Lewicowe karesy
Wbrew pozorom wyautowanie Millera, Oleksego oraz paru innych mastodontów przez młodego Olejniczaka nie poprawi sytuacji w SLD, skorzysta na tym jedynie Samoobrona. Efekt psychologiczny partyjnej czystki ma co najwyżej efekt medialny, natomiast w strukturach SLD i jego elektoracie wprowadza konfuzję i wściekłość.
SLD zmierza wyraźnie w stronę wizji Kwaśniewskiego i Michnika, a więc partii skupiającej liberalnych socjaldemokratów, cywilizowanych lewaków z SDPL (bez antyklerykalnych fobii) i inteligenckiej lewicy laickiej spod znaku dawnej Unii Wolności. To odwieczne marzenie liberałów z PZPR, liberałów z KOR-u i Solidarności ma spajać Włodzimierz Cimoszewicz, jako ewentualny prezydent oraz Aleksander Kwaśniewski, będący patronem i mentorem środowiska. W panteonie mędrców zasiądą Mazowiecki, Geremek, Hausner, Borowski i – dajmy na to – Modzelewski lub Osiatyński, przy oczywistym wsparciu Gazety Wyborczej. Być może taka formacja wystartuje już w najbliższych wyborach samorządowych.
Ta sytuacja powoduje oczywistą nerwowość i biegunkę wśród twardego rdzenia SLD, który, powiedzmy to szczerze, nienawidzi Kwaśniewskiego jako odszczepieńca i malowanego gogusia. Co prawda, nowe i odmłodzone kierownictwo SLD specjalnie tym się nie przejmuje, licząc na efekt nowego rozdania. I chyba raczej się niemiło zdziwi. Liczenie bowiem na to, że starzy towarzysze i tak poprą SLD, bo nie mają alternatywy jest błędem.
Alternatywą jest Samoobrona, która staje się naturalną niszą dla zdegustowanego liberalnymi czystkami elektoratu lewicy. Nawet jeśli dawnym towarzyszom nie odpowiada sam Lepper, to jest on doskonałą okazją wcielania w życie starego powiedzenia: na złość mamie odmrożę sobie uszy. Część SLD w poczuciu wściekłości i urażonej czerwonej dumy zagłosuje na Leppera, który może spokojnie dopisać do swojego wyniku wyborczego dodatkowe 4 proc.
„Rzeczpospolita” na pierwszej stronie alarmuje w sprawie Chin. Podaje za źródłami amerykańskimi, że Pekin zbroi się na potęgę i coraz śmielej grozi Amerykanom oraz Tajwanowi. Niesłychany wzrost gospodarczy, skupienie światowych inwestycji i kapitału, nieograniczony rynek zbytu i względny liberalizm gospodarczy, nieuchronnie musiały doprowadzić do wzrostu znaczenia Państwa Środka, wzbudzenia jego aspiracji i poczucia pewności siebie. Kłopot z Chinami mają wszyscy, bo ich dynamizm i ekspansjonizm, realizowane z iście chińską pedanterią i bezkompromisowością, pozwoliły im zdobyć strategiczne przyczółki nie tylko na gospodarczej mapie świata, ale przede wszystkim w dziedzinie najnowszych technologii, które będą warunkować i określać kierunek rozwoju światowej gospodarki. Do tego dochodzą coraz większe zasoby kapitałowe i inwestycyjne Chińskiego Smoka, który coraz agresywniej penetruje co bardziej smakowite kąski światowej gospodarki.
Z tego wszystkiego musimy wyciągnąć lekcję, spojrzeć na Polskę z szerszej perspektywy i przeliczyć nasz potencjał, dostrzec szanse i zagrożenia, zmienić prawo, dać dojść do głosu nie tylko ekonomistom, ale i inżynierom czy nawet filozofom, by dyskurs nad przyszłością Polski prowadzić we wszystkich aspektach.
Potrzeba nam nowej wizji państwa, otwartej i nowoczesnej, kierującej się dobrze pojętym egoizmem narodowym, wizji wyzwalającej ludzką energię, pomysły i działanie. Innej drogi nie ma, chyba że chcemy być państwem kategorii B lub C w ramach Unii, która w ciągu trzech dekad może przegrać rywalizację o światową ligę gospodarczą, jeśli sama się nie zmieni.










Najnowsze komentarze