<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; endecja</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/endecja/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Weekendowo</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/weekendowo.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/weekendowo.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Jun 2011 02:12:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>
		<category><![CDATA[Narodowa Demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Radio Maryja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=5218</guid>
		<description><![CDATA[Bory Tucholskie. Leje. Berbecie po rannym karmieniu postękują i gaworzą. W ten sposób, niejako przy okazji, dokonują wzajemnej lokalizacji. Dla trojaczków rozeznanie, kto gdzie jest, to warunek poczucia bezpieczeństwa. Żadne stęknięcie nie pozostaje bez odpowiedzi. Jest podchwytywane i przekazywane dalej, w innej wprawdzie tonacji, ale za to z pełnym pakietem niemowlęcej informacji. Zresztą karmienie niemowlaków [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bory Tucholskie. Leje. Berbecie po rannym karmieniu postękują i gaworzą. W ten sposób, niejako przy okazji, dokonują wzajemnej lokalizacji. Dla trojaczków rozeznanie, kto gdzie jest, to warunek poczucia bezpieczeństwa. Żadne stęknięcie nie pozostaje bez odpowiedzi. Jest podchwytywane i przekazywane dalej, w innej wprawdzie tonacji, ale za to z pełnym pakietem niemowlęcej informacji. Zresztą karmienie niemowlaków to rzecz arcyciekawa. Feeria dźwięków przez nie wydobywana za każdym razem otwiera ucho ludzkie na nieznane mu dotychczas obszary i przestrzenie.<span id="more-5218"></span></p>
<p>Tymczasem krótki rekonesans po sieci. Jest perełka – prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog, od zawsze hołubiony przez salon za sprawą ukształtowanego na modłę pudła rezonansowego intelektu, który od lat rezonuje tak samo, czyli modnie i postępowo. Tym razem pan profesor zakomunikował, co myśli o ideologii endeckiej sączonej na antenie Radia Maryja. Radio owo było zresztą kiedyś przedmiotem dociekań naukowych pana profesora, z których wyszło mu, że nie jest ono aż tak antysemickie, ale – jak asekuracyjnie zauważył – rozgłośnię poddawał obdukcji jedynie przez miesiąc i być może trafił akurat na antysemicką odwilż, bądź inne ocieplenie.</p>
<p>W internetowym „Polska Times” czytam: „Radio Maryja odwoływało się do pewnej tradycji, która moim zdaniem powinna być odrzucona: lata II wojny i okupacji pokazały, jak negatywne niosła postawy i odegrała bardzo niechlubną rolę &#8211; mówię o tradycji Narodowej Demokracji. To radio odwoływało się do obrazu Polski narodowo-katolickiej, który przed wojną kultywowała endecja”. Pan profesor po raz kolejny zapunktował, znowu Adam Michnik w redakcyjnym kajecie odhaczy – Krzemiński ok. Puszczać na łamach przy każdej okazji. Od czasu do czasu także na pierwszej stronie.</p>
<p>Pytanie, czy warto wdawać się w polemikę z kimś tak sztampowo ukształtowanym, jak prof. Ireneusz Krzemiński? Czy jest sens toczyć boje o endecję z osobą, która historii endecji kompletnie nie zna, a za to posługuje się kalkami semantycznymi, które nijak się mają do faktów i okoliczności historycznych, w jakich przyszło działać polskiemu obozowi narodowemu? Marzy mi się w tym miejscu, jako antidotum, książka-biblia pod tytułem „Endecja”. Rozległe kompendium historyczno-biograficzne, prezentujące myśl społeczno-polityczną, poglądy na gospodarkę, postawy i wybory ideowe ludzi obozu narodowego.</p>
