głównie komitety prawicowe. Najsensowniej robiła to Prawica RP i jej lider Marek Jurek. Jasny, spójny przekaz, ciekawe spoty, w sumie dobra kampania, jeśli wziąć pod uwagę kruchość finansową i ostracyzm publicznych mediów. Pomysł z wykorzystaniem w kampanii Wojciecha Cejrowskiego i Arki Noego był dobrym pociągnięciem, bo nawet jeśli nie poszerzał elektoratu, to mocno utwardzał ten, po który sięgała konkurencja.</p>
<p>Zabawna była natomiast kampania taboru politycznego pod nazwą Libertas. Zebrana naprędce ekipa mająca ułatwić ucieczkę w immunitet dwóm osobom, za którymi chodzi prokurator, dała ludziom moc uciechy. Naprawdę rzadko zdarza się, by schizofrenia polityczna objawiała się w tak ekstremalnej, a zarazem widowiskowej formie. Skrajni euro-nagacjoniści przebrani w błękitno-żółte fatałaszki eurofilów, to doprawdy rzadkiej urody polityczna transwestycja, o której powstawać będą prace magisterskie, jeśli nie doktorskie. Brzuch bolał od śmiechu, kiedy na różnych prawicowych forach i portalach, ludzie zdawałoby się wykształceni, przekonywali, że Libertas to alternatywa dla PiS i jutrzenka polskiej prawicy.</p>
<p>Gdyby do euro wyborów zamiast Libertas wystartowała LPR, sytuacja w tej niszy elektoratu byłaby jakościowo inna. Tam rozgościł się teraz Marek Jurek i trudno go będzie stamtąd wygonić, zwłaszcza, że kampanią do euro parlamentu rozpoczął on całkiem udanie kampanię prezydencką. W przypadku LPR i Libertas doskonale sprawdziło się polskie powiedzenie – zamienił stryjek siekierkę na kijek. Lata inwestycji w nazwę LPR właśnie szlag trafił, bo szyld nie zaistniał w ważnych wyborach. Aż dziw bierze, że można było popełnić taki błąd. Stokroć mądrzejszy od ligowych adwokackich głów okazał się tutaj Andrzej Lepper, który nie bacząc „zgnojenie” nazwy Samoobrona, cały czas się jej trzyma, bo wie, że to jedyna skuteczna taktyka na przetrwanie, zamiast ucieczki pod obcobrzmiące szyldy.</p>
<p>W tych wyborach oddam swój głos na <strong>Przemysława Przybylskiego</strong>, który startuje z <strong>drugiego miejsca na liście PiS</strong> w województwie kujawsko-pomorskim i do tego zachęcam wszystkich, którzy mogą głosować. Nie czas i miejsce rozwodzić się, dlaczego właśnie on. Powiem krótko – jest „świeżą krwią” na politycznym rynku, ma w głowie poukładane i solidnie w tej kampanii pracował. Poza tym posługuje się tym samym kodem pojęciowym, którym ja się posługuję, więc w lot się rozumiemy, nie tracąc czasu na zbędne dialogi. Nie ma w sobie nic z partyjnego aparatczyka i samodzielnie myśli. Nie bierze udziału w grach partyjnych, bo robi swoje, zarówno na gruncie zawodowym, jak i społecznym. Dlatego na niego zagłosuję.</p>
<p>W tej kampanii wyborczej <a href="http://www.eckardt.pl/powstala-wspolnota-malych-ojczyzn.html">Wspólnota Małych Ojczyzn</a>, którą systematycznie rozbudowujemy, zorganizowała dwie debaty z kandydatami do euro parlamentu, w Tucholi i Golubiu-Dobrzyniu. Szczególnie ta druga dała sporo satysfakcji, bo i miejsce (zamek golubski) i wypełniona po brzegi sala, pokazały, że ludzie i kandydaci chcą rozmawiać o sprawach ważnych i czynią to merytorycznie. Trzy komitety (PO, PSL, PiS) reprezentowali kandydaci z dalszych miejsc, co tylko dodało kolorytu debacie, która zapewne trwałaby długo, gdyby nie ramy czasowe. Debaty takie będziemy jako Wspólnota Małych Ojczyzn organizować w przyszłości, poświęcając je konkretnym tematom. Ludzie chcą, by z nimi rozmawiać i my ten postulat zamierzamy spełniać. Tymczasem za dwa dni wybory. Idźmy i dobrze wybierzmy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/idzmy-i-dobrze-wybierzmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drobiazgi kontratakują</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Mar 2009 10:12:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/03/08/drobiazgi-kontratakuja/</guid>
