<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Dmowski</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/dmowski/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Dmowski. Po prostu Dmowski</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dmowski-po-prostu-dmowski.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dmowski-po-prostu-dmowski.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Jan 2010 11:41:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=2155</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj mija 71. rocznica śmierci Romana Dmowskiego. Wielkiego Polaka, polityka, autora niezwykłych książek, które kształtowały umysły i sposób myślenia setek tysięcy Polaków. Był politykiem, którego Opatrzność dała Polsce w momencie newralgicznym dla jej dziejów. Dała człowieka, który systematyczną i „upartą” pracą przygotował naród na niepodległość. Dała kogoś, kto oprócz zorganizowania Polaków w trzech zaborach, potrafił swoim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj mija 71. rocznica śmierci Romana Dmowskiego. Wielkiego Polaka, polityka, autora niezwykłych książek, które kształtowały umysły i sposób myślenia setek tysięcy Polaków. Był politykiem, którego Opatrzność dała Polsce w momencie newralgicznym dla jej dziejów. Dała człowieka, który systematyczną i „upartą” pracą przygotował naród na niepodległość. Dała kogoś, kto oprócz zorganizowania Polaków w trzech zaborach, potrafił swoim autorytetem, zapobiegliwością i głębią myśli stanąć do najważniejszej rozgrywki swojego życia – konferencji pokojowej w Wersalu pod Paryżem. Tam, pośród decydentów nowego ładu europejskiego, wywalczył Polsce miejsce na mapie Europy.</p>
<p><span id="more-2155"></span>Choć przewyższał intelektem wszystkich najważniejszych polityków swojego czasu, pozostawał człowiekiem skromnym i przystępnym. Stworzył ruch polityczny, z którym utożsamiły się miliony Polaków. Potrafił przekonywać do siebie niezwykle celnymi analizami geopolitycznymi. Widział sprawy polskie na szerokim planie, uwzględniając polską tradycję, duszę i charakter, na którego kruchość i niestałość wielokrotnie narzekał. Nadał polskiemu ruchowi narodowemu katolickie oblicze, przechodząc do historii, jako autor słynnych słów, że katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, ale stanowi jej istotę.</p>
<p>Nie był oczywiście Dmowski ideałem, a nie wszystkie jego koncepcje się sprawdziły. Sam wielokrotnie powtarzał, że nie ma nic gorszego w polityce, jak „talmudyzm” i trzymanie się kurczowo koncepcji, którą okoliczności zewnętrzne czynią nieaktualną. Ale to nie koncepcje polityczne Romana Dmowskiego mają dla mnie wartość, lecz szkoła politycznego myślenia, którą stworzył. Szkoła, której elementami były logika, dogłębna wiedza, chłodna analiza, odrzucenie „mesjaństwa”, ważenie potencjałów i konsekwencja. Żaden inny polski nurt polityczny, poza narodowym, takiej szkoły politycznego myślenia nie wytworzył.</p>
<p>Dzisiaj o Dmowskim mówi się coraz mniej emocjonalnie i coraz mniej nienawistnie. Czas zrobił swoje. Wytłumił emocje, pozwolił obiektywnie spojrzeć na dokonania Dmowskiego z perspektywy historycznej, co pozwoliło oddać tej postaci należne jej honory. Oczywiście, wciąż nie brakuje „nienawistników”, zarówno z lewa jak i prawa, dla których Dmowski i ruch narodowy, to wcielenie obskurantyzmu i ciemnogrodu (Adam Michnik i jego KOR-owska kamaryla), czy „wiecznie żywy” antysemityzm (Lech Kaczyński – „Ja mam głęboką niechęć do endecji”, „Postawienie na antysemityzm jako element konsolidacji narodowej było zasadniczym błędem”).<br />
 <br />
Dmowski doskonale broni się sam. Był człowiekiem swoich czasów, z zaletami i wadami. Na pierwszym miejscu stawiał interesy polskie, więc w sposób oczywisty wchodził w zwarcie z interesami niemieckimi, ukraińskimi, rosyjskimi czy żydowskimi. A znał i wyczuwał te interesy jak mało kto, dlatego budził autentyczną nienawiść u przedstawicieli tych nacji, których grę potrafił przejrzeć i jej przeszkodzić. Nie zważał przy tym na własny wizerunek, czy „pijar”, bo w tamtych czasach, własne interesy i dobre samopoczucie stawiało się na końcu.</p>