<p>Wiedza o endecji jest wciąż wiedzą rozproszoną, proszącą się o usystematyzowanie. I choć periodyzacja historii ruchu narodowego z roku na rok systematycznie rośnie, to wciąż brakuje mi pozycji najważniejszej – <strong>obszernej historii Narodowej Demokracji</strong>. Tylko zainteresowani tematem wiedzą, gdzie szukać rzetelnej wiedzy o obozie politycznym Romana Dmowskiego, wzlotach i upadkach środowiska, które ukształtowało oblicze Polski pierwszej połowy XX wielu. Być może taka książka powstaje, być może ktoś ją planuje, być może zupełnie niepotrzebnie się gorączkuję&#8230;</p>
<p>Tymczasem Franek i Ignaś dali do zrozumienia, że nadszedł czas karmienia. Utwierdza ich w tym Natasza. Mleko już się grzeje&#8230; Deszcz wciąż pada. No i na koniec dobra wiadomość. W nocy spod domku wyszedł Dyniu – jeż który zadomowił się u nas dwa lata temu. Przetrwał mroźną zimę i jak zauważyłem ma się całkiem krzepko.</p>
<p>Przeczytaj również:<br />
<a href="http://www.eckardt.pl/dyniu-i-penelopa.html">Dyniu i Penelopa </a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/weekendowo.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Endecja a samorząd</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/endecja-a-samorzad.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/endecja-a-samorzad.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 May 2009 17:02:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Samorząd]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=900</guid>
		<description><![CDATA[„Samorząd, udział ludności w zarządzaniu sprawami publicznymi, może służyć za miarę cywilizacji. Do wyższego poziomu, do wyższej kultury dochodzą te państwa i te narody, które mają lepsze urządzenia komunalne, samorządowe. Nie może być trwałą cywilizacja tam, gdzie wszystko rozstrzygają samowładnie organy państwowe, traktujące mieszkańców jak małoletnich”. To fragment wykładu, jaki wygłosił w 1927 roku polityk obozu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-905" title="recenzja1" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/05/recenzja1-150x150.jpg" alt="recenzja1" width="150" height="150" />„Samorząd, udział ludności w zarządzaniu sprawami publicznymi, może służyć za miarę cywilizacji. Do wyższego poziomu, do wyższej kultury dochodzą te państwa i te narody, które mają lepsze urządzenia komunalne, samorządowe. Nie może być trwałą cywilizacja tam, gdzie wszystko rozstrzygają samowładnie organy państwowe, traktujące mieszkańców jak małoletnich”.</p></blockquote>
<p>To fragment wykładu, jaki wygłosił w 1927 roku polityk obozu narodowego Bohdan Wasiutyński dla działaczy samorządowych. Od przytoczenia tych słów właśnie rozpoczął swoją rozprawę habilitacyjną dr Grzegorz Radomski, którą zatytułował: „Samorząd terytorialny w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1918-1939”. Ukazała się ona w Wydawnictwie Naukowym UMK w 2009 r., więc można powiedzieć, że pachnie świeżą farbą drukarską. Czytam ją właśnie z nieskrywanym zainteresowaniem i … satysfakcją, jako samorządowiec, któremu myśl samorządowa Narodowej Demokracji jest bliska. Rację ma autor, kiedy we wstępie zauważa, cyt.:</p>
<blockquote><p>W licznych opracowaniach dziejów i myśli politycznej tego środowiska zagadnie to traktowane było pobieżnie. Celem niniejszej pracy jest wypełnienie wspomnianej luki badawczej, a więc analiza koncepcji samorządowych obozu narodowego z uwzględnieniem ich ewolucji, a także przenikania do innych środowisk. Wydaje się to istotnie co najmniej z trzech powodów:</p>
<p>1) roli, jaką odgrywał obóz narodowy w okresie międzywojennym, zarówno w sferze działalności politycznej, jak i ideowo twórczej;<br />
2) bezpośredniego nawiązania do koncepcji wytworzonych w dwudziestoleciu przez dzisiejszych kontynuatorów tego nurtu. Pamiętać też należy, że teoria i praktyka samorządu II Rzeczypospolitej wniosła szereg nowych elementów, które zostały zaadaptowane we współczesnych rozwiązaniach ustrojowych;<br />
3) roli samorządu we współczesnym świecie, w tym również w budowie społeczeństwa obywatelskiego.</p></blockquote>