		<description><![CDATA[Adam Wielomski należy do płodnych publicystów. Co chwilę wkłada kij w prawicowe mrowisko, a to robiąc wywiad z generałem Jaruzelskim, a to manifestując powinowactwo cywilizacyjne z Clausem von Stauffenbergiem, a to rozważając sojusz Polski z Rosją. Robi się z tego wszystkiego uroczy rumor i harmider, wynikiem czego jest systematyczne umieszczanie Wielomskiego na liście rosyjskich agentów, a ostatnio [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Adam Wielomski należy do płodnych publicystów. Co chwilę wkłada kij w prawicowe mrowisko, a to robiąc wywiad z generałem Jaruzelskim, a to manifestując powinowactwo cywilizacyjne z Clausem von Stauffenbergiem, a to rozważając sojusz Polski z Rosją. Robi się z tego wszystkiego uroczy rumor i harmider, wynikiem czego jest systematyczne umieszczanie Wielomskiego na liście rosyjskich agentów, a ostatnio nawet uznaniu go za Żyda przez duże „Ż”. Jako żywo, nikt jeszcze Wielomskiego w jarmułce nie widział, ale co począć – taki jest urok zjadliwych komentarzy na prawicowo-konserwatywnych forach. Ale nie o tym w sumie chciałem.</p>
<p>Ostatnio Adam Wielomski wziął się za zbliżające się wybory do Europarlamentu. Nic dziwnego, bo są one tuż-tuż, raptem za trzy miesiące. Jako że kolega Wielomski nie lubi PiS-u, czego dawał wyraz wielokrotnie i dogłębnie, nie zaskakuje, że i tym razem uwziął się na partię Jarosława Kaczyńskiego i zaangażował intelektualnie w promocję nowej siły na prawicy pod umownym tytułem „Anty-PiS”, pytając wcale nie retorycznie: </p>
<blockquote><p>Postawmy sobie wprost pytanie: czy celem polskiej prawicy jest egzystencja na marginesie sceny politycznej czy też wyparcie z prawej części sceny Jarosława Kaczyńskiego i jego partii? Ja nie mam wątpliwości, że chodzi o to drugie.</p></blockquote>
<p>Zarysował przy tej okazji stosowny koncept polityczny nazwany przez niego wariantem „małoniemieckim”, mający polegać z na <em>jednoczeniu twardego jądra wokół jednego ośrodka</em>. Wiadomo nie tylko z polityki, że bez jądra nic się nowego w naturalny sposób narodzić nie może, więc i tym razem tak się stać musi. Oddajmy zresztą głos Adamowi Wielomskiemu:</p>
<blockquote><p>W tej chwili takim pomysłem wydaje się Libertas, budowana na bazie dawnej LPR (bez względu na to jak bardzo liderzy tej formuły zaprzeczaliby, że tak nie jest). Atutem tej partii jest to, że środowiska te akurat opanowały państwową TVP i liczą na pokaźne fundusze z Irlandii. Daje im to ważne atuty medialne i finansowe. Z zachowania liderów tej formacji widać także, że przeanalizowali oni przyczyny porażki LPR i zaczęli otwierać się na te środowiska, które chcą z nimi współpracować.</p></blockquote>
<p>Przyznam, że ta dość infantylna analiza, która się Adamowi „wypsnęła” z jemu tylko wiadomych powodów, mocno nie przystaje do rzeczywistości. I nie chodzi wcale o procenty, jakie u jednego z „kaznodziei” ruchu narodowego wykryła ostatnio policja, obracając w perzynę wielomiesięczny lans tego polityka, ale o abstrahowanie od układu odniesienia i faktów, bo jako żywo wciąż nie widzę zainteresowanych na prawicy, chcących współpracować z Libertas. Zarówno „Prawica RP” Marka Jurka, jak i „Naprzód Polsko” Janusza Dobrosza, skwapliwie odcinają się od towarzystwa, które obsiadło miejscową ekspozyturę Libertas, a to w polskich warunkach skazuje pomysł Declana Ganleya, lidera Libertas na porażkę, przynajmniej w środowiskach eurosceptycznych.</p>