<p>Mam w swojej bibliotece wszystkie najważniejsze książki Dmowskiego, zarówno te wydawane dzisiaj, jak i wydania przedwojenne. Szczególnym sentymentem darzę jednak „Politykę polską i odbudowanie państwa”, nie tylko ze względu na fakt, że od niej zaczynałem swoją przygodę z narodową demokracją, ale również dlatego, że posiadam jej dwa wydania przedwojenne, w tym jedno z roku 1925, na kartach którego jest umieszczona szczególna dedykacja Romana Dmowskiego dla prof. Władysława Konpczyńskiego (książkę wypożyczyłem do Muzeum), wybitnego historyka związanego z nurtem narodowym.</p>
<p>Warto dzisiaj, kiedy na chwilę przystaniemy w pogoni za doczesnością, westchnąć za duszę śp. Romana Dmowskiego, bo dobrze przysłużył się Ojczyźnie. Żył jej sprawami do samego końca, skromnie i cicho odszedł z tego świata po wieczną nagrodę, ale i napomnienia, bo jak wspomniałem, nie był wolny od wad. Dzisiaj jednak tworzy panteon najważniejszych polskich postaci, bez których dzieje Polski mogły wyglądać zupełnie inaczej. Dał Polsce intelekt, talenty, niezmordowany wysiłek i serce. Pokazał, czym jest służba Najjaśniejszej bez względu na okoliczności. Dlatego Dmowskiego cenię najwyżej z polskich polityków pierwszej połowy XX wieku.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-2156" title="dmowski-autograf" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2010/01/dmowski-autograf.jpg" alt="dmowski-autograf" width="373" height="336" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dmowski-po-prostu-dmowski.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Glany Jaruzelskiego</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/glany-jaruzelskiego.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/glany-jaruzelskiego.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Feb 2009 20:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>
		<category><![CDATA[Jaruzelski]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/08/glany-jaruzelskiego/</guid>
		<description><![CDATA[Sporo zamieszania na forach prawicowych wywołał wywiad, którego Wojciech Jaruzelski udzielił redaktorom Janowi Engelgardowi i Adamowi Wielomskiemu, pod wielce ekscytującym tytułem „Ja też nosiłem mieczyk Chrobrego”. Wielu przecierało oczy – jak to, komunistyczna zakała w prawicowej cyberprzestrzeni? Dla jednych szok i estetyczny dysonans, dla innych po prostu ciekawostka. Prawdziwe piekło, jakie rozpętało się na portalu konserwatyzm.pl, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sporo zamieszania na forach prawicowych wywołał <a href="http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2120/">wywiad</a>, którego Wojciech Jaruzelski udzielił redaktorom Janowi Engelgardowi i Adamowi Wielomskiemu, pod wielce ekscytującym tytułem „Ja też nosiłem mieczyk Chrobrego”. Wielu przecierało oczy – jak to, komunistyczna zakała w prawicowej cyberprzestrzeni? Dla jednych szok i estetyczny dysonans, dla innych po prostu ciekawostka. Prawdziwe piekło, jakie rozpętało się na portalu konserwatyzm.pl, na którym wywiad się ukazał, przeszło chyba jednak najśmielsze wyobrażenia, przynamniej moje. Przyznam się, że piekła tego nie rozumiem, a wszelkie ataki na autorów wywiadu, uważam za małostkowe i godne pożałowania.</p>
<p>Generał Jaruzelski nie jest bohaterem z mojej bajki, niemniej mam w swojej biblioteczce wszystkie jego książki i wspomnienia. Czytałem je z zainteresowaniem, choć – co oczywiste – nie podzielam większości wniosków do jakich dochodzi Jaruzelski, bo to nie moja optyka i nie mój ogląd świata. Sięgnąć po te pozycje jednak warto, bo cóż nam po posiadanej wiedzy, jeśli nigdy nie przyszło nam skonfrontować jej z politycznym przeciwnikiem, z jego wizją i poglądami. Wspomnienia Jaruzelskiego mają także jeden niezaprzeczalny walor – są pisane wyśmienitą polszczyzną, co nie jest zasadą obowiązującą wśród polityków parających się pisaniem.</p>