<p>Obszerna praca dra Grzegorza Radomskiego, to nie tylko kawał rzetelnej i ożywczej pracy badawczej, ale również doskonały materiał do przemyśleń dla wszystkich tych, którzy interesują się samorządem jako takim, jego historią i znaczeniem. Autor rozpoczął swoją rozprawę od próby uporządkowania pojęć dotyczących samorządu terytorialnego, gdyż próba zdefiniowania go ze względu na historyczną spuściznę, jak i funkcjonujące liczne teorie, nastręcza sporo trudności, powodując zamęt w uchwyceniu jego istoty. Otrzymujemy zatem zarys koncepcji Panejki, Korońskiego, Jaroszyńskiego, Bartoszewicza, Wasiutyńskiego, Komarnickiego czy Wierczaka, dające obraz tego, jak rozumiano samorząd.</p>
<p>Autor, przewertowawszy imponujący materiał faktograficzny i źródłowy, postawił we wstępie kilka istotnych hipotez badawczych, które poddał wnikliwej obróbce. Przyjrzyjmy im się, bo dla wielu endecja i samorząd, to wciąż odległe względem siebie kliamty:</p>
<blockquote><p>- w koncepcjach społeczno-politycznych Narodowej Demokracji samorząd terytorialny traktowano jako ważny element ochrony interesu narodowego, na Kresach Wschodnich miała wzmacniać poczucie Polskowi;<br />
- samorząd terytorialny odgrywał znaczącą rolę w projektach ustrojowych obozu narodowego w okresie międzywojennym;<br />
- posiadając w swoich szeregach wielu wybitnych polityków, naukowców, publicystów i działaczy samorządowych, obóz narodowy odegrał znaczącą rolę w kształtowaniu postaw prawnych samorządu, zwłaszcza w okresie poprzedzającym zamach majowy;<br />
- narodowi publicyści wnieśli znaczący wkład do polskiej refleksji dotyczącej problematyki samorządowej;<br />
- opowiadano się za samorządem trójszczeblowym, w praktyce jednak koncentrując uwagę na szczeblu gminnym;<br />
- samorząd uznawano za jeden z najbardziej istotnych czynników podnoszenia kultury politycznej.</p></blockquote>
<p>I rzeczywiście, praca dra Grzegorza Radomskiego (530 stron) wnikliwie te hipotezy eksploatuje, poddaje metodycznej analizie i krytyce, doskonale wiążąc wykuwanie się endeckich koncepcji samorządowych okresu dwudziestolecia międzywojennego z uwarunkowaniami polityczno-socjologicznymi, w jakich przyszło im się funkcjonować. Przywołuje Grzegorz Radomski plejadę najznakomitszych postaci Ruchu Narodowego, jego elitę i chlubę, bo jak inaczej nazwać takie postaci jak: Zygmunt Balicki, Joachim Bartoszewicz, Zygmunt Berezowski, Roman Dmowski, Adam Doboszyński, Edward Dubanowicz,  Konrad Fiedler, Stanisław Głąbiński, Władysław Folkierski, Tadeusz Gluziński, Wacław Komarnicki, Feliks Koneczny, Stanisław Kozicki, Roman Rybarski, Stefan Sacha, Marian Seyda, Zdzisław Stahl, Stanisław Stroński, Edward Taylor, Bohdan Wasiutyński, Wojciech Wasiutyński, Karol Wierczak, Bogdan Winiarski, itp. To naprawdę endecki panteon, publicyści, politycy, samorządowcy, profesura&#8230;</p>
<p>Czytam pracę dra Grzegorza Radomskiego bardzo wnikliwie, bo o wielu sprawach, które naświetla, po prostu nie wiedziałem. Czytam poszczególne akapity z poczuciem satysfakcji, bo przecież historia polskiej samorządności, to także historia polskiej myśli narodowo-demokratycznej, to ukłon w stronę tych, którzy wnosząc wkład w jej rozwój, zostali przez lewicową historię zepchnięci na margines historii z etykietką „endeka”, a więc kogoś na kształt diabła, czy zaplutego karła reakcji. Dzisiaj historia odkrywa przed nami pokłady niezwykłego zaangażowania i obywatelskiej aktywności działaczy narodowych, którzy – przyznajmy szczerze, że wielu z nich aniołami nie było – swoim talentem i gotowością służby narodowi i państwu polskiemu, wniosło znaczący wkład w dorobek polskiej samorządności, obok wielu innych wybitnych działaczy z obozów przeciwnych: niepodległościowego, ludowego czy socjalistycznego, co autor w swojej publikacji podkreśla.</p>
