A mecz wciąż trwa
Miła odskocznia dzisiaj. O dziwo w telewizji, którą rzadko oglądam. „Gol” to film o marzeniu. Opowiada historię Meksykanina Santiago Muneza, którego największą miłością jest piłka nożna. Realizując marzenia, dzięki szczęśliwemu splotowi okoliczności trafia na słynnego angielskiego piłkarza i selekcjonera Foya. Ten przekonany o jego talencie, proponuje mu grę w pierwszoligowej drużynie Newcastle United. Chłopak wbrew ojcu wyjeżdża do Anglii na spotkanie piłkarskiej przygody. To pierwsza część trylogii o młodym piłkarzu, blaskach i cieniach miłości do futbolu. Film utrzymany w klimacie trochę familijnym, co tylko dodaje mu uroku. Udział w nim wzięły gwiazdy futbolu europejskiego, m.in. Zidane czy Beckham. Obejrzałem z nieukrywanym zainteresowaniem.
„Goal”, reż.Danny Cannon, wyk.Kuno Becker (Santiago Munez), Alessandro Nivola (Gavin Harris), Anna Friel (Roz Harmison), Stephen Dillane (Glen Foy), Gary Lewis (Mal Braithwaite), Kieran O’Brien (Hughie McGowan), Sean Pertwee (Barry Rankin), 115min USA 2005
A w polityce? Cóż. Wielu czeka na przelewanie żółci z mojej strony. Nic z tego. Kiedy stało się oczywiste, że w wyborach samorządowych nie wezmę udziału wsiadłem w auto i pojechałem do Gdańska. Spacer po Starówce, powiew morza i wyciszenie. Tego było mi potrzeba. Mam teraz czas na zaległe lektury, pisanie (na razie do szuflady), spacery. Chyba pierwszy raz od wielu lat wybiorę się na prawdziwy urlop. Reaktywacja koalicji nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć. Rozumiem sens jej powstania i okoliczności, które ją stworzyły. Nic więcej.
Ten czas był bardzo pouczający. Fakt, że sam Wojciech Wierzejski zaangażował się w tę całą operację, sprawił mi naprawdę wielką satysfakcję. W polityce jest jak w futbolu, raz się wygrywa, raz przegrywa. A ten mecz jeszcze trwa. I będzie z pewnością bardzo ciekawy. A jak bardzo, to się wkrótce okaże.


















