Piłka drukowana
Nie wiem dlaczego, ale ilekroć widzę Michała Listkiewicza – szefa PZPN, to mi się drobne nie zgadzają. Jeśli cokolwiek, na temat kogokolwiek, można wyczytać z twarzy, to Listkiewicz jest wprost modelowym przykładem tego, że piłka polska sięgnęła dna. Na okoliczność tego wszystkiego wygarnąłem w Racji Polskiej mniej więcej tak:
„(…) Oto bowiem w dziecinny sposób policja upolowała pierwszoligowego sędziego, dokonując mało skomplikowanej prowokacji w postaci 100 tys. złotych w zamian za obietnicę ustawienia dwóch meczów pierwszej ligi. Zarzut postawiono poważny, bo działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Nic dodać nic ująć, gdyż polski futbol to par excellence jedna wielka banda kombinatorów, wydrwigroszów i pozerów. Pijawek, które do perfekcji opanowały sztukę ssania każdego cycka, choćby o parametrach wągra.
Na czele tego piłkarskiego grzęzawiska od lat stoi szpakowaty goguś Michał Listkiewicz, który na wieść o „wpadce” swojego kolegi wielce był zaskoczony, że w polskim futbolu zdarzają się rzeczy tak niesłychane. Ten mało udany aparatczyk PZPN, straszący aparycją powiatowego fordansera jest wprost modelowym przykładem bylejakości polskiej piłki kopanej, jej zepsucia i braku jakiejkolwiek racjonalnej, przejrzystej i uczciwej wizji. Łasy na poklask i szum kamer prezes gawędziarz, dzisiaj ma pełne portki, bo już wiadomo, że kajdanki zatrzaskiwać się będą nie tylko na przegubach prowincjuszy, ale i piłkarskich bonzów z Warszawy. Era pana prezesa zdaje się zmierzać ku końcowi, niestety o kilka lat za późno. (…)”
Ciekawe co w tej sprawie przyniesie jeszcze życie. Raczej nie będą to rzeczy miłe.










Najnowsze komentarze