<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Historia</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/historia/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>&#8220;Walka o Wielką Polskę&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Feb 2009 16:39:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/16/walka-o-wielka-polske/</guid>
		<description><![CDATA[Historia obozu narodowego na Pomorzu doczekała się solidnego opracowania. Ukazała się właśnie książka dr Krzysztofa Osińskiego „Walka o Wielką Polskę. Narodowa Demokracja wobec rządów sanacji na terenie województwa pomorskiego w latach 1926-1939” (Wydawnictwo Naukowe Grado). Sążnista, bo licząca 563 strony publikacja, przenosi nas w czasy, kiedy polityka i Polska wyglądały zupełnie inaczej. Patrzymy na Polskę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Historia obozu narodowego na Pomorzu doczekała się solidnego opracowania. Ukazała się właśnie książka dr Krzysztofa Osińskiego „Walka o Wielką Polskę. Narodowa Demokracja wobec rządów sanacji na terenie województwa pomorskiego w latach 1926-1939” (Wydawnictwo Naukowe Grado). Sążnista, bo licząca 563 strony publikacja, przenosi nas w czasy, kiedy polityka i Polska wyglądały zupełnie inaczej. Patrzymy na Polskę tamtych dni oczami rywalizujących ze sobą partii politycznych, które nie oszczędzały sobie „uprzejmości”, kończących się nierzadko bójkami i „najściami” na domy politycznych adwersarzy.</p>
<p>Książka bydgoszczanina Krzysztofa Osińskiego, to solidny materiał faktograficzny, pieczołowicie odsłaniający kulisy walki endeków i piłsudczyków, która po zamachu majowym nabrała szczególnie brutalnego kolorytu, zarówno na polu politycznym, jak i prasowym . Autor dokonał rzeczy bardzo cennej, ukazując przy okazji partyjnych animozji, złożoność sytuacji narodowościowej, wyznaniowej i ekonomicznej  województwa pomorskiego, które nie miało szczęścia do „dobrej ręki” ze strony władz II RP. Było to zapewne wynikiem swoistej krnąbrności mieszkańców, którzy miłością darzyli przede wszystkim endecję, a nie „brygadzistów”, jak nazywano popleczników Józefa Piłsudskiego.</p>
<p>W książce znajdujemy rozdziały, które powinny skłonić każdego sympatyka narodowej demokracji do sięgnięcia po tę pozycję: „Udział w walkach majowych jednostek pomorskich”’, „Kwestia narodowościowa jako element walki politycznej z sanacją”, „Powstanie Stronnictwa Narodowego”, „Duchowieństwo a rywalizacja endecko-sanancyjna”, „Radykalizacja działalności politycznej endecji”, „Wpływ tarć wewnętrznych w łonie pomorskiej endecji na walkę z sanacją”, „W cieniu Berezy Kartuskiej”, „Stosunek pomorskich narodowców do osoby marszałka Józefa Piłsudskiego i ich reakcja na jego śmierć”, „Rywalizacja endecko-sanancyjna na płaszczyźnie samorządowej”.</p>
<p>„Walka o Wielką Polskę” wypełnia lukę w badaniach nad endecją na Pomorzu. Przybliża koloryt i klimat czasów, które w żaden sposób nie są podobne do dzisiejszych. Nie ma bowiem dzisiaj endecji, ani obozu piłsudczyków, są co najwyżej rachityczne środowiska, odwołujące do tradycji, która zakończyła swój żywot wraz z wybuchem II wojny światowej. Polską doby dzisiejszej nie rządzi ani trumna Dmowskiego, ani Piłsudskiego. Nie udało się bowiem wskrzesić po 1989 roku żadnej formacji, która wprost odwołując się do XX-lecia międzywojennego, odniosłaby trwały sukces. Pokazuje to los KPN-u i ZCHN, które zeszły ze sceny politycznej mniej więcej w tym samym czasie.</p>
<p>Nie oznacza to, że nie warto sięgać i zgłębiać myśli politycznej Dmowskiego czy Piłsudskiego, choć w przypadku tego drugiego, trudno mówić o jakimś konkretnym dorobku periodycznym w tym zakresie. Należy poznawać życie i poglądy tych, którzy odcisnęli piętno na dziejach Polski pierwszej połowy XX wieku. Bez nich historia byłaby miałka i żałośnie słabo przyprawiona. A taka, niestety, staje się dzisiaj. Podporządkowana mediom i ludzkim gustom, z roku na rok ubożeje, stając się niekończącym się sitcomem, tyle że w marnym wykonaniu. Do polityki garną się ludzie odtwórczy, pozbawieni politycznego dyszla, tak charakterystycznego dla czasów, kiedy trwała „Walka o Wielką Polskę”.</p>
<p>Warto sięgnąć po książkę dr Krzysztofa Osińskiego, bo mówi ona o ludziach dobrze przyprawionych, aktywnych, gotowych na wiele w obronie swoich ideałów. I choć czasami brakowało w tym wszystkim  miejsca na kompromis, to znajdowało się miejsce na miłość – często zaborczą – do swojej ojczyzny. „Walka o Wielką Polskę” to historia, która wydarzyła się naprawdę. Historia, którą żyły setki tysięcy mieszkańców województwa pomorskiego, czynnie zaangażowanych w swoje stronnictwa, stowarzyszenia, redakcje i związki zawodowe. Dokładali sobie niemiłosiernie i napastliwie. Ale kiedy przyszła godzina próby, wszyscy stanęli po jednej stronie. Po stronie Polski.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pożegnaliśmy Bohaterkę</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/pozegnalismy-bohaterke.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/pozegnalismy-bohaterke.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 17 Jan 2009 17:44:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[AK]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/01/17/pozegnalismy-bohaterke/</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj pożegnaliśmy Panią Profesor Elżbietę Zawacką „Zo”. Żegnały Ją tysiące mieszkańców Torunia, województwa kujawsko-pomorskiego, władze państwowe, wojskowe  i samorządowe. Spoczęła na nekropolii, którą sama sobie wybrała – cmentarzu Świętego Jerzego przy ulicy Gałczyńskiego. Nad grobem słychać było warkot przelatujących tuż nad drzewami samolotów, które w ten sposób oddawały cześć jedynej polskiej „Cichociemnej”.   Uroczystości pogrzebowe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="warta-honorowa-2.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/warta-honorowa-2.jpg" rel="shadowbox[post-535];player=img;"><img class="prawy" style="width: 172px; height: 134px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/warta-honorowa-2.miniatura.jpg" alt="warta-honorowa-2.jpg" width="172" height="134" /></a>Dzisiaj pożegnaliśmy Panią Profesor Elżbietę Zawacką „Zo”. Żegnały Ją tysiące mieszkańców Torunia, województwa kujawsko-pomorskiego, władze państwowe, wojskowe  i samorządowe. Spoczęła na nekropolii, którą sama sobie wybrała – cmentarzu Świętego Jerzego przy ulicy Gałczyńskiego. Nad grobem słychać było warkot przelatujących tuż nad drzewami samolotów, które w ten sposób oddawały cześć jedynej polskiej „Cichociemnej”.<br />
 <br />
<a title="msza.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/msza.jpg" rel="shadowbox[post-535];player=img;"><img class="prawy" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/01/msza.miniatura.jpg" alt="msza.jpg" width="98" height="137" /></a>Uroczystości pogrzebowe śp. Elżbiety Zawckiej były niezwykłą uroczystością. Pełną zadumy nad ludzkim poświęceniem, wytrwałością i autentyczną miłością Ojczyzny. To był hołd złożony Wielkiemu Człowiekowi, autorytetowi, których tak dzisiaj Polsce brakuje. Odeszła na wieczną wartę z pełnym ceremoniałem wojskowym. Była przecież generałem brygady. Weszła do panteonu polskich bohaterów XX wieku. Za życia była już legendą. Od dzisiaj ta legenda będzie nabierać zupełnie nowego blasku. Cześć Jej pamięci.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/pozegnalismy-bohaterke.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na smoleńskiej ziemi</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/na-smolenskiej-ziemi.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/na-smolenskiej-ziemi.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Dec 2008 11:50:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Katyń]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/12/20/na-smolenskiej-ziemi/</guid>