<p>Zamysł „dania głosu” na prawicowym portalu generałowi Jaruzelskiemu uważam za jak najbardziej racjonalny, bo po pierwsze: co by nie mówić, chodzi o pierwszą ligę polityczną i świadka historii, a po drugie – czas ucieka i drugiej takiej okazji za chwilę może nie być. Wywiad w całości ma się ukazać w najnowszym numerze monarchistycznego pisma „Pro Fide, Rege et Lege”, które stanowi jeden z jaśniejszych punktów na mapie prawicowych periodyków. Dlatego zamysł ożywienia prawicowego dyskursu „jaruzelską wrzutką” siłą rzeczy uatrakcyjni debatę, w której Jaruzelski odgrywa rolę czerwonej czarownicy (nie bez przyczyny), co spór o Jaruzelskiego czyni na dłuższą metę nazbyt jałowym i jednostronnym.</p>
<p>Engelgard i Wielomski łamią prawicową konwencję, by przy każdej możliwej okazji dokopywać „Jaruzelowi”. Starają się wydobyć od generała to, czego by nie powiedział w klimacie nagonki czy agresji. To ich sposób na pociągnięcie za język tego, który za chwilę stanie przed Stwórcą i zda meldunek ze swego mocno pokomplikowanego życia. Nie ma w wywiadzie rzeczy odkrywczych, ale są ciekawostki, o których z niemałym zaskoczeniem się dowiadujemy. Zresztą o intencjach wywiadu powiedział w gorącej dyskusji z internautami dr Adam Wielomski:</p>
<blockquote><p>No cóż, ja pamiętam, że rozmawiając siedziałem na dużym fotelu. Ja się w tym wywiadzie próbowałem czegoś dowiedzieć na interesujący mnie temat &#8211; realizmu politycznego &#8211; bo temu poświęcamy kolejne Pro Fide, Rege et Lege. Dlatego nie pytałem o konkretne fakty historyczne, ale o rozumienie, czym jest polityka, interesował mnie problem samodzielności decyzji, perspektywy politycznej itd. Pytania o zbrodnie, to Jaruzelskiemu wszyscy zadają i nikt nie dostaje odpowiedzi. Zadanie takich pytań po raz setny kompletnie nic nie wnosi, poza ostentacyjnym pokazaniem, co się myśli o pytanym. Ja uważam to za bicie piany.</p></blockquote>
<p>I rzeczywiście, w wywiadzie nie ma bicia piany, ani zajadłości a’la „Gazeta Polska”. Jest dość landrynkowy, by nie rzec – przesłodzony, dyskurs ze starszym panem, który w poczuciu dobrze spełnionego życia, dzieli się garścią wspomnień, czyniąc delikatne ukłony w prawą stronę, z którą za młodu był emocjonalnie związany. Ale to nie jest wada tego wywiadu, a raczej konsekwencja, bo interlokutorzy pana generała nie należą do jego przesadnych krytyków. Często podkreślają w swojej publicystyce jego pozytywną rolę, dłubiąc przy uwarunkowaniach, w jakich przyszło mu działać i podejmować decyzje. To także prawicowy, jak najbardziej uprawniony pogląd, z którym należy dyskutować, a nie <em>ad personam</em> zwalczać z nienawiścią, tylko dlatego, że wymyka się intelektualnej sztampie.</p>
<p>Warto zatem sięgnąć do wywiadu, z którego nie zieje niechęć i jednostronna pycha. Każdy ma swój rozum i wyciągnie z niego to, co uzna za stosowne. Czyż nie brzmi interesująco dla każdego prawicowca, taki oto fragment rzeczonego wywiadu:</p>
<blockquote><p><strong>A co pan generał sądzi o Romanie Dmowskim. Polityk prawicowy, geopolitycznie, jak się to określa, prorosyjski.<br />
</strong> <br />
- Wiecie Panowie, ja jako młody chłopak jakiś czas nosiłem mieczyk! To określa moje ówczesne widzenie, wynikające z atmosfery w gimnazjum, bo dom był apolityczny, mniej angażujący się w politykę, bardziej zainteresowany cenami zboża. Aczkolwiek zamach majowy był oceniany krytycznie. Jeśli chodzi o Dmowskiego, to moja wiedza była dość ograniczona, ale jego ruch był prężny i dynamiczny. W naszej szkole był i ONR. I na mieczyku te trzy litery właśnie…</p>
<p><strong>Pan generał nosił taki z literami?</strong></p>
<p>- Nie, ja bez liter (śmiech). Mógłby jednak nosić i taki. Mój horyzont był jednostronny: Bóg, Ojczyzna, Naród, żydokomuna, masoneria. Rolę Dmowskiego poznawałem później. On na lekcjach historii, w podręcznikach był marginalizowany. Tylko Piłsudski, Piłsudski, śpiewy, modlitwy, potem Rydz. Dmowski zaś był zepchnięty na dalsze miejsce. Dzisiaj oceniam go jako wybitnego męża stanu, jego rola w Paryżu była ogromna. Biorąc pod uwagę to, gdzie w czasie I wojny były legiony, to moglibyśmy być inaczej potraktowani. W tym sensie jego rola była równorzędna z Piłsudskim, aczkolwiek dziś, jakby nie patrzeć niektóre poglądy miał zaściankowe, w tym narastające tendencje antysemickie. Ale widział, że jesteśmy pomiędzy dwoma wielkimi państwami i uważał, jak potem kardynał Stefan Wyszyński, że ściana słowiańska jest realnością. ZSRR, komunizm, wcześniej czy później upadnie, ale Rosja będzie. Traktujmy to nie jako zło konieczne, ale jako szansę. Te różne dzisiejsze fobie są głupie. Nawracanie Rosji na demokrację? Demokracja rodzi się w długim procesie, z jajecznicy Putin zrobił jajko, ale żeby zrobić jajko naprężał muskuły.</p>
