<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Maciej Eckardt &#187; Benedykt XVI</title>
	<atom:link href="http://www.eckardt.pl/tag/benedykt-xvi/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.eckardt.pl</link>
	<description>Maciej Eckardt strona nieoficjalna - Cywilizacja, Gospodarka, Historia, Kultura, Polityka, Religia, Samorząd, Bydgoszcz</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Jan 2012 21:03:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>„Dumny” Benedykt</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/dumny-benedykt.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/dumny-benedykt.html#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 16 May 2009 08:57:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=946</guid>
		<description><![CDATA[Papież Benedykt XVI zakończył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Niezwykle ważną, zwłaszcza dla Chrześcijan, dla których była ona wzmocnieniem i przypomnieniem, że na przekór okolicznościom, należy trwać w miejscach świętych. Ma to swoją głęboką wymowę, gdyż Ziemia Święta stała się miejscem exodusu chrześcijan, zmęczonych ciągłym napięciem i naporem świata arabskiego i żydowskiego. To był dla mnie najważniejszy aspekt [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Papież Benedykt XVI zakończył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Niezwykle ważną, zwłaszcza dla Chrześcijan, dla których była ona wzmocnieniem i przypomnieniem, że na przekór okolicznościom, należy trwać w miejscach świętych. Ma to swoją głęboką wymowę, gdyż Ziemia Święta stała się miejscem exodusu chrześcijan, zmęczonych ciągłym napięciem i naporem świata arabskiego i żydowskiego. To był dla mnie najważniejszy aspekt tej pielgrzymki. Drugim było spotkanie papieża z przedstawicielami islamu i przypomnienie, że Palestyńczycy mają prawo do swojej ojczyzny. Trzecim wizyta pod Ścianą Płaczu i w Yad Vaszem.</p>
<p>W opinii liberalnych mediów podczas spotkań z Żydami za mało było ekspiacji i bicia się w piersi, tym bardziej, że papież jest Niemcem, więc powód jakby podwójny. Grzmi więc dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”, że „podczas podróży do Ziemi Świętej papież nie przeprosił Żydów za dawny antysemityzm Kościoła”, co jest oczywistym skandalem, bo jakże to tak – niemiecki papież, dawny członek Hitlerjugend, jak niewybrednie sugerowały lewicowe media, i brak jakiegokolwiek gestu na miarę Willego Brandta w Warszawie? Kto to widział. Nie zaskakuje więc irytacja nadwornego teologa „Gazety Wyborczej” Jana Turnaua, który w takie oto struny szarpie:</p>
<blockquote><p>Gdyby jednak papież wykonał przyjęty w naszej kulturze gest pokory i skruchy, nie powiedziałby w ogóle nic – a zarazem bardzo wiele. Bo gesty mają nośność obrazu. Obawiam się, że Benedykt XVI tak się zachował, albowiem mojemu Kościołowi wciąż brak dostatecznej pokory. Brak jej przede wszystkim w Watykanie, skąd winno świecić najjaśniejsze światło chrześcijańskie. Paweł VI ukląkł przed przedstawicielem prawosławia, Jan Paweł II był uosobieniem pokory, u obecnego papieża widzę za dużo kościelnej dumy.</p></blockquote>
<p>Wprawdzie Jan Turnau nie wyjaśnił, co oznacza „kościelna duma”, ale nie trudno się chyba domyśleć, że wielkość dumy kościelnej w ujęciu postępowych katolików, jest wprost proporcjonalna do ilości przyklęknięć na metr kwadratowy i ilości uderzeń w piersi na minutę. Im mniej przyklęknięć i uderzeń, tym duma większa, im więcej, wiadomo – <em>cool</em>. Kajający się na każdym kroku papież za bardziej lub mniej urojone winy Kościoła, przyklękający w rytm batuty „Gazety Wyborczej”, wstający z kolan na wyraźne pozwolenie heretyzujących teologów, uzgadniający z nimi tezy encyklik i wystąpień papieskich, oto model Kościoła, jaki się marzy wszystkim tym, którzy tak chętnie mówią o biciu się w piersi, tyle że nie własne.</p>