<p>By nie rozwodzić się dłużej (a mógłbym), oddajmy na koniec głos dr Grzegorzowi Radomskiemu, który w zakończeniu tak napisał:</p>
<blockquote><p>Akcentowana niejednokrotnie zasada ograniczenia roli państwa i związany z tym postulat aktywności społecznej kierował uwagę narodowych demokratów na instytucję samorządu. W projektach ustroju państwa samorząd zajmował więc znaczące miejsce. Dowodzi tego przeprowadzona szczegółowa analiza propozycji zgłaszanych w sejmie ustawodawczym czy programach i publicystyce. Zdaniem narodowych demokratów, konstytucyjna regulacja zawarta w ustawie z 1921 roku właściwie wyznaczała pozycję samorządu w państwie. Wątpliwości budziła sytuacja określona przez Konstytucję kwietniową, w której instytucja ta nie została uznana za samodzielną. (…)<br />
Merytoryczne opracowania teoretyków samorządu związanych z ND oceniano dość wysoko, co oczywiście nie wykluczało polemiki z prezentowanymi przez nich tezami. Opracowania przy współudziale polityków endeckich ustawa o finansach samorządu brana była pod uwagę przy tworzeniu zasad finansowania samorządu po 1989 roku, a przez niektórych współczesnych teoretyków taktowana jest jako modelowa.</p></blockquote>
<p>Książkę gorąco polecam, także krytykom Narodowej Demokracji, bo dla siebie też coś znajdą, wszak endecy pokorni nie byli i wiele z ich przemyśleń z dzisiejszej perspektywy może budzić dezaprobatę, ale takie to były wówczas czasy. Tych wątków autor nie pomija, co podnosi, rzecz jasna, wartość pracy, jakże interesującej i inspirującej do przemyśleń.</p>
<p>G. Radomski, <em>Samorząd terytorialny w myśli politycznej Narodowej Demokracji 1918-1939</em>. Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2009.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/endecja-a-samorzad.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Walka o Wielką Polskę&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Feb 2009 16:39:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/16/walka-o-wielka-polske/</guid>
		<description><![CDATA[Historia obozu narodowego na Pomorzu doczekała się solidnego opracowania. Ukazała się właśnie książka dr Krzysztofa Osińskiego „Walka o Wielką Polskę. Narodowa Demokracja wobec rządów sanacji na terenie województwa pomorskiego w latach 1926-1939” (Wydawnictwo Naukowe Grado). Sążnista, bo licząca 563 strony publikacja, przenosi nas w czasy, kiedy polityka i Polska wyglądały zupełnie inaczej. Patrzymy na Polskę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Historia obozu narodowego na Pomorzu doczekała się solidnego opracowania. Ukazała się właśnie książka dr Krzysztofa Osińskiego „Walka o Wielką Polskę. Narodowa Demokracja wobec rządów sanacji na terenie województwa pomorskiego w latach 1926-1939” (Wydawnictwo Naukowe Grado). Sążnista, bo licząca 563 strony publikacja, przenosi nas w czasy, kiedy polityka i Polska wyglądały zupełnie inaczej. Patrzymy na Polskę tamtych dni oczami rywalizujących ze sobą partii politycznych, które nie oszczędzały sobie „uprzejmości”, kończących się nierzadko bójkami i „najściami” na domy politycznych adwersarzy.</p>
<p>Książka bydgoszczanina Krzysztofa Osińskiego, to solidny materiał faktograficzny, pieczołowicie odsłaniający kulisy walki endeków i piłsudczyków, która po zamachu majowym nabrała szczególnie brutalnego kolorytu, zarówno na polu politycznym, jak i prasowym . Autor dokonał rzeczy bardzo cennej, ukazując przy okazji partyjnych animozji, złożoność sytuacji narodowościowej, wyznaniowej i ekonomicznej  województwa pomorskiego, które nie miało szczęścia do „dobrej ręki” ze strony władz II RP. Było to zapewne wynikiem swoistej krnąbrności mieszkańców, którzy miłością darzyli przede wszystkim endecję, a nie „brygadzistów”, jak nazywano popleczników Józefa Piłsudskiego.</p>