<p>Libertas nigdy nie będzie w Polsce żadnym jądrem dla prawicy, jak chce tego Adam Wielomski. Nie dlatego, że wciąż nie wiadomo, co jest w Polsce prawicą, ale dlatego że nie wiadomo, czym jest Libertas. Skład personalny jego polskiej delegatury nie napawa – delikatnie rzecz ujmując – jakimkolwiek zaufaniem, bo każdy widzi, że jest to polityczna wydmuszka służąca reaktywacji środowiska, które normalną drogą do polityki wrócić nie potrafi. Ugrupowania, które z racji unijnego sceptycyzmu byłyby zainteresowane ofertą Ganleya, dzisiaj realizują swój scenariusz na wybory europejskie w oparciu o swoje skromne, ale jednak polskie siły. Czy zdołają połączyć się we wspólny komitet wyborczy? Szansa oczywiście na to jest, ale nikła.</p>
<p>Anty-PiS, którym miałby być ruch Libertas jest mrzonką. Z prostego powodu – PiS mówi prawie to samo co Ganley. Punktuje Unię za deficyt demokracji, biurokrację i ograniczanie kompetencji państw narodowych. Jest niemal pewne, że Jarosław Kaczyński, by spacyfikować ewentualną konkurencję, przemówi w kampanii wyborczej językiem Ganleya, tyle że bardziej swojsko i dobitnie. Posłuży się argumentacją ruchu Libertas lepiej, niż zrobią to kandydaci tego ugrupowania. Będzie bardziej autentyczny w słusznej krytyce Unii, a poza tym będzie bardziej słyszalny. Tak właśnie będzie wyglądać kampania wyborcza. Żadnych szczególnych niuansów, a jedynie prosty przekaz – pilnować w biurokratycznej Unii naszych interesów. Spece od PR już nad tym pracują.</p>
<p>Rozumiem doskonale pragnienia Adama Wielomskiego, kiedy pisze: <em>interesuje mnie wynik autentycznej prawicy w tych wyborach. Prawica ta gwałtownie potrzebuje sukcesu, musi wyjść z niebytu politycznego i donośnym głosem oznajmić, że zmartwychwstała i znów istnieje!</em> Pięknie, tyle że ja nie wiem wciąż o jaką prawicę chodzi. Bo jeśli chodzi o tę „prawicę”, którą kolega Adam wymownie ostatnio kokietuje, to jej sukcesem zainteresowany nie jestem, bo dobrze Polsce życzę. Zresztą dziwi mnie ta desperacja ukierunkowana na konieczność zaistnienia w wyborach do europarlamentu, które są już rozstrzygnięte, a które przetoczą się jak walec po dokazującym prawicowym drobiazgu, zostawiając jedynie mokre plamy.</p>
<p>Te wybory dołożą kolejną cegiełkę do budowy układu dwubiegunowego. Dla dominujących sił, czyli PO i PiS, sytuacja robi się wymarzona. Po lewej stronie PO wystartują dwie listy wyborcze, po prawej flance PiS, również dwie, a może nawet trzy. Będą rywalizować o ten sam elektorat, a tym samym zniechęcać go do siebie. No bo jak to – nie mogli się dogadać, żeby iść razem do wyborów, choć gęby mają pełne wzniosłych i patetycznych frazesów? Tak więc wyborcze starcie, będzie starciem gigantów, choć z dużym zainteresowaniem warto przyglądać się temu, co zrobi polityczny drobiazg, bo lubi zaskakiwać. I może warto, zmierzając już ku końcowi, sięgnąć do słów Wielomskiego:</p>
<blockquote><p>Pamiętajmy, że w poprzednich wyborach eurosceptyczna LPR odniosła największy sukces w swojej historii, wyprzedzając w wynikach PiS. Te 20% eurosceptyków w tych konkretnych wyborach to będzie zapewne ok. 30% głosujących. A więc szansa dla prawicy jest albo teraz, albo nigdy.</p></blockquote>
<p>Adamie, pięknie, cudownie. Szansa dla prawicy <em>teraz, albo nigdy</em>. Ale z kim? No powiedz z kim? I jeszcze jedno, Ty naprawdę wierzysz w ten Libertas? Z tymi ludźmi?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/drobiazgi-kontratakuja.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Libertas, czyli LiS</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Feb 2009 22:56:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Lepper]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>
		<category><![CDATA[LPR]]></category>
