<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Dorn</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/dorn/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Dorn. Po prostu Dorn.</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dorn-po-prostu-dorn.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dorn-po-prostu-dorn.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Sep 2009 10:16:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Dorn]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=1500</guid>
		<description><![CDATA[Mocno zelektryzował Ludwik Dorn tubylcze media zapowiedzią tworzenia własnej partii. Od dawna mówiło się, że najbarwniejszy członek PiS w końcu zacznie ją majstrować, bo jako „trzeci bliźniak” w roli bliźniaka się nie sprawdził. Chłoszcząc braci Kaczyńskich za bardziej lub mniej oczywiste przywary i błędy, sprowokował Dorn oczywistą oczywistość, czyli swoje wystawienie za partyjne drzwi. Wprawdzie Ludwik Dorn [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mocno zelektryzował Ludwik Dorn tubylcze media zapowiedzią tworzenia własnej partii. Od dawna mówiło się, że najbarwniejszy członek PiS w końcu zacznie ją majstrować, bo jako „trzeci bliźniak” w roli bliźniaka się nie sprawdził. Chłoszcząc braci Kaczyńskich za bardziej lub mniej oczywiste przywary i błędy, sprowokował Dorn oczywistą oczywistość, czyli swoje wystawienie za partyjne drzwi.</p>
<p><span id="more-1500"></span>Wprawdzie Ludwik Dorn próbował nogą te drzwi przyblokować, jednak nie na tyle desperacko, by dać sobie tę nogę pogruchotać. Wybrał strategię pohukiwania przez okno, zza którego serwował zdezorientowanym pisowcom polityczne serenady, czym jeszcze bardziej rozsierdzał Jarosława Kaczyńskiego, który w porywie złości chlapnął coś o alimentach Dorna, co jak wiemy, przeniosło polityczny spór obu panów z sal sejmowych na nie mniej widowiskowe sale sądowe.</p>
<p>Dzisiaj Ludwik Dorn chwycił za polityczny topór. Cel - pisowskie drzewostany, w których ma zamiar dokonać wycinki, licząc na pomoc innych drwali, chociażby Marka Jurka czy Kazimierza Ujazdowskiego. Wiadomo, razem raźniej. Kłopot w tym, że potencjalni drwale od propozycji Dorna się zdystansowali, kurtuazyjnie dziękując &#8211; póki co &#8211; za okazane zainteresowanie, wskazując skwapliwie, że oni swoje brygady drwali już mają. Małe bo małe, ale jednak.</p>
<p>Myliłby się jednak ten, który by inicjatywę Dorna zlekceważył. Siłą Dorna jest… Dorn. Intelektualnie wyrastający ponad polityczne otoczenie, którego celne bon-moty od razu zyskują medialny rezonans, sprawia, że zainteresowanie mediów będzie przy nim. Ma także Dorn licznych zwolenników w PiS-ie, którym nie podoba się styl zarządzania ta partią, nawet po dokonaniu właśnie statutowego make-up’u. Dlatego mała, ale zwarta i buńczuczna intelektualnie partia „trzeciego bliźniaka”, może wnieść do polityki sporo ożywczego podmuchu, gdyż ta zasklepiona w partyjnym uścisku zaczyna najzwyczajniej zalatywać stęchlizną.</p>
<p>Zakotwiczony partyjnie Dorn, to dla Prawa i Sprawiedliwości nielichy kłopot. Dopóki był pohukującym na puszczy singlem, uchodził za nieszkodliwego, acz upierdliwego eremitę, których w polityce sporo funkcjonuje. Teraz, porzucając swój erem i idąc w lud, Dorn staje się dla braci Kaczyńskich wbitym w pewną część ciała kolcem. Tkwiąc tam, będzie konsekwentnie utaczał krwi dawnemu sojusznikowi, czyniąc to wyjątkowo skutecznie, bo sam tego dawnego sojusznika tworzył. Jedynym problemem Dorna jest specyficzny, charakteryzujący go ekskluzywizm, co wyklucza masowość jego inicjatywy.</p>