<p>Jakże inaczej w kontekście papieskiej pielgrzymki i tego co zamieszcza „Gazeta Wyborcza”, brzmi głos ks. prof. Waldemara Chrostowskiego w dzisiejszym „Naszym Dzienniku”. Ten wytrawny znawca stosunków katolicko-żydowskich, jeden z animatorów dialogu między katolikami a żydami, zwraca uwagę, że <em>mea culpa</em> Kościoła w stosunku do Żydów została wypowiedziana wielokrotnie, m.in.  podczas Środy Popielcowej Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 oraz podczas wizyty Jana Pawła II w Ziemi Świętej. Stąd rodzi się uzasadnione pytanie, ile jeszcze i jakiego rodzaju takich przeprosin musiałoby być, by zaspokoić tych, do których były przecież kierowane? Nie bez kozery zatem ks. Waldemar Chrostowski formułuje myśl niezwykle istotną dla relacji katolików i żydów:</p>
<blockquote><p>Zatem należy zadać pytanie, czy tamte mea culpa miały jakieś znaczenie, zostały zauważone i przyjęte? Jeżeli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, winno to oznaczać, że dokonało się pojednanie i należy przejść do nowego etapu, od pamiętliwości do pamięci. Tylko szczera odpowiedź pozwala zrozumieć i właściwie umiejscowić naciski, których celem było zmuszenie Benedykta XVI, by pokorę zastąpić upokorzeniem się, a więc pokora Kościoła – tak, upokarzanie Kościoła – nie!</p></blockquote>
<p>Nic dodać, nic ująć. Miło mądrego i wierzącego księdza posłuchać.</p>
<p>I na koniec małe wyjaśnienie-sprostowanie do mojego <a href="http://www.eckardt.pl/jubileusz-pieknych-ludzi.html">wpisu</a> dotyczącego jubileuszu „Gazety Wyborczej”. Otóż, jeden z jej redaktorów zwrócił mi uwagę, że we fragmencie dotyczącym zatrudnienia Lesława Maleszki w &#8222;GW&#8221; popełniłem nadużycie, pisząc – „Pracę w organie Adama Michnika dostał, bo przeważyły ponoć względy „humanitarne i socjalne”, co doskonale oddaje obłudę tytułu prasowego, który reklamował się, że – nie jest mu wszystko jedno”. Otóż, Maleszka pracował w gazecie od 1989 roku, więc moje nieprecyzyjne stwierdzenie, jakoby robotę dostał dopiero po dekonspiracji nie pokrywa się z rzeczywistością. Prostuję zatem – Lesław Maleszka po odkryciu jego przeszłości pracę w redakcji jedynie zachował. Odbyło się to ponoć na osobiste życzenie Adama Michnika, na którego zresztą też donosił. Tyle tytułem wyjaśnienia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/dumny-benedykt.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Pancernik&#8221; Ratzinger</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/pancernik-ratzinger.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/pancernik-ratzinger.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Apr 2009 22:38:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=735</guid>
		<description><![CDATA[19 kwietnia papież Benedykt XVI wkroczy w piąty rok swojego pontyfikatu. Kiedy w kwietniu 2005 roku wstępował na Stolicę Piotrową larum podniosła wszelkiej maści lewica katolicka oraz zwolennicy „Kościoła otwartego”. Dla nich był to wybór najgorszy z możliwych, bo zapowiadał „szarpnięcie cuglami” w kwestiach doktrynalnych, a także wyhamowanie radosnego ekumenizmu, który w pewnych obszarach wymagał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>19 kwietnia papież Benedykt XVI wkroczy w piąty rok swojego pontyfikatu. Kiedy w kwietniu 2005 roku wstępował na Stolicę Piotrową larum podniosła wszelkiej maści lewica katolicka oraz zwolennicy „Kościoła otwartego”. Dla nich był to wybór najgorszy z możliwych, bo zapowiadał „szarpnięcie cuglami” w kwestiach doktrynalnych, a także wyhamowanie radosnego ekumenizmu, który w pewnych obszarach wymagał zdecydowanego uporządkowania. Swoje obawy lewica katolicka sformułowała więc całkiem słusznie, gdyż nowy papież jako wytrawny znawca teologii, w dodatku z tradycyjnym zacięciem, w żaden sposób nie wpisał się w wizję „Kościoła otwartego”, twardo ześrodkowując swoje nauczanie wokół podstawowych prawd wiary, które dla wielu katolików, a także niektórych duchownych, takimi prawdami być przestawały.</p>