<p>W książce znajdujemy rozdziały, które powinny skłonić każdego sympatyka narodowej demokracji do sięgnięcia po tę pozycję: „Udział w walkach majowych jednostek pomorskich”’, „Kwestia narodowościowa jako element walki politycznej z sanacją”, „Powstanie Stronnictwa Narodowego”, „Duchowieństwo a rywalizacja endecko-sanancyjna”, „Radykalizacja działalności politycznej endecji”, „Wpływ tarć wewnętrznych w łonie pomorskiej endecji na walkę z sanacją”, „W cieniu Berezy Kartuskiej”, „Stosunek pomorskich narodowców do osoby marszałka Józefa Piłsudskiego i ich reakcja na jego śmierć”, „Rywalizacja endecko-sanancyjna na płaszczyźnie samorządowej”.</p>
<p>„Walka o Wielką Polskę” wypełnia lukę w badaniach nad endecją na Pomorzu. Przybliża koloryt i klimat czasów, które w żaden sposób nie są podobne do dzisiejszych. Nie ma bowiem dzisiaj endecji, ani obozu piłsudczyków, są co najwyżej rachityczne środowiska, odwołujące do tradycji, która zakończyła swój żywot wraz z wybuchem II wojny światowej. Polską doby dzisiejszej nie rządzi ani trumna Dmowskiego, ani Piłsudskiego. Nie udało się bowiem wskrzesić po 1989 roku żadnej formacji, która wprost odwołując się do XX-lecia międzywojennego, odniosłaby trwały sukces. Pokazuje to los KPN-u i ZCHN, które zeszły ze sceny politycznej mniej więcej w tym samym czasie.</p>
<p>Nie oznacza to, że nie warto sięgać i zgłębiać myśli politycznej Dmowskiego czy Piłsudskiego, choć w przypadku tego drugiego, trudno mówić o jakimś konkretnym dorobku periodycznym w tym zakresie. Należy poznawać życie i poglądy tych, którzy odcisnęli piętno na dziejach Polski pierwszej połowy XX wieku. Bez nich historia byłaby miałka i żałośnie słabo przyprawiona. A taka, niestety, staje się dzisiaj. Podporządkowana mediom i ludzkim gustom, z roku na rok ubożeje, stając się niekończącym się sitcomem, tyle że w marnym wykonaniu. Do polityki garną się ludzie odtwórczy, pozbawieni politycznego dyszla, tak charakterystycznego dla czasów, kiedy trwała „Walka o Wielką Polskę”.</p>
<p>Warto sięgnąć po książkę dr Krzysztofa Osińskiego, bo mówi ona o ludziach dobrze przyprawionych, aktywnych, gotowych na wiele w obronie swoich ideałów. I choć czasami brakowało w tym wszystkim  miejsca na kompromis, to znajdowało się miejsce na miłość – często zaborczą – do swojej ojczyzny. „Walka o Wielką Polskę” to historia, która wydarzyła się naprawdę. Historia, którą żyły setki tysięcy mieszkańców województwa pomorskiego, czynnie zaangażowanych w swoje stronnictwa, stowarzyszenia, redakcje i związki zawodowe. Dokładali sobie niemiłosiernie i napastliwie. Ale kiedy przyszła godzina próby, wszyscy stanęli po jednej stronie. Po stronie Polski.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/walka-o-wielka-polske.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skrobanie &#8220;Marszałka&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Dec 2008 18:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>
		<category><![CDATA[Piłsudski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/12/02/skrobanie-marszalka/</guid>
		<description><![CDATA[Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem „Marszałka” Józefa Piłsudskiego, którym – delikatnie mówiąc – autor pomimo bombardowania go historyczną poprawnością nie ulega.</p>
<p>I nie bez kozery, gdyż dla każdego trzeźwo myślącego miłośnika historii Polski „wielkość” Marszałka bywa mocno dyskusyjna, a nawet kłopotliwa. I wcale nie chodzi tutaj o zwolenników narodowej demokracji, czy ludowców, ale o tych, którzy nie przepadają za brązowieniem postaci, które niekoniecznie na to zasługują. Bo jak tu brązowić kogoś, kto jako przywódca wielkiego obozu politycznego, realnie sprawującego władzę w II RP, nie pozostawił po sobie żadnej usystematyzowanej myśli politycznej, doktryny, która dawałaby polityczne klucze do rozumienia otaczającego świata.</p>