<p>Ale chyba nie o masowości Dorn marzy, gdyż nigdy nie przejawiał ciągot stadnych, a raczej pasterskie i to niekoniecznie mocno zaangażowane. Dorn to intelektualista (cokolwiek to znaczy), a to w polskich warunkach, nie bez przyczyny, uprawiania polityki w określonym segmencie elektoratu nie ułatwia. Ma jednak Dorn liczne przymioty, m.in. celność puenty, dystans, syntetyczność myślenia, ironię, odwagę i polityczne doświadczenie, a to wystarcza, by znaleźć sobie w przestrzeni publicznej matecznik, z którego można wyruszać na wyrąb lasu, w takim czy innym towarzystwie.</p>
<p>Patrzę na Dorna z sympatią, bo lubię ludzi dobrze przyprawionych. A taki Dorn jest. Uśmiecham się, kiedy na jego temat próbują ironizować wydelegowani działacze Prawa i Sprawiedliwości, bo to oznacza, że nie rozumieją tego, co się stało. Lubię Dorna za żywe słownictwo i autentyzm z jakim się nim posługuje. Jest oryginałem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jest zimny albo gorący, i takich też ma zwolenników, jak i wrogów. Swoją inicjatywą obwieścił właśnie, że z polityki nie rezygnuje i do żadnego Sulejówka się nie wybiera. To dobra wiadomość. Oczywiście nie dla wszystkich. I dlatego właśnie jest to dobra wiadomość.</p>
<p>przeczytaj również:</p>
<p><a href="http://www.eckardt.pl/smakujac-dorna.html">Smakując Dorna</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dorn-po-prostu-dorn.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Run PiS, Run!</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/go-pis-go.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/go-pis-go.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Oct 2008 11:11:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Dorn]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[Sikorski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/10/05/go-pis-go/</guid>
		<description><![CDATA[Wyjątkowo ciekawy w lekturze okazał się weekendowy „Dziennik”, którego hitem miała być analiza polityczna Jana Marii Rokity na temat relacji UE-Rosja. Nie ona jednak w moim przekonaniu stanowi clou i cel tego numeru. Myślą przewodnią wydania magazynowego jest raczej postępujący upadek PiS-u, co znalazło swoje odzwierciedlenie w tekście Roberta Krasowskiego „Wataha dorzyna się sama”, rozmowie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wyjątkowo ciekawy w lekturze okazał się weekendowy „Dziennik”, którego hitem miała być analiza polityczna Jana Marii Rokity na temat relacji UE-Rosja. Nie ona jednak w moim przekonaniu stanowi <em>clou</em> i cel tego numeru. Myślą przewodnią wydania magazynowego jest raczej postępujący upadek PiS-u, co znalazło swoje odzwierciedlenie w tekście Roberta Krasowskiego „Wataha dorzyna się sama”, rozmowie z Radkiem Sikorskim &#8211; „Dlaczego nie lubię watahy” oraz wywiadzie z Ludwikiem Dornem – „Nie jestem wydmuszką”. Taka kondensacja wyraźnie wskazuje, że „Dziennik” stał się psem przewodnikiem debaty nad kształtem polskiej centro-prawicy, której PiS – jak wynika z tez stawianych na łamach „Dziennika” – jest obumierającą osnową.</p>
<p>Przyznam szczerze, że z różnych względów właśnie ta problematyka najbardziej mnie zaciekawiła, aniżeli mocno przereklamowany tekst Rokity, któremu redakcja w reklamowych spotach starała się wmówić jakieś świeże spojrzenie na relacje Europa-Rosja, której to świeżości nijak znaleźć nie mogłem, poza jakimiś osiami, na których usadowił PiS i PO. Przyznam, że wymiękłem już po pierwszym akapicie, gdzie stopień wysublimowania i ekskluzywizmu myślowego Rokity po prostu mnie rozbroił:</p>
<blockquote><p>„Odkąd zewnętrzna polityka państwa polskiego zaczęła zyskiwać samoświadomość swoich ambicji i celów, sedno jej dylematów daje się opisać za pomocą prostego układu współrzędnych. Oś pionowa tego układu obrazuje nasilenie woli integracji europejskiej. Oś pozioma – nasilenie woli powstrzymywania Rosji. Usytuowanie względem tych dwóch osi określa i będzie określać w drugiej dekadzie XXI wieku sposób rozumienia przez nas i przez otaczający świat zewnętrznej misji politycznej państwa polskiego. (…).</p>
