Pisuardessy pod lupą
W kraju gej-party i manify w obronie demokracji, zagrożonej przez heteroseksualną kołtunerię, nieczułą, co oczywiste, na czułości czułych gejów i lesbijek. Jak zawsze przy tego typu okazjach, swoje lody kręcą tolerancjoniści, zawodząc nad rzekomym upadkiem polskiej demokracji, która uciech cielesnych, ani sprośnej swawoli na widoku publicznym nie toleruje. Grzmią zatem i mizdrzą się do kamer światowej sławy intelekty, bo okazja przednia, by pokazać się pięknym, nowoczesnym i stroskanym stanem umysłów obywatelskich.
A umysły te nijak się dają zaprząc do postępowego rydwanu, który z takim poświęceniem i pianą na pyskach ciągną od lat głośne autorytety, czułe przy tym jak membrana na wszelkie szowinizmy i homofobie. Pech jednak chce, że naród krnąbrny i uparty rzeczy nazywa po imieniu, by nie rzec dosadnie, bo jaki ten koń jest, każdy heteryk widzi.Tymczasem popłoch w szaletach. Po taksówkarzach przyszedł czas na pisuardessy. Otóż ministerstwo finansów rozważa wprowadzenie kas fiskalnych do przybytków użyteczności publicznej, które niejednemu obywatelowi będącemu w opałach, wydatnie wyregulowały ciśnienie w pęcherzu. W enklawach tych spokojny dotychczas żywot wiodły pisuardessy, rzadziej pissuardessi, skrupulatnie wydzielający petentom normatywne odcinki papieru toaletowego, a drzewiej bywało, że i kawałki mydła.
Zdarzały się wprawdzie i tutaj randki starych rajfurów zorientowanych jednopłciowo, ale odkąd wynieśli się oni z szaletów do dziwnych klubów, problem jakby stracił na znaczeniu. Również radosna twórczość literacka, kwitnąca w obrębie pisuarów oraz na szaletowych drzwiach, nie stanowi dzisiaj wielkiego problemu. Środki chemiczne, jakie ma na wyposażeniu każdy szanujący się zakład świadczący usługi pierwszej potrzeby, skutecznie problem literackich wykwitów pacyfikują, choć trudno nie zauważyć, że wiele spośród tych uniesień, ze szkodą dla literatury, zostało bezpowrotnie utraconych. A warto zauważyć, że presja okoliczności towarzysząca temu cichemu gatunkowi literackiemu jest godna docenienia.
Ale miało być o kasach fiskalnych, których pojawienie się w ostatnich enklawach wolności gospodarczej i wolnego rynku, zburzy nie tylko swoisty mikroklimat gospodarczy, ale naruszy naturalny stan foniczny, w który wedrą się obce odgłosy drukowanych paragonów fiskanych. Ba, zagrożona zostanie naturalna i niezbędna rytmiczność migracji występująca w szaletach, bo jeśli klient uprze się, by – dajmy na to – zapłacić kartą kredytową za pełen zakres usług, to kolejka do okienka kasowego niechybnie się wydłuży. Wówczas to, co bardziej niecierpliwi klienci, mogą dać po prostu nogę, czym poszerzą i tak już rozdętą do granic możliwości szarą strefę obrotu gospodarczego. I pomyśleć, że wszystko przez zachłanność fiskusa.










Najnowsze komentarze