		<category><![CDATA[Samoobrona]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/01/libertas-czyli-lis/</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Mocny jak lew, chytry jak lis&#8221; – stwierdził buńczucznie Andrzej Lepper. Działo się to w czasach IV RP, kiedy Roman Giertych i Andrzej Lepper pełnili zaszczytne funkcje marionetkowych wicepremierów w koalicyjnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego. LiS (LPR &#38; Samoobrona), bo o tym myślał Andrzej Lepper wypowiadając powyższą sentencję, miał być polityczną wunderwaffe na znienawidzonego Kaczora, co – jak pamiętamy – skończyło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Mocny jak lew, chytry jak lis&#8221; – stwierdził buńczucznie Andrzej Lepper. Działo się to w czasach IV RP, kiedy Roman Giertych i Andrzej Lepper pełnili zaszczytne funkcje marionetkowych wicepremierów w koalicyjnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego. LiS (LPR &amp; Samoobrona), bo o tym myślał Andrzej Lepper wypowiadając powyższą sentencję, miał być polityczną wunderwaffe na znienawidzonego Kaczora, co – jak pamiętamy – skończyło się dla wszystkich stron dramatu przedwczesnymi wyborami, po których ostał się jeno pozbawiony władzy PiS. Po wicepremierach ślad zaginął. Nie zaginął jednak po ich żołnierzach, którzy szwendając się po politycznych opłotkach, postanowili się zliczyć i zakomunikować światu, że żyją, i że pogłoski o ich zgonie są mocno przesadzone.</p>
<p>Okazja nadarzyła się w minioną niedzielę, kiedy to za sprawą sympatycznego irlandzkiego milionera Declana Ganleya, o którym już wielokrotnie pisałem, sen o potędze – zdawać by się mogło – zaczął się spełniać. Pełna sala ludzi, telewizja, zainteresowanie licznych obywateli, flagi, baloniki… I oni, lisowczycy – Danuta Hojarska, Krzysztof Filipek, Mirosław Orzechowski, żeby wymieć pierwszych z brzegu. Pełni wigoru i politycznej werwy, mocni jak lwy i chytrzy jak lisy – chciałoby się rzec za klasykiem. Wprawdzie z dawnej lisiej mocy niewiele zostało, ale z chytrości, to i owszem. Bo sprowadzić do Polski szacownego milionera, namówić go na otwarcie biura Libertas i przekonać, że LPR i Partia Regionów (primo voto Samoobrona), to polski eurorealistyczny parnas, jest chytrością niezwykłą, by nie rzec, niespotykaną.</p>
<p>W towarzystwie tym, wczuwając się w klimat, wyraźnie jednak zabrakło starego lisa Stanisława Łyżwińskiego, który z wiadomych procesowych powodów, nie mógł dołączyć do towarzystwa, ale kto powiedział, że nowo powstająca siła nie mogłaby utworzyć swojego skrzydła penitencjarnego? Jego potencjał to ca. osiemdziesiąt tysięcy ewentualnych głosujących, jeśli wierzyć informacjom o liczbie odsiadujących wyroki. Wprawdzie Łyżwiński mógłby za sprawą ciągnącej się za nim konduity zachwiać wizerunkiem nowej dziewiczej siły, ale kto by się tym przejmował. W końcu nie od dziś wiadomo, że wyborca <em>non olet</em>. Nie takie cuda widziała polska polityka za sprawą LiS-a, by wspomnieć tylko słynną Anetę K., czy kandydaturę Janusza Kaczmarka na premiera RP.</p>
<p>W tym wszystkim nie ruchliwość przystawek mnie zadziwia, ale naiwność miłego Irlandczyka. Można by to złożyć na karb jego nieobeznania w polskich realiach, ale w końcu chyba ma jakichś doradców, którzy specyfikę polskiej menażerii politycznej jednak znają. Czy nie widzą, że ktoś faceta wprowadza na „krowi placek”, na którym może on wywinąć widowiskowego orła, zrażając do siebie i niegłupiego przecież pomysłu Libertas, co bardziej rozgarniętych i zrównoważonych Polaków, którzy na Unię patrzą bez syndromu nawiedzenia, widząc w niej – pomimo jej ewidentnych ułomności – ograniczoną przestrzeń do realizowania narodowych celów, przynajmniej na tym etapie. Oni żadnego LiS-a w worku Libertas nie kupią.</p>
