“Ofiary” Maleszki

26 czerwca, 2008 | Polityka

„Gazeta Wyborcza również padła ofiarą Maleszki” – wypalił w rozmowie z Moniką Olejnik wiceszef „GW” Jarosław Kurski. Żart natychmiast pochwyciła dalsza prominentna część organu Adama Michnika, w osobach Ewy Milewicz, Piotra Stasińskiego czy Piotra Pacewicza, ogłaszając wszem i wobec, że wstrętny Maleszka, któremu redakcja wspaniałomyślnie dawała przez osiem lat zatrudnienie, jednak nie jest człowiekiem honoru, tak jak Czesław Kiszczak i postanowiła pozbyć się coraz bardziej śmierdzącego… esbeckiego jaja.

Jajo to – przypomnieć wypada – Adam Michnik sam osobiście złożył w swojej gazecie, a cała redakcja zgodnie je wysiadywała, broniąc do niego dostępu tym, którzy od razu wyczuli, że to nic innego, jak zwykły esbecki zbuk. Na nic zdały się sugestie życzliwych osób, że środowisku tak chętnie odwołującemu się do solidarnościowego etosu, nie wypada z gęby czynić cholewy i dowartościowywać kapusia za wątpliwej jakości ekspiację dokonaną onegdaj na łamach Wyborczej, która na nikim, poza samą redakcją, nie zrobiła wrażenia. Ale o wszystkim zdecydował wówczas Adam Michnik, którego autorytetowi nikt nie śmiał się sprzeciwiać – wiadomo, Adam to mądry człowiek. Z samym Kiszczakiem pił wódkę, więc wicie, rozumicie…

Dzisiaj, kiedy sprawa Maleszki odbiera „Gazecie Wyborczej” resztki jakiejkolwiek wiarygodności, do boju ruszyła armia zaciężna najtęższych redakcyjnych mózgów, mająca za zadanie odwrócić lub chociaż ograniczyć skalę niespotykanej kompromitacji, jaką redakcja ludzi pięknych i mądrych właśnie w sposób bezprecedensowy zalicza. Powodowana pychą i manią wielkości, a także fałszywym i obłudnym miłosierdziem w stosunku do kapusiostwa, do końca walczy w tej sprawie w charakterystyczny dla siebie sposób, że aż chciałoby się za Kaczmarskim sparafrazować: to za ich grzechy – myśmy czyści, gnębią nas teraz nienawistni…  

I może byłoby to wszystko w sumie śmieszne, że oto kapuś wystrychnął na dudka tych, którzy kapusiom dawali drugie życie, gdyby nie fakt, że jest to w sumie tragiczne i odrażające. Gnojąc niejednokrotnie na swoich łamach ofiary Maleszek, temu ostatniemu „Gazeta Wyborcza” dała „wikt i opierunek”, łamiąc jakiekolwiek zasady przyzwoitości, zrównując się tym samym z „Faktami i Mitami”, które podobny „wikt i opierunek” zapewniły swego czasu Grzegorzowi Piotrowskiemu, mordercy księdza Jerzego Popiełuszki. I być może, czyniąc takie porównania,  popełniam tutaj tak zwany skrót myślowy, ale trudno mi się od niego powstrzymać, widząc te rwące potoki obłudy, wylewające się spod piór michnikowej jaczejki.

„Dla mnie jest to sytuacja bardzo dyskomfortowa, że musiałem z Maleszką pracować w jednej redakcji i spotykać się z nim czasem na korytarzu” – wije się w tej samej rozmowie z Olejnik przywołany wyżej Jarosław Kurski. Utyskuje, że gdyby to od niego zależało, Maleszki nigdy by nie zatrudnił. To zaiste ciekawy standard moralny człowieka, który czuje się przecież członkiem zespołu redakcyjnego, któremu – jak na wyrost i buńczucznie zdarzało się reklamować – nie jest wszystko jedno. Ano chyba rzeczywiście nie jest wszystko jedno, skoro rozbrajająco kończy – „Gazeta Wyborcza” jest taką samą ofiarą Maleszki, jak wszyscy inni”. Czujecie Państwo, „Gazeta Wyborcza” ofiarą Maleszki. Taką samą jak wszystkie inne, w tym – na co wskazują poszlaki – Stanisław Pyjas.

Myślicie Państwo, że to może hucpa? Jakiś Matrix? Granda? Tupet? Draństwo? Sku…ństwo? Nie, drodzy Państwo. To po prostu „Gazeta Wyborcza”.

Komentarze

Komentarz od kasia
Data 26 czerwca 2008, 20:22

Gazeta Wyborcza już dawno sie skompromitowała zarzutem w stosunku do AK-owców, którzy podobno mordowali Zydów. Nie czytam jej od kilku lat i czuję się zdrowo i młodo. Pozdrawiam autora. Lubię Pana czytać.

Komentarz od tomek
Data 28 czerwca 2008, 08:23

Jedynym wyjeściem z sytuacji jest jak najszybsze otwarcie archiwów IPN, niech każdy ma prawo sprawdzić co na jego temat zbierała SB i któy z sąsiadów donosił. To jest prawo każdego obywatela. Jak najszybciej otworzyć archiwa IPN dla wszystkich! Pełna jawność!!!