		<description><![CDATA[Katyń przywitał nas śniegiem i zimnem. Godzinna jazda ze Smoleńska zaśnieżonymi drogami nie należała do komfortowych. Na drogach żadnych pługów, ani choćby śladów odśnieżania. Wlekliśmy się za jakąś antyczną ciężarówką, klimatem przypominającą czasy świetności radzieckich filmów. Im bardziej zbliżaliśmy się do miejsca kaźni, tym cichsze stawały się rozmowy. Także naszych rosyjskich gospodarzy, którzy oficjalnie towarzyszyli nam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="smolenskkatyn-465.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-465.jpg" rel="shadowbox[post-511];player=img;"></a><a title="smolenskkatyn-413.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-413.jpg" rel="shadowbox[post-511];player=img;"><img class="prawy" style="width: 151px; height: 103px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-413.miniatura.jpg" alt="smolenskkatyn-413.jpg" width="151" height="103" /></a>Katyń przywitał nas śniegiem i zimnem. Godzinna jazda ze Smoleńska zaśnieżonymi drogami nie należała do komfortowych. Na drogach żadnych pługów, ani choćby śladów odśnieżania. Wlekliśmy się za jakąś antyczną ciężarówką, klimatem przypominającą czasy świetności radzieckich filmów. Im bardziej zbliżaliśmy się do miejsca kaźni, tym cichsze stawały się rozmowy. Także naszych rosyjskich gospodarzy, którzy oficjalnie towarzyszyli nam w tym wyjeździe. Wiedzieli, jak ważny jest to dla nas punkt wizyty.</p>
<p>Na miejscu krótkie przywitanie z dyrektorem „Memoriału” i naszą przewodniczką, Rosjanką. Na pobyt w miejscu kaźni przeznaczyliśmy dwie godziny. Najpierw wizyta i złożenie kwiatów pod krzyżem prawosławnym, symbolizującym rosyjskie ofiary stalinowskiego ludobójstwa. Krótka modlitwa za Rosjan zamordowanych w katyńskim lesie, których liczba jest trudna nawet do oszacowania. W rozmowie z przewodniczką wyczuć można było, że temat jest drażliwy dla samych Rosjan, którzy wciąż mocują się z własna historią.</p>
<p><a title="smolenskkatyn-251.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-251.jpg" rel="shadowbox[post-511];player=img;"><img class="prawy" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-251.miniatura.jpg" alt="smolenskkatyn-251.jpg" width="122" height="163" /></a>I wreszcie nasze, polskie miejsce kaźni. KATYŃ – słowo złowrogie, pełne bólu i strachu. W głowie kołaczą się chaotyczne myśli… Jesteśmy w KATYNIU. Tym KATYNIU. Przejmujący dźwięk dzwonu… Później nastaje cisza, dookoła żadnych innych postronnych osób. Poczucie ciszy potęguje biel śniegu i nostalgiczny szum drzew, niemych świadków tego co się tam wydarzyło. Mają po około siedemdziesiąt lat, więc pamiętają. Mamy biało-czerwony kosz kwiatów i przywiezione z Polski znicze. Wzruszenie, łzy, modlitwa… O spokój duszy pomordowanych, o zdolność wybaczania… O to, by nigdy więcej nie powtórzył się Katyń.</p>
<p><a title="smolenskkatyn-413.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/smolenskkatyn-413.jpg" rel="shadowbox[post-511];player=img;"></a>Oddajemy się lekturze – pobieżnej niestety – tysięcy nazwisk, uwiecznionych na metalowych tablicach… Grzegorz odnajduje swojego krewnego. Opowiada krótką historię jego życia. Życia brutalnie przerwanego właśnie tutaj w wieku 30 lat… Jak innych, którzy tysiącami transportowani z Kozielska, szli stąd na wieczną wachtę. Pozostały po nich  drobne przedmioty: zdjęcia, grzebienie, sprzączki, okulary, guziki i listy…</p>
<blockquote><p>     – Tatusiu Kochany! Najdroższy!&#8230; Czemu nie wracasz? Mamusia mówi, że tymi kredkami, coś mi podarował na imieniny…  Do szkoły teraz nie chodzę, bo zimno. Jak wrócisz, ucieszysz się pewno, że mamy nowego pieska. Mamusia nazwała go Filuś … Cześ. (8 stycznia 1940 r.)</p>
<p>     – Kochany Papo, pewno wojna się prędko skończy. Bardzo za Tobą tęsknimy wszyscy i strasznie Ciebie całujemy. Irka przycięła sobie włosy i Mama się bardzo gniewała. Czy mieszkasz w ciepłym domu, bo u nas brak opału. Mama chciała Tobie posłać ciepłe rękawiczki, ale … W kwietniu przejedziemy do wuja Adama i napiszę wtedy Tobie, jak tam wygląda. (12 luty 1940r).</p></blockquote>
<p>W końcu jakakolwiek korespondencja się urywa…</p>
<p>5 marca 1940 r., na wniosek ludowego komisarza spraw wewnętrznych Ławrientija Berii, Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii podjęło decyzję o zamordowaniu przeszło 14 730 jeńców przebywających w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku.</p>
<blockquote><p><a title="773px-katyn_massacre1.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/773px-katyn_massacre1.jpg" rel="shadowbox[post-511];player=img;"><img class="prawy" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/773px-katyn_massacre1.miniatura.jpg" alt="773px-katyn_massacre1.jpg" width="155" height="119" /></a>Przede mną rozwarty dół, a w jego czeluści warstwami, ciasno, jak sardynki w pudełku, trupy. Mundury, płaszcze, mundury polskie, pasy, guziki, buty, zwichrzone włosy na czaszkach, usta poniektórych wpółotwarte. Właśnie przestał mżyć deszczyk i blady promień słońca jął się przepychać poprzez koronę sosny. „Tiń-tiń-tiń!” – zawołał ucieszony ptaszek. (…) Straszne. Ręce i nogi nawzajem splecione, wszystko uciśnięte jak walcem. Poszarzałe, martwe, szereg za szeregiem, setka za setką, niewinni, bezbronni żołnierze. (…) Tamten leży twarzą w dół. Ten jest jeszcze w czapce. Wyjątek. A tam dalej wszyscy w płaszczach i nie rozpoznać w tej lepkiej masie indywidualnych kształtów. Właśnie: masa, słowo tak ulubione w Sowietach. (…) Wymowność tego munduru robi wrażenie zwłaszcza na Polaku. Odznaki, guziki, pasy, orły, ordery. Nie są to trupy anonimowe. Tu leży armia. Możnaby zaryzykować określenie – kwiat armii, oficerowie bojowi, niektórzy z trzech uprzednio przewalczonych wojen.<br />
<em>(Józef Mackiewicz &#8211; Dymy nad Smoleńskiem), na zdjęciu ręce ofiary związane na plecach, tzw. węzeł katyński.</em></p></blockquote>
<p>Ile takich mogił kryje jeszcze ziemia rosyjska? Bezimiennych dołów, zasypywanych krzykiem umierających, łkaniem ich bezmiaru nieszczęścia i bezsilności… Jak to zrozumieć? Iluż sił na to potrzeba?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/na-smolenskiej-ziemi.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>13 grudnia roku pamiętnego&#8230;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/13-grudnia-roku-pamietnego.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/13-grudnia-roku-pamietnego.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Dec 2008 20:46:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Jaruzelski]]></category>
		<category><![CDATA[Kiszczak]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/12/12/13-grudnia-roku-pamietnego/</guid>
		<description><![CDATA[Dwadzieścia siedem lat temu czerwoni towarzysze spod znaku  PZPR wprowadzili stan wojenny. Przygnieceni własną niemocą, odrzuceni przez większość narodu, nie znaleźli innego sposobu na utrzymanie się przy władzy, niż wariant siłowy. Wyprowadzili na ulice czołgi, powyłączali telewizję i telefony, powsadzali do więzień działaczy Solidarności, rozgonili tych, którzy przeciw nim się buntowali. Złamali wszelki opór, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="stan_wojenny_-_atak__80975g.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/stan_wojenny_-_atak__80975g.jpg" rel="shadowbox[post-506];player=img;"><img class="prawy" style="width: 170px; height: 161px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/12/stan_wojenny_-_atak__80975g.miniatura.jpg" alt="stan_wojenny_-_atak__80975g.jpg" width="170" height="161" /></a>Dwadzieścia siedem lat temu czerwoni towarzysze spod znaku  PZPR wprowadzili stan wojenny. Przygnieceni własną niemocą, odrzuceni przez większość narodu, nie znaleźli innego sposobu na utrzymanie się przy władzy, niż wariant siłowy. Wyprowadzili na ulice czołgi, powyłączali telewizję i telefony, powsadzali do więzień działaczy Solidarności, rozgonili tych, którzy przeciw nim się buntowali. Złamali wszelki opór, a tam, gdzie on występował, np. w kopalni „Wujek”, najzwyczajniej w świecie otworzyli ogień z karabinów.</p>