<p>Warto sięgnąć zatem po tekst Ziemkiewicza, który poniżej przytaczam prawie w całości. Zainteresowanych odsyłam również do mojego <a href="http://www.eckardt.pl/jak-to-pilsudski-z-duchami-deliberowal.html">tekstu</a> o zamiłowaniu „Marszałka” do świata duchów, z którymi twórca legionów ochoczo utrzymywał kontakty, wywoływał, a nawet się radził i postponował. Dostało mi się za ten tekst od zagorzałych „piłsudczyków”, bo też i wielu z nich o tej sferze życia „Marszałka” akurat nie wiedziało (no może poza słynnym stawianiem pasjansa), co naraziło ich na konfuzję, której akurat w temacie Piłsudskiego najmniej sobie winszowali. Zapraszam do lektury.</p>
<blockquote><p>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;. </p>
<p><strong>Przez dziesięciolecia zniewolenia w ramach narodowej psychoterapii zamienialiśmy nasze dzieje w zbiór czytanek. Wszystkie patologie tego myślenia o historii zbiegają się, niczym w soczewce, w postaci Józefa Piłsudskiego (…).</strong><br />
 <br />
(…) Wszystkie patologie naszego myślenia o historii się zbiegają niczym w soczewce w postaci Józefa Piłsudskiego, postaci wielkiej współczesną niechęcią do tych, którzy go ongiś atakowali. Postaci ustawionej na cokole,<br />
ubrązowionej ponad wszelkie pojęcie. Jednym rekompensuje dzisiejsze niepowodzenia niepodległościowej orientacji, drugim służy za uniwersalną figurę retoryczną pozwalającą na przykład łatwo prześlizgiwać się nad winami Jaruzelskiego (bo przecież zamach majowy pochłonął więcej ofiar niż stan wojenny), czy bez analizowania źródeł unieważniać wszystkie niewygodne fakty z przeszłości Wałęsy (bo ten naród wredny zwykł opluwać wielkich, nawet Piłsudski nie miał lekkiego życia) – ale też bez silenia się na argumenty niszczyć porównaniem z nim wrogów (Kaczyńscy otwarcie nawiązują do sanacji i kultu Marszałka, widać, że chcieliby zniszczyć demokrację i powsadzać wszystkich do Berezy).</p>
<p><strong>Rocznica non stop</strong></p>
<p>Święto 11 listopada przynoszące regularnie erupcję rocznicowych czytanek o herosie bez skazy, który sam jeden przyniósł Polsce niepodległość, moglibyśmy ustanowić dniem marketingu historycznego. Piłsudski z rocznicowych tekstów przypomina Wałęsę z opowieści samego Wałęsy: wszystko wiedział najlepiej, wszystkiego dokonał, gołymi rękami, sam jeden obalił imperia, a wszyscy inni albo byli mu ślepo posłuszni, albo tylko psuli gigantowi jego wielkie dzieła.</p>
<p>Być może na rocznicę laurki są na miejscu. Tylko że w takim razie rocznica trwa u nas non stop. Do jakiego stopnia, dowiodło wielkie zmieszanie po wypowiedzi Normana Daviesa stwierdzającego oczywisty fakt, że Piłsudski władzę w odrodzonej Polsce zawdzięczał Niemcom i wręcz został przez nich do jej przejęcia wyznaczony. Gdyby rząd, a właściwie wojskowy wywiad niemiecki, nie wypuścił go z Magdeburga, czego bynajmniej czynić nie musiał, i nie podstawił pociągu do Warszawy (jak, nie przymierzając, Leninowi), to by się w stolicy ukształtował inny rząd przejmujący władzę nad funkcjonującymi już przecież od pewnego czasu polskimi organami administracji i „polnische Wehrmacht”.</p>
<p>Można oczywiście się zastanawiać – a problem jest pasjonujący – na ile powstały bez Piłsudskiego rząd, zapewne w znacznym stopniu powiązany z Dmowskim, poradziłby sobie z militarnymi wyzwaniami tamtego okresu i rewolucyjnymi nastrojami, które komendant postrzegany przez pryzmat pepeesowskiej przeszłości jakoś swą osobą łagodził. Hrabiemu Zamoyskiemu czy Grabskiemu konieczna w ówczesnej sytuacji współpraca z socjalistami wyszłaby zapewne gorzej.<br />
