Piękni panowie i piękne panie

18 maja, 2007 | Polityka

olechowski_2.jpgKto żyw gnał wczoraj do auli Uniwersytetu Warszawskiego. Zewsząd schodziły się najprzedniejsze głowy Rzeczypospolitej, dystyngowani panowie i takież panie, artyści i grajkowie, politycy, profesura i biznesmeni, kwiat najprzedniejszy, crême de la crême demokracji i obywatelskiego zatroskania. Wszyscy pięknie odziani, intelektualnie dostrojeni, dygający sobie nawzajem, odwzajemniający ukłony, a nawet obejmujący się teatralnie, jak na hajlajf przystało. Wszystkie pierwsze rzędy zajęte, choć ścisku nie było. Media dopisały, zwłaszcza TVN24.

Za wodzireja robił Andrzej Olechowski, ceniony estradowiec, obecnie udrapowany na międzynarodową powagę i autorytet. Atrakcją byli złączeni węzłem nienawiści do IV RP, Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa,  owacyjnie oklaskiwani przez wzruszonych uczestników dziejącej się na ich oczach historii. A historia wczoraj zatoczyła koło, bo oto ponownie zebrał się „okrągły stół”, a więc agenci na agentach, agentami poganiani, tyle że mocno wyleniali i zębem czasu naruszeni. Z każdym wystąpieniem dostojnych prelegentów wśród egzaltowanej publiki rosło napięcie i ekscytacja, że o to Polska uratowana! Że są ludzie mądrzy i odważni, którzy podnieśli zdeptany kaczymi łapami sztandar cnót i swobód obywatelskich, o które – jak powszechnie wiadomo - od zawsze walczyli tacy luminarze demokracji, jak Aleksander Kwaśniewski i Marek Borowski, czy zezujące zza ich pleców wypacykowane sieroty po PZPR, które momentalnie stawiły się na dźwięk obywatelskiego rogu.

Jak zawsze przy tego typu okazjach musi pojawić się stosowny dokument. Tym razem było to posłanie do polskiej opinii publicznej, starannie wycyzelowane przez najprzedniejsze loże i salony, gramatycznie nieskazitelne i wychuchane, z odpowiednią dramaturgią i osnową. Każdy z obecnych mógł złożyć pod nim swój autograf, ku potomności i chwale demokratyczno-obywatelskiej Rzeczypospolitej. Bo czyż nie podpisze się uczciwy Europejczyk (a tam tylko tacy byli) pod słowami mówiącymi, że: Europejskie standardy demokratyczne stanowią dziś dla państw i narodów, które je stosują, trwałą podstawę stabilności, bezpieczeństwa i rozwoju, czy pod innym równie istotnym stwierdzeniem, że: Europejskie standardy demokratyczne muszą być w naszym kraju bezwzględnie przestrzegane! Zgoda na ich ignorowanie, omijanie lub obniżanie byłaby tragicznym w skutkach błędem. A czyż powagą i odpowiedzialnością nie tchną prorocze słowa apelu – o podejmowanie działań na rzecz przestrzegania w naszym kraju europejskich standardów demokratycznych, gdyż… bez aktywności obywateli i wyborców, bez osobistego zaangażowania każdego z nas nie unikniemy nieuchronnej degradacji sfery publicznej. Bezczynność oddali nas od naszych ideałów i marzeń. Wyrzuci nas poza nawias wspólnoty europejskiej. Albo czyż łez wzruszenia nie wyciska, uderzające siłą ducha i oniryczną konsekwencją, postanowienie bojowników o wolność i demokrację, którzy zadeklarowali swój czynny udział we wszelkich obywatelskich działaniach na rzecz przestrzegania europejskich standardów demokratycznych? No przecież, że wyciska, wzrusza i uderza.

I nie wiadomo w sumie, czy śmiać się, czy płakać, bo to wszystko działo się naprawdę. Poważni panowie, poważne panie, „ochy” i „achy”, nabzdyczenie i pompa. Zapowiedź czegoś niesamowitego i wzajemne nakręcanie się.  Panoptikum osobliwości. Nadwiślański danse macabre. Nasz rodzimy, postępowy ciemnogród, walczący o demokrację, przy okazji obficie z niej korzystający. Taki już jego urok - okrągłostołowy.

A tymczasem zaczął się weekend. U mnie mocno na jazzowo. Z głośników sączy się Michel Camilo & Tomatito z płyty „Spain again” (2006), będącej kontynuacją „Spain” z roku 2000.  Urokliwy mariaż hiszpańskiego flamenco z fortepianową instrumentalizacją. Niezwykły klimat, a kawałek „Libertango” wprost powala. Trzeba go wysłuchać, bo opowiedzieć się nie da. Jak całej płyty zresztą.

Paryż coraz bliżej.