<p>Nie zaniedbując kontaktów z innymi wyznaniami Benedykt XVI rozpoczął proces niezwykle ważny – odbudowę jedności pośród katolików, których niegdyś poróżniła pycha, nieufność i brak pokory. Wyciągnięcie ręki do tradycjonalistycznej wspólnoty Bractwa św. Piusa X, której założycielem był arcybiskup Marceli Lefebvre, pokazało że Benedykt XVI nie boi się trudnych wyzwań i potrafi iść pod prąd nie tylko sprzysiężonym przeciw niemu mediom, ale także części hierarchii katolickiej, która „lefebrystów” najchętniej widziałaby w skansenie podobnym do wiosek Amiszów, które są traktowane przez świat głównie jako atrakcja turystyczna. Benedykt XVI uznał, że nie tędy droga, i że najpierw trzeba ogarnąć własne podwórko, które nie sprzątane przez lata zarosło chaszczami wzajemnych animozji i urazów, którym należy dać odpór, stawiając na katolicką jedność i wzajemną wyrozumiałość.</p>
<p>Benedykt XVI stawiając na właściwy porządek rzeczy wybrał drogę żmudną i medialnie chropowatą. Stał się obiektem niewybrednych napaści i pomówień. Szczególnie obcesowo został potraktowany we własnej ojczyźnie, gdzie w związku ze zdjęciem ekskomuniki z „lefebrystów” zdystansowała się od niego część niemieckich biskupów, a kanclerz Angela Merkel zażądała wręcz wyjaśnień w tej „bulwersującej” sprawie. Jako żywo potwierdziło to tezę Feliksa Konecznego, że Niemcy są krajem cywilizacji bizantyńskiej, co szczególnie boleć musi papieża z Bawarii, któremu przyszło znosić <em>faux pas</em> pani kanclerz, nie rozumiejącej, czym jest niezależność papieża od władzy świeckiej, m.in. w sprawach jurysdykcji personalnej. Na szczęście hałas wszczęty przez postępowe media nie odniósł spodziewanego skutku, a przyszłość „lefebrystów” w Kościele katolickim zależy już tylko od zachowania ich samych. Papież zrobił dla nich wszystko co mógł.</p>
<p>W pontyfikacie Benedykta XVI uderza jego wyciszona samotność. W odróżnieniu od swojego wielkiego poprzednika Jana Pawła II, nie ma wokół niego tak charakterystycznego „ludycznego zgiełku”, porywającego za serca i umysły, nie ma tej spontaniczności, którą wywoływał Karol Wojtyła. Jest za to rzucające się w oczy dostojeństwo i niezwykle silne ześrodkowanie na osobie Jezusa Chrystusa, jako punktu odniesienia dla wszystkich rozważań o kondycji współczesnego świata i człowieka. Tak jak Jan Paweł II w swój pontyfikat wplótł postać Maryji, tak Benedykt XVI osnową swojej posługi na Stolicy Piotrowej uczynił Jej Syna. Ta niezwykła komplementarność względem swojego poprzednika jest cechą charakterystyczną obecnego papieża, który pokazuje tym samym, czym jest prawdziwe bogactwo Kościoła i jak czerpać z darów pozostawionych przez poprzednich papieży.</p>
<p>Benedykt XVI z niezwykłą delikatnością przejął dziedzictwo po Janie Pawle II, którego osoba cały czas, nieomal fizycznie, oddziałuje na Kościół katolicki. Nie zmienia to faktu, że Józef Ratzinger zaczyna subtelnie odciskać na misji Kościoła swoje piętno, konsekwentnie resetując te obszary duszpasterskiej i międzywyznaniowej aktywności, które zaczęły wymykać się spod dobrze rozumianej katolickiej ortodoksji lub przyjęły nazbyt świecki i horyzontalny punkt widzenia, zaniedbując lub wręcz wykluczając to, co powinno mieć wymiar wertykalny, a więc zasadniczy dla misji Kościoła. I choć Benedykt XVI nigdy nie dogoni swojego poprzednika w byciu postacią medialną, za którą podążają zauroczone media, to z pewnością dorówna mu intelektem, który jest wyjątkowo mocną jego stroną, co przyznają nawet jego przeciwnicy, twierdząc przy okazji, że jako papież – niestety dla nich – przypomina starego „pancernego kardynała Ratzingera”. Przyznam, że lepszej rekomendacji mi nie trzeba.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/pancernik-ratzinger.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Lefebryści&#8221; są wśród nas</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/lefebrysci-sa-wsrod-nas.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/lefebrysci-sa-wsrod-nas.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Feb 2009 17:49:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>