(…) Rocznicowy Piłsudski przybywa 10 listopada z Magdeburga, można sądzić, że wydostawszy się z niego własnym przemysłem niczym hrabia Monte Christo, zostaje naczelnikiem państwa (z czyjej nominacji – któż by pytał) i odbudowuje nam ojczyznę. W przeciwieństwie do bohaterów przywołanych na początku niniejszego tekstu nie wyskakuje tak zupełnie z nicości ani w niej nie znika, bo wiemy, choć bez zbędnych szczegółów, że wcześniej tworzył polskie legiony, a jeszcze wcześniej miejską partyzantkę PPS. Wiemy też, że później podniósł rękę na demokrację i prawa człowieka, co już było mniej chwalebne, ale jednak uzasadnione, skoro jego niedemokratyczne rządy popierali wszyscy patroni dzisiejszego inteligenckiego salonu i skoro w ten sposób zamknął drogę do władzy uosabiającej wszelkie zło endecji.<br />
 <br />
P<strong>omór oficerów</strong></p>
<p>Wszystko, co ponadto, jest zbędne i nieobecne w dyskursie. Mija dziesięć lat od wydania książki Ryszarda Świętka „Lodowa ściana”, w której w sposób bardzo przekonujący – na ile mogę to stwierdzić jako amator – zebrane zostały poszlaki świadczące o wieloletniej współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Książka wydana w niewielkim nakładzie, niewznawiana jest dziś białym krukiem i nikt się nie pokusił o zbicie poszlakowego, ale solidnie i logicznie uargumentowanego wywodu autora.</p>
<p>Jedyne polemiki, jakich się on doczekał, przypominały elaboraty dyskredytujące pracę badaczy archiwaliów dotyczących TW „Bolka”: nie ma podpisu Piłsudskiego na żadnym zachowanym dokumencie, więc nie ma twardych dowodów, to po co o tym mówić. Zdumiewające jest to wymaganie twardych dowodów tam, gdzie wiadomo, że były one niszczone, a świadkowie poginęli w okolicznościach jednoznacznie wskazujących na polityczne skrytobójstwo. Dotyczy to nie tylko śmierci generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego, który jako swego czasu oficer c.k. wywiadu zamordowany został najprawdopodobniej dlatego właśnie, że zbyt wiele wiedział o sprawach z naszego dzisiejszego punktu widzenia łatwo wybaczalnych, ale w ówczesnej mentalności się niemieszczących, a w realiach politycznych po zamachu śmiertelnie dla dyktatora niebezpiecznych.</p>
<p>Sprawa Ostoi-Zagórskiego stała się głośna wskutek fuszerki zbrodniarzy i zbiegu okoliczności, które udaremniły planowanie upozorowania rzekomej ucieczki generała za granicę. Co najmniej kilkunastu wyższych oficerów Wojska Polskiego, jak również szereg świadków związanych ze zniknięciem Zagórskiego, pada w tym samym czasie ofiarą tajemniczych wypadków, zatruć pokarmowych, wreszcie mordów, wedle oficjalnej wersji, bandyckich. Szczególny pomór pada na tych, którzy mieli nieszczęście stanąć Piłsudskiemu na drodze w okresie Legionów. Skądinąd wiadomo, że pogłębiająca się z wiekiem nienawiść dyktatora do ówczesnych rywali przybierała formy obsesyjne i kompromitujące; miał na przykład zażądać od swych oficerów, aby podczas jednej z uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza otoczyli Sikorskiego, pozbawionego już wówczas jakiegokolwiek znaczenia, i obili go do krwi klamrami wojskowych pasów. Chyba nie jest to „endeckie opluwanie”, skoro przekazuje tę informację w swej autobiografii Jerzy Giedroyć, też przecież piłsudczyk. Obawiam się, że naruszająca tabu wielkiego marszałka praca Piotra Kowalskiego o generale Zagórskim, którą jako członek kapituły nagrody im. Józefa Mackiewicza miałem honor współwyróżnić za wysoki merytoryczny poziom i pionierską odwagę rozgrzebywania spraw, których ludzie rozsądni radzą nie rozgrzebywać, podzieli los „Lodowej ściany”. Odrzucona przez kilku wydawców, wydana ostatecznie w znikomym nakładzie przez niszową oficynę, zostanie najpewniej przemilczana, mimo że znakomita większość zestawionych w niej faktów dla wtajemniczonych historyków nie jest żadnym odkryciem. W końcu sprawa Zagórskiego podnoszona była wielokrotnie przez endeków, wykorzystywano ją także w antysanacyjnej propagandzie PRL, więc cokolwiek spotkało generała, w sumie tak, jakby mu się należało.<br />
