Ożywianie trupa

22 czerwca, 2008 | Polityka

Nieboszczyk ma to do siebie, że zazwyczaj nie żyje. Wszyscy przyjmują ten fakt ze zrozumieniem, jako naturalną nieuchronność, z którą każdemu w stosownym czasie przychodzi się zmierzyć. Inaczej jest tylko u Unii Europejskiej. Okazuje się, że słynny Traktat z Lizbony, który niedawno ukatrupiała w referendum Irlandia, wciąż jednak żyje, pomimo że umarł. Jego śmierć w pierwszym odruchu ogłosiły prawie wszystkie unijne fisze, gdyż wiadomym było, że nie przyjęcie Traktatu przez jakiekolwiek państwo UE kończy definitywnie jego żywot.

Atoli nie minęło kilka dni, kiedy po Europie gruchnęła wieść, że Traktat jednak żyje, a wszystkie doniesienia o jego zejściu okazały się przedwczesne, a nawet przesadzone. Okazuje się, że Traktat, jak w grze komputerowej, ma kilka „żyć” i właśnie zaczyna życie nowe. Wprawdzie premier Irlandii Brian Cowen oświadczył, że jego rodacy, ukatrupienia dokonali sprawnie i fachowo, pomimo, że rząd i cały establishment byli „za”, starając się mu do końca to życie uratować. Stało się jednak jak stało, co cała Europa, ba, cały świat widział, że Traktat z Lizbony zrobił widowiskowe kaput.

Z miejsca też z nieboszczykiem zrobił się kłopot, bo unijni eurorealiści i sceptycy na gwałt zaczęli domagać się szybkiego pochówku, słusznie mniemając, że im szybciej zezwłok legnie w miejscu wiecznego spoczynku, tym lepiej. Tej opinii z oczywistych względów podzielić nie mogła unijny high life pod przewodem Francji, gdyż nieżywy nieboszczyk mógłby mocno skomplikować nadciągającą francuską prezydencję w UE, która ma (miała?) wiele ambitnych planów z tym związanych, opartych jednak na ratyfikowanym bez przeszkód Traktacie. Dlatego też prezydent Sarkozy z taką determinacją, na przekór oczywistym faktom, postawił na nieboszczyka żywego, a nie martwego, co w polityce nie jest niczym nowym.

Z miejsca też rozpoczęło się „grillowanie” Irlandii, której dano do zrozumienia, że mogłaby w okolicach października jeszcze raz przepytać w referendum swoich obywateli na okoliczność Traktatu, bo a nóż naród przez ten czas zmądrzeje i swoją dalekowzroczną decyzją denata, którego tak podle ukatrupił, jednak wskrzesi, ratując tym samym przyszłość Europy, a kto wie czy nie świata. Niestety, jak kubeł zimnej wody podziałały na znerwicowaną Francję i jej akolitów Niemców słowa irlandzkiego premiera, który stwierdził – „Powiedziałem jasno, nawet jeśli to frustrujące, że po prostu jest zbyt wcześnie na znalezienie rozwiązania”. I nie można się dziwić słowom pana premiera, bo choć jest zwolennikiem Traktatu, to jednak nie jest kretynem i nie chce wyjść na „wała” we własnym kraju, który taką a nie inną suwerenną decyzję przed chwilą podjął.

Trwa zatem pasjonujący wyścig z czasem o to, czy Traktat z Lizbony zdąży zesztywnieć i nieodwracalnie umrzeć, czy też w wyniku przeróżnych zabiegów uda się corpus delicti doprowadzić do politycznej używalności, tak by mógł uchodzić za okaz zdrowia i witalności. Radzą nad tym najtęższe europejskie głowy, z troską pochylające się nad zezwłokiem, z jednej strony pukające młoteczkiem w kolano, szukające resztek pulsu i świecące latarką po źrenicach, a z drugiej obsesyjnie pakujące elektrowolty z defibrylatora w sterany korpus, by zaczął wydawać z siebie jakiekolwiek oznaki życia.

Co ciekawe, nie ma w tym przypadku mowy o jakiejkolwiek eutanazji, za którą tak ochoczo agitują unijne elity. Widać na tym przykładzie, że dla europejskich białych kołnierzyków eutanazja eutanazji nierówna, podobnie zresztą jak owo nieszczęsne referendum, którym tak naprawdę Irlandczyczy puścili bąka, psując z takim trudem budowaną atmosferę szczęścia i nirwany. Bo tak narawdę cała Unia przypomina przysłowiowego Kalego -  jeśli Unia wygrać referendum to bardzo dobrze, ale jak Unia przegrać, no to wiadomo… do poprawki, aż do skutku. 

Tak oto, na marginesie, dowiedzieliśmy się, że oprócz zwykłej demokracji, istnieje w Europie demokracja unijna. Zupełnie jak za komuny, gdzie królowała demokracja socjalistyczna, która na szczęście skończyła, jak na prawdziwego nieboszczyka przystało, czego sobie i państwu, w odniesieniu do demokracji unijnej, życzyć jak najbardziej wypada.

Komentarze

Komentarz od Kozłowski
Data 24 czerwca 2008, 15:15

Dziwne jest, ze skoro traktat został przez Irlandie odrzucony nadal trwają dyskusje nad jego przyszłością. Traktat jest faktycznie trupem i wszelkie próby reanimacji ośmieszą tylko unijnych włodarzy.

Komentarz od korab
Data 24 czerwca 2008, 15:34

Ciekawe jak się teraz czuje PiS i Lech Kaczyński, bo poparli trupa ha ha ha!