		<category><![CDATA[lefebryści]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/2009/02/03/lefebrysci-sa-wsrod-nas/</guid>
		<description><![CDATA[Papież Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z tzw. „lefebrystów”. To dla Kościoła ważna i doniosła chwila, swoim znaczeniem i konsekwencjami wybiegająca daleko poza zwykłą hierarchiczną egzystencję, czy ramy instytucjonalne Kościoła. Po bolesnym czasie rozłąki na łono Kościoła wraca wspólnota katolicka, która szczególnym uwielbieniem darzy Tradycję, z jej niezwykłym bogactwem i głębią, o której – zdawać by się mogło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a title="benedykt.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/02/benedykt.jpg" rel="shadowbox[post-553];player=img;"></a><a title="benedykt_xvi_011.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/02/benedykt_xvi_011.jpg" rel="shadowbox[post-553];player=img;"></a><a title="benedykt.jpg" href="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/02/benedykt.jpg" rel="shadowbox[post-553];player=img;"><img class="prawy" style="width: 101px; height: 128px;" src="http://www.eckardt.pl/wp-content/uploads/2009/02/benedykt.miniatura.jpg" alt="benedykt.jpg" width="101" height="128" /></a>Papież Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z tzw. „lefebrystów”. To dla Kościoła ważna i doniosła chwila, swoim znaczeniem i konsekwencjami wybiegająca daleko poza zwykłą hierarchiczną egzystencję, czy ramy instytucjonalne Kościoła. Po bolesnym czasie rozłąki na łono Kościoła wraca wspólnota katolicka, która szczególnym uwielbieniem darzy Tradycję, z jej niezwykłym bogactwem i głębią, o której – zdawać by się mogło – zapomnieli zaganiani dniem powszednim katolicy. </p>
<p>Nie mają najmniejszego znaczenia wrzaski i paroksyzmy światowych mediów oraz niektórych wspólnot religijnych, gdyż decyzja Benedykta XVI jest suwerennym aktem woli w stosunku do wspólnoty katolickiej, wykonanym przez namiestnika Chrystusa, przez którego – tak przecież wierzymy – działa Duch Święty. Decyzja ta, choć dla wielu kontrowersyjna, jest decyzją słuszną i zgodną (ba, konieczną) z punktu widzenia Doktryny, a także przyszłości Kościoła katolickiego. Mamy tutaj do czynienia z aktem osobistej odwagi papieża, który wiedział, że zdejmując ekskomunikę z „lefebrystów”, spuści z łańcucha wrogie Kościołowi bulteriery tolerancji, które tolerują wszystko, poza katolicyzmem i autorytetem papieża zwłaszcza.</p>
<p>Benedykt XVI, nie zaniedbując dialogu z innymi religiami, za priorytet uznał przywrócenie jedności Kościołowi katolickiemu, który musi stawić czoło, coraz bardziej agresywnej ekspansji laickiego świata. By móc chronić i pielęgnować Prawdziwą Wiarę, Kościół musi sięgnąć do tego, co daje mu siłę. Jest nią jedność wszystkich katolików, a w dalszej kolejności pozostałych chrześcijan. Właściwy porządek rzeczy mówi, że jednać należy się najpierw z tymi wspólnotami katolickimi, które z jakichś powodów znalazły się poza Kościołem, a których rozumienie i stosowanie Doktryny, nie narusza nauki Kościoła. A o tym, co jest takim naruszeniem, a co nim nie jest, decyduje nie demokracja, nie elektroniczne media, czy najczcigodniejsi nawet rabini, ale papież i nikt inny.</p>