<p>Odetchnęli wówczas czerwoni kacykowie, ciężko wystraszeni społecznym oporem i nieposłuszeństwem. Nienawykli do wolności, wychowani na marksistowsko-leninowskim bełkocie, czerwoni talibowie spod znaku Kiszczaka, Jaruzelskiego, Barcikowskiego, Kani i Rakowskiego, w żaden sposób w swoich pezetperowskich głowach, nie mogli sobie wyobrazić sytuacji, w której kierownicza rola ich matki partii oraz dozgonna przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, mogłyby być przez kogoś kwestionowane i poddawane w wątpliwość. Przesiąknięci serwilizmem i porażającą bojaźnią przed Wielkim Bratem, spałowali własny naród, bo tylko to im tak naprawdę wychodziło.</p>
<p>Padli osiem lat później. Nie byli w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Kałmuckie myślenie i mentalność, infantylizm ideowy, a także  gospodarcza jałowość, doprowadziły czerwoną „rasę panów” tam, gdzie powinni byli trafić dziesiątki lat wcześniej, czyli na śmietnik historii. Zmuszeni okolicznościami (bo przecież nie sami z siebie) postanowili delikatnie uchylić okno wolności, na tyle, by skanalizować społeczne oczekiwania, ale tak, by zostało po staremu. &#8222;Czerwoni&#8221; nie przewidzieli jednak, że uchylając okno wolności wywołają przeciąg, który wyrwie im je razem z futryną i parapetami. Padli wówczas, aż huknęło, ale nie wyginęli.</p>
<p>Litościwy naród dał im przeżyć, a nawet się odrodzić w lekko zmienionej postaci. Nie powiesił ich zamiast liści, jak straszyli siebie nawzajem. Ba, dał im nawet na moment władzę, by pokazali, czy się czegoś w demokracji nauczyli. Dał im tę władzę wprawdzie na darmo, ale nie nadaremno – towarzysze pokazali, że jedyne, co potrafią zrobić, to zastąpić socjalizm ludowy socjalizmem rywinowym i starachowickim. Padli wówczas po raz drugi i do dzisiaj się nie podnieśli. Stanowią polityczną osobliwość, zwaną nie wiedzieć czemu „lewica”, bo lewicy jest tam tyle, co kot napłakał. To zrozumiałe, bo kiedy w 1945 roku się instalowali, przezornie polską przedwojenną lewicę wytłukli. Nie było zatem komu po 1989 roku tej prawdziwej, historycznej lewicy odrodzić.</p>
<p>Rok temu rozważałem na swoim blogu, czy gen. Jaruzelski wprowadzając stan wojenny, mógł zdobyć się na niezależność myślenia, odruch wolności i pójść drogą zupełnie inną od tej, którą w konsekwencji wybrał. Czy był w stanie zrezygnować z gospodarki planowej na rzecz rynkowej? Zainteresowanych odsyłam do <a href="http://www.eckardt.pl/2007/12/12/13-grudnia-1981-r/">wpisu</a>, który wówczas popełniłem.</p>
<p>Tych, którzy nie chodzą wcześnie spać, zapraszam dzisiaj punktualnie o północy pod tablicę Solidarności, wmurowaną w ścianę kościoła Świętego Ducha przy Rynku Staromiejskim w Toruniu. Będzie marszałek województwa oraz ci, dla których tamten czas, to nie jest nic nie znacząca kartka w kalendarzu. Pamiętajmy, że jeszcze dwadzieścia lat temu panoszyła się w Polsce „komuna”, cenzura, tajniacy i nieznani sprawcy. Zaledwie dwadzieścia lat temu…</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=XZyenKyJ4c8&amp;eurl" rel="shadowbox[post-506];player=swf;width=640;height=385;">Tutaj</a> możesz obejrzeć słynne wystąpienie Wojciecha Jaruzelskiego oraz zerknąć na migawki z lat, które, miejmy nadzieję, już nie wrócą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/13-grudnia-roku-pamietnego.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skrobanie &#8220;Marszałka&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Dec 2008 18:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>
		<category><![CDATA[Piłsudski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/12/02/skrobanie-marszalka/</guid>
		<description><![CDATA[Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem „Marszałka” Józefa Piłsudskiego, którym – delikatnie mówiąc – autor pomimo bombardowania go historyczną poprawnością nie ulega.</p>
<p>I nie bez kozery, gdyż dla każdego trzeźwo myślącego miłośnika historii Polski „wielkość” Marszałka bywa mocno dyskusyjna, a nawet kłopotliwa. I wcale nie chodzi tutaj o zwolenników narodowej demokracji, czy ludowców, ale o tych, którzy nie przepadają za brązowieniem postaci, które niekoniecznie na to zasługują. Bo jak tu brązowić kogoś, kto jako przywódca wielkiego obozu politycznego, realnie sprawującego władzę w II RP, nie pozostawił po sobie żadnej usystematyzowanej myśli politycznej, doktryny, która dawałaby polityczne klucze do rozumienia otaczającego świata.</p>
<p>Warto sięgnąć zatem po tekst Ziemkiewicza, który poniżej przytaczam prawie w całości. Zainteresowanych odsyłam również do mojego <a href="http://www.eckardt.pl/jak-to-pilsudski-z-duchami-deliberowal.html">tekstu</a> o zamiłowaniu „Marszałka” do świata duchów, z którymi twórca legionów ochoczo utrzymywał kontakty, wywoływał, a nawet się radził i postponował. Dostało mi się za ten tekst od zagorzałych „piłsudczyków”, bo też i wielu z nich o tej sferze życia „Marszałka” akurat nie wiedziało (no może poza słynnym stawianiem pasjansa), co naraziło ich na konfuzję, której akurat w temacie Piłsudskiego najmniej sobie winszowali. Zapraszam do lektury.</p>
<blockquote><p>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;. </p>
<p><strong>Przez dziesięciolecia zniewolenia w ramach narodowej psychoterapii zamienialiśmy nasze dzieje w zbiór czytanek. Wszystkie patologie tego myślenia o historii zbiegają się, niczym w soczewce, w postaci Józefa Piłsudskiego (…).</strong><br />
 <br />
(…) Wszystkie patologie naszego myślenia o historii się zbiegają niczym w soczewce w postaci Józefa Piłsudskiego, postaci wielkiej współczesną niechęcią do tych, którzy go ongiś atakowali. Postaci ustawionej na cokole,<br />
ubrązowionej ponad wszelkie pojęcie. Jednym rekompensuje dzisiejsze niepowodzenia niepodległościowej orientacji, drugim służy za uniwersalną figurę retoryczną pozwalającą na przykład łatwo prześlizgiwać się nad winami Jaruzelskiego (bo przecież zamach majowy pochłonął więcej ofiar niż stan wojenny), czy bez analizowania źródeł unieważniać wszystkie niewygodne fakty z przeszłości Wałęsy (bo ten naród wredny zwykł opluwać wielkich, nawet Piłsudski nie miał lekkiego życia) – ale też bez silenia się na argumenty niszczyć porównaniem z nim wrogów (Kaczyńscy otwarcie nawiązują do sanacji i kultu Marszałka, widać, że chcieliby zniszczyć demokrację i powsadzać wszystkich do Berezy).</p>
<p><strong>Rocznica non stop</strong></p>
<p>Święto 11 listopada przynoszące regularnie erupcję rocznicowych czytanek o herosie bez skazy, który sam jeden przyniósł Polsce niepodległość, moglibyśmy ustanowić dniem marketingu historycznego. Piłsudski z rocznicowych tekstów przypomina Wałęsę z opowieści samego Wałęsy: wszystko wiedział najlepiej, wszystkiego dokonał, gołymi rękami, sam jeden obalił imperia, a wszyscy inni albo byli mu ślepo posłuszni, albo tylko psuli gigantowi jego wielkie dzieła.</p>
<p>Być może na rocznicę laurki są na miejscu. Tylko że w takim razie rocznica trwa u nas non stop. Do jakiego stopnia, dowiodło wielkie zmieszanie po wypowiedzi Normana Daviesa stwierdzającego oczywisty fakt, że Piłsudski władzę w odrodzonej Polsce zawdzięczał Niemcom i wręcz został przez nich do jej przejęcia wyznaczony. Gdyby rząd, a właściwie wojskowy wywiad niemiecki, nie wypuścił go z Magdeburga, czego bynajmniej czynić nie musiał, i nie podstawił pociągu do Warszawy (jak, nie przymierzając, Leninowi), to by się w stolicy ukształtował inny rząd przejmujący władzę nad funkcjonującymi już przecież od pewnego czasu polskimi organami administracji i „polnische Wehrmacht”.</p>
<p>Można oczywiście się zastanawiać – a problem jest pasjonujący – na ile powstały bez Piłsudskiego rząd, zapewne w znacznym stopniu powiązany z Dmowskim, poradziłby sobie z militarnymi wyzwaniami tamtego okresu i rewolucyjnymi nastrojami, które komendant postrzegany przez pryzmat pepeesowskiej przeszłości jakoś swą osobą łagodził. Hrabiemu Zamoyskiemu czy Grabskiemu konieczna w ówczesnej sytuacji współpraca z socjalistami wyszłaby zapewne gorzej.<br />