<p><strong>Wobec tego, czy czuje się Pan spadkobiercą geopolitycznym Dmowskiego?</strong></p>
<p>- Ja nie chcę takiej analogii czynić, to jest za daleko powiedziane. Nie chcę być niczyim spadkobiercą, chcę myśleć we własnych kategoriach i myśleć o sytuacjach mi bliższych, dalszych, i naukach, które z tego wyciągam.</p></blockquote>
<p>Ostatnio pan generał dał się widzieć na wypominkach z okazji  XX rocznicy tzw. okrągłego stołu. Mebel ten, jak wiadomo, stał się symbolem „polskich przemian”, a także politycznym Baalem, przed którym pokłony biją stada nawróconych komunistów, ich chrzestnych ojców i mamek z lewicowo-korowskiej opozycji oraz wszelkiej maści postępowe media, w tym niekoniecznie lewicowe. Pokłony meblowi bije także pan generał, chętnie bywając na dyskusjach z tym faktem związanych. Ot, jak ostatnio w sali kolumnowej Sejmu, gdzie zeszły się ludowo-demokratyczne mastodonty oraz zblatowane z nimi diplodoki z dawnej opozycji, które pijąc sobie z czerwono-różowych dziubków, starały się sprzedawać na tyle kretyńską wizję „okrągłego stołu”, że nawet Lech Wałęsa nie zdzierżył, komunikując narodowi, że był to pic i fotomontaż, a nie żaden „kamień milowy” historii.</p>
<p>Niestety, Jaruzelski deliberujący wespół z Wiatrem, Urbanem, Napieralskim, Frasyniukiem, Mazowieckim i Michnikiem, o dobrodziejstwie „okrągłego stołu”, skutecznie odpycha od siebie wszystkich tych, którzy po prawej stronie mogliby spojrzeć na życiorys generała z większą empatią. Nie zrobią tego słuchając farmazonów Frasyniuka i Michnika, wynoszących pod niebiosa esbecką generalicję, co jest zwyczajną hucpą i naigrywaniem się ze zdrowego rozsądku. Przegrywa tym samym Jaruzelski swoją ostatnią bitwę o prawdę, bo nie zdołał wyzwolić się z dialektyki, którą kierował się przez większość swojego życia. Czuć jego lęk przed powiedzeniem całej prawdy, którą rozmienia na drobne, tchórzliwie dając pełnomocnictwo na jej objawianie Michnikowi. Marny to wybór, ale co zrobić – życiowe wybory Jaruzelskiego nigdy nie zachwycały. Taki człowiek. Niemniej do wywiadu wciąż odsyłam.</p>
<p>P.S. A tak a propos, ciekawym byłoby zobaczyć spotkanie młodego Jaruzelskiego i Michnika. Pierwszy z mieczykiem Chrobrego w klapie, węszący &#8222;żydokomunistyczne spiski&#8221;, drugi – &#8222;żydokomunistyczne spiski&#8221; z osobistych powodów zwalczający&#8230; Uciechy pewnie byłoby co niemiara :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/glany-jaruzelskiego.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skrobanie &#8220;Marszałka&#8221;</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Dec 2008 18:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>
		<category><![CDATA[endecja]]></category>
		<category><![CDATA[Piłsudski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/12/02/skrobanie-marszalka/</guid>
		<description><![CDATA[Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dopiero teraz sięgnąłem do tekstu Rafała Ziemkiewicza „Plamy na pomniku”, który autor popełnił na łamach Rzepy a propos niepodległościowych „jasełek”, jakie co roku 11 listopada serwują nam poprawne politycznie media i merdający pod ich dyktando politycy. Ziemkiewicz na chłodno, z wrodzoną swadą i bezceremonialnością dał upust temu, co myśli o wykoślawianiu historii legendą i kultem „Marszałka” Józefa Piłsudskiego, którym – delikatnie mówiąc – autor pomimo bombardowania go historyczną poprawnością nie ulega.</p>
<p>I nie bez kozery, gdyż dla każdego trzeźwo myślącego miłośnika historii Polski „wielkość” Marszałka bywa mocno dyskusyjna, a nawet kłopotliwa. I wcale nie chodzi tutaj o zwolenników narodowej demokracji, czy ludowców, ale o tych, którzy nie przepadają za brązowieniem postaci, które niekoniecznie na to zasługują. Bo jak tu brązowić kogoś, kto jako przywódca wielkiego obozu politycznego, realnie sprawującego władzę w II RP, nie pozostawił po sobie żadnej usystematyzowanej myśli politycznej, doktryny, która dawałaby polityczne klucze do rozumienia otaczającego świata.</p>