<p>Samoświadomość jest fenomenem nowym w całej polityce polskiej. Zrodziła się z autorefleksji nad własnym przeznaczeniem, czyli ze zwątpienia w jego bezrefleksyjnie oczywisty wcześniej sens.”</p></blockquote>
<p>Szkoda faceta, chciałoby się rzec. Co to znaczy wypaść poza nawias polityki i pogrążyć w samoświadomości swojego intelektu, zrodzonej – parafrazując samego autora – z autorefleksji nad własnym przeznaczeniem, czyli ze zwątpienia w jego bezrefleksyjnie oczywisty wcześniej sens. Ale zostawmy Rokitę na rzecz Dorna, który wypada znacznie bardziej świeżo, by nie powiedzieć obrazoburczo, kiedy bez ogródek wali:</p>
<blockquote><p>„Dziś zespół kierowniczy PiS przypomina sułtana otoczonego przez dwór eunuchów. Pan Jarosław Kaczyński stworzył krąg zaufanych. By do niego trafić, trzeba zdać test na bycie łatwym, a potem jeszcze łatwiejszym&#8221;.</p></blockquote>
<p>Cóż takiego musiało się stać, by „trzeci bliźniak” tak gwałtownie gryzie rękę, którą jeszcze niedawno dawał się głaskać. Jak daleko musiał posunąć się proces wzajemnego rozbratu, że w wieloletnia przyjaźń, polityczne braterstwo i znaczone ofiarami kombatanctwo, zakończą się na sali sądowej, na którą Dorn – jak zapowiada – zaciągnie Jarosława Kaczyńskiego.</p>
<p>Czy niechęć Kaczyńskiego do Dorna, to, jak mówi ten ostatni, kompilacja dwóch powodów:</p>
<blockquote><p>„Pan Kaczyński nie może mi darować, że musiał mnie wyrzucić z MSWiA, przez co powołał na stanowisko pana Kaczmarka, co z kolei skończyło się przyspieszonymi wyborami i oddaniem władzy. Wszak najtrudniejsze do wybaczenia są krzywdy, które my wyrządziliśmy komuś innemu. I pan Jarosław Kaczyński nie może mi wybaczyć, że musiał mnie skrzywdzić&#8221;.</p></blockquote>
<p>A może nie chodzi wcale o osobiste urazy, a bardziej o kryterium obiektywne, które Dorn tak ujmuje:</p>
<blockquote><p>„Pan Jarosław Kaczyński głosi od pewnego czasu poglądy ekstrawaganckie, jak ten, że Komisja Europejska podniosła rękę na naród polski, a program IV Rzeczpospolitej to program budowy państwa równoległego, w którym obok niezlustrowanych uczelni są nasze uczelnie, w których wykładają profesorowie zlustrowani, jest prokuratura dotychczasowa, a obok nasza, równoległa, i tak dalej. Całkowicie nieadekwatnie do sytuacji radykalizuje elementy programu PiS sprzed 2005 r. Tekst pana Kaczyńskiego w &#8222;Dzienniku&#8221;, w którym wykłada, że Platforma Obywatelska i jej rząd prowadzą świadomą politykę dezintegracji narodu polskiego, odzwierciedla raczej rzeczywistość jego stanów emocjonalnych i ma niesłychanie luźny związek z rzeczywistością&#8221;.</p></blockquote>
<p>Media od pewnego czasu „rozjeżdżają” PiS, które nie potrafi znaleźć na to stosownej recepty. Konflikt na linii Dorn-Kaczyński proces ten jedynie pogłębia, stanowiąc czynnik dezintegrujący, zwłaszcza w wymiarze wewnętrznym. Wzajemne ciąganie się przed sąd sztandarowych postaci partyjnych, przed którym będą odzierani z prywatności, uzasadniając „co mieli na myśli” mówiąc to i tamto, gdzie staną się zwierzyną łowną dla mediów, jest strzałem samobójczym.</p>
<p>Stąd zapowiedź Ludwika Dorna o realizacji przez niego takiego właśnie scenariusza uważam za wyjątkowo szkodliwe dla PiS-u. Nie pomoże to Dornowi (bo niby czego oczekuje? Satysfakcji? Tzw. „odszczekania” przez prezesa słów które go zabolały), który niebezpiecznie zmierza w kierunku pieniactwa, zaszkodzi ewidentnie partii, którą tworzył oraz dostarczy energii wszelkim ruchom odśrodkowym i kontestacyjnym w PiS-ie i jego obrębie, dla których każde naruszanie pozycji Jarosława Kaczyńskiego stanowi cenną amunicję.</p>