(…) Rocznicowy Piłsudski przybywa 10 listopada z Magdeburga, można sądzić, że wydostawszy się z niego własnym przemysłem niczym hrabia Monte Christo, zostaje naczelnikiem państwa (z czyjej nominacji – któż by pytał) i odbudowuje nam ojczyznę. W przeciwieństwie do bohaterów przywołanych na początku niniejszego tekstu nie wyskakuje tak zupełnie z nicości ani w niej nie znika, bo wiemy, choć bez zbędnych szczegółów, że wcześniej tworzył polskie legiony, a jeszcze wcześniej miejską partyzantkę PPS. Wiemy też, że później podniósł rękę na demokrację i prawa człowieka, co już było mniej chwalebne, ale jednak uzasadnione, skoro jego niedemokratyczne rządy popierali wszyscy patroni dzisiejszego inteligenckiego salonu i skoro w ten sposób zamknął drogę do władzy uosabiającej wszelkie zło endecji.<br />
 <br />
P<strong>omór oficerów</strong></p>
<p>Wszystko, co ponadto, jest zbędne i nieobecne w dyskursie. Mija dziesięć lat od wydania książki Ryszarda Świętka „Lodowa ściana”, w której w sposób bardzo przekonujący – na ile mogę to stwierdzić jako amator – zebrane zostały poszlaki świadczące o wieloletniej współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Książka wydana w niewielkim nakładzie, niewznawiana jest dziś białym krukiem i nikt się nie pokusił o zbicie poszlakowego, ale solidnie i logicznie uargumentowanego wywodu autora.</p>
<p>Jedyne polemiki, jakich się on doczekał, przypominały elaboraty dyskredytujące pracę badaczy archiwaliów dotyczących TW „Bolka”: nie ma podpisu Piłsudskiego na żadnym zachowanym dokumencie, więc nie ma twardych dowodów, to po co o tym mówić. Zdumiewające jest to wymaganie twardych dowodów tam, gdzie wiadomo, że były one niszczone, a świadkowie poginęli w okolicznościach jednoznacznie wskazujących na polityczne skrytobójstwo. Dotyczy to nie tylko śmierci generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego, który jako swego czasu oficer c.k. wywiadu zamordowany został najprawdopodobniej dlatego właśnie, że zbyt wiele wiedział o sprawach z naszego dzisiejszego punktu widzenia łatwo wybaczalnych, ale w ówczesnej mentalności się niemieszczących, a w realiach politycznych po zamachu śmiertelnie dla dyktatora niebezpiecznych.</p>
<p>Sprawa Ostoi-Zagórskiego stała się głośna wskutek fuszerki zbrodniarzy i zbiegu okoliczności, które udaremniły planowanie upozorowania rzekomej ucieczki generała za granicę. Co najmniej kilkunastu wyższych oficerów Wojska Polskiego, jak również szereg świadków związanych ze zniknięciem Zagórskiego, pada w tym samym czasie ofiarą tajemniczych wypadków, zatruć pokarmowych, wreszcie mordów, wedle oficjalnej wersji, bandyckich. Szczególny pomór pada na tych, którzy mieli nieszczęście stanąć Piłsudskiemu na drodze w okresie Legionów. Skądinąd wiadomo, że pogłębiająca się z wiekiem nienawiść dyktatora do ówczesnych rywali przybierała formy obsesyjne i kompromitujące; miał na przykład zażądać od swych oficerów, aby podczas jednej z uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza otoczyli Sikorskiego, pozbawionego już wówczas jakiegokolwiek znaczenia, i obili go do krwi klamrami wojskowych pasów. Chyba nie jest to „endeckie opluwanie”, skoro przekazuje tę informację w swej autobiografii Jerzy Giedroyć, też przecież piłsudczyk. Obawiam się, że naruszająca tabu wielkiego marszałka praca Piotra Kowalskiego o generale Zagórskim, którą jako członek kapituły nagrody im. Józefa Mackiewicza miałem honor współwyróżnić za wysoki merytoryczny poziom i pionierską odwagę rozgrzebywania spraw, których ludzie rozsądni radzą nie rozgrzebywać, podzieli los „Lodowej ściany”. Odrzucona przez kilku wydawców, wydana ostatecznie w znikomym nakładzie przez niszową oficynę, zostanie najpewniej przemilczana, mimo że znakomita większość zestawionych w niej faktów dla wtajemniczonych historyków nie jest żadnym odkryciem. W końcu sprawa Zagórskiego podnoszona była wielokrotnie przez endeków, wykorzystywano ją także w antysanacyjnej propagandzie PRL, więc cokolwiek spotkało generała, w sumie tak, jakby mu się należało.<br />
 <br />
<strong>Nie wszystko komuna wymyśliła</strong></p>
<p>Owo polowanie na świadków dawnych hańbiących powiązań urządzone po przejęciu władzy nie jest wszak jedyną plamą na honorze rocznicowo uwielbianego marszałka, podobnie jak nie wyczerpuje ich listy zmiażdżenie polskiego parlamentaryzmu, który mimo niedostatków konstytucji nie był bynajmniej beznadziejnie chory, pogwałcenie niezawisłości sądownictwa, proces brzeski i Bereza Kartuska ani cenzura włącznie z żenującym prawem przewidującym surowe kary za uwłaczanie jego czci.</p>
<p>Oczywiście prawo to ogłoszone zostało już po śmierci Marszałka, ale właśnie ono dobitnie pokazuje, jakiej, nie sposób tego nazwać inaczej, bandzie oprychów oddał on Polskę we władanie. Silni wobec zaatakowanych bojówką bezbronnych ofiar (warto jednak pamiętać o wybitym oku Nowaczyńskiego, czy skatowanym omal na śmierć Dołędze-Mostowiczu) w obliczu atakujących Niemców sanacyjni oficerowie na wyprzódki uciekali do Zaleszczyk, nierzadko pozostawiając – za co Rydz-Śmigły nie zechciał nikogo ukarać – powierzone ich dowództwu oddziały. Degeneracja obozu sanacyjnego to temat na opowieść naprawdę nieprzyjemną i nie jest wystarczającym powodem utrzymywania tabu fakt, iż o jej przejawach tak chętnie pisała peerelowska propaganda, nie wszystko bowiem jej funkcjonariusze zmyślili. Degeneracji tej zaś nie byłoby, gdyby nie szczególne zachowanie Piłsudskiego, który zdobywszy władzę dyktatorską, zwolnił się z jej sprawowania, pozostawiając sobie jedynie przyjemność rugania od czasu do czasu niespełniających jego oczekiwań nominatów, i przestawiania ich po państwowych stołkach. W praktyce zajmował się tylko sprawami wojska, zresztą ze złym dla Polski skutkiem, gdyż jako człowiek nieuznający żadnej cudzej opinii, a przy tym całkowicie zamknięty w myśleniu poprzedniej epoki, do śmierci blokował rozwój lotnictwa i broni motorowo-pancernej, na nadrobienie czego nie wystarczyło już potem czasu.</p>
<p>Do historycznego rachunku dopisać też trzeba Piłsudskiemu podporządkowanie państwa ludziom przeważnie niekompetentnym, co szczególnie źle odbiło się na gospodarce (wysławiany Eugeniusz Kwiatkowski budził taką nieufność, że względną swobodę działania uzyskał dopiero pod koniec rządów Piłsudskiego) poddanej doktrynie etatyzmu. Budzące z dzisiejszego punktu widzenia znacznie większy szacunek koncepcje oparte na wolnym rynku i rozwijaniu rodzimej przedsiębiorczości, szczególnie drobnej, jakie reprezentował np. Rybarski i inni endeccy ekonomiści, w demokracji parlamentarnej być może zostałyby zrealizowane i sprawiłyby szybsze wyjście Polski z kryzysu oraz jej zauważalny rozwój. Pod rządami weteranów Organizacji Bojowej PPS musiały pozostać teoretyczną ciekawostką.</p>
<p>Wbrew rocznicowym czytankom, odzyskanie niepodległości nie było cudem. Było uwieńczeniem starań wielu małych i wielkich, było zasługą całego pokolenia działaczy, polityków, bojowników, o pośrednich zasługach pokoleń poprzednich nie wspominając. Sposób, w jaki je dziś obchodzimy – w ślad za sanatorami, którzy dopiero po śmierci Piłsudskiego i w ścisłym związku z tworzoną wokół niego aurą ojca ojczyzny to święto ustanowili – napawa smutkiem. Jest bowiem dowodem, że w kraju o tak wątłych elitach i tak niewielkim szacunku dla siebie, co się przekłada na skłonność do irracjonalnego zawierzania charyzmatycznym wodzom i potrzebę zastępowania zbyt trudnej rzeczywistości mitologią, każdy sukces można sfałszować i przypisać jednemu środowisku, a potem jednemu uosabiającemu je przywódcy. Jest to nauka tyleż smutna, co, niestety, bardzo dziś aktualna.</p></blockquote>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/222966.html">źródło (Rzeczpospolita, 21-11-2008 r.)<br />