<p>Roma locuta, causa finta.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/lefebrysci-sa-wsrod-nas.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O właściwą perspektywę</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Nov 2007 19:31:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Paweł II]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.eckardt.pl/?p=313</guid>
		<description><![CDATA[Trwa spór o Kartę Praw Podstawowych, która jako aneks do traktatu reformującego UE ma być podpisana przez państwa członkowskie 13 grudnia w Lizbonie.  Spór o tyle ciekawy, że daleko idącą dezaprobatę wobec wspomnianego dokumentu zaczęli wyrażać kościelni hierarchowie kojarzeni dotychczas z nurtem euroentuzjastycznym, mocno wpływowym w łonie polskiego episkopatu. Dlatego warto pochylić się nad wywiadem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Trwa spór o Kartę Praw Podstawowych, która jako aneks do traktatu reformującego UE ma być podpisana przez państwa członkowskie 13 grudnia w Lizbonie.  Spór o tyle ciekawy, że daleko idącą dezaprobatę wobec wspomnianego dokumentu zaczęli wyrażać kościelni hierarchowie kojarzeni dotychczas z nurtem euroentuzjastycznym, mocno wpływowym w łonie polskiego episkopatu. Dlatego warto pochylić się nad wywiadem, jego udzielił jednej z gazet metropolita gnieźnieński arcybiskup Henryk Muszyński, uchodzący za gorącego orędownika Unii Europejskiej. Przyznam, że z niedowierzaniem przecierałem oczy. Oto fragment:<br />
 <br />
<em><strong>Traktat lizboński ma charakter polityczny, problematykę wartości, fundamentalnych praw człowieka zawiera Karta Praw Podstawowych z 2000 r., która ma być aneksem do traktatu. Jak ksiądz arcybiskup ocenia ten dokument?</strong> </em></p>
<p><em>- W karcie też nie ma odniesienia do chrześcijaństwa. W zależności od wersji językowej znajdziemy jedynie odwołanie do dziedzictwa duchowego i moralnego albo duchowo-religijnego Europy. Jest w niej zapisane prawo do życia, ale nie od poczęcia do naturalnej śmierci, co otwiera drogę do prawnego uznania aborcji i eutanazji. Brak też jasnej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, co może otworzyć możliwość prawnego uznania związków homoseksualnych. </em></p>
<p><em><strong>- Jednak regulacje karty nie są nadrzędne w stosunku do prawa danego państwa, respektują ustawodawstwo krajowe. Czy to nie jest dostateczne zabezpieczenie?</strong> </em></p>
<p><em>- Mimo wszystko mam obawy, że prawa niezgodne z nauczaniem Kościoła będą w Polsce wprowadzane. Nie tylko ze względu na nieprecyzyjne zapisy karty, ale pod wpływem olbrzymich nacisków środowisk liberalnych, które w Europie są bardzo aktywne. Mogą się na przykład powołać na artykuł karty, który zakazuje wszelkiej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. </em></p>
<p><em><strong>- Rząd Jarosława Kaczyńskiego zaakceptował traktat lizboński, ale nie zgodził się na podpisanie Karty Praw Podstawowych. Traktat będzie ratyfikował w grudniu rząd Donalda Tuska, który skłania się do przyjęcia karty. Czy Polska powinna ratyfikować Kartę Praw Podstawowych?</strong> </em></p>
<p><em>- Nie jestem mentorem rządu. Uważam jednak, że ludzie wierzący nie mogą być dyskryminowani ze względu na swoją wiarę, a Karta Praw Podstawowych może do takiej dyskryminacji prowadzić. We wspomnianym artykule mowa jest także o niedyskryminowaniu ze względu na wyznawaną wiarę. A przecież koncepcja rodziny czy stosunek do życia należy do istoty wiary, dlatego próby wprowadzenia aborcji, czy uznania prawnego par homoseksualnych można uznać za taką dyskryminację.</em></p></blockquote>
<p>Nieczęsto zdarza mi się zgadzać z arcybiskupem Muszyńskim, zwłaszcza w sprawach politycznych, ale w temacie jego stosunku do Karty Praw Podstawowych z radością swoją grabę mu podaję. Moralność to za poważna sprawa, by pozostawiać w jej obrębie niedopowiedzenia czy furtki, przez które wlać się może cały szlam permisywnej Europy, przed którym ostrzegał Jan Paweł II, i przed którym przestrzega Benedykt XVI. W tym miejscu pozwolę sobie na małą refleksję.</p>