<p>Dla PiS-u nadchodzą trudne czasy, wymagające skupienia i gromadzenia sił. W przyszłym roku rozpoczyna się morderczy maraton wyborczy (wybory do euro parlamentu, rok później samorządowe, potem prezydenckie i parlamentarne), który da odpowiedź, czy PiS wyciągnął lekcję z losów AWS, LPR i Samoobrony. Czy stać będzie Prawo i Sprawiedliwość na wykrzesanie z siebie nowych horyzontów, wskazanie świeżego politycznego celu na tyle energetycznego, by przyciągnąć wyborców i politycznych sojuszników, których PiS, powiedzmy to szczerze, traktował ostatnimi czasy nieszczególnie miło.</p>
<p>PiS to wciąż projekt polityczny, którego zazdrości Jarosławowi Kaczyńskiemu wielu dawnych liderów tzw. prawicy, których dzisiaj już nie ma, bądź egzystują na marginesie. Nie bez powodu, bo politycznie najbardziej skuteczny okazał się właśnie Kaczyński, ten uparty, chłostany od lat przez nieprzychylne media i salony człowiek, który mówił rzeczy niepopularne i potrafił w odpowiednim czasie ubrać swoje koncepcje w formację polityczną, która przebojem wdarła się na najwyższe podium. Niestety, nie na długo, ale zawsze.</p>
<p>Nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości, co być może dla wielu będzie zaskoczeniem. Z rekomendacji PiS-u pełnię jedynie funkcję wicemarszałka województwa kujawsko-pomorskiego, w jedynej w kraju sejmikowej koalicji, w której zasiada PO, PSL, PiS i Samoobrona. Koalicji, która doskonale działa i która ma sukcesy. Koalicji, która nie bała się złamać monopolu PKP na przewozy regionalne, doskonale przygotować się do wdrażania funduszy unijnych, tworzyć fundusze wsparcia dla najbiedniejszych gmin, zlikwidować praktycznie do minimum zadłużenie w podległej samorządowi województwa służbie zdrowia, kreować odważne programy wojewódzkie w zakresie edukacji, sportu czy rewitalizacji zabytków, by sięgnąć po pierwsze z brzegu przykłady.</p>
<p>I z tej perspektywy, wojewódzkiej właśnie, jestem w stanie ocenić kondycję PiS-u przed zbliżającym się maratonem wyborczym. Jej ocenę, pozwólcie Państwo zachowam póki co dla siebie (niezorientowanym dopowiem tylko, że kilku ważnych posłów PiS podjęło niedawno próbę mojego odwołania, w czym – szczególnie jeden – nie ustaje), wskazując jedynie, że zostało bardzo mało czasu na odbudowanie zaufania wśród wyborców, którzy od PiS-u się odsunęli, a którzy wciąż są do pozyskania. Wymaga to jednak wzniesienia się poza ciasne myślenie partyjne i zrozumienia, że elektorat to nie jest wartość stała i niezmienna, dana raz na zawsze. Trzeba nieustannie o niego zabiegać, o ludzi, którzy reprezentują różne jego odłamy, wreszcie trzeba dać dowody jedności we własnych szeregach, by zabiegać w wyborach o jedność głosów właśnie.</p>
<p>PiS będzie skubany po dwóch stronach. Z jednej strony dziobać PiS będą środowiska centrowe, uosabiane  – oględnie rzecz ujmując – przez projekt Polska XXI, który choć wybitnie wirtualny na tym etapie, w ogólnym rozrachunku może mieć znaczenie dla wyniku PiS-u, jeśli zdecyduje się na definitywną kontestację i rozejście. Z drugiej strony odkrawać elektorat PiS-u zaczną środowiska eurosceptyczne, te które dały swego czasu 16 proc. poparcia dla LPR w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a także niektóre środowiska solidarnościwo-postawuesowskie, które dotychczas w PiS się nie wpisały, zapadając w polityczny letarg, z którego nieśmiało zaczynają się budzić.</p>
<p>Pierwszym testem dla PiS-u będą wybory do Parlamentu Europejskiego, bardzo ważne i prestiżowe, ale prawdziwą próbą będą wybory samorządowe, bo w nich najłatwiej o tworzenie skutecznych lokalnie niezależnych list, których nie da się zmajoryzować, zwłaszcza, że blokowania list już nie będzie. Na dół nie sięga władza spin doktorów, co powinno tym bardziej wyczulić PiS na tzw. głos ludu, który zaczyna mówić swoim głosem. I to jest właśnie wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości, które wciąż ma potencjał, tyle że w dziwny sposób czasami marnotrawiony. I tego mi żal, bo czas ucieka i drugiej takiej szansy PiS jako PiS może już nie dostać.</p>