</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niepodległość</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2008 12:09:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/11/11/niepodleglosc/</guid>
		<description><![CDATA[90. lat temu „wybuchła Polska”. Wysiłkiem myśli i czynem Polaków, ale i niespodziewanym zbiegiem okoliczności. Spełniły się marzenia i modły wielu pokoleń Polaków. Polska wróciła do życia po 123 latach zaborów. Z tego powodu Święto Niepodległości jest  świętem radosnym. Jako Polacy możemy cieszyć się niepoślednimi postaciami, które jak równy z równym, negocjowały na ówczesnych europejskich salonach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="flaga_polska1.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/11/flaga_polska1.jpg" rel="shadowbox[post-494];player=img;"><img class="prawy" style="width: 113px; height: 84px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/11/flaga_polska1.miniatura.jpg" alt="flaga_polska1.jpg" width="113" height="84" /></a>90. lat temu „wybuchła Polska”. Wysiłkiem myśli i czynem Polaków, ale i niespodziewanym zbiegiem okoliczności. Spełniły się marzenia i modły wielu pokoleń Polaków. Polska wróciła do życia po 123 latach zaborów. Z tego powodu Święto Niepodległości jest  świętem radosnym. Jako Polacy możemy cieszyć się niepoślednimi postaciami, które jak równy z równym, negocjowały na ówczesnych europejskich salonach formalny powrót Polski do rodziny wolnych narodów europejskich. Opatrzność dała wówczas Polsce postacie wybitne, które na trwałe weszły do polskiego panteonu.</p>
<p>Na wierzch życia politycznego i społecznego wypłynęły postacie nietuzinkowe, z gorącymi patriotycznymi sercami, bijącymi w takt Mazurka Dąbrowskiego. Odradzało się państwo polskie, zdewastowane wojną, zszywane z trzech części. Na przekór okolicznościom i biedzie, od której się wówczas roiło. Rodziło się nowe polskie życie, które za chwilę musiało stawać do walki z bezbożną bolszewicką nawałą. Rodziła się II Rzeczpospolita. Nasza, polska, długo wyczekiwana, wywalczona i wymodlona. Miała swoich mężów opatrznościowych. Warto o nich pamiętać. O wszystkich, nawet jeśli nie reprezentują „naszej” opcji politycznej.</p>
<p>Dla mnie Święto Niepodległości to przede wszystkim zwycięstwo myśli i koncepcji politycznej Romana Dmowskiego, głównego stratega i negocjatora powrotu Polski na mapę Europy. Dzięki jego przemyślności, zaangażowaniu, znajomości spraw i stosunków europejskich, wreszcie determinacji, sprawa „polska” stanęła na forum Europy. Przygotowywał się do swojego najważniejszego zadania latami, budując środowisko i zaplecze intelektualne, zaszczepiając Polakom zręby myślenia państwowego i narodowego. We właściwym momencie wszedł do gry i rozegrał ją tak, jak rozgrywa się partię życia. To właśnie jego podpis, obok Jana Ignacego Paderewskiego, widnieje pod Traktatem Wersalskim, dokumencie konstruującym ówczesną nową Europę.</p>
<p>Niepodległość to zadanie. Nieustanne. Na każdym odcinku, nie tylko politycznym. Niepodległość to pojęcie mocno uniwersalne, wymykające się definicjom nauk o polityce. Niepodległym można być na wielu płaszczyznach i w wielu sferach: intelektualnej, moralnej, etycznej, estetycznej… Na każdym z tych obszarów można toczyć batalię o swoją małą niepodległość, wolną od toksycznych wpływów intelektualnych, tandety dnia codziennego, jednowymiarowości, głupoty czy politycznej poprawności. I na tym polega według mnie właściwy sens tego słowa, niechybnie związanego z myślą narodową.</p>
<p>Świetnie wychwycił wymiar tego słowa w okresie międzywojennym arcybiskup Józef Teodorowicz w jednym ze swoich kazań:</p>
<blockquote><p>Myśl narodowa jest tem dla duszy ojczystej, czem są warownie i twierdze dla jej ciała. One to <strong>bronią wstępu do wnętrza świętości narodowych myślom obcym, złym i szkodliwym, bronią ich przed najazdem ducha obcego</strong>. Skoro zaś zapukają do drzwi narodu jakie nowe myśli z zewnątrz, <strong>to przyjmuje się je nie na ślepo,</strong> ale wprzód się je odważy na szalach narodowej mądrości i odłącza wtedy pszenicę od plewy. Czyż to świadomość narodowej mądrości nie broniła nas przed anarchią rosyjskiej literatury, albo przed racjonalizmem niemieckiej? <strong>Myśl narodowa jest i drogowskazem dla przyszłości</strong>, nieraz drogo okupionym przez smutne doświadczenia. Ojczyzna jest czemś jednem; dlatego w jednem zamykasz ją słowie. Jej dzieje, jej język, jej sztuka i kultura zbiegają się w jeden zbiornik, jak potoki rzek w morze. Tym zbiornikiem jest dusza narodowa; ona żyła w historii, ona przemawia przez język narodowy, ona się odziewa w szatę śliczną poezji i sztuki, ale sama jest niepodzielną – jest jednością.</p></blockquote>
<p>Doskonała kwintesencja a propos dnia dzisiejszego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawdy nie da się zabić</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/prawdy-nie-da-sie-zabic.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/prawdy-nie-da-sie-zabic.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Oct 2008 09:44:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Popiełuszko]]></category>
		<category><![CDATA[SB]]></category>
		<category><![CDATA[SLD]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/10/19/prawdy-nie-da-sie-zabic/</guid>
		<description><![CDATA[24 lata temu, prawdopodobnie 19 października, bandyci z SB (represyjnego ramienia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) zamordowali ks. Jerzego Popiełuszkę. Zabili, bo pezetperowska lewica nie była zdolna do myślenia w kategoriach wolności, której wyrazicielem był właśnie ks. Jerzy Popiełuszko. Zginął brutalnie zamordowany, bezbronny i fizycznie słaby. Tępej sile komunistów przeciwstawił chrześcijańską miłość, prawdę i pokorę. Dlatego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="ks-jerzy.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/ks-jerzy.jpg" rel="shadowbox[post-487];player=img;"><img class="prawy" style="width: 88px; height: 121px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/10/ks-jerzy.miniatura.jpg" alt="ks-jerzy.jpg" width="88" height="121" /></a>24 lata temu, prawdopodobnie 19 października, bandyci z SB (represyjnego ramienia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) zamordowali ks. Jerzego Popiełuszkę. Zabili, bo pezetperowska lewica nie była zdolna do myślenia w kategoriach wolności, której wyrazicielem był właśnie ks. Jerzy Popiełuszko. Zginął brutalnie zamordowany, bezbronny i fizycznie słaby. Tępej sile komunistów przeciwstawił chrześcijańską miłość, prawdę i pokorę. Dlatego łatwo było im Go zabić.</p>
<p>Codziennie pokonuję samochodem trasę Bydgoszcz-Toruń-Bydgoszcz. Kilka kilometrów przed Toruniem, w Górsku, znajduje się przejmujący pomnik, przechylony krzyż symbolizujący męczeński etap drogi księdza Jerzego Popiełuszki. Krzyż ten stoi jak memento, zmuszając do zastanowienia się nad sensem życia, poświęcenia i odwagi. Zawsze palą się tam znicze i leżą wiązanki kwiatów. Pamięć o polskim kapłanie, męczenniku, stała się naszym narodowym memento.</p>
<p>W dniu swojego uprowadzenia ksiądz Jerzy Popiełuszko wypowiedział w Bydgoszczy szczególne słowa: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. Słowa jakże prorocze w kontekście tego, co nastąpiło kilka godzin później, kiedy podążył drogą męczenników, drogą tragiczną, pełną bólu i niewymownej traumy, ale drogą wprost w objęcia Boga. Oddał życie za to w co wierzył i w co wierzyli Polacy. Stał się dla nich wielkim znakiem, który nadał nowy sens polskiej walce o wolność. Stał się kimś, kto tę walkę w szczególny sposób uświęcił.</p>