<p>Warto sięgnąć zatem po tekst Ziemkiewicza, który poniżej przytaczam prawie w całości. Zainteresowanych odsyłam również do mojego <a href="http://www.eckardt.pl/jak-to-pilsudski-z-duchami-deliberowal.html">tekstu</a> o zamiłowaniu „Marszałka” do świata duchów, z którymi twórca legionów ochoczo utrzymywał kontakty, wywoływał, a nawet się radził i postponował. Dostało mi się za ten tekst od zagorzałych „piłsudczyków”, bo też i wielu z nich o tej sferze życia „Marszałka” akurat nie wiedziało (no może poza słynnym stawianiem pasjansa), co naraziło ich na konfuzję, której akurat w temacie Piłsudskiego najmniej sobie winszowali. Zapraszam do lektury.</p>
<blockquote><p>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;. </p>
<p><strong>Przez dziesięciolecia zniewolenia w ramach narodowej psychoterapii zamienialiśmy nasze dzieje w zbiór czytanek. Wszystkie patologie tego myślenia o historii zbiegają się, niczym w soczewce, w postaci Józefa Piłsudskiego (…).</strong><br />
 <br />
(…) Wszystkie patologie naszego myślenia o historii się zbiegają niczym w soczewce w postaci Józefa Piłsudskiego, postaci wielkiej współczesną niechęcią do tych, którzy go ongiś atakowali. Postaci ustawionej na cokole,<br />
ubrązowionej ponad wszelkie pojęcie. Jednym rekompensuje dzisiejsze niepowodzenia niepodległościowej orientacji, drugim służy za uniwersalną figurę retoryczną pozwalającą na przykład łatwo prześlizgiwać się nad winami Jaruzelskiego (bo przecież zamach majowy pochłonął więcej ofiar niż stan wojenny), czy bez analizowania źródeł unieważniać wszystkie niewygodne fakty z przeszłości Wałęsy (bo ten naród wredny zwykł opluwać wielkich, nawet Piłsudski nie miał lekkiego życia) – ale też bez silenia się na argumenty niszczyć porównaniem z nim wrogów (Kaczyńscy otwarcie nawiązują do sanacji i kultu Marszałka, widać, że chcieliby zniszczyć demokrację i powsadzać wszystkich do Berezy).</p>
<p><strong>Rocznica non stop</strong></p>
<p>Święto 11 listopada przynoszące regularnie erupcję rocznicowych czytanek o herosie bez skazy, który sam jeden przyniósł Polsce niepodległość, moglibyśmy ustanowić dniem marketingu historycznego. Piłsudski z rocznicowych tekstów przypomina Wałęsę z opowieści samego Wałęsy: wszystko wiedział najlepiej, wszystkiego dokonał, gołymi rękami, sam jeden obalił imperia, a wszyscy inni albo byli mu ślepo posłuszni, albo tylko psuli gigantowi jego wielkie dzieła.</p>
<p>Być może na rocznicę laurki są na miejscu. Tylko że w takim razie rocznica trwa u nas non stop. Do jakiego stopnia, dowiodło wielkie zmieszanie po wypowiedzi Normana Daviesa stwierdzającego oczywisty fakt, że Piłsudski władzę w odrodzonej Polsce zawdzięczał Niemcom i wręcz został przez nich do jej przejęcia wyznaczony. Gdyby rząd, a właściwie wojskowy wywiad niemiecki, nie wypuścił go z Magdeburga, czego bynajmniej czynić nie musiał, i nie podstawił pociągu do Warszawy (jak, nie przymierzając, Leninowi), to by się w stolicy ukształtował inny rząd przejmujący władzę nad funkcjonującymi już przecież od pewnego czasu polskimi organami administracji i „polnische Wehrmacht”.</p>
<p>Można oczywiście się zastanawiać – a problem jest pasjonujący – na ile powstały bez Piłsudskiego rząd, zapewne w znacznym stopniu powiązany z Dmowskim, poradziłby sobie z militarnymi wyzwaniami tamtego okresu i rewolucyjnymi nastrojami, które komendant postrzegany przez pryzmat pepeesowskiej przeszłości jakoś swą osobą łagodził. Hrabiemu Zamoyskiemu czy Grabskiemu konieczna w ówczesnej sytuacji współpraca z socjalistami wyszłaby zapewne gorzej.<br />
