Chiny – refleksje na szybko
Powrót z Szanghaju okazał się znacznie mniej męczący, niż się spodziewałem. Po kilku dniach intensywnych spotkań z chińskimi partnerami, wreszcie w domu. Dawno nie miałem tak forsownych dni, pełnych rozmów z ludźmi o odmiennej kulturze i tradycji, a jednocześnie niesamowicie ujmujących i miłych, merytorycznych, uprzejmych i gościnnych. Kilka dni będę musiał poświęcić na uporządkowanie notatek i napisanie sprawozdania z rozmów. W każdym razie, efekt wizyty jest zdecydowanie lepszy od zakładanego. Udane spotkania, wytyczenie nowych obszarów współpracy, doprecyzowanie dotychczasowych ustaleń i autentyczna chęć współpracy, której efekty w różnych dziedzinach pojawią się już w tym roku.
Chiny to kraj niesamowitych przeobrażeń, dokonujących się z niespożytą siłą i zadziwiającą szybkością. Wielkie inwestycje infrastrukturalne zaskakują swoim rozmachem i logiką. Nowe autostrady, sieć miejskich dróg, nowoczesne budownictwo, rozwijające się szkolnictwo wyższe i wynalazczość imponują. To kraj ogromnych przestrzeni, wciąż niezagospodarowanych, czekających na swoją szansę. Miałem okazję jechać odcinkiem nowoczesnej autostrady o długości 430 km, ciągnącej się ze stolicy regionu Wuhan, aż po odległe malownicze góry Wudang – miejsce narodzin jednej z dwóch odmian sztuki walki Kung-Fu. Ta trzypasmowa autostrada uroczo wijąca się nowoczesnymi wiaduktami została zbudowana w trzy lata za kwotę, którą taktycznie przemilczę. Jest nieosiągalna w polskich warunkach.
Ten wyjazd dał mi wiele niesamowitych obserwacji. Obok luksusowych aut na ulicach, potoków rowerzystów, uwagę przykuwały dostojnie poruszające się riksze, obładowane towarem ponad wszelką możliwość, drwiące z praw fizyki i siły ciążenia. Do tego nieustanna kakofonia klaksonów i „odważny” styl jazdy chińskich kierowców, sprawiały że człowiek chłonął to wszystko, jak jakąś nierealną bajkę. Wszędzie wyśmienita i charakterystycznie aromatyczna chińska kuchnia, uwodząca nozdrza od luksusowych lokali poczynając, na ulicznych, spowitych dymem „garkuchniach” kończąc. Wszędzie małe biznesiki, lepsze i gorsze oraz krzątający się przy nich ludzie. Zmęczeni, ale pracowici. Jak mrówki, budujący pozycję swojego kraju. Kraju, który warto poznać i pobyć w nim dłużej.
Z braku czasu nie mogłem fotografować tyle, ile bym chciał, ale taki był urok tej typowo roboczej wizyty. Nawet, gdybym chciał pstrykać nocą, to sił brakowało po intensywnych dniach rozmów. Jedynie pierwsza noc po przylocie do Szanghaju dała chwilę okrojonej sposobności na zrobienie kilkunastu zdjęć. Najważniejszym celem pobytu w w Chinach było konsekwentne zacieśnianie współpracy pomiędzy prowincją Hubei, a województwem kujawsko-pomorskim. I to się z nawiązką udało.


