<p>Dzisiaj pojawiają się nowe znaki zapytania, co do prawdziwej daty zabójstwa księdza Jerzego. W ich kontekście padają kolejne pytania o prawdziwych sprawców mordu. Jedno w tym wszystkim wydaje się pewne – ktoś z wielką determinacją broni dostępu do prawdy o zbrodni sprzed ćwierćwiecza. Ale prawda o niej z pewnością wypłynie, bo nie była to zbrodnia doskonała. Była nadzwyczaj prymitywna: porwanie, bicie i katowanie, poniżanie, skrępowanie i wreszcie wrzucenie zmasakrowanego ciała do wody. Jak na inne esbeckie metody, nie było tutaj żadnej finezji.</p>
<p>Zbrodniarze i ich mocodawcy nie mogą czuć się dzisiaj pewnie. Determinacja i wnikliwość tych, którzy wciąż szukają nowych dowodów i dokumentów w tej sprawie z pewnością  przyniesie rezultat. Bo prawdy nie da się zabić. Można ją co najwyżej przykryć zmową milczenia i manipulacji. W przypadku śmierci księdza Jerzego prawdy tej zmową milczenia przykryć się nie dało. Owszem, manipulowano i manipuluje się przy niej na potęgę, ale na niewiele się to zdaje. Kłamstwo po prostu przegrało z prawdą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/prawdy-nie-da-sie-zabic.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybuch Supernowej</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/wybuch-supernowej.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/wybuch-supernowej.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 Aug 2008 16:30:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Solidarność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/08/29/wybuch-supernowej/</guid>
		<description><![CDATA[28 lat temu wybuchała Supernowa. Nazywała się SOLIDARNOŚĆ. Miała niesamowitą siłę, zdolną kruszyć nie tylko koministyczny system, ale i ludzkie sumienia. Porwała za sobą 10 milinów Polek i Polaków, dając im coś, co komuna odrzucała z definicji – wolność i podmiotowość. 28 lat temu rozpoczął się karnawał Solidarności, karnawał nadziei, buntu i uśmiechu. Szczerego, niewymuszonego, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="foto_31.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/08/foto_31.jpg" rel="shadowbox[post-457];player=img;"><img class="prawy" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/08/foto_31.miniatura.jpg" alt="foto_31.jpg" width="153" height="104" /></a>28 lat temu wybuchała Supernowa. Nazywała się SOLIDARNOŚĆ. Miała niesamowitą siłę, zdolną kruszyć nie tylko koministyczny system, ale i ludzkie sumienia. Porwała za sobą 10 milinów Polek i Polaków, dając im coś, co komuna odrzucała z definicji – wolność i podmiotowość. 28 lat temu rozpoczął się karnawał Solidarności, karnawał nadziei, buntu i uśmiechu. Szczerego, niewymuszonego, autentycznego. Powstało coś prawdziwie polskiego, naszego, odwołującego się wprost do narodowego ducha, katolickich zasad i polskiej niepokory. Zrodził się RUCH, który w efekcie zmienił świat.</p>
<p>I choć kilkanaście miesięcy później komuna zdławiła karnawał Polaków, to nie była już w stanie odwrócić biegu wydarzeń, który Solidarność wywołała. Cios, który Polacy wówczas wymierzyli komunie okazał się śmiertelny. System komunistyczny został zainfekowany czymś, na co nie był przygotowany. Oprócz spraw typowo niepodległościowych (tutaj tępa komuna twardo się stawiała), cios wyszedł z flanki bardzo dla niej wrażliwej, mianowicie pracowniczej. Postulaty socjalne i typowo robotnicze, były dla czerwonych kacyków wyjątkowo niewdzięczne, bo właśnie na nich komuna zbudowała cały swój aparat pojęciowy oraz intelektualny stafaż. Robotnik, walka klas, wyzysk mas, to był dotychczas obszar zarezerwowany wyłącznie dla czerwonej dialektyki.</p>
<p>Komuna padła zatem od miecza, którym sama wojowała. Ratując się stanem wojennym, zdołała przetrwać jedynie osiem lat, kompromitując się po drodze do reszty, obażając swoją mentalną <em>sieriozność</em> i kompetencyjną impotencję. Padła wprawdzie nie do końca, niemniej musiała odejść na historyczny śmietnik, z którego już się nie wydostała. Egzystuje wprawdzie rachitycznie w postkomunistycznym SLD, stanowiąc polityczny folklor, na który głosują czerwone rarogi, geje (ponoć nie wszystkie), nawiedzone feministki, zramolałe ubectewo i zomole, a także miłośnicy Che Guevary.</p>
<p>Solidarność to ciągłe zobowiązanie, obojętnie, co dzisiaj sądzimy o jej dawnych czy obecnych liderach. Solidarność pokazała, że jako Polacy potrafimy działać razem, że nie boimy się wyzwań i że dla Polski jesteśmy gotowi ponosić ofiary. Wiem, że zabrzmiało to patetycznie, ale tak to czuję, bo Solidarność to dla mnie, jako Polaka, to powód do narodowej dumy. I choć kiedy „wybuchła” Solidarnosć, miałem dwanaście lat, to wciąż pamiętam ten klimat, te inne radosne  twarze, zawzięte dyskusje w rodzinie, u sąsiadów za ścianą, z których utkwiły mi słowa Wolność, Polska i Solidarność. To zostaje w człowieku na całe życie. To jest ta niesamowita  siła młodości, która chłonie świat wszystkimi jego zapachami, głosami i nastrojami.  Dlatego cieszę się, że część mojej młodości wplotła się w ten niesamowity czas przebudzenia Polaków.</p>
<p>Wczoraj na Rynku w Toruniu w rocznicę porozumień sierpniowych odbył się koncert zespołu Raz Dwa Trzy. Zorganizował go samorząd województwa kujawsko-pomorskiego, w którym mam zaszczyt pełnić funkcję wicemarszałka. Koncert niezwykle udany, bo zespół, co powszechnie wiadomo, jest klasą samą dla siebie. Ale udany był także dlatego, że słowa piosenek, które padły ze sceny, doskonale wpisały się w klimat i pamięć o czasach i ludziach, dzięki którym jesteśmy tu, gdzie jesteśmy - w wolnej Polsce. Być może Polsce jeszcze nie z naszych marzeń, ale za to niepodległej i wolnej. </p>
<p>A w najbliższą niedzielę (31 sierpnia), jako samorząd województwa, organizujemy w podtoruńskim Przysieku piknik dla tych wszystkich, którzy budowali Solidarność, tam na dole, którzy dzisiaj często zapomniani, egzystują na bocznicy życia, a bez których Solidarność nie miałaby tego charakterystycznego szlifu i charakteru. Mam nadzieję, że uda się ponad podziałami politycznymi zebrać w rocznicę porozumień sierpniowych środowisko tych, którzy przed 28 laty pokazali figę komunie i jako „trybiki” weszli do historii Polski, tej jej części, z której powinniśmy być dumni. Ja z tej historii jestem dumny.</p>
<p>Warto też na koniec  sięgnąć po słowa zespołu Raz Dwa Trzy, które korespondują z tym, co chciałem przekazać…</p>
<p><strong>Jutro możemy być szczęśliwi</strong></p>
<p>Nadzieja to plan<br />
on ziści się nam<br />
przydarzy się na pewno się zdarzy<br />
więc uwierz za dwóch<br />
ty i twój duch<br />
z nadzieją wam będzie do twarzy<br />
więc uwierz za dwóch<br />
ty i twój duch<br />
z nadzieją jest bardziej do twarzy</p>
<p>jutro możemy być szczęśliwi<br />
jutro możemy tacy być<br />
jutro by mogło być w tej chwili<br />
gdyby w ogóle mogło być</p>
<p>oto jest czas<br />
on zmienić ma nas<br />
to czas który ma nas zmienić<br />
nim zgadniesz jak<br />
przeoczysz znak<br />
ten znak co jest źródłem nadziei<br />
nim zgadniesz jak<br />
przeoczysz znak<br />
ten znak co jest źródłem nadziei</p>
<p>jutro możemy być. . . (ref.)</p>
<p>niech wiara się tli<br />
dodając ci sił<br />
by na nic nie było za późno<br />
lecz traci swój sens<br />
gdy głupi masz cel<br />
i góry przenosisz na próżno<br />
lecz traci swój sens<br />
gdy głupi masz cel<br />
i góry przenosisz na próżno</p>
<p>jutro możemy być. . . (ref.)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/wybuch-supernowej.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najpierw prawda, potem pojednanie</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/najpierw-prawda-potem-pojednanie.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/najpierw-prawda-potem-pojednanie.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 10:24:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[UPA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/07/12/najpierw-prawda-potem-pojednanie/</guid>