<p>I jakoś dziwnie jestem przekonany, że to nie Ludwik Dorn, z całym jego rozżaleniem i odreagowywaniem, jest największym wewnętrznym zagrożeniem dla PiS. Są nim raczej nomadowie polityczni, którzy obkolędowali wcześniej wszystkie polityczne zamtuzy, a dzisiaj jako stateczni członkowie PiS-u z troską pochylają się nad „upadkiem” i „wiarołomstwem” Dorna, w oczy świecąc Prezesowi, że jak tak można… No i racja, bo jak tak można, ale akurat nie oni to mówić powinni. W tym też kontekście, w żaden sposób nie mogę się zgodzić ze słowami Roberta Krasowskiego, który na łamach „Dziennika” konkluduje:</p>
<blockquote><p>„PiS jest już tylko wydmuszką, wirtualnym bytem politycznym, który udaje życie dzięki budżetowej dotacji i talentom dwóch spin doktorów. Najbardziej uderzający w agonii tej partii jest jej styl i sens, a dokładniej mówiąc, brak tego sensu. Prawo i Sprawiedliwość porażkę ponosi nie w starciu z przeciwnikiem, z lewicą, z układem, z SLD. Kaczyński upada na własnym podwórku, umiera we własnym łóżku, nie tocząc żadnej wojny, upada, bo pod jego komendą nie chcą już służyć jego dawni żołnierze.”</p></blockquote>
<p>Opinia o agonii Kaczyńskiego jest mocno przesadzona, bo „denat” ma się całkiem dobrze, jest zażywny i w sumie wciąż przeżywa najlepsze lata swojego politycznego żywota. Prawdą natomiast jest, że zaczyna mu brakować świeżości koncepcyjnej, co było dotychczas jego mocną stroną. Tuskowi udało się zepchnąć PiS na pozycję istotnej, ale mało ważnej w dialogu społecznym opozycji. Tutaj widzę duży problem, na rozwiązanie którego nie ma za dużo czasu. PiS musi wrócić do głównego nurtu dyskursu publicznego, być silnym i poważnym adwersarzem rządowych propozycji, na tyle jednak atrakcyjnym, by ludziom chciało się chcieć na nowo z PiS-em utożsamić.</p>
<p>Zadania Kaczyńskiemu nie ułatwiają jego ludzie w terenie. Pochłonięci wewnętrznymi wojenkami, dobijaniem się o pierwszeństwo w dostępie do Prezesa, nie zauważyli, że coś im się między palcami przesypało. Że od przegranych wyborów skołowany elektorat oczekiwał jedności w działaniu, mobilizowania – na przekór okolicznościom – struktur i sympatyków, inicjowania rozmów z ludźmi, pokazania klasy w porażce, wytłumaczenia wreszcie, że porażka wyborcza, to konieczny koszt przyszłego sprawowania władzy i budowy silnej RP. Nic takiego nie nastąpiło. Przynajmniej w województwie kujawsko-pomorskiem.</p>
<p>Ale na nic nie jest za późno. Wręcz przeciwnie, jest dobra okazja do mobilizacji, pokazania, że nekrologi i klepsydry PiS-u, które „życzliwi” zaczynają rozwieszać niczego jeszcze nie oznaczają. Ale trzeba pracy, zresetowania swojego myślenia o sojusznikach i sympatykach, powrotu do idei ruchu, gry skrzydłami, dostrzegania w człowieku wartości dodanej, a nie potencjalnego rywala, odrzucenia filozofii – czy aby dobrze mnie postrzegają w Warszawie i temu podporządkowywania poselskiej aktywności… Jest jeszcze czas. Inaczej ludzie sami sięgną po klej i klepsydry…</p>
<p>A tymczasem zmykam z aparatem w bory tucholskie, bo pogoda akurat sprzyjać zaczęła. Hmm&#8230; w tle lecą właśnie słowa refrenu jednej z piosenek Comy – „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii”. Nomen omen? Może jednak nie. Dobra, zmykam już, szkoda dnia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/go-pis-go.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smakując Dorna</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/smakujac-dorna.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/smakujac-dorna.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 12:24:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Dorn]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/08/20/smakujac-dorna/</guid>