<p>Szkoda mi Ganleya, bo facet sprawia naprawdę przyzwoite wrażenie. Zero oszołomstwa, logiczna argumentacja, nienaganność manier, niezależność materialna, no i …  jasno wytyczony cel. Ubolewać można, że już na samym początku obsiadły go pijawki, które poza odruchem ssania, nie są w stanie wygenerować z siebie żadnego politycznego konceptu, który byłyby w stanie zainteresować szerszą opinię publiczną. Pakuje się Ganley we współpracę ze środowiskami, za którymi ganiały sądy i prokuratury, czego – niestety – nie widać z perspektywy dalekiej Irlandii. Wiąże się wreszcie Ganley z politycznym marginesem, który jakimś cudem roztoczył przed nim wizję potęgi, która jest zwykłą fantasmagorią i co najwyżej pomysłem na powrót do polityki dla paru kieszonkowych liderów, po których ślad pomału zanikał.</p>
<p>Trudno przy tym nie zauważyć, że LiS-ia kamaryla, która obsiadła Ganleya, żadną prawicą nie jest, a najwyżej &#8221;Miśkiem Koterskim&#8221; polskiej polityki, co tragedią przecież nie jest, ale powodem do dumy również. Powstaje na naszych oczach eklektyczny twór, którego jedynym paliwem politycznym ma być referendum w sprawie traktatu lizbońskiego oraz wspólna europejska lista do unijnego parlamentu, na której znajdą się&#8230; no właśnie. Strach pomyśleć. Żadnego innego politycznego lepiszcza tam nie ma, bo być nie może. A to dlatego, że mamy do czynienia z klasyczną wydmuszką, której mechanizm działania jest ogólnie znany. I szkoda, naprawdę szkoda, bo taki miły gość z tego Ganleya.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/libertas-czyli-lis.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto pierwszy wydoi Ganleya?</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/kto-pierwszy-wydoi-ganleya.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/kto-pierwszy-wydoi-ganleya.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Jan 2009 00:16:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Ganley]]></category>
		<category><![CDATA[Libertas]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/01/30/kto-pierwszy-wydoi-ganleya/</guid>
		<description><![CDATA[Na 1 lutego zapowiedziano w Warszawie wielkie wydarzenie. Tak wielkie, że – cytując słowa jednego z zapraszających – tam będzie pisana historia Polski. I to jaka! Mianowicie w dniu tym zostanie zawiązany Obóz Narodowy, który może ocalić niepodległość Polski.  A wszystko dlatego, że z dalekiej Irlandii przyjeżdża następca Michaela Collinsa i Eamona de Valery; nie chce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na 1 lutego zapowiedziano w Warszawie wielkie wydarzenie. Tak wielkie, że – cytując słowa jednego z zapraszających – <em>tam będzie pisana historia Polski</em>. I to jaka! Mianowicie w dniu tym <em>zostanie zawiązany Obóz Narodowy, który może ocalić niepodległość Polski</em>.  A wszystko dlatego, że <em>z dalekiej Irlandii przyjeżdża następca Michaela Collinsa i Eamona de Valery; nie chce od nas nic – chce dać nam szansę obrony naszej niepodległości.</em></p>
<p>Gdyby ktoś nabrał jakichś niepotrzebnych obiekcji, to wiedzieć musi, że cyt.: <em>dużo jest w historii Polski chwil, kiedy trzeba stawać w Jej obronie i kiedy wydaje się, że nie ma wśród Rodaków ochoty do ofiary dla Ojczyzny, że nadchodzi czarna godzina, że już pozostaliśmy sami przeciw wszechmocy wroga. Ale nie stajemy po stronie zdrajców, odrzucamy kolaborację i nie sięgamy po płatne zaszczyty – zostajemy wierni Polsce, bo pochodzi od Boga i jest wieczna.</em> Koniec cytatu.</p>
<p>Miejscówki są jeszcze ponoć do dostania, choć spieszyć się trzeba, bo wydarzenie szykowane jest jako przełomowe, co z pewnością wszyscy zobaczymy w TVP, która na tę okoliczność została odpowiednio poinstruowana, bo co tu dużo ukrywać – za inicjatywą stoją, będący ostatnio na fali, młodzi wszechrodacy, którzy w publicznej telewizji mocno poawansowali, co nie jest żadnym przytykiem, a jedynie uprzejmym stwierdzeniem faktu.</p>