		<description><![CDATA[11 lipca 1943 roku Ukraińcy z UPA na Wołyniu rozpoczęli rzeź na lokalnej ludności polskiej. Doszło wówczas do skomasowanego ataku na blisko 100 polskich miejscowości, a w całym lipcu na ok. 530. Ukraińskie okrucieństwo zaszokowało wszystkich swoim bezprecedensowym zdziczeniem, skalą i potwornością. Ofiarami bestialskich mordów padały kobiety, starcy i dzieci. Do dzisiaj trwają spory o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="upa.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/07/upa.jpg" rel="shadowbox[post-444];player=img;"><img class="prawy" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/07/upa.miniatura.jpg" alt="upa.jpg" width="96" height="156" /></a>11 lipca 1943 roku Ukraińcy z UPA na Wołyniu rozpoczęli rzeź na lokalnej ludności polskiej. Doszło wówczas do skomasowanego ataku na blisko 100 polskich miejscowości, a w całym lipcu na ok. 530. Ukraińskie okrucieństwo zaszokowało wszystkich swoim bezprecedensowym zdziczeniem, skalą i potwornością. Ofiarami bestialskich mordów padały kobiety, starcy i dzieci. Do dzisiaj trwają spory o liczbę ofiar, którą szacuje się na 30-60 tysięcy Polaków. Inne wyliczenia z kolei podają liczbę ofiar rzezi wołyńskiej na ponad 100 tys. ofiar, a wszystkich polskich ofiar ukraińskich zbrodni na 200 tys. zabitych.</p>
<blockquote><p>&#8222;Trupy złożono pod domem w rząd, począwszy od ojca staruszka, obok jego żonę, następnie zięcia, córkę, otoczoną trojgiem dzieci. Wszystko to razem z wystawionymi obok trumnami robiło niesamowite wrażenie. Zięć (Ukrainiec), patrzący pustymi oczodołami (wydłubano mu oczy), cały pokłuty przykuwał do siebie uwagę. Jego żona z wybitymi z dolnej szczęki zębami, pokłutą piersią i troje dzieci z połamanymi rękoma w ramionach i przedramionami oraz nogami również połamanymi w udach i goleniach. Po prostu dech zapierało swoim bestialstwem. Dziwny spokój malował się na twarzach pomordowanych, zupełnie nie harmonizującymi z ranami, zadanymi siekierą w kark matce-staruszce (lat około 60) oraz w głowę chłopcu i ojcu staruszkowi (lat 70)&#8221;.</p></blockquote>
<p>To tylko jeden z opisów zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Relacji równie szokujących i przejmujących jest wiele. Nie udało się przecież pozabijać wszystkich Polaków. Uciekli z Wołynia poranieni, odarci ze wszystkiego. Unieśli ze sobą obrazy mordowania najbliższych, palenia ich dobytku, bezczeszczenia zwłok, niespotykanej nienawiści i zdziczenia. Relacje wołyńskiej gehenny trwale zadomowiły się we wspomnieniach wielu polskich rodzin o wschodnich korzeniach i są żywe pomimo upływu tylu lat.</p>
<p>Wciąż wywołują dreszcz strachu i traumy. Bo jak tu unieść i zrozumieć tak niespotykany bezmiar barbarzyństwa, jaki Polakom zadali wówczas Ukraińcy zaczadzeni banderowską ideologią. Barbarzyństwa rzadko spotykanego, o czym świadczą opisy wymyślnych tortur, jakie z rąk ukraińskich spotkały wówczas Polaków. Nie sposób od nich uciec i z pełną odpowiedzialnością tutaj po nie sięgam. Poniżej ich mały &#8222;katalog&#8221; za pismem „Na Rubieży” (Nr 35, 1999 r.), które takich tortur naliczyło 135. Dla tych, którzy mają silne nerwy, przytaczam jedynie kilkanaście z nich.</p>
<blockquote><p>Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy, zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie), wyrzynanie na czole &#8222;orła&#8221;, wbijanie bagnetu w skroń głowy, wyłupywanie jednego oka, wybieranie dwoje oczu, przebijanie kołami dzieci na wylot, obrzynanie warg, obcinanie języka, rozrywanie ust od ucha do ucha, pionowe rozrąbywanie siekierą głowy, cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców, obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą, obrzynanie sierpem genitaliów ofiarom płci męskiej, przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha, rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku &#8211; kipiącej wody, wyrywanie żył od pachwiny, aż do stóp, wieszanie ofiar za wnętrzności, rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami, przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu, przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. &#8222;wianuszki&#8221; (na zdjęciu wyżej).</p></blockquote>
<p>Pozostałych opisów tortur, zwłaszcza w stosunku do kobiet nie przytaczam, gdyż ze względu na drastyczność nie nadają się do publikacji. Ale to działo się naprawdę i nie zagłuszą tego próby rozmydlania tematu, „rozumienia” racji ukraińskich, niejątrzenia w imię dobrych stosunków polsko-ukraińskich, patrzenia w przyszłość, budowania wspólnej Europy. Stosowanie poprawności politycznej i historycznej na ciałach polskich ofiar ukraińskich rzezi jest ciągłym ich profanowaniem.</p>
<p>Tu nie ma miejsca na półprawdy, albo prawdy niecałe. Ofiary krwawego ukraińskiego ludobójstwa wołają właśnie o całą PRAWDĘ, o sprawiedliwość, a ich rodziny o zadośćuczynienie, chociażby moralne. Dopiero, kiedy do tego dojdzie, może być mowa o autentycznie poprawnych i głębokich relacjach polsko-ukraińskich. A te są jak najbardziej możliwe i potrzebne, bo w Polsce pamięta się także o tych Ukraińcach, którzy Polakom pomogli przeżyć ten straszny czas, płacąc za to cenę z własnego życia.</p>
<p>Dlatego tak bardzo rozczarowuje list Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do uczestników warszawskich obchodów 65. rocznicy ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na polskich Kresach Wschodnich. Rozczarowuje swoją miałkością i oględnością. Są wprawdzie słowa mówiące, że <em>„śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy Polaków &#8211; mężczyzn i kobiet, dzieci i starców</em>”, że <em>„na zawsze zniknął z powierzchni ziemi wszelki ślad po tysiącu polskich wsi, spalono i zburzono kościoły i cmentarze, zniszczono polskie instytucje życia społecznego i kulturalnego”,</em> a także, że <em>„tragedia Wołynia była przełomowym momentem zagłady polskich Kresów &#8211; unicestwienia w wyniku II wojny światowej tej części naszej narodowej historii i tradycji”.</em> To wszystko prawda. Ogólnie znana. Brak tylko w tym wszystkim jednego – wskazania zbrodniarzy i nazwania ich po imieniu. Tego Pan Prezydent nie zrobił, próbując pragmatycznie pożenić prawdę historyczną z polityczną kalkulacją. A to zawsze kończy się mezaliansem.</p>
<p>Z listu Pana Prezydenta trudno wywnioskować, kto stoi za zbrodniami ukraińskimi, bo ani razu nie pada słowo „Ukraina”, nacjonaliści ukraińscy, banderowcy, UPA, itp. I jest to przemilczenie zaskakujące, bo znamy Pana Prezydenta jako tego, który z prawdy historycznej uczynił znak rozpoznawczy swojej prezydentury. Tutaj wymownie jej zabrakło, choć nie brakowało jej przecież Panu Prezydentowi, kiedy mówił o niemieckim ludobójstwie w okupowanej Warszawie i Powstaniu Warszawskim, czy sowieckich zbrodniach w Katyniu i Miednoje.</p>
<p>Cisza nad ukraińskim sprawstwem w ludobójstwie na Wołyniu rozczarowuje, bo z daleka uderza polityczną poprawnością, która powinna być obca człowiekowi szeroko rozumianej prawicy, wychowanemu na kulcie polskiego bohaterstwa i związanych z nim ofiar. Zabrakło chyba Panu Prezydentowi w tym przypadku odwagi wzniesienia się ponad meandry bieżącej polityki. I, niestety, trzeba to ze smutkiem powiedzieć, ale prawda historyczna o kresowej martyrologii została właśnie złożona na ołtarzu owej trującej politycznej poprawności.</p>
<p>W liście Pana Prezydenta są piękne słowa Jana Pawła II, mówiące że <em>„nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia, a współpraca bez wzajemnego otwarcia byłaby krucha. W chwilach, gdy wspominamy zdarzenia tak nieludzkie i bolesne, niełatwo wzbudzić w sobie gotowość do przebaczenia i wolę pojednania. Jednak trwały pokój może zostać zbudowany wyłącznie w oparciu o historyczną prawdę i cześć dla ofiar popełnionych w przeszłości zbrodni oraz gotowość do wybaczenia ich sprawcom</em>”.</p>
<p>To wszystko prawda, zwłaszcza słowa mówiące o historycznej prawdzie, która gdzieś Panu Prezydentowi wyraźnie uleciała. I szkoda że uleciała, bo w innym miejscu Ojciec Święty, tak skwapliwie przywoływany przez Lecha Kaczyńskiego, powiedział wprost – <em>&#8222;Naród, który nie pamięta swojej historii nie wart jest przeżycia</em>&#8222;. I o tych słowach Jana Pawła II również warto pamiętać, Panie Prezydencie.</p>
