Krasowskiego z konserwatyzmem przypadki – mój głos w dyskusji
Interesujący tekst przyniósł sobotni „Dziennik”. Na kanwie toczącej się od paru tygodni dyskusji o prawicy i konserwatyzmie, redaktor naczelny pisma Robert Krasowski, wdał się w interesującą polemikę („Nowoczesnosć i jej mesjanistyczni wrogowie”) z częścią tzw. konserwatywnej prawicy, której egzemplifikacją w ujęciu autora stał się Bronisław Wildstein. Pomijam fakt, czy jest to stwierdzenie słuszne, czy też nie, jak również osobiste wycieczki obu panów w swoim kierunku. Ważniejsze wydały mi się słowa Krasowskiego na temat Michała Bobrzyńskiego, a zwłaszcza Romana Dmowskiego, które swoją celnością mile połechtały moją endecką duszę. Warto je zacytować:
Michał Bobrzyński, najmłodszy, ale też najbystrzejszy ze Stańczyków uznał – i wypowiedział tę prawdę na głos – że zabory były winą Polaków. Efektem wycofania się Polski z politycznego wyścigu. Gdy inne narody Europy budowały scentralizowaną władzę, która w przyszłości dała im potężne państwa, Polska odcięła się od europejskiego życia. Nie wzięła udziału w reformacji, nie przemodelowała państwa, uznała, że lepiej pielęgnować swoją lokalność. (Notabene tamci Polacy też robili to w imię wartości. Mieli poczucie, że są ostatnimi prawdziwymi Europejczykami – ostatnimi chrześcijanami i Rzymianami).
Kilka dekad później jeszcze większą polityczną chłostę sprawił Polakom Roman Dmowski. On tezy Stańczyków znacznie wyostrzył. Uznał, że cała polska myśl polityczna jest niedorzeczna. Że mesjanistyczny patriotyzm, który nadal dominował nad Wisłą, jest polityką starych panien i zwichrowanych indywiduów niemających kontaktu z realnym życiem.
Logika Dmowskiego była nie do odparcia. 1) Europą rządzi siła, więc Polska, jeśli chce być wolna, musi być silna. 2) Głównym składnikiem tej siły jest gospodarcza potęga, a zatem Polska musi się ekonomicznie rozwijać. 3) Musi się rozwijać dokładnie tak jak Europa, bo z nią właśnie toczy swój wyścig. 4) Wolność odebrali nam inni, więc odzyskać ją i utrzymać możemy tylko dzięki zręcznej grze z innymi. Dyplomatyczne szachy -z całą ich obłudą i brutalnością – nie są dla Polaków hobby, ale geopolityczną koniecznością. 5) Dyplomacja nie jest grą o honor, ale o konkretne korzyści. 6) Cała reszta, to wszystko co w Polsce ma się za politykę, to już tylko bzdury. Od bajań o potędze poezji, po religijne krucjaty – w Polsce zawsze zresztą przyjmujące postać skrajnej hipokryzji.
W zasadzie nic dodać, nic ująć. Choć słowa to dla wielu bolesne, taka jest prawda. Środowiska konserwatywne i narodowe w większości boją się dialogu ze współczesnym światem, takim jaki on jest. A nawet, jeśli to robią, przypominają słonia w składzie porcelany, którego „wdzięk” i gramota raczej smuci, niż bawi. Dlatego wiele racji ma Krasowski – choć sprawę upraszcza – kiedy stwierdza:
Naród, który od 300 lat przegrywa wszystko, co można przegrać, który w kółko spychany jest z głównego nurtu dziejów, który innym może tylko zazdrościć, gdy wreszcie odwraca się los, gdy wchodzi do politycznej gry, raptem słyszy, że nie warto. Bo Europa jest tandetna. Kraj leżący między Rosją i Niemcami oznajmia, że najważniejsze są dla niego wartości. Że geopolityczna gra, do jakiej zaprasza Polskę dzisiejsza Europa to rzecz niegodna i niehonorowa, że modernizacja to dla nas podejrzana sprawa. Że potęga gospodarcza owszem, ale nie teraz, dopiero po spełnieniu odpowiednich warunków.
A przecież to absurd. Rozwój państwa – materialny, dodajmy wyraźnie – to w przypadku Polski, państwa położonego tak dziwnie, mającego tak dziwne historyczne doświadczenia i tak zniszczone przez historię społeczeństwo jest celem najważniejszym. Jeśli jest dla Polski jakiś szczególny morał z historii, to brzmi on tak: siła jest warunkiem naszego istnienia. Siła Polski jest celem, przy którym wszystkie ideowe czytanki, owe podziały na prawicę i lewicę, są mało istotną zabawą. Jeszcze długo cele ogólnonarodowe powinny w Polsce daleko wyprzedzać jakiekolwiek inne.
Zadumałem się. Dopadło mnie, nie po raz pierwszy zresztą, że wciąż ważna i aktualna jest potrzeba odpowiedzi na pytanie, jakiej prawicy konserwatywnej chcemy? Pozwoliłem sobie popełnić na ten temat tekst w listopadzie ubiegłego roku przy okazji Święta Niepodległości, o czym niektórzy Internauci zapewne wiedzą. Tym, którzy nie czytali, pozwalam sobie podać link do niego i potraktować ten tekst, jako mój głos w dyskusji wywołanej przez „Dziennik”.










Najnowsze komentarze