(…) Rocznicowy Piłsudski przybywa 10 listopada z Magdeburga, można sądzić, że wydostawszy się z niego własnym przemysłem niczym hrabia Monte Christo, zostaje naczelnikiem państwa (z czyjej nominacji – któż by pytał) i odbudowuje nam ojczyznę. W przeciwieństwie do bohaterów przywołanych na początku niniejszego tekstu nie wyskakuje tak zupełnie z nicości ani w niej nie znika, bo wiemy, choć bez zbędnych szczegółów, że wcześniej tworzył polskie legiony, a jeszcze wcześniej miejską partyzantkę PPS. Wiemy też, że później podniósł rękę na demokrację i prawa człowieka, co już było mniej chwalebne, ale jednak uzasadnione, skoro jego niedemokratyczne rządy popierali wszyscy patroni dzisiejszego inteligenckiego salonu i skoro w ten sposób zamknął drogę do władzy uosabiającej wszelkie zło endecji.<br />
 <br />
P<strong>omór oficerów</strong></p>
<p>Wszystko, co ponadto, jest zbędne i nieobecne w dyskursie. Mija dziesięć lat od wydania książki Ryszarda Świętka „Lodowa ściana”, w której w sposób bardzo przekonujący – na ile mogę to stwierdzić jako amator – zebrane zostały poszlaki świadczące o wieloletniej współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Książka wydana w niewielkim nakładzie, niewznawiana jest dziś białym krukiem i nikt się nie pokusił o zbicie poszlakowego, ale solidnie i logicznie uargumentowanego wywodu autora.</p>
<p>Jedyne polemiki, jakich się on doczekał, przypominały elaboraty dyskredytujące pracę badaczy archiwaliów dotyczących TW „Bolka”: nie ma podpisu Piłsudskiego na żadnym zachowanym dokumencie, więc nie ma twardych dowodów, to po co o tym mówić. Zdumiewające jest to wymaganie twardych dowodów tam, gdzie wiadomo, że były one niszczone, a świadkowie poginęli w okolicznościach jednoznacznie wskazujących na polityczne skrytobójstwo. Dotyczy to nie tylko śmierci generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego, który jako swego czasu oficer c.k. wywiadu zamordowany został najprawdopodobniej dlatego właśnie, że zbyt wiele wiedział o sprawach z naszego dzisiejszego punktu widzenia łatwo wybaczalnych, ale w ówczesnej mentalności się niemieszczących, a w realiach politycznych po zamachu śmiertelnie dla dyktatora niebezpiecznych.</p>
<p>Sprawa Ostoi-Zagórskiego stała się głośna wskutek fuszerki zbrodniarzy i zbiegu okoliczności, które udaremniły planowanie upozorowania rzekomej ucieczki generała za granicę. Co najmniej kilkunastu wyższych oficerów Wojska Polskiego, jak również szereg świadków związanych ze zniknięciem Zagórskiego, pada w tym samym czasie ofiarą tajemniczych wypadków, zatruć pokarmowych, wreszcie mordów, wedle oficjalnej wersji, bandyckich. Szczególny pomór pada na tych, którzy mieli nieszczęście stanąć Piłsudskiemu na drodze w okresie Legionów. Skądinąd wiadomo, że pogłębiająca się z wiekiem nienawiść dyktatora do ówczesnych rywali przybierała formy obsesyjne i kompromitujące; miał na przykład zażądać od swych oficerów, aby podczas jednej z uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza otoczyli Sikorskiego, pozbawionego już wówczas jakiegokolwiek znaczenia, i obili go do krwi klamrami wojskowych pasów. Chyba nie jest to „endeckie opluwanie”, skoro przekazuje tę informację w swej autobiografii Jerzy Giedroyć, też przecież piłsudczyk. Obawiam się, że naruszająca tabu wielkiego marszałka praca Piotra Kowalskiego o generale Zagórskim, którą jako członek kapituły nagrody im. Józefa Mackiewicza miałem honor współwyróżnić za wysoki merytoryczny poziom i pionierską odwagę rozgrzebywania spraw, których ludzie rozsądni radzą nie rozgrzebywać, podzieli los „Lodowej ściany”. Odrzucona przez kilku wydawców, wydana ostatecznie w znikomym nakładzie przez niszową oficynę, zostanie najpewniej przemilczana, mimo że znakomita większość zestawionych w niej faktów dla wtajemniczonych historyków nie jest żadnym odkryciem. W końcu sprawa Zagórskiego podnoszona była wielokrotnie przez endeków, wykorzystywano ją także w antysanacyjnej propagandzie PRL, więc cokolwiek spotkało generała, w sumie tak, jakby mu się należało.<br />
 <br />
<strong>Nie wszystko komuna wymyśliła</strong></p>
<p>Owo polowanie na świadków dawnych hańbiących powiązań urządzone po przejęciu władzy nie jest wszak jedyną plamą na honorze rocznicowo uwielbianego marszałka, podobnie jak nie wyczerpuje ich listy zmiażdżenie polskiego parlamentaryzmu, który mimo niedostatków konstytucji nie był bynajmniej beznadziejnie chory, pogwałcenie niezawisłości sądownictwa, proces brzeski i Bereza Kartuska ani cenzura włącznie z żenującym prawem przewidującym surowe kary za uwłaczanie jego czci.</p>