 <br />
<strong>Nie wszystko komuna wymyśliła</strong></p>
<p>Owo polowanie na świadków dawnych hańbiących powiązań urządzone po przejęciu władzy nie jest wszak jedyną plamą na honorze rocznicowo uwielbianego marszałka, podobnie jak nie wyczerpuje ich listy zmiażdżenie polskiego parlamentaryzmu, który mimo niedostatków konstytucji nie był bynajmniej beznadziejnie chory, pogwałcenie niezawisłości sądownictwa, proces brzeski i Bereza Kartuska ani cenzura włącznie z żenującym prawem przewidującym surowe kary za uwłaczanie jego czci.</p>
<p>Oczywiście prawo to ogłoszone zostało już po śmierci Marszałka, ale właśnie ono dobitnie pokazuje, jakiej, nie sposób tego nazwać inaczej, bandzie oprychów oddał on Polskę we władanie. Silni wobec zaatakowanych bojówką bezbronnych ofiar (warto jednak pamiętać o wybitym oku Nowaczyńskiego, czy skatowanym omal na śmierć Dołędze-Mostowiczu) w obliczu atakujących Niemców sanacyjni oficerowie na wyprzódki uciekali do Zaleszczyk, nierzadko pozostawiając – za co Rydz-Śmigły nie zechciał nikogo ukarać – powierzone ich dowództwu oddziały. Degeneracja obozu sanacyjnego to temat na opowieść naprawdę nieprzyjemną i nie jest wystarczającym powodem utrzymywania tabu fakt, iż o jej przejawach tak chętnie pisała peerelowska propaganda, nie wszystko bowiem jej funkcjonariusze zmyślili. Degeneracji tej zaś nie byłoby, gdyby nie szczególne zachowanie Piłsudskiego, który zdobywszy władzę dyktatorską, zwolnił się z jej sprawowania, pozostawiając sobie jedynie przyjemność rugania od czasu do czasu niespełniających jego oczekiwań nominatów, i przestawiania ich po państwowych stołkach. W praktyce zajmował się tylko sprawami wojska, zresztą ze złym dla Polski skutkiem, gdyż jako człowiek nieuznający żadnej cudzej opinii, a przy tym całkowicie zamknięty w myśleniu poprzedniej epoki, do śmierci blokował rozwój lotnictwa i broni motorowo-pancernej, na nadrobienie czego nie wystarczyło już potem czasu.</p>
<p>Do historycznego rachunku dopisać też trzeba Piłsudskiemu podporządkowanie państwa ludziom przeważnie niekompetentnym, co szczególnie źle odbiło się na gospodarce (wysławiany Eugeniusz Kwiatkowski budził taką nieufność, że względną swobodę działania uzyskał dopiero pod koniec rządów Piłsudskiego) poddanej doktrynie etatyzmu. Budzące z dzisiejszego punktu widzenia znacznie większy szacunek koncepcje oparte na wolnym rynku i rozwijaniu rodzimej przedsiębiorczości, szczególnie drobnej, jakie reprezentował np. Rybarski i inni endeccy ekonomiści, w demokracji parlamentarnej być może zostałyby zrealizowane i sprawiłyby szybsze wyjście Polski z kryzysu oraz jej zauważalny rozwój. Pod rządami weteranów Organizacji Bojowej PPS musiały pozostać teoretyczną ciekawostką.</p>
<p>Wbrew rocznicowym czytankom, odzyskanie niepodległości nie było cudem. Było uwieńczeniem starań wielu małych i wielkich, było zasługą całego pokolenia działaczy, polityków, bojowników, o pośrednich zasługach pokoleń poprzednich nie wspominając. Sposób, w jaki je dziś obchodzimy – w ślad za sanatorami, którzy dopiero po śmierci Piłsudskiego i w ścisłym związku z tworzoną wokół niego aurą ojca ojczyzny to święto ustanowili – napawa smutkiem. Jest bowiem dowodem, że w kraju o tak wątłych elitach i tak niewielkim szacunku dla siebie, co się przekłada na skłonność do irracjonalnego zawierzania charyzmatycznym wodzom i potrzebę zastępowania zbyt trudnej rzeczywistości mitologią, każdy sukces można sfałszować i przypisać jednemu środowisku, a potem jednemu uosabiającemu je przywódcy. Jest to nauka tyleż smutna, co, niestety, bardzo dziś aktualna.</p></blockquote>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/222966.html">źródło (Rzeczpospolita, 21-11-2008 r.)<br />
</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