<p>Każdy, kto choć trochę zna realia pozaparlamentarnej prawicy wie, że cały ten cyrk, to grubo ciosane przygotowania do politycznego udoju, gdzie za dojną rogaciznę robić będzie pan Ganley, a za dojarki doświadczony kolektyw brygadzistek, które po odseparowaniu od państwowego sutka (czyt. dotacji partyjnej), bezskutecznie poszukiwały politycznego wymiona, do którego mogłyby się na nowo przyssać. Za sprawą pana Ganleya i jego formacji Libertas nadarza się właśnie ku temu niepowtarzalna okazja.</p>
<p>Udój polityczny – wyjaśniam niezorientowanym – to całokształt korzyści, jakie może osiągnąć środowisko, partyjka, grupa trzymająca… się razem, na naiwnym, bądź niezorientowanym w polskich realiach obywatelu UE, który oprócz pomysłu i potencjału politycznego, posiada rzecz pierwszorzędnej wagi, mianowicie cash. Udój w warunkach naturalnych można podzielić na ranny i wieczorny, w przypadku udoju politycznego, mamy do czynienia z ssaniem permanentnym, aż do całkowitego wydojenia i porzucenia. W tym konkretnym przypadku udój ma jeszcze dodatkowy wymiar – reanimacyjny.</p>
<p>Nie jest bowiem tajemnicą, że są środowiska polityczne porzucone onegdaj przez wyborców, ba, radośnie nawet przez nich odprowadzone na miejsce politycznego spoczynku, a nawet z dobrze pojętej przezorności przebite osinowym kołkiem. Niestety, jak się okazuje, nie jest to żadną gwarancją na ich trwałe unieszkodliwienie. Zew polityczny, na co wskazują ostatnie wydarzenia, jest w stanie przekraczać sprawy zdawałoby niemożliwe i dawać siłę do politycznego zmartwychwstawania pod nowym szyldem, dajmy na to już nie jako LiS (Liga i Samoobrona), ale na przykład Libertas.</p>
<p>Ciekawi mnie tylko jedno. Pan Ganley, to w końcu inteligentny i dość przezorny człowiek. Nadto wysoce sympatyczny, by nie rzec – ujmujący. Polityk skuteczny, działający z rozmachem, kontaktowy, posiadający konkretną, pro unijną wizję Europy, tyle że Europy bardziej luźnej i nie scentralizowanej. Przyjeżdża do Polski pełen dobrych chęci, stanowiąc nielichy problem dla naszego unijnego establishmentu, który dobrze pamięta jego skuteczną szarżę na traktat lizboński w rodzimej Irlandii. Nikt w Polsce nie testował jeszcze takiego scenariusza, w którym obcy staje się katalizatorem i platformą dla polskich eurosceptyków i eurorealistów. To zupełna nowość.</p>
<p>I dlatego tak bardzo ciekawi mnie pytanie, czy Declan Ganley da się wydoić, czy też w porę dostrzeże, że z pewnymi panami może być mu nie po drodze. Czy wyczuje, że część prawicowego planktonu jedynie taktycznie się oblizuje na jego widok, naprędce dostosowując swoją oszołomską i sekciarską doktrynę do ganleyowskiej wizji Europy, która pasuje do niej jak – nie przymierzając – świni siodło. Wracając jednak do szykowanej na 1 lutego imprezy, warto zauważyć, że również 1 lutego, tyle że roku 1717, miał w Polsce miejsce tzw. „Sejm Niemy”, który – jako synonim zdrady – zapoczątkował interwencje Rosji w wewnętrzne sprawy Polski. Niby nie warto być przesądnym, ale… wiadomo, licho nie śpi.</p>
<p>Szkoda mi Ganleya. Pakuje się w polskie bagienko. Zanim rozpozna, kto jest kim, przylgnie do niego etykieta sponsora oszołomów i politycznych wydrwigroszy. Z czasem się w tym wszystkim oczywiście połapie, bo nie sposób nie zauważyć, kiedy ma się w otoczeniu &#8222;nawiedzeńców&#8221;, spoconych perspektywą powrotu na polityczne salony. Może być jednak wówczas za późno na jakąkolwiek sensowną ponadnarodową inicjatywę na rzecz wolnej Europy, której Ganley stara się patronować. Szkoda by było, bo za jej sprawą sensowne środowiska eurorealistyczne w Polsce, mogłyby przełamać zasklepiałą koncepcję uprawiania polityki jedynie na własnym podwórku.</p>
<p>Niestety, dojarki właśnie wzięły kanki do ręki. Dla nich nadszedł czas udoju. Jedyna szansa w tym, że Ganley głośno będzie ryczał, a mało mleka dawał. A to na szczęście jest możliwe.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/kto-pierwszy-wydoi-ganleya.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