<p>Szybkość z jaką Unia Europejska zagospodarowuje przestrzeń starego kontynentu wprost zadziwia. Niewątpliwy sukces gospodarczy państw członkowskich sprawił, że to, co jeszcze niedawno było rozrywką intelektualną politycznych salonów, zaczęło się materializować w iście zaskakującym tempie. Idea paneuropejska, która od początku ubiegłego wieku zapładniała umysły wielu wpływowych osób świata polityki, biznesu i kultury, przybrała realne kształty. Mrzonki niepoprawnych marzycieli, jak mawiano o propagatorach zjednoczonej Europy, po traumatycznych doświadczeniach II wojny światowej, trafiły w końcu na podatny grunt.<br />
 <br />
Mamy zatem Europę pozbawioną granic, posiadającą unifikującą się strukturę polityczną i gospodarczą, w której wspólne prawodawstwo i sądownictwo są już na wyciągnięcie ręki. Unia Europejska stała się par excellance emanacją pomysłów jej zamierzchłych pomysłodawców, trochę zapomnianych, takich jak Richard Coudenhove-Calergi, czy niezwykle tajemniczy, wywodzący się z Polski, Józef Rettinger. Gdyby obaj żyli, mogliby dzisiaj święcić triumfy.</p>
<p>I choć w wielu dziedzinach Unia Europejska może zadziwiać, to zachwyty nad jej obliczem coraz częściej ustępują obawom, że może ona nie sprostać aspiracjom o potędze i dobrobycie. Euroentuzjaści niezmiennie twierdzą, że do pełni szczęścia wystarczy Europie rynek obejmujący 350 milionów konsumentów i wspólnotowe prawo. Ma to być, jak przekonują, panaceum na procesy globalizacyjne i wynikającą z tego konieczność podjęcia skutecznej rywalizacji ekonomicznej ze Stanami Zjednoczonymi oraz krajami Dalekiego Wschodu, zwłaszcza z rozpędzającymi się Chinami. I choć rozumowanie to nie jest pozbawione logiki, gdyż współczesny świat wymusza różnego rodzaju konsolidacje, w tym także polityczne, to wypada się zastanowić, czy Europa jest do tej rywalizacji należycie przygotowana. Realiści, kontestujący biurokratyczny i soc-liberalny charakter UE wyraźnie w to wątpią i ja te wątpliwości podzielam.</p>
<p>Ten brak przygotowania wynika z faktu, że Europa w walce o miejsce na światowym podium wybrała oręż nader ociężały organizacyjnie, obarczony bagażem etatystycznego nawisu i gospodarczego socjalizmu. W starciu z dynamicznymi i elastycznymi rynkami Azji czy Ameryki Północnej pachnie to nieuchronnie widowiskową porażką. Nigdzie bowiem w pragmatycznym do bólu świecie, nie występuje takie cudo gospodarcze &#8211; poza ewidentnie socjalistycznymi enklawami &#8211; które każdą, najmniejszą nawet dziedzinę aktywności ekonomicznej, oplata gąszczem przepisów i norm, czyniąc z wolnej konkurencji karykaturę. A czymś takim staje się Unia Europejska, która z roku na rok przybliża się do gospodarki planowej, obrastającej tłuszczem kuriozalnych norm i przepisów.</p>
<p>Pomimo, że Europa wciąż budzi respekt pod względem ilości kapitałów jakimi obraca, obszaru, ludności i infrastruktury, to jeśli nie wygeneruje z siebie innej metody konsolidacji i współpracy, szybko stanie się zestarzałym rynkiem, którego bilans handlowy w porównaniu z resztą nowoczesnego świata, będzie mocno poniżej oczekiwań. W takich warunkach nie będzie mowy o zdobywaniu przysłowiowych „nowych lądów”, którymi stają się dzisiaj Chiny, kraje Azji i Pacyfiku. Tam przenoszą się centra finansowe, inwestycyjne i technologiczne i tam też rozwój wynalazczości, jak i szybkość jej wdrażania, dawno osiągnąły poziom, do którego coraz trudniej doszlusować zdyszanym krajom Unii Europejskiej.<br />
 <br />