<p>Oczywiście prawo to ogłoszone zostało już po śmierci Marszałka, ale właśnie ono dobitnie pokazuje, jakiej, nie sposób tego nazwać inaczej, bandzie oprychów oddał on Polskę we władanie. Silni wobec zaatakowanych bojówką bezbronnych ofiar (warto jednak pamiętać o wybitym oku Nowaczyńskiego, czy skatowanym omal na śmierć Dołędze-Mostowiczu) w obliczu atakujących Niemców sanacyjni oficerowie na wyprzódki uciekali do Zaleszczyk, nierzadko pozostawiając – za co Rydz-Śmigły nie zechciał nikogo ukarać – powierzone ich dowództwu oddziały. Degeneracja obozu sanacyjnego to temat na opowieść naprawdę nieprzyjemną i nie jest wystarczającym powodem utrzymywania tabu fakt, iż o jej przejawach tak chętnie pisała peerelowska propaganda, nie wszystko bowiem jej funkcjonariusze zmyślili. Degeneracji tej zaś nie byłoby, gdyby nie szczególne zachowanie Piłsudskiego, który zdobywszy władzę dyktatorską, zwolnił się z jej sprawowania, pozostawiając sobie jedynie przyjemność rugania od czasu do czasu niespełniających jego oczekiwań nominatów, i przestawiania ich po państwowych stołkach. W praktyce zajmował się tylko sprawami wojska, zresztą ze złym dla Polski skutkiem, gdyż jako człowiek nieuznający żadnej cudzej opinii, a przy tym całkowicie zamknięty w myśleniu poprzedniej epoki, do śmierci blokował rozwój lotnictwa i broni motorowo-pancernej, na nadrobienie czego nie wystarczyło już potem czasu.</p>
<p>Do historycznego rachunku dopisać też trzeba Piłsudskiemu podporządkowanie państwa ludziom przeważnie niekompetentnym, co szczególnie źle odbiło się na gospodarce (wysławiany Eugeniusz Kwiatkowski budził taką nieufność, że względną swobodę działania uzyskał dopiero pod koniec rządów Piłsudskiego) poddanej doktrynie etatyzmu. Budzące z dzisiejszego punktu widzenia znacznie większy szacunek koncepcje oparte na wolnym rynku i rozwijaniu rodzimej przedsiębiorczości, szczególnie drobnej, jakie reprezentował np. Rybarski i inni endeccy ekonomiści, w demokracji parlamentarnej być może zostałyby zrealizowane i sprawiłyby szybsze wyjście Polski z kryzysu oraz jej zauważalny rozwój. Pod rządami weteranów Organizacji Bojowej PPS musiały pozostać teoretyczną ciekawostką.</p>
<p>Wbrew rocznicowym czytankom, odzyskanie niepodległości nie było cudem. Było uwieńczeniem starań wielu małych i wielkich, było zasługą całego pokolenia działaczy, polityków, bojowników, o pośrednich zasługach pokoleń poprzednich nie wspominając. Sposób, w jaki je dziś obchodzimy – w ślad za sanatorami, którzy dopiero po śmierci Piłsudskiego i w ścisłym związku z tworzoną wokół niego aurą ojca ojczyzny to święto ustanowili – napawa smutkiem. Jest bowiem dowodem, że w kraju o tak wątłych elitach i tak niewielkim szacunku dla siebie, co się przekłada na skłonność do irracjonalnego zawierzania charyzmatycznym wodzom i potrzebę zastępowania zbyt trudnej rzeczywistości mitologią, każdy sukces można sfałszować i przypisać jednemu środowisku, a potem jednemu uosabiającemu je przywódcy. Jest to nauka tyleż smutna, co, niestety, bardzo dziś aktualna.</p></blockquote>
<p><a href="http://www.rp.pl/artykul/222966.html">źródło (Rzeczpospolita, 21-11-2008 r.)<br />
</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/skrobanie-marszalka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niepodległość</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2008 12:09:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Dmowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2008/11/11/niepodleglosc/</guid>