<p>Zachęcam do komentowania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/najpierw-prawda-potem-pojednanie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nieodkrywczo o Wałęsie</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/nieodkrywczo-o-walesie.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/nieodkrywczo-o-walesie.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 20:26:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[IPN]]></category>
		<category><![CDATA[SB]]></category>
		<category><![CDATA[Solidarność]]></category>
		<category><![CDATA[Wałęsa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/07/02/nieodkrywczo-o-walesie/</guid>
		<description><![CDATA[Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o związkach Lecha Wałęsy z SB, wciąż wzbudza zrozumiałe zainteresowanie. Obala mit nieskalanego samotnego robotnika, który sam jeden swoją chytrością obalił komunę. Jestem w trakcie jej czytania, uważnego i dokładnego. Jest pozycją niecodzienną ze względu na imponującą faktografię i przytaczane dokumenty. Jest doskonałym uzupełnieniem tego, co do tej pory o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o związkach Lecha Wałęsy z SB, wciąż wzbudza zrozumiałe zainteresowanie. Obala mit nieskalanego samotnego robotnika, który sam jeden swoją chytrością obalił komunę. Jestem w trakcie jej czytania, uważnego i dokładnego. Jest pozycją niecodzienną ze względu na imponującą faktografię i przytaczane dokumenty. Jest doskonałym uzupełnieniem tego, co do tej pory o Lechu Wałęsie napisano. Jest też przeciwwagą dla licznych hagiografii, które zagalwanizowały tę postać, spaczając wizerunek zwykłego przecież robotnika, który został porwany przez wir dziejów, człowieka, który przy tej okazji popełnił mnóstwo błędów, do których niekoniecznie ma ochotę się przyznać.</p>
<p>To, że Wałęsa po Grudniu’70 współpracował z SB nie jest niczym odkrywczym. Sam się do tego pośrednio przyznał, a świadczą o tym zachowane dokumenty i relacje świadków. Nikt nie kwestionuje także faktu, w tym on sam, że podpisał różne „kwity”. Dla zainteresowanych to żadna sensacja, ani żaden news. Nieustającym natomiast „newsem” jest w tym wszystkim postawa samego Wałęsy, który zamiast przeciąć jednym zdaniem narosłą wokół jego zwiazków z SB gęstą atmosferę, sam dokłada „do pieca”, idąc w zaparte, rugając przy okazji wszystkich, którzy myślą inaczej. Zraża sobie tym nawet zagorzałych wielbicieli, którzy i tak mu wybaczyli SB-ecki wątek w życiorysie, ważąc przede wszystkim to, co zrobił później dla Solidarności i walki z komuną.</p>
<p>Dla mnie spór o to, czy Wałęsa jest byłym agentem, czy też nie, ma niewielkie znaczenie. Nie wywołuje żadnych emocji, ani egzaltacji. Dla mnie Wałęsa to przede wszystkim postać historyczna. Dlatego każda książka, która o nim traktuje, zasługuje na uwagę, oczywiście dla tych, którzy tematem żyją. Mnie, przyznam szczerze, temat raczej męczy. Nigdy nie dostrzegałem w Wałęsie wielkości, doceniając jednak rolę, jaką w pewnym okresie komuny odegrał. Nie odpowiada mi mentalność Wałęsy, jego zapiekłość i irytująca pycha. To nie jest postać z mojej bajki, choć dla „Solidarności”, którą Wałęsa w końcu uosabiał, mam wielki szacunek, jako ruchu społecznego i przestrzeni wolności, w której na moment odnalazło się w czasach siermiężnej komuny dziesięć milionów Polaków. To było fenomenalne.</p>
<p>I może bym tematu Wałęsy nie ruszał (wcześniej już o nim pisałem), gdybym nie zaczytał się w wywiadzie z historykiem Pawłem Wieczorkiewiczem, zamieszczonym w dzienniku „Polska”, w którym dokonał on jakże przytomnej wykładni tego, co się wokół sprawy Wałęsy dzieje, układając to na polskim podglebiu charakterologicznym i historycznych paradoksach. Nie zważając na presję poprawności historycznej, Wieczorkiewicz śmiało formułuje tezy ożywcze w potokach lepkiej od niedomówień propagandy uprawianej przez oświecone elity. Oddajmy mu na głos:</p>
<blockquote><p><strong>Czy spór o Lecha Wałęsę ma sens?</strong><br />
Oczywiście. Dyskusja o Wałęsie jest potrzebna, bo to przyczynek do dyskusji o całym PRL. O tym, czy można dochodzić do prawdy na podstawie esbeckich teczek. Moim zdaniem nie ma innego wyjścia, skoro badamy państwo policyjne. Zresztą spór o Wałęsę jest pierwszym, który zaistniał w naszej historii po 1989 roku. To aż dziwne, że nie spierano się o Powstanie Warszawskie, o wyzwolenie w 1945 roku, o stan wojenny albo o Okrągły Stół. Żadna z tych kwestii nie wzbudziła takiego poruszenia jak przeszłość byłego prezydenta.</p>
<p><strong>Może to nadmierne poruszenie. Józef Piłsudski brał pieniądze od Austrii, a współcześni nie oceniali go tak surowo.</strong><br />
Tamtą sprawę w II Rzeczpospolitej całkowicie ocenzurowano. Nie można było napisać słowa na ten temat. Ludzie, którzy mieli do czynienia z Piłsudskim jako agentem wywiadu austriackiego, zmarli w tajemniczych okolicznościach. Działalność Piłsudskiego była jednak swego rodzaju kontraktem politycznym &#8211; bo on w zamian za współpracę otrzymywał broń i pieniądze, które przeznaczał na walkę o niepodległość. Nie można tego stawiać na jednej szali z podpisaniem zobowiązania do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Bo tak jak Lech Wałęsa jest marną karykaturą Piłsudskiego, tak jego sytuacja jest marną karykaturą tamtej sytuacji.</p>
<p><strong>Ostre słowa…<br />
</strong>Nie ostre, a realistyczne. Lech Wałęsa był w gruncie rzeczy ofiarą historii, nie jej twórcą. Na czele strajków w sierpniu 1980 roku mógł go zastąpić każdy inny robotnik. Piłsudskiego nie był w stanie zastąpić nikt…</p></blockquote>
<p>Słowa jakże prawdziwe, choć nigdy wielbicielem Piłsudskiego nie byłem, ani być nie zamierzam. Zestawianie tych dwóch postaci, jak czynią to niektórzy panegirycy, jest nieporozumieniem i nadużyciem, co celnie zresztą spuentował Wieczorkiewicz. No i ważne słowa Wieczorkiewicza o „okrągłym stole”, wypowiedziane, bądź co bądź, przez profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Czyżby szło nowe? Czyżby coś zaczęło pękać? Jeszcze raz prof. Paweł Wieczorkiewicz:</p>
<blockquote><p>Powiedzmy sobie szczerze: z Okrągłym Stołem to jest pewien kłopot, bo trzeba się zastanawiać, na ile to była impreza ukartowana. Na ile to było &#8211; jak mówią przeciwnicy tego wydarzenia &#8211; porozumienie czerwonych z różowymi. W każdym razie odbyło się ono bez udziału społeczeństwa, trochę ponad głowami zwykłych Polaków.</p>
<p><strong>A czy naród realistycznych chłopów wybaczy Wałęsie &#8211; jeśli faktycznie w latach 70. coś podpisał? Ustaliliśmy przecież, że nie jesteśmy tak bezkompromisowi jak kiedyś?<br />
</strong>Z jednej strony faktycznie jesteśmy bardziej realistyczni, ale z drugiej pragnienie czystych sytuacji i jasnych ocen jest w nas ciągle obecne. Chwalimy realizm, ale ciągle żądamy zachowań maksymalistycznych. Zastanawiamy się cały czas, czy nie warto działać w stary sposób: wszystko albo nic.</p>
<p><strong>Niektórzy twierdzą, że te dzisiejsze spory załagodzi historia &#8211; ulica Wałęsy będzie sąsiadować z ulicą Kaczyńskiego?</strong><br />
To taka koncepcja profesora Jerzego Eislera, że będzie kiedyś rondo Dmowskiego, obok ulica Władysława Gomułki, dalej aleja Lecha Wałęsy, a potem ulica Lecha Kaczyńskiego. Ja nie jestem przekonany, czy tak faktycznie będzie. Musielibyśmy bowiem wejść w kwestie dogłębnych ocen tego, co Wałęsa zrobił dobrze, a co źle, a to już temat na inną rozmowę.</p></blockquote>
<p>Całość wywiadu <a href="http://www.polskatimes.pl/opinie/forumautorow/12904,polacy-to-narod-cwanych-chlopow,id,t.html.html">tutaj</a>. Polecam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/nieodkrywczo-o-walesie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