Tam też, co ciekawe, coraz wyraźniej zaczyna kształtować się nowe centrum intelektualne świata, choć może to brzmieć dla Europejczyków i Amerykanów jak obraza. Tak jak w przypadku wytworów techniki, tak i w dziedzinie intelektualnej Azja udanie kopiuje i ulepsza na swój sposób myśl „białego człowieka”, w czym pomagają jej powracający prymusi zachodnich uczelni, szybko adaptujący do lokalnych warunków zachodni sposób myślenia i odczuwania. I tu już żartów nie ma. Przesuwanie się intelektualnego centrum świata na Daleki Wschód jest groźnym ostrzeżeniem dla krajów cywilizacji antyku i łaciny. To zapowiedź stopniowej ich marginalizacji, choć dzisiaj wydaje się to nieprawdopodobne. Po walce technologicznej przychodzi czas walki myśli, idei i cywilizacji. I to będzie walka o prawdziwy prymat w świecie.</p>
<p>Siłą napędową Europy była zawsze jej różnorodność. Z niej wychodziły w świat odwaga poszukiwań, myśl techniczna i cywilizacyjna. Zasieki unijnego prawa, norm i standaryzacji, zaczynają pozbawiać ją pionierskiego charakteru, reglamentując wolną przedsiębiorczość i gospodarczą aktywność. Dzisiaj, trzeba to sobie jasno powiedzieć, Europa nie jest w stanie wywołać żadnego przełomu, ani intelektualnego, ani gospodarczego. Rugując ze swojego prawodawstwa chrześcijaństwo i przynależny mu personalizm, wypłukuje się z najcenniejszych pierwiastków, pozbawia duchowej siły zdolnej oprzeć się naporowi e-ideologii, która za chwilę panoszyć się będzie w świecie, znacznie skuteczniej, niż przereklamowana New Age.<br />
Jan Paweł II 10 stycznia 2002 r. w przemówieniu do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej wypowiedział znamienne słowa:</p>
<p> „Kto chce czynnie pracować przy budowaniu autentycznej jedności europejskiej, musi brać pod uwagę te fakty historyczne, których wymowa jest niepodważalna. Jak już powiedziałem przy innej okazji, «spychanie na margines religii, które wniosły i nadal wnoszą swój wkład w rozwój kultury i humanizmu — dających Europie słuszny powód do dumy — jest dla mnie przejawem niesprawiedliwości, a zarazem obrania błędnej perspektywy.”</p>
<p>I o tę perspektywę trwa dzisiaj w Europie walka. Czy będzie ona liberalno-laicka, czy też uwzględni dorobek mierzony nie tylko wynalazkami, sztuką, architekturą czy filozofią, ale i duchowe dziedzictwo, czasami trudno definiowalne, ale jakże obecne i wpisane w Europę. Nie można dać sobie tego wyrwać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/o-wlasciwa-perspektywe-2.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Habemus Papam!</title>
		<link>http://www.eckardt.pl/habemus-papam-2.html</link>
		<comments>http://www.eckardt.pl/habemus-papam-2.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Apr 2005 21:30:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Eckardt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Postacie]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Benedykt XVI]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.w.bydgoszcz.pl/2005/04/19/habemus-papam-2/</guid>
		<description><![CDATA[Habemus Papam! Kardynał Józef Ratzinger decyzją Kolegium Kardynalskiego, wspieranego światłem Ducha Świętego został wybrany 265. biskupem Rzymu. Mamy papieża. Depozyt Świętej, Jedynej i Prawdziwej Wiary przeszedł w godne ręce. Deo gratias! Szok w lożach i Tygodnikach Powszechnych. Kalkulacje tzw. katolewicy wzięły w łeb.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span class="style21">Habemus Papam! Kardynał Józef Ratzinger decyzją Kolegium Kardynalskiego, wspieranego światłem Ducha Świętego został wybrany 265. biskupem Rzymu. Mamy papieża. Depozyt Świętej, Jedynej i Prawdziwej Wiary przeszedł w godne ręce. Deo gratias!</span></p>
<p><span class="style21">Szok w lożach i Tygodnikach Powszechnych. Kalkulacje tzw. katolewicy wzięły w łeb.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.eckardt.pl/habemus-papam-2.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