		<description><![CDATA[90. lat temu „wybuchła Polska”. Wysiłkiem myśli i czynem Polaków, ale i niespodziewanym zbiegiem okoliczności. Spełniły się marzenia i modły wielu pokoleń Polaków. Polska wróciła do życia po 123 latach zaborów. Z tego powodu Święto Niepodległości jest  świętem radosnym. Jako Polacy możemy cieszyć się niepoślednimi postaciami, które jak równy z równym, negocjowały na ówczesnych europejskich salonach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="flaga_polska1.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/11/flaga_polska1.jpg" rel="shadowbox[post-494];player=img;"><img class="prawy" style="width: 113px; height: 84px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2008/11/flaga_polska1.miniatura.jpg" alt="flaga_polska1.jpg" width="113" height="84" /></a>90. lat temu „wybuchła Polska”. Wysiłkiem myśli i czynem Polaków, ale i niespodziewanym zbiegiem okoliczności. Spełniły się marzenia i modły wielu pokoleń Polaków. Polska wróciła do życia po 123 latach zaborów. Z tego powodu Święto Niepodległości jest  świętem radosnym. Jako Polacy możemy cieszyć się niepoślednimi postaciami, które jak równy z równym, negocjowały na ówczesnych europejskich salonach formalny powrót Polski do rodziny wolnych narodów europejskich. Opatrzność dała wówczas Polsce postacie wybitne, które na trwałe weszły do polskiego panteonu.</p>
<p>Na wierzch życia politycznego i społecznego wypłynęły postacie nietuzinkowe, z gorącymi patriotycznymi sercami, bijącymi w takt Mazurka Dąbrowskiego. Odradzało się państwo polskie, zdewastowane wojną, zszywane z trzech części. Na przekór okolicznościom i biedzie, od której się wówczas roiło. Rodziło się nowe polskie życie, które za chwilę musiało stawać do walki z bezbożną bolszewicką nawałą. Rodziła się II Rzeczpospolita. Nasza, polska, długo wyczekiwana, wywalczona i wymodlona. Miała swoich mężów opatrznościowych. Warto o nich pamiętać. O wszystkich, nawet jeśli nie reprezentują „naszej” opcji politycznej.</p>
<p>Dla mnie Święto Niepodległości to przede wszystkim zwycięstwo myśli i koncepcji politycznej Romana Dmowskiego, głównego stratega i negocjatora powrotu Polski na mapę Europy. Dzięki jego przemyślności, zaangażowaniu, znajomości spraw i stosunków europejskich, wreszcie determinacji, sprawa „polska” stanęła na forum Europy. Przygotowywał się do swojego najważniejszego zadania latami, budując środowisko i zaplecze intelektualne, zaszczepiając Polakom zręby myślenia państwowego i narodowego. We właściwym momencie wszedł do gry i rozegrał ją tak, jak rozgrywa się partię życia. To właśnie jego podpis, obok Jana Ignacego Paderewskiego, widnieje pod Traktatem Wersalskim, dokumencie konstruującym ówczesną nową Europę.</p>
<p>Niepodległość to zadanie. Nieustanne. Na każdym odcinku, nie tylko politycznym. Niepodległość to pojęcie mocno uniwersalne, wymykające się definicjom nauk o polityce. Niepodległym można być na wielu płaszczyznach i w wielu sferach: intelektualnej, moralnej, etycznej, estetycznej… Na każdym z tych obszarów można toczyć batalię o swoją małą niepodległość, wolną od toksycznych wpływów intelektualnych, tandety dnia codziennego, jednowymiarowości, głupoty czy politycznej poprawności. I na tym polega według mnie właściwy sens tego słowa, niechybnie związanego z myślą narodową.</p>
<p>Świetnie wychwycił wymiar tego słowa w okresie międzywojennym arcybiskup Józef Teodorowicz w jednym ze swoich kazań:</p>
<blockquote><p>Myśl narodowa jest tem dla duszy ojczystej, czem są warownie i twierdze dla jej ciała. One to <strong>bronią wstępu do wnętrza świętości narodowych myślom obcym, złym i szkodliwym, bronią ich przed najazdem ducha obcego</strong>. Skoro zaś zapukają do drzwi narodu jakie nowe myśli z zewnątrz, <strong>to przyjmuje się je nie na ślepo,</strong> ale wprzód się je odważy na szalach narodowej mądrości i odłącza wtedy pszenicę od plewy. Czyż to świadomość narodowej mądrości nie broniła nas przed anarchią rosyjskiej literatury, albo przed racjonalizmem niemieckiej? <strong>Myśl narodowa jest i drogowskazem dla przyszłości</strong>, nieraz drogo okupionym przez smutne doświadczenia. Ojczyzna jest czemś jednem; dlatego w jednem zamykasz ją słowie. Jej dzieje, jej język, jej sztuka i kultura zbiegają się w jeden zbiornik, jak potoki rzek w morze. Tym zbiornikiem jest dusza narodowa; ona żyła w historii, ona przemawia przez język narodowy, ona się odziewa w szatę śliczną poezji i sztuki, ale sama jest niepodzielną – jest jednością.</p></blockquote>
<p>Doskonała kwintesencja a propos dnia dzisiejszego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/niepodleglosc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

