Odszedł “przewodnik stada”
Wiadomość o śmierci Bronisława Geremka mną nie wstrząsnęła. Nie należał do mojej bajki, gdyż reprezentował w polityce to, co nigdy mnie nie pociągało, ani w intelektualnym, ani historycznym ujęciu. Zabrał ze sobą do grobu intrygujące tajemnice związane z kulisami „okrągłego stołu” i porozumień z komunistami. Nie dowiemy się już (przynajmniej od niego), dlaczego był tak gorliwym przeciwnikiem lustracji i rozliczeń z okresem PRL-u. Nie zobaczymy go też, jako mentora polskiego centrolewu, którego projekt dojrzewał pod jego czujnym okiem w środowiskach dawnej Unii Wolności.
Na okoliczność śmierci Bronisława Geremka, której nikt mu nie życzył, żeby była jasność, „Gazeta Wyborcza” przypomniała laudację, jaką na jego cześć wygłosił Adam Michnik przy okazji otrzymania nagrody Człowiek Roku 2004, której kwintesencją były słowa – „Mózgiem i sercem polskiej drogi do wolności i demokracji był Bronisław Geremek. Był sercem, bo czuł, był mózgiem, bo myślał”. To oczywiście wersja środowiska dawnego KOR-u, którego „Gazeta Wyborcza” jest emanacją, wersja oczywiście uproszczona i hagiograficzna, daleka od rzeczywistości, ale wielce charakterystyczna dla tego środowiska.
Stratę po Bronisławie Geremku odczują najbardziej środowiska lewicowe i liberalne. Hołubiony i fetowany, głównie w środowiskach dogmatycznie związanych z Unią Europejską, wyrósł na autentyczny autorytet i latarnię morską wszelkich fundacji, stowarzyszeń i panteonów, definiujących się i rozpoznających za pomocą takich pojęć jak: „tolerancja”, „europejskość”, „intelektualizm”, „postęp”, itp. To dla nich autentyczna strata, której tak na dobrą sprawę nie ma komu zapełnić, ponieważ format pozostałych rodzimych „europejczyków”, delikatnie rzecz ujmując, nie zachwyca.
Za chwilę zacznie się budowanie legendy Bronisława Geremka, legendy, która mu się niewątpliwie należy, ale która ze względu na kontrowersyjność tej postaci, nie będzie jednostronnie i bezkrytycznie przyjmowana. Warto zatem zachować umiar i nie dać się ponieść presji chwili. Trzeba dać środowiskom, dla których Geremek był kimś, spokojnie otrząsnąć się z sytuacją. Potrwa to zapewne długo, bo odszedł przewodnik stada, na zew którego wszyscy milkli i bez sprzeciwu szli tam, gdzie on. Teraz go zabrakło.
Dzisiaj Bronisław Geremek stoi już przed Stwórcą (lub Wielkim Architektem, jak chcieliby liczni przyjaciele pana profesora), przed którym zdaje relację ze swojego życia. Nie nam wchodzić w te kompetencje. Nam pozostaje oceniać go już jako postać historyczną. Na spokojnie i na chłodno, najlepiej kiedy opadną emocje. Ja swoją ocenę tej postaci mam wyrobioną od dawna. Dzisiaj jednak przyjmuję zasadę – De mortuis nihil nisi bene. Milczę. Ale tylko dzisiaj.
Komentarze
Komentarz od Maciej Eckardt
Data 13 lipca 2008, 17:28
Jak widzisz, nie unikam ocen. Ale dzisiaj nie rozwijam tematu pana profesora. Na to przyjdzie czas później. Niemniej modlitwę w jego intencji warto zmówić.










Komentarz od Jaro
Data 13 lipca 2008, 17:15
Macieju, doceniam Twoją wspaniałomyślność wobec osoby Geremka, ja jednak pozwolę sobie zaznaczyć, że zasada, którą zacytowałeś nie dotyczy raczej osób z życia publicznego, które z racji zajęcia podlegają nieustannej ocenie. Postać Geremka oceniam jednoznacznie negatywnie. Jego postawa po 89 roku jest niewybaczalna. Koniec i bomba, a całość niech profesor rozliczy przed Panem.