		<description><![CDATA[Dwa ważne wywiady przyniosły najnowsze tygodniki – „Neewsweek” i „Wprost”. Pierwszy z prezydentem Lechem Kaczyńskim, drugi z Ludwikiem Dornem. O ile pierwszy mocno mnie rozczarował (nieprzygotowany, pospieszny i chaotyczny, wyraźnie robiony na siłę i zamówienie spinfelczerów), o tyle drugi mocno ukontentował. A to dlatego, że poruszył sprawy, na które zwracam uwagę od dawna, a nadto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa ważne wywiady przyniosły najnowsze tygodniki – „Neewsweek” i „Wprost”. Pierwszy z prezydentem Lechem Kaczyńskim, drugi z Ludwikiem Dornem. O ile pierwszy mocno mnie rozczarował (nieprzygotowany, pospieszny i chaotyczny, wyraźnie robiony na siłę i zamówienie <em>spinfelczerów</em>), o tyle drugi mocno ukontentował. A to dlatego, że poruszył sprawy, na które zwracam uwagę od dawna, a nadto przywołał postacie, które są kamieniami milowym polskiej myśli politycznej.</p>
<p>Ludwika Dorna słucham i czytam od dłuższego czasu coraz uważniej. Odkąd odkrył on Internet i zaczął blogować, stał się bardziej dostępny, a przez to jakby mocniej namacalny. Wysublimowany intelektualnie, co rusz zaskakujący zgrabnymi (ku uciesze jednych, a wściekłości drugich) bon-motami, strzelający celnymi puentami i niekonwencjonalnym osądem rzeczywistości, zaczyna się Dorn przeistaczać z marudnej partyjnej Kasandry w chłodnego i rzutkiego analityka, dającego przenikliwy ogląd sytuacji i wskazującego cele, które – oczywiste zdawałoby się dla prawicy – ze względu na partyjną mizerię, są poza jakimkolwiek zasięgiem.</p>
<p>I właśnie od krytyki partii wyszedł Dorn, celnie zauważając:</p>
<blockquote><p><em>„Partie powinny przestać się ograniczać do roli wielkich aparatów wyborczych, a zacząć się zakorzeniać w konkretnych grupach społecznych oraz w procesie cywilizacyjnym i debacie. Od dwóch, trzech lat mamy przecież do czynienia z zupełnie nową sytuacją milczenia partii w debatach toczonych w sferze publicznej. (…) Partie stały się więc wielkimi publicznymi niemowami, które w ogóle nie odnoszą się do stawianych przed nimi problemów. PO nie odpowiada na ocenę, że jest partią, która administruje, a nie rządzi, zaś PiS nie odnosi się do ostrzeżeń, że zmierza do bycia partią mocną, ale trwale mniejszościową.”</em></p></blockquote>
<p>To diagnoza, z którą nie sposób się nie zgodzić. Widać wyraźnie, że polityką polską rządzą sondażowe słupki, a więc najbardziej złudna i głupia forma uprawiania polityki „pstrego konia”, która skutecznie hamuje impet, jaki partie zwycięskie zyskują na starcie. To sprawia, że Polska zaczyna trwale okopywać się w niemocy cywilizacyjnego niedoczasu, bo to się partiom, a właściwie ich aparatom (bo przecież nie elektoratowi) opłaca.</p>
<p>Ten stan rzeczy galwanizują płytkie wojny i żenujące pyskówki panów i pań, określających siebie politykami, urastające za sprawą zidiocianych mediów do rangi „wydarzeń”. To sprawia, że zamiast postulowanej przez Dorna społecznej debaty, mamy do czynienia z przaśno-buraczaną potańcówką ze sztachetami w tle, a nie przedniej klasy zabawą, o którą warto się przecież pokusić.</p>
<p>Taki stan rzeczy jest par excellence odbiciem kondycji polskich elit, odpowiedzialnych, zdawałoby się, za jakość publicznego dyskursu i obowiązujących w nim  standardów. Kreowanie elit zdolnych odpowiedzialnie pokierować życiem państwowym po dziesiątkach lat prania mózgów jest zadaniem niewątpliwie trudnym, tym bardziej, że w każdym społeczeństwie tylko niewielka część populacji wykazuje właściwe predyspozycje intelektualne i moralne, by tymi elitami być. </p>
<p>Dlatego trudno spotkać na niwie publicznej ludzi wybitnie uzdolnionych, posiadających polityczny talent, osadzonych w narodowej tradycji, a jednocześnie pozbawionych politycznego nawiedzenia i syndromu oszołomstwa. To po części wynik tego, że po przodkach odziedziczyliśmy charakterystyczne dla nas historyczne słabości, które sprawiają, że wolimy marzyć, a na poprawę swojego losu mamy tylko jedną receptę – narzekanie. Interesująco konstatuje to Dorn:</p>
