Moich uwag kilka

25 lipca, 2008 | Polityka

„Życzliwi” wciąż sugerują mi, że niepotrzebnie prowadzę ten blog. Że w zasadzie to nawet mógłbym go prowadzić  – mówią – ale bez politycznych kontekstów i uszczypliwości, jakie mi się zdarzają. No bo po co się narażać, zwłaszcza jeśli pełni się funkcję publiczną – uprzejmie doradzają. No fakt, mógłbym się „nie narażać” i w myśl rosyjskiego powiedzenia „tisze jediesz, dalsze budiesz”, z niczym się nie wychylać, wszystkim trzymać paluszek prosto, uśmiechać się i udawać, że wszystko jest ok. Niestety, ja tak nie potrafię.

Blog prowadzę od marca 2005 roku. Jest w nim przegląd moich poglądów, odczuć, fascynacji i politycznych komentarzy. Blog towarzyszył mi w chwilach politycznych wyborów, odejść największych Polaków (nie mylić z kononizowanym właśnie przez media i salony prof. Geremkiem), czy artystycznych uniesień. Co kilka dni wrzucam jakiś wpis, w którym staram się komentować otaczającą mnie rzeczywistość, bez znieczulenia i bez oglądania się na polityczną poprawność. To jest oczywiście cierń w oku wielu „ważnych” ludzi, dla których stanowi to nieustanny asumpt do knucia, jakby tu Eckardta „ukręcić”.

Czytają uważnie, wpis po wpisie, a potem „nadają” gdzie mogą, co im na wątrobie w sprawie Eckardta leży. Na to nie poradzę, nie moje wątroby. Tak jak nie poradzę, że świat bydgoskiej polityki mnie nie zachwyca, zwłaszcza na poziomie poselskim. Powodowani strachem o utratę wpływów, zabiegami o bycie na partyjnym parnasie, całą energię tracą wybrańcy ludu na partyjne gierki i szachy. Ich szkołą polityczną i punktem odniesienia nie jest idea, ani nawet program, ale partyjna szkoła przetrwania. Partyjny paintball – kto kogo trafi i jak celnie.

Nie mają poglądów, a co najwyżej zdaje im się, że takie mają. W zasadzie są bez właściwości. Dlatego nie mają stron internetowych ani blogów z prawdziwego zdarzenia, na których dzieliliby się swoimi poglądami, oryginalnymi opiniami, gdzie mogliby zamanifestować choć szczyptę niezależnej myśli. Boją się, że mogliby napisać coś więcej, niż wymaga tego partyjna poprawność. Stąd w żaden sposób nie da się ich wpasować w jakąkolwiek szkołę myślenia politycznego, bo nie wiemy, jakie książki z zakresu myśli politycznej przeczytali, do jakiej szkoły ekonomicznej się odwołują, albo przynajmniej z jaką polemizują.

Każdy nowy przychodzący do formacji traktowany jest przez posłów podejrzliwie. Nie jest wartością dodaną, czy cennym elementem budowania potencjału.  Jest konkurentem, czyli wrogiem. Znam kilka przypadków osób, z dorobkiem zawodowym i naukowym, których tak długo zwodzono i zniechęcano, że dali sobie spokój z chęcią włączenia się w budowę szerszej, wielonurtowej formacji, jakiej prawica wciąż potrzebuje. Byli zagrożeniem, bo byli lepiej wykształceni i mieli lepszy dorobek zawodowy, niż pewien ważny pan poseł. Dodam, że osoby te nie miały żadnych aspiracji poselskich ani partyjnych. Po prostu chciały pomóc, a zostały spławione.

Korespondują z tym słowa Ludwika Dorna, który na swoim blogu celnie onegdaj napisał: Potrzebny jest nabór ludzi, którymi nie będą się interesować tabloidy, ale którzy zapewnią partiom komunikację z ważnymi społecznymi środowiskami. Słusznie dostrzegł, że w polityce partyjnej dominują ludzie, którzy nie przetrwaliby normalnej konkurencji na rynku idei, pomysłów. A że konkurencji nie mają, bo ją wycięli, bądź właśnie wycinają, to sprawi, że dociągną do wyborów parlamentarnych i na „jedynkę” lub „dwójkę” na liście się załapią. I to jest właśnie partyjna szkoła przetrwania, dotycząca, a jakże, wszystkich partii. A wyborcy? Dobre sobie… w końcu od czego jest pijar i spece od politycznego marketingu.

Ot, taka moja luźna przedwakacyjna konstatacja.

Komentarze

Komentarz od stanley
Data 25 lipca 2008, 10:00

dopóki partie będą miały pieniądze z budżetu na opłacanie swoich aparatczyków tak długo będą patologie o których pan pisze.

Komentarz od anna
Data 26 lipca 2008, 09:20

Posłowie boją się konkurencji i to jest nienormalne. Ktos kto ma poczucie swojej wartości nie będzie się bał ludzi zdolniejszych w swoim otoczeniu. Będzie potrafił wykorzystać ich zdolności dla wspólnego celu. Tego wielu posłów nie rozumie ze szkodą dla ich partii. Wyjściem są okręgi jednomandatowe. Tam już będzie się liczyć człowiek a nie paryjna nominacja. Czekam aż Platforma spełni tę obietnicę wyborczą.