<blockquote><p><em>„Generalnie polska elita jest zdominowana przez przesądy i uprzedzenia łże-modernizacyjne, które sprawiają, że jest ona przeciwna projektowi całościowej modernizacji Polski. A jednocześnie mam wrażenie, że istnieją rozproszone zasoby ludzkie, które można skupić i nie tyle stworzyć, ile skrystalizować nową elitę. A zrobić to musi partia „nowoczesny książę”.</em></p></blockquote>
<p>Coś w tym stwierdzeniu na rzeczy jest, tyle że partia typu „nowy książę”, w formule prawnej w jakiej funkcjonują dzisiaj formacje polityczne, nie powstanie z prostego powodu, gdyż wchodząc w orbitę ustawy o partiach politycznych, zakazi się prątkami obstrukcji, które skutkują tym, co z taką swadą piętnuje właśnie Dorn. Bo partia, to przede wszystkim aparat, który ma takie, a nie inne ciągoty.</p>
<p>Dlatego rozumiem postulat Ludwika Dorna, żeby spróbować wnieść w życie partyjne jakąś część rozwiązań obowiązujących w korporacjach, jeśli chodzi o kulturę organizacyjną. Nie do końca jest to najszczęśliwsze ze względu na różne cele, jakimi kierują się partie i korporacje, ale być może warto spróbować takiego wariantu, chociażby ze względu na przejrzystość i prakseologię w działaniu.</p>
<p>Przywołując ideę partii „nowoczesnego księcia” pojawia się w wywiadzie słowo „endecja”. W kontekście, jakże innym od tego, który znamy z wypowiedzi liderów lewicy, różowych mediów i salonów, a także części, niestety, tzw. niepodległościowej prawicy. Dorn w sposób prawdziwy i wyważony zauważa:</p>
<blockquote><p><em>„Dokładnie tak jak Popławski, Balicki i Dmowski stworzyli wokół siebie narodowe elity. Endecja była zresztą takim niezrealizowanym projektem partyjnego nowego księcia, który ścierał się z drugim pomysłem na „nowoczesnego księcia”, czyli pierwszą kadrową. Trzeba mieć zresztą świadomość, że mimo wszystkich różnic znajdujemy się w trochę podobnej do tamtych czasów sytuacji”.</em></p></blockquote>
<p>Konkretyzuje to Dorn, odpowiadając na klasyczne już pytanie stawiane w takich sytuacjach, czy nadal rządzą Polską „dwie trumny” – Dmowskiego i Piłsudskiego:</p>
<blockquote><p><em>„Niezupełnie. Ale bez wątpienia wciąż stoją przed nami dwie propozycje modernizacji: Dmowskiego z „Myśli nowoczesnego Polaka” i Brzozowskiego z „Legendy Młodej Polski”. Obie są bardzo krytyczne wobec zastanej formy polskości i obie proponują pewien program naprawy i unowocześnienia. I taki program, dostosowany do naszej sytuacji, również obecnie jest potrzebny.”</em></p></blockquote>
<p>Na prowokacyjne i dość obrazoburcze pytanie, co byłoby osnową „Myśli nowoczesnego Polska”, pisanych dzisiaj przez Ludwika Dorna, ten wskazuje w pewnym momencie na rzecz niezmiernie istotną:</p>
<blockquote><p><em>„I wreszcie kwestia ostatnia, którą politycznie trzeba rozgrywać bardzo subtelnie: trzeba jasno przypomnieć, że polska wspólnota musi być wspólnotą wysiłku. Nie ma modernizacji bez wysiłku, ale i bez wymuszania przez państwo narodowe pewnych działań. To ono musi być „psem przewodnikiem” i stawiać przed ludźmi pytania o to, jakie wysiłki są skłonni podjąć dla zapewnienia nam bezpieczeństwa energetycznego czy społecznej stabilności”.</em></p></blockquote>
<p>I właśnie wskazanie na ten „wysiłek” w modernizacji kraju uważam za niezwykle ważne. Wysiłek, który powinien być odczytaniem na nowo tego, czym był fenomen polskiej pracy organicznej, którą z pozytywnym skutkiem postulowała endecja i środowiska konserwatywne. By mogło się tak stać, trzeba dostrzec perspektywę i układ odniesienia, w którym Polska, będąca państwem o cechach narodowych, funkcjonuje. Na to w wywiadzie zwraca również uwagę Dorn:</p>
<blockquote><p><em>„Dlatego trzeba się po prostu skupić na podtrzymywaniu zagrożonych przez globalizację integracyjnych funkcji narodu i państwa narodowego. A jednocześnie musimy wymyślać, trochę jak wcześniej Dmowski, takie sposoby bytowania, które wchodzą w dialog i twarde negocjacje z warunkami współczesnego świata i Europy. Z jednej strony, musimy się więc sprzeciwiać myśleniu zdecydowanej większości elit, uznających że spuścizna narodowa jest przeszkodą w modernizacji, a z drugiej – polemizować z tymi, którzy polskość chcą zamknąć w przeszłych, zastygłych formach obcych współczesnemu światu.”</em></p></blockquote>
<p>Dlatego na nowo musimy zdefiniować, czym jest, a właściwie, jaki powinien być współczesny patriotyzm. Potrzebujemy całego systematu opisującego korelacje patriotyzm ze współczesnymn światem. Potrzebujemy tego, bo wciąż, jako – trzymając się nomenklatury Dorna – „prawica modernizująca”, działamy w rozproszeniu.</p>
<p>Nie mamy swoistego Parnasu, który byłby tworzył w miarę spójny ferment ideowo-kulturowy, na tyle atrakcyjny intelektualnie, że miałby siłę przyciągania nie tylko przekonanych. Ferment, który nieustannie podejmowałby i odkurzał dziedzictwo ideowe oraz intelektualne klasyków myśli politycznej i gospodarczej, transponował je do współczesności, odważnie odrzucając to, co do niej nie przystaje, a eksponując to, co wciąż jest atrakcyjne i aktualne.</p>
<p>To truizm, ale bez takiego fermentu i zaplecza intelektualnego prawica, poza epizodami, nie ma co marzyć o odgrywaniu w przyszłości jakiejkolwiek roli w polityce, zwłaszcza doby dzisiejszej. Moderacji musi ulec przede wszystkim konfrontacyjny język, którym odstrasza ona potencjalnych partnerów i niezdecydowanych wyborców, utrwalając obraz prawicy agresywnej i niezdolnej do zawierania koalicji.</p>
<p>Nie bez znaczenia jest owa słynna „zdolność koalicyjna”. Okazuje się, że szeroko rozumiana prawica ma z nią kłopot przede wszystkim u siebie. Co ciekawe, także w ramach jednego ugrupowania, co pokazuje przykład, nomen omen, Ludwika Dorna.</p>
<p>Na koniec, wstrzeliwując się w tok myślenia „dokąd zmierzać&#8221;, podeprę się tym, co kiedyś napisałem w innym artykule i co mi się marzy. Przepraszam za sporą w tym dozę naiwności, ale co tam – marzenia nic kosztują, choć niekiedy bywają inspirujące. Wiem, wiem, nieelegancko jest cytować samego, ale trudno – mój blog, moje cytaty:</p>
<blockquote><p><em>„Nie zawsze tak samo definiujemy pojęcia, dlatego pozwolę sobie określić, jaka powinna być współczesna prawica, taka w której bez trudu mógłbym się odnaleźć. Przede wszystkim <strong>konserwatywno-narodowa</strong> i <strong>zdecydowanie wolnorynkowa</strong>, nie schlebiająca taniemu populizmowi; <strong>antyetatystyczna</strong>, <strong>obudowana licznymi inicjatywami obywatelskimi</strong>; nieklerykalna, ale jednoznacznie broniąca dekalogu, z <strong>żywym dyskursem</strong> wewnętrznym; z <strong>wypracowaną koncepcją geopolityczną</strong> i wizją polityki zagranicznej; z nieprzerwanym i niczym <strong>nie zakłóconym krążeniem elit</strong> we własnych szeregach; <strong>deklaratywnie skromniejsza</strong> i mniej patetyczna; korzystająca z nowoczesnych technik komunikacji; <strong>stawiająca na poczucie wolności obywateli</strong> i zaufanie tej wolności przez państwo, trzymająca to państwo w życzliwym do obywateli dystansie; <strong>inicjująca społeczne debaty</strong>, nawet kontrowersyjne; raczej słuchająca, niż narzucająca; <strong>uprzejma i uśmiechnięta</strong>, nie zaglądająca ludziom pod kołdry i nie oceniająca ich życiowych wzlotów i upadków, które ocenie podlegać powinny w konfesjonale i na sądzie ostatecznym.”</em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/smakujac